Spadek, kiełbasa i książka

Herbert
Herbert

Polska historia najnowsza obala tezy Abrahama Maslowa o konieczności zrealizowania potrzeb fizjologicznych i bezpieczeństwa by móc realizować potrzebę samorealizacji. Stało się wręcz odwrotnie jak zakładał Maslow. W czasie wojny w okupowanych miastach i w obozach zagłady, w Polsce stalinowskich represji, powojennego terroru i niedostatku – kwitła sztuka.

Istniało tajne nauczenie, nieoficjalny obieg literatury, Kultura Paryska, a potem Uniwersytet Latający i niezależna literatura lecz i w oficjalnym nurcie nie brakowało dzieł wybitnych w muzyce, literaturze, teatrze, filmie a także osiągnięć w kulturze masowej. W teatrze działali Grotowski, Szajna, Kantor, Tomaszewski, pisali Iwaszkiewicz, Konwicki, Herling-Grudziński, Dąbrowska, Gombrowicz, Mrożek, Jasienica. Tworzyli poezję Herbert, Grochowiak, Miłosz, Nowak, Zagajewski, Kornhauser, Szymborska, Poświatowska, Lipska i Miłosz. Pisali teksty Osiecka, Młynarski, Przybora, Kofta. Komponowali Wasowski, Hołdys, Nalepa, Niemen, a w muzyce poważnej Lutosławski, Penderecki, Kilar. W filmie mieliśmy takich geniuszy jak Has, Polański, Wajda, Kawalerowicz, Munk, Kieślowski. W plastyce mieliśmy Szajnę i Hasiora, Beksińskiego, Kobro i Strzemińskiego, Wróblewskiego i Lebensteina, Gruppę i Łódź Kaliską. Działali tacy wybitni aktorzy i twórcy teatru jak Holoubek, Łomnicki, Świderski, Hanuszkiewicz, Swinarski, Jarocki, Grzegorzewski. Celowo zmieszałem artystów działających oficjalnie i po za krajem, w konspiracji i oficjalnych mediach reżimowych, w różnych okresach i nurtach sztuki – a wymieniłem tylko nazwiska najbardziej znane i rozpoznawalne. Nawet zaangażowanie w kulturę oficjalną, podległą komunistycznej władzy przynosiło dzieła wybitne. Hanuszkiewicz i Hasior byli pupilami władzy, podobnie jak Iwaszkiewicz, Penderecki czy Abakanowicz, Szajna czy Tomaszewski, Axer czy Łomnicki a jednak efekty artystyczne ich działalności  były wybitne. Skrytykuje ich potem wszystkich bez wyjątku Herbert, wyszydzi Łysiak lecz ślad po ich artystycznej obecności, paradoksalnie, dał memu pokoleniu siłę do zmiany, moc do przetrwania ciemnych czasów komuny. Pamiętam jak na Wyzwoleniu Wyspiańskiego w reżyserii Kazimierza Dejmka w Teatrze Polskim w Warszawie [z Haliną Mikołajską i Janem Englertem w obsadzie] przez wentylację wydostał się gaz, którymi milicja strzelała do demonstrantów 11 listopada 1982 roku. Biliśmy brawo łzawiąc razem z aktorami, wszyscy na stojąco, przez dwadzieścia minut. Zarówno Dejmek jak wielu artystów z tamtego przedstawienia w jakimś sensie, na jakimś etapie swojej kariery, popierało istniejący system.

Odzyskaliśmy wolność, poprawił się los gospodarczy kraju, w tym wielu rodzin i konkretnych ludzi, zyskaliśmy paszporty i dostęp do tysięcy książek i filmów, do wiedzy i osobistego rozwoju. Możemy kształcić się i wyjeżdżać, wracać i inwestować ale wciąż czegoś brakuje… Oczywiście każde państwo, nawet zamożne i stabilne, boryka się z problemami społecznymi, trudnościami gospodarczymi, emigracją lub imigracją, przeludnieniem, wyludnieniem, presją wielkiego kapitału, niedoinwestowaniem lub przeinwestowaniem i tak dalej. Jednak w Polsce brak nam wizji przyszłości. W tym obszarze stara się coś zdziałać Kongres Obywatelski i jego twórca Jan Szomburg, ale to raczej wołanie na pustyni, niż skuteczny proces samouświadomienia i odpowiedzialności, który zachęca do działania. Moim zdaniem wynika to właśnie z błędów edukacji. Otwarty świat dający niezliczone możliwości – paradoksalnie i radykalnie się zatrzasnął, zawęził. Rolę edukatora przejęły media meinstreamowe, która sieją w do głów papkę, uproszczony wizerunek wszystkiego do czego się dotkną, rolę kultury przejęły gry video, rolę debaty i dyskursu wypełniają spory polityczne, rolę autorytetów spełniają celebryci i radykalni populiści.

Pokarz mi swoja bibliotekę a powiem ci kim jesteś – powiedział jeden z moich nauczycieli dawno temu. Skąd mamy czerpać wiedzę o świecie, jego ideach, historii, jak budować wyczucie etyczne i estetyczne – jeśli nie z książek? Trzeba zaprowadzić dzieci do muzeum, do galerii – nie po to żeby pokazać im czołgi i armaty naszych klęsk ale kreskę Malczewskiego i ujęcie przyrody przez Chełmońskiego, impresjonizm Boznańskiej i przerażenie Beksińskiego, groteskowość u Dudy-Gracza i prowokatywność Libery, Kozyry lub Althamera. Trzeba im czytać bajki żeby same zechciały czytać, gdyż to wciąż najtańszy i najszybszy sposób zwiedzania światów i umysłów rozlicznych ludzi.

Właśnie z powodu spłycenia naszego zmysłu obserwacji, uproszczonej wizji świata, w której konsumpcjonizm stanowi jedyną treść życia, nie ma debaty publicznej, a to co widać w telewizji, to pyskówka politycznych kolesi, którzy udają walkę na poglądy. Zideologizowanie naszej debaty publicznej to całkowita hucpa, cyniczna arogancja polityków, którzy grają na skrajnych emocjach wyciągając z szafy listę dyżurnych tematów: a to eutanazja, to znów aborcja, niemieckie resentymenty, katolickie radio, to znów lustracja część siódma, no a teraz mamy nagrania i wyznania przy kotlecie. Niestety tak wygrywa się wybory w społeczeństwie ignorantów, którzy nie mają swojego zdania, którzy nie tworzą niezależnych struktur, nie mają własnych poglądów, oprócz wyczytanych nowinek na jakimś portalu. Skąd mają czerpać wiedzę? Dawniej były megafony, dziś mamy marketing głównego nurtu. Nie wiesz co masz myśleć? Wejdź na mainstreamy portal, otwórz kolorowe pismo, posłuchaj celebryty.

W Łodzi bieda, w Przasnyszu bieda, w Kaliszu i Wałbrzychu, w Nowej Wsi Wielkiej i w Nowej Wsi Małej. Jednak według wszelkich danych długoterminowych lepiej już było, najlepiej jest teraz. Pisałem już o tym, że przeliczając różne wskaźniki demograficzne, wzrostowe, porównując historycznie potencjały gospodarcze państw Europy – można uznać, że Polska jest w okresie super prosperity, w jedynym takim okresie od czasów Zygmunta Starego. Następne lata są niepewne, choćby z powodu demografii [Polska się wyludnia], postawy Rosji, pełzającego kryzysu, wahań w Unii itp.  Ostatnie 25 lat to nieporównywalny skok gospodarczy, cywilizacyjny i polityczny w porównaniu do lat mojej młodości, nie mówiąc o młodości dziadków czy pradziadków współczesnych młodych ludzi. Anegdoty o occie na półkach sklepowych, pomarańczach na święta i punktach za pochodzenie społeczne na studiach, to tylko historyjki. Wyobraź sobie jednak handel wymienny podstawowych towarów potrzebnych do życia, poczucie depresji, ogłupiającą propagandę, szarzyznę i brud, przekupstwo i kumoterstwo, wszechobecną niemożność i cynizm.Wyobraź sobie, że żyjesz w troszkę liberalniejszej Korei Północnej, w której uwięzieni ludzie mają tylko niszową kulturę lub uganianie się za tanią kiełbasą. I teraz, gdy od kiełbasy i wódki uginają się półki, teraz brak nam wizji. Problemem jest nie tylko brak pracy, ale przede wszystkim bark edukacji i wynikającej z niej świadomości, dojrzałości, odpowiedzialności. Ostatnie 25 lat, to lata stracone w tym względzie. Jedna z postaci w mojej książce Coaching Tao Trynidad Gomez-Grabowska, przytacza buddyjski poglądBrzydkie miasta, brudne, zaniedbane miejsca świadczą o masowych nadużyciach seksualnych. Jak to możliwe? Otóż, jeśli w danej społeczności często naruszana jest etyka seksualna, dochodzi do molestacji i nadużyć, których obiektem są ludzie, to jeśli ludzie źle traktują siebie nawzajem, to tym gorzej traktują zwierzęta, a już w całkowitej pogardzie mają przyrodę, dobro publiczne, wspólne miejsca a także pracę, swoją i innych. Bogactwo zaczyna się w głowie, etyka zaczyna się w sercu, odpowiedzialność w trzustce i wątrobie. Jesteś tym co myślisz, tym co czujesz i tym co jesz.

Co powiesz swemu dziecku o przyszłości, kim jesteś, kim jesteśmy, dokąd to prowadzi? Jaki obraz relacji społecznych chcesz przekazać młodym ludziom? Jak wytłumaczysz się z cynizmu drogi polityku, z psucia dobrego obyczaju, z kuriozalnych opinii? Co powiesz na temat przyszłości? Jak wyjaśnisz zmiany swoich poglądów i płytkość sądów? Czym uzasadnisz brak wizji? Jaki spadek chcemy zostawić?

Spadek, kiełbasa i książka
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

47 komentarzy

  1. natomiast studiowac dla studiowania i rozwoju…to tez bym chciala filozofie;))))))albo psychologie,albo inne ,humanistyczne nauki….
    albo malarstwo ,albo jakeis rzemioslo artystyczne…..
    tak sztuka dla sztuki,dla wiedzy…..nie dla zarobku
    ;)))))))
    ale juz wiem…na uniwersytecie III wieku

  2. Chyba niepotrzebnie od ogolnych przemyslen doszlo do osobistych uwag.

    zeby bylo jasne …
    Bron Boże ,nie zarzucam Aniuli filozofii ,tylko rozwazam , w swietle pytan o prace…..o wyzsze wyksztalcenie,o koniecznosc zarobkowej emigracji,o panstwowe wydatki ni ich sensownosc….

    czy aby koniecznosc zdobywania jakiegokolwiek wyzszego wyksztalcenia dla dyplomu magistra zmienia cokolwiek pozniej dla absolwenta,czy zmienia sytuacje na rynku pracy???co tak naprawde od tego dyplomu to zalezy? czy moze ten dyplom podnosi chociaz poczucie wartosci???a moze raczej to ,ze sie pracuje i otrzymuje za to wynagrodzenie…..???bon pracpwanie z dyplomem na kasie budzi frustracje….

    czy np wyksztalcenie w trzech kolejnych projektach unijnych kilkudziesieciu jesli nie coachow w miasteczku takim jak moje bylo uzasadnione z punktu widzenia rynku pracy????
    (najbardziej dla tych ,ktorzy zarobili na projekcie:))))))))))))))))

    ilu z nich dzis naprawde jest coachami ???? w miescie daleko biedniejszym niz Warszawa ,Krakow , czy Poznan…..ludzi nie stac na takie fanaberie jak chodzenie do coacha…….
    ;))))))))))))))

  3. Okropnie agresywnie zrobiło się na tym forum. Zastanawia mnie w ogóle co takiego jest w Polakach, że zamiast próbować się dogadywać i być ciekawym swoich poglądów i doświadczeń natychmiast zaczynają skakać sobie do gardeł. Ferować ocenami. Udowadniać swoje racje. Dogryzać sobie. Itd. Na czym polega ten fenomen. Może ta cała zagmatwana historia powoduje taki rys osobowości. Lepiej by było jednak po prostu romzamwiać i byćciekawym innych. Po prostu.

  4. Dobra dobra, to że skończyłam filozofię, nie znaczy, że nic innego nie robiłam. Mam duże doświadczanie w sprzedaży. Pracowałam w biurach podróży, sprzedawałam hurtowo cement i umowy telekomunikacyjne . Byłam pilotem wycieczek, asystentką prezesa….. A teraz po prostu jestem w takim wieku i z takim doświadczeniem, że mało kto mnie chce, bo kitu sobie wciskać nie dam i cenić się też będę a nie z wywieszonym jęzorem pracować za 1500 zł. Dlatego też szukam dojść do szefów firm, bo tacy to się nie boją ludzi z ikrą, ich pracownicy natomiast tak. No, bo to trzeba albo się podszkolić, albo wziąć się do roboty. Mam doły jak każdy , kiedy mimo wysiłków, trafia się w pustkę. Potem staję na nogi i do przodu. Jeżeli brak pracy to objaw, to raczej słabości naszego rynku, zatrudnianie studentów za płace minimalne, mobbing, niewydolność i zgnuśniałość kadry zarządzającej. Cały czas mam chęć do nauki, wykorzystuję okazje. Jestem po egzaminie z angielskiego i idę robić wyższy poziom. Jak to jest, że Polacy wyjeżdżają za granicę i są doceniani? Dopiero od września ruszy się coś na rynku pracy, ponieważ spłyną nowe pieniądze na projekty unijne, ale co będzie jak się skończą?

  5. i jeszce tylko dodam a propos afery tasmowej ,ze nawet nawet VIP jest tylko czlowiekiem ze swoja ciemna strona ksiezyca….

    nie jest powiedziane,ze jest szlachetny i uczciwy do szpiku kosci ,choc chcialoby sie w to wierzyc….a raczej oczekujemy tego -nie tylko w sferze politycznej i zawodowej ale tez prywatnej.
    ani stanowiska ani wyksztalcenie tego nie gwarantuja.

    VIPom tez wystaje czasem prywatna sloma z butow.

    czasem ktos to nagra.

  6. Dziewczyny ,troche sie nakrecilyscie ,chyba niepotrzebnie,dwa kroki w tyl ;)))))dwa wdechy….bo moze w emocjach sens wypowiedzi zostal stracony….

    Dżo-ann , nie ma „gorszych studiow „wg mnie….sa tylko bardziej i mniej w zyciu przydatne i to z punktu widzenia konkretnej osoby w konkretnym zyciowym punkcie….nawet wieka milosc i pasja moze prowadzic do sciany „stop.dalej nie moge” -nawet jak sie jest lekarzem czy prawnikiem.

    owszem ,praca w moim zawodzie raczej zapewnia mozliwosc zarobkowania -choc i mi zdarzylo sie byc bezrobotna…..a czasem zanim sie znajdzie swoje miejsce ,dorabia sie dyzurujac na SOR-ach czy w pogotowiu.
    …nie kazdy zarabia 20 tysiecy miesiecznie ,ale tez nie wszyscy moga byc ortopedami czy urologami…..
    jako lekarz pracowalam tez jako putzfrau i wcale nie bylo to dla mnie ujma…a bardzo wartosciowykm doswiadczeniem. no ale taka moja karma ,ze zycie co chwila sprawdza moja otwartosc….;)))))))))))
    nie o tym chcialam

    chcailam raczej wytlumaczyc .ze moze rozsadniej jest szukac pracy takiej , na jaka jest popyt i ksztalcic sie w kierunkach potzrebnych do zdobycia naprawde istotnego wyksztalcenia…
    Przytaczalam DE i tez do tego wroce ,bo wydaje mi sie ze rozsadniej jest to zorganizowane.
    zroznicowanie szkol jest juz na poziomie gimnazjum-do „prawdziwego”gimnazjum ida dzieci najzdolniejsze,kierowane przez nauczycieli a nie ambitnych rodzicow…i dalej na studia trafaiaja juz wyselekcjonowani,ambitni i zdolni.
    studia wyzsze naprawde sa dla wybranych.albo dla takich ,ktorzy potzrebuja rozwijac jakas konkretna potzrebna umiejetnosc

    oczywiscie ,gdyby jakies dziecko z szkoly dla przecietnie zdolnych okazalo sie nagle wybitne-moze z szkol realschule czy hauptschule przejsc do gimnazjum…

    wiele dzieci konczy szkoly z zawodem i zaczyna prace w wyuczonym zawodzie ,a doksztalcaja sie juz pozniej w sposob celowany-bo wowczas zdobywaja fachowa wiedze potzrebna praktycznie, w dodatku w zawodzie w ktorym jest praca….bo jak nie ,to szukaja innej.
    kazda pracujaca osoba ,placaca podatki jest ok.

    oczywiscie w DE jest tez cale mnowtwo darmozjadow i leniwcow ,ktorym sie nie chce i zyja na garnuszku panstwa.bo im sie nie chce.

    Znam Niemca ,40 latka z DDR, ktory dzis jest szefem wlasnej firmy, / jezdzi drogim mercedesem i kupuje garnitury z gornej polki ;)))))) pozostajac skromnym -(-wcale nie skapym;))))))czlowiekiem
    ….bo musi rozmawiac w inetersach z ludzmi ,ktorzy tez jezdza mercedesami

    zaczynal jako mechanik samochodowy….pozniej sprzedawca w salonie, pozniej -projektowal i testowal systemy dla firmy samochodowej-i na tym etapie ksztalcil sie i rozwijal…..bo byl w czyms dobry i to cos bylo potrzebne firmie……na koniec ,w dobrym momencie zalozyl wlasna firme,przez kolejne lata inwestujac w nia i poswiecajac temu cale mnostwo czasu i energii , i ktora prowadzi z sukcecem….ale oznaczato prace 24h/dobe,pelna dyspozycyjnosc,troske o pracownikow i zaspakajanie ich naleznych wymagan,zdobywanie i podpisywanie waznych kontraktow gwarantujacych dalsza prace pracownikom ,rozwiazywanie problemow kadrowych,prawnych i ekonomicznych…..odpowiedzialnosc za ludzi ,i wszystko to co ci ludzie tez moga wymyslec….
    to nie sa wakacje pod palemka tylko ciagle glowkowanie i negocjacje-do ktorych zawsze mial talent ;))))

    szef urlop bierze ostatni ,gdy juz wszyscy sa po wakacjach ,a wielokrotnie nie bierze go wcale ,bo w firmie wiecznie cos sie dzieje i trzeba odwolywac wlasny wypoczynek.
    tak naprawde to wszystko stoi za za tym drogim samochodem i garniturem ,ktory jest elementem wizerunku firmy…. bo w weekend w gumowcach i podkoszulku kosi trawnik
    ;))))))))))
    i rozrzewnieniem wspomina ,jak to bylo sie pracownikiem ,o 17 zamykalo komputer i na piwko do pubu…..wolna glowa,niech sie szef martwi……

    za czasow naszych rodzicow bylo podobnie….moj ojciec zanim skonczyl wysze studia i przepracowal do emerytury jako nauczyciel-uczyl sie w szkole zawodowej technicznej ,w licem ,w szkole zawodowej policealnej i na koniec studiowal…pracujac i laczac w calosc swoj potencjal inetelektualny ,predyspozycje i zainetersowania…nie musial tego robic-chcial -ale tez bylo to potzrebne…..bo byla praca,w ktorej to wyorzystano ,nie odwrotnie
    ;)))))))))))))
    skoro dzis wiecej potzreba kasjerow ,to moze nie kazdy musi isc na studia????po wielu kierunkach mozna tylko zostac na uczelni ,albo roszerzyc poszukiwania na rynku za granica….po np oceanografii fizycznej raczej ni znajdzie sie zatrudnienia w zawodzie w PL…ale takie studia tez sa ,choc nikt sie nie zastanowil ,po co????
    ilu oceanografow nam trzeba?????

    czasem ludzie pracuja zeby sie utrzymac i pasje realizowac popoludniami…ja tez chcialabym zyc z malowania obrazow albo lepienia glinianych naczyn,albo szycia torebek…..ale moj talent do sprzedazy -o wiele bardziej istotny niz talent tworczy okazal sie mierny ,wiec wiem ,ze z tego nie przezyje.

    Wiec pracuje gdzies indziej ,a torebki szyje w wolnym czasie ,obdarowujac nimi znajomych
    ;)))))))))))))))))
    w sensie wartosci- kiedys praca byla dla mnie wszystkim ,dzis jest zaledwie czescia zycia….i przyznaje ,ze nie przywiazujac do niej az takiej wagi -zyje mi sie lzej.
    choc pracowac musze- zeby utrzymac siebie ,dziecko ,mieszkanie…
    i o paradoksie,ani jej jakosc wcale w zwazku z tym nie spada ani moje poczuci wartosci
    ;))))))))))

  7. Mnie drażnią ludzi gorzej wykształceni itd.?
    Hahaha, a to dobre :-)
    Czytanie ze zrozumieniem polecam. Zaś stwierdzenie FAKTU (że ludzie są mądrzy, głupi, pracowici, leniwi itd.) NIE jest oceną.

  8. @AgaWa ja lubię polemizować. To nawet ciekawie, kiedy rozmówca do czegoś się przyczepi, coś zarzuci, w czymś się nie zgadza. Nie widzę jedynie sensu, w tłumaczeniu się z czegoś czego nie powiedziałam.

    Nie jestem wielbłądem dlaczego mam pisać, że nim nie jestem i tłumaczyć proste sprawy?

    Pomyśl w ciszy, usiądź sama ze sobą, czemu tak drażnią Cię ludzie po gorszych studiach, czemu irytują i przeszkadzają Tobie ci, którzy nie pracują i chcą się obijać (ich wybór w końcu nie?). Często tu na forum sobie przeczysz i niezbyt fajnie drwisz z ludzi.
    Pozdrawiam!

  9. Człowiek nie może być kim zechce, bo ogranicza go wiek, płeć, zdolności, predyspozycje, stan zdrowia, sprawność ruchowa i milion innych czynników. Więc wmawianie ludziom, w tym dzieciom, że wszyscy są równi i że mogą wszystko, i że wszystkim należy się to samo, i że jak się tylko mocno postarają to mogą mieć co tylko dusza zapragnie, jest nie fair, bo to nieprawdą jest zwyczajnie, bo to rodzi tylko frustrację, zawiść i gniew oraz poczucie niskiej wartości („staram się i staram i nic z tego nie wychodzi, więc jestem beznadziejna albo system polityczny jest beznadziejny”)
    Ludzie są różni, co innego lubią, zarabiają różnie, wykonują pracę o różnej odpowiedzialności. Po co to oceniać? Ktoś zarabia tyle, co zarabia. Je kolację za ileś tam. I super, bardzo się z tego cieszę, zwłaszcza, że niewiele mnie to obchodzi. Komuś tu się nie podoba, więc wyjeżdża, inny nie zamierza wyjechać choćby nie-wiem-co. I świetnie.

    Ale zawsze w konkretnych uwarunkowaniach to ten konkretny człowiek decyduje, co w konkretnej sytuacji zrobić. W tym sensie wszystko zależy od nas – od nas zależy jak wykorzystamy potencjał danej sytuacji. Konkretny człowiek podejmuje takie lub inne decyzje i w tym sensie wszystko zależy od niego.

    Ale to nie znaczy, że jak 80-letnia babcia postanowi zostać kaskaderem, to nawet jak się będzie bardzo bardzo starać, nawet jak się pozapisuje na 20-godzinne kursy skakania z okna, że się jej to uda. Może ew. w przyszłym wcieleniu. W przypadku babci nie ma sensu porównywanie swojej sprawności z 20-latkiem który wygrał właśnie konkurs jeżdżenia na jednym kole na motocyklu. Pan Czesio spod budki z piwem nie ma co marzyć o zostaniu królową matką, zaś … nie, już nie będę przytaczać przykładów z prezesem NBP na wszelki wypadek … itd. itd. … Dobrze jest rozpoznać swoją aktualną sytuację, celować w realne możliwości i nie zajmować się innymi ludźmi (w sensie nie porównywać swojej sytuacji do innych). Niby podstawy. Ale jak przyjdzie co do czego, to nie potrafimy ocenić swojej sytuacji i mamy pretensje do całego świata że jest zły.
    A świat toczy się zwyczajnie do przodu, czas płynie, słońce wschodzi i zachodzi, deszcz pada albo nie, ludzie w koło nas pojawiają się i znikają a my tymczasem jesteśmy wkurzeni, bo on zjadł drogą kolację, kupił lepszy samochód, ma pracę mimo że jest głupi a my po kursach siedzimy na bezrobociu, a już najgorsze że mu sporo płacą „za nic” a nam nikt nie chce zapłacić mało za „tak dużo”.

    :-)

  10. @AgaWa Kobieto, ja czytam co piszesz o sobie i innych. Tylko czytam.

  11. Rozumiem, że to, co piszę może być niewygodne: tak, ludzie są różni i nie każdy może być królową angielską niezależnie od tego co mówią spindoktorzy. I nie każdy tego chce.

    Zaś to, co napisałaś poniżej to klasyczna projekcja Twoich wyobrażeń.
    A ja nie jestem lekarzem.

  12. @AgaWa kompletnie niepotrzebne wycieczki osobiste do kogokolwiek??? Na coachigowym forum?? Nie masz szacunku do ludzi. A jesteś podobno buddystką???!!! Szanujesz tylko tych, którzy tak jak ty są lekarzami i do czegoś w życiu doszli.
    ZBYT ŁATWO CI PRZYCHODZI OCENIANIE INNYCH LUDZI.

  13. Oczywiście, jak zwykle, całkowicie się zgadzam z wypowiedziami *ania

  14. Zaś Aniula skończyła filozofię i dziwi się, że nie może znaleźć pracy w zawodzie ;-) hehehehe. Myślę, że trzeba sobie w tej sytuacji znaleźć bogatego sponsora, nie widzę innego wyjścia. Albo wziąć przykład z mistrza, np. Arystoteles uczył komuś dzieci matematyki, zdaje się. No, jednak umiał coś konkretnego (geometrię miał obcykaną). Ew. można założyć pracownię tipsów i malowania pazurów i filozofować po godzinach :-) Lub zostać na uczelni, tylko że chyba wszyscy absolwenci tego kierunku tam się nie zmieszczą…. No ale zawsze można wyjechać za granicę i pracować na zmywaku.

  15. Na razie jestem na etapie myślenia, że może by zmienić pracę na jakąś inną, ale jak dotąd nie chciało mi się wysłać żadnego cv gdziekolwiek. Premierze, jak żyć???

  16. Magda, w swoich wypowiedziach odnoszę się do tekstu Dżo-ann (25-06-2014 o godz. 16:45) poniżej: „Polska jest według mnie takim Pewexem dla ludzi zamożnych, ze świetnym, wysoko płatnym zawodem albo z koligacjami, znajomościami i pozycjami. Ci których nie stać mogą sobie z łezką w oku tylko patrzeć.”

    Pragnę zauważyć, że w Polsce mieszkają także ludzie głupi, leniwi, nielubiący się uczyć, leserzy i niebieskie ptaki, a także zwyczajnie mało zdolni co to w szkole ledwo tróje, lubiący pracę fizyczną a nie biurową (są tacy) itd. Niektórzy są silnie przywiązani do swojego zawodu i nie widzą, że nikt nie potrzebuje np. bednarzy i usiłują znaleźć miejsce pracy którego nie ma i żądają od rządu stworzenia tych miejsc.

    Nie wszyscy mają te same zdolności i wszyscy nie będą zarabiać po 20tys. na miesiąc na umowie o pracę.

    W Polsce są też ludzie pracowici, zdolni, uczciwi, z dużym zmysłem organizacyjnym, naturalni liderzy, pomysłowi, innowacyjni.

    Trzeba umieć docenić innych ludzi. Nie tylko tych wywożących szambo (jak tu się postuluje), ale także tych na wysokich stanowiskach. Zobaczyć, jakie wykształcenie, intelekt, doświadczenie, odporność na stres, umiejętności negocjacyjne i jaką odpowiedzialność trzeba sobą prezentować żeby zostać WYBRANYM na nieodwoływalne stanowisko prezesa NBP.

    Pokory trochę …

    Magda, ja osobiście nie walczę z żadnym systemem. Ja od lat walczę głównie ze swoim lenistwem. Bo gdyby mi się tak chciało, jak mi się nie chce, to byłabym najbogatszym człowiekiem w Polsce :-)

  17. Magda,
    to wszystko wydaje mi sie zrozumiale.W koncu wyjechala nie z powodu wilczka i zarobkow- tylko jak napisalas, z milosci ;)))))reszta jest juz konsekwencja. Na twoja kolezanke po prostu przyszedl kolejny etap w zyciu -rodzina i dzieci okazaly sie teraz wazniejsze niz zawodowa pasja…do ktorej moze kiedys wroci ;)))))
    praca jest tylko czescia zycia i moze nie warto od niej uzalezniac jakosci calego zycia….

  18. wmieszam sie do was;))))

    ja tez jestem za szacunkiem dla pracy, takze tej „brudnej”,nocnej,malo satysfakcjonujacej. ktos to musi wykonywac, zeby ktos inny nie musial….

    nie kazdy musi byc magistrem ,bo nie trzeba nim byc, wystraczy moze zawodowe.
    za dobrze wykonana prace powinna byc zaplata i szacunek.
    juz raz zapytalam. powtorze:
    na bezcelowe wyzsze wyksztalcenie dla kazdego wydajemy jako panstwo kupe kasy, wiecej niz na fundusz reprezentacyjny jednego prezesa NBP….
    oczywiscie ,ze na to musza byc srodki…kto uwiezrzylby w prezesa jedzacego w barze mlecznym??? i jezdzacego rozklekotana skoda?
    niech na studia ida naprawde ci ,ktorzy cos moga do nauki ,ekonomii ,rozwoju ,polityki wniesc
    ,co oczywiscie nie znaczy, ze kasjerce z matura czy szkola pomaturalna nie nalezy sie szacunek .jesli dobrze wykonuje swoja prace.

    po co komu tylu magistrow????zwlaszcza w kasach supermarketow????

    u zachodnich sasiadow szanuje sie kazdego kto pracuje,i tez zrozumiale jest ,ze prezes zarabia wiecej niz robotnik. robotnik nie ma pretensji ,ze skonczyl studia ,a pracuje fizycznie….bo ich nie konczy, cbo po co? szkoly i ksztalcenie wyzsze w DE kosztuja rowniez, nie kazdy moze sobie na to pozwolic. Poza tym
    szambiarze ,ogrodnicy nauczyciele,sprzatajacy ,budowlancy sa potzrebni takze…
    dobry fachowiec tez dobrze zarabia i jest poszukiwany…elektryk czy hydraulik naprawde ma wziecie .ale musi znac sie na tym co robi, znac przepisy i normy…zadnego kombinowania na wlasna reke, zadnych widzimisie i o paradoksie….tez musi jakos wygladac…bo wyglad swiadczy tez o jakosci firmy.

    moze problem lezy w tym minimum finansowym-ze z dobrze wykonywanej prostej pracy da sie spokojnie zyc, zaplacic ubezpieczenie zdrowotne i pojechac na wakacje……?????

  19. AgaWa, nie widzę powodu dlaczego komentarze na tym blogu mają być takie haterskie.
    Wszyscy borykamy się z tym systemem na różne sposoby, należałoby się raczej wspierać niż ze sobą walczyć.

    A w kewstii praktycznej – jak przy umowie o dzieło rozwiązałaś problem ubezpieczenia?

    Co do królowej w UK.
    Wielu ludziom tam nie podoba się pomysł opłacania królowej.
    Większość jednak traktuje królową jako opłacalną atrakcję turystyczną.
    Ciężko by to było odnieść do prezesa NBP w Pl.

  20. Tak się składa, że też pracuję na umowę o dzieło za niewielkie pieniądze. I w ogóle mi nie przeszkadza reprezentacyjna kolacja prezesa NBP.

    A jak się pracuje w szkole językowej, to chyba nie ma co się dziwić, że się pracuje popołudniami i wieczorami, bo wtedy dzieci wychodzą ze szkoły i mogą pójść na zajęcia dodatkowe? Mylę się? Ale jak ktoś popołudnia chce mieć wolne, to faktycznie problem. Ewidentnie zły zawód wybrany, nie dziwne, że zrezygnowała z tej pracy.

  21. Myślę AgaWa, że nie do końca zrozumiałaś intencje Dżo-ann.
    To nie chodzi o zawiść.

    Mam koleżankę, z którą pracowałam razem w szkole językowej.
    Była świetną lektorką, wszyscy ją kochali, ona sama uwielbiała uczyć.
    Wszyscy chcieli mieć z nią zajęcia.

    Zakochała się i wyemigrowała.
    Pytam się jej, czy nie chciałaby nadal pracować w zawodzie.
    A ona na to, że chce mieć taką pracę, z której wyjdzie o określonej porze,
    i będzie miała czas dla rodziny.
    Żadnego sprawdzania sprawdzianów po godzinach, wypełniania bzdurnych raportów, itd.

    Tak mówi osoba, która ewidentnie ma powołanie do tego zawodu i odniosła w tym
    prawdziwy sukces.

    I ja z jednej strony myślę – szkoda jej talentu.
    Ale z drugiej – praca w tej szkole językowej to była oczywiście praca na umowę o dzieło,
    za niewielkie pieniądze. Rzeczywiście pełno było tam jakiejś bezużytecznej papierkowej roboty. A dyrektor tej tzw placówki to był taki młody wilczek, który z pracownikami rozmawiał podniesionym głosem.
    Tak właśnie wygląda praca w polskim wydaniu.

    Więc to nie chodzi o zwykłą ludzką zawiść o to, że ktoś może wydać 1500 złotych na obiad w restauracji. Tylko na brak szacunku dla cudzej ciężkiej pracy.

    Dżo-ann ma rację.

  22. Czy premier ma chodzić w garniturze z second handu za 20zł żeby innym, co patrzą na niego, nie było smutno*, że nie mają kasy na porządny garnitur?

    *czyt.: żeby ich zawiść, zazdrość nie zżerała

  23. Do Dżo-ann:
    A mnie nie pociąga jakoś wizja szefa NBP Rzeczpospolitej Polskiej jedzącego obiad w barze mlecznym za 3,5 zł.
    Zupełnie nie.

    Po to jest fundusz reprezentacyjny właśnie, żeby prezes banku mógł zjeść kolację w eleganckiej knajpie w vip-roomie. Oraz np. kupić kosz świeżych, ozdobnych kwiatów za mniej więcej tyle samo, co ta kolacja, do wystroju reprezentacyjnego wnętrza w NBP.

    To, że ktoś zarabia na miesiąc tyle, ile kosztują te kwiaty nie ma znaczenia, niestety.
    Chcesz żeby szef NBP dał tą kasę z funduszu reprezentacyjnego Tobie? A czemuż to? Bo nie masz pracy???

    To jest prezes NBP i jego pozycja zapewnia stabilność systemu bankowego dla 38 milionów ludzi. Więc może sobie zjeść taką kolację oraz kupić porządny garnitur za kilka tys złotych. W Polsce to jest ciągle problem – zwykłej zawiści – bo ON MA, a JA NIE.
    W Anglii nie ma tego typu problemów, lud składa się nawet na stroje królowej i jej karety oraz konie.

    Więc – jak już ktoś narzekający na koszty kolacji zostanie prezesem NBP i będzie miał jego odpowiedzialność, to wtedy będzie się mógł wypowiadać.

    Bo na razie tego typu oceny „że jak on mógł wydać tyle na kolację” przypominają narzekania pana Czesia spod budki z piwem, że on nie ma takich szat i karet jak królowa. No nie ma. I nie będzie miał. Taka karma :-)

  24. Aniula …a moze na poczatek zmienic punkt widzenia….i wziac taka prace ,jaka jest do wziecia i jakiego pracownika potrzebuja i sprawdzic ,czy sie w tym odnajdziesz;))))))))))))
    ??????
    czasem trudno o taki strzal w dziesiatke ,zw znajdujesz to co ,czego sobie zyczysz, szef jest super, praca satysfakcjonujaca i w ogole nie trzeba sie narobic,trwa 5 godzin dziennie i przekracza srednia krajowa….
    wiekszosc prac nie spelnia wszystkich kryteriow-ale czy musi????
    praca to praca.
    ja przyjelam dzis strategie ,ze jak sie nie ma co sie lubi ,to sie lubi co sie ma.
    a to pozwala mi realizowac to ,co wazne.
    ;))))))))))

  25. @ania robię dużo rzeczy tylko nie umiem przekuć tego na finanse :) Nawet kiedyś udałam się na Akademię Ekonomiczną wyuczyć się konkretnego zawodu, coby być użyteczna społecznie, ale to był horror. Aby mnie do wariatkowa nie zamknęli to musiałam iść na Filozofię :) Ja chyba jestem za bardzo niecierpliwa ( no jakieś wady wypada mieć) i po prostu nie rozumiem czasem jak można tak strasznie wolno pewne rzeczy robić. Wystarczy zrobić plan , rozeznanie w temacie i się działa. Szukam chyba kogoś kto ma pomysł i zasoby lecz za bardzo nie wie jak je zagospodarować. Ja w tym gospodarowaniu jestem dobra :) Możliwe , że się szukamy :) Na razie dzieciaki nie gotowe do wyjazdu w obce kraje, ale może przyjdzie taki moment….
    A i jeszcze jedno, łopatologicznie o aferze taśmowej dla mniej zorientowanych ;)

    Wraca mąż do domu i zastaje w nim zapłakaną żonę, która pakuje w pośpiechu walizki.
    – Co robisz?! – pyta.
    – Odchodzę! Zdradziłeś mnie! – odpowiada żona i rzuca w niego plikiem zdjęć, na których widać jak uprawia on seks z kochanką. Mąż ze spokojem przegląda zdjęcia po czym zwraca się do żony:
    – Kochanie, uspokój się! Wszystko się ułoży! Musimy tylko wyjaśnić kto te zdjęcia zrobił i dlaczego chce zniszczyć nasze małżeństwo. :)

  26. Jest to wkurzająco niesprawiedliwe, że Irlandczycy mogą odczuć to, że praca jest wartością samą w sobie. A my możemy jedynie pójść na wykład ministra do wupu by się o tym nasłuchać. Taki dla mnie ot pewex. Ktoś kto ma lepsze perspektywy jak kiedyś, może i teraz dolary słuchać nie musi. Jest wybrańcem, choć ma dwoje uszu, parę oczu i w zasadzie może czasem urodził się jeszcze pod szczęśliwą gwiazdą?

  27. Z tego, co piszesz w Irlandii zblazowanie i trwonienie życia wynika z komfortu, z postawy „tak mi wygodnie”, z rozpasania i poluzowywania sobie po pracy. Jak opisać komuś polskie zblazowanie i rozpiernicz. Ktoś kto tutaj nie żył, nie wie jak nasze zblazowanie się udziela. Trzeba poczuć na własnej skórze jak to jest i dlaczego króluje zawiść a potem przy sprzyjających wiatrach dojenie państwa, pazerność, chciwość; merkantylne gnojstwo.

  28. @Magda ciekawe spostrzeżenia, choć gracz w golfa nie jest politykiem i nie np. msz płaci czyjąś jedną pensję za obiad?
    Mnie się nie podoba, że osoby takie jak np. @Aniula chciałyby pracować, robią wiele w tym kierunku np. na wolontariatach, mają wykształcenie a pracy nie mają za to minister Kosiniak-Kamysz przyjeżdża do Krakowa w ramach promocji funduszy unijnych na prelekcje o tym, że praca jest wartością samą w sobie. Jak daleko od słów od czynów?

    Ludziom nie trzeba prelekcji w tym temacie. Ci którzy nie chcą, nie będą pracować. Nie zmieni tego motivational speak Kamysza.
    Dla mnie praca jest luksusem, towarem luksusowym, o który trzeba zabiegać w Pewexie zwanym państwem.

  29. @Dżo-ann. Masz rację z tym Pewexem. Ja mam nieustające poczucie, że w Polsce nikt nie ceni po prostu pracy. Ludzie dostają jakieś marne grosze za ciężką pracę. I żyją w wiecznym poczuciu zagrożenia. Tutaj za najprostszą pracę dostaje się pieniądze na w miarę godne życie. Po prostu sama praca jest wartością samą w sobie.

    Ale chyba wszędzie jest tak, że są równi i równiejsi.
    Moja pracodawczyni opowiadała mi ostatnio, że zamożny gracz w golfa z Ameryki zapłacił w tamtym tygodniu 1500e za kolację! w restauracji w Dublinie. To jest szokujące. Ale różnica tkwi tylko w skali.
    U mnie w rodzinnym mieście ludzie zarabiają na życie zbieraniem złomu, czasem posuwają się do tego, że kradną tory kolejowe. Gdzieś w Afryce umierają z głodu. A w tym czasie ktoś
    wydaje 1500e na kolację.
    Myślę, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a chciwość prędzej czy później doprowadzi do zupełnego zniszczenia tej planety.
    Nie wiem, jak można by to odkręcić.
    Tutaj często ludzie mają wszystko, co można by mieć za pieniądze.
    Tzw wygodne życie. I często są zblazowani i trwonią życie.
    Wszędzie i zawsze chodzi o świadomość.

  30. Aniula…..
    znam samotna,dobrze wyksztalcona osobe ,ktora w wieku 50 lat, zdesperowana 500-zlotowym swiadczeniem przedemerytalnym, zdecydowala sie -mimo znacznej wady sluchu- nauczyc obcego jezyka i wyjechac do pracy za granice. Wyjezdzala ,umiejac sie zaledwie przedstawic.

    Dzis ,po ponad 10 latach ma dobra pozycje w firmie,w ktorej pracuje legalnie,duze doswiadczenie i szacunek. i satysfakcje. ze sobie poradzila z ogromnym kryzysem,jaki ja wowczas dotknal…

    nomen omen ,ma tez od lat wole Hashimoto- lyka eutyroks, robi kontrolne usg ,raz w roku odwiedza swojego endokrynologa i nie szuka dziury w calym…..
    energii zas ma za dwoje albo troje znacznie mlodszych ;) zdrowych osob.

    dla mnie jest przykladem osoby bioracej zycie jakim jest, otwartej i nieograniczonej barierami wieku czy niepelnosprawnosci.

    Aniula, ja zdaje sie jestem starsza od ciebie;))))))))))) i nie mniej zwichrowany mam zyciorys zdrowotny
    ale paradoksalnie choroba stala sie powodem do przemyslenia, co dalej.najbardziej balam sie ,ze utkne w jakims marazmie,rencie ,z cktorej ani nie przezyje ,ani nie rusze dalej w swiat.ani w lewo ,ani w prawo.
    tez nie bylo latwo

    a mimo wszystko zdecydowalam sie zaczac wszystko od poczatku, od wolontariatu ,przez smieciowe umowy ,od pracy „ponizej mozliwosci” czy bez prestizu wczesniejszego miejsca pracy. zeby zaczac to co chce osiagnac musialam sie zgodzic na to co jest,a nie na to co bym chciala. takze na prace jako osoba niewyksztalcona….
    szukalam takiego miejsca ,gdzie ze swoim „trudnym charakterem”;))))) moge nie przeszkadzac zbytnio innym i robic swoje.
    wrocilam do nauki,do inwestycji,do pozycji nowicjusza

    czasem tez sie oczywiscie martwie ,czy dam rade. czasem rozwazam inne mozliwosci. moze wyjade za granice. (ale wciaz sa wazne powody ,ze jestem tutaj.)

    rozmyslanie ,ze nie jest tak ,jak oczekiwalam, budzi czasem frustracje,ale na krotko.
    gdy mi ciezko- zaciskam zeby -bo sama tego chcialam , przemyslalam to i podjelam decyzje swiadomie ,a wszystko co sie zdarza,przeliczam w kategorii-czy zbliza mnie to do celu….jesli nie…po prostu rezygnuje.
    z perspektywy dwoch lat musze powiedziec ,ze najtrudniejszy byl pierwszy krok ,decyzja.
    ale dla mnie lepiej bylo zrobic cos glupiego niz tkwic rozdartym miedzy „chcialabym” a „moge”.

  31. Kultura. Ciekawe, że najciekawsza kultura wcale nie rodzi się w miejscach, które mlekiem i miodem płynące. Ciekawe jak się to rozkłada.
    Tutaj ludzie, w tym ludzie b młodzi, piją jak smoki.
    Ale jednocześnie ciągle się w coś angażują i organizują.
    I są świetni w działaniach zespołowych.
    W niedizlę był tu Tom Crean’s Endurance Walk.
    Marszobieg po górach ku czci polarnika Toma Creana.
    Ponad 30 kilometrów. Opłata za udział 40e. 104 uczestników, medale pamiątkowe, itd.
    Znów – pełne zaangażowanie lokalnej społeczności.
    Z jednej strony totalne zaangażowanie, z drugiej bezmyślność i brak przewidywyania.
    To wymagająca trasa, idealnie wymagająca rocznego okresu treningów.
    Ci młodzi ludzie tu po prostu wstali rano i poszli.
    Z jednej strony brawa za zaangażowanie. Z drugiej – jest w tym braku treningu bezmyślność.
    I brak umiejętności przewidywania.
    Wszyscy ledwie dotarli do mety.
    Wydaje mi się, że jeśli do podobnych wyzwań podchodzą Polacy, to są do nich o wiele lepiej przygotowani kondycyjnie.
    To taki antropologiczny opis wydarzeń. Bez ocen ;-)

  32. Jestem zbulwersowana tym, że na koszt podatników politycy jedzą obiad za 1500 złotych (???!!!). Jestem w szoku, że można tak wyłączyć sobie mózg i przeżreć taką kwotę? W rachunkach to są kwoty za spotkania formalne, ale pan premier tłumaczy, że to były rozmowy prywatne. Przeputują i marnotrawią państwowe pieniądze na coś co zostanie pożarte i wydalone. Jak ktoś kto nie ma szacunku do pieniądza, może zarządzać bankiem polskim?
    Ja np. się w ogóle nie czuję bezpiecznie. Człowiek stara się coś uciułać, utrzymać pracę, samorealizować mimo że wszystko jest zmienne, niepewne, humorzaste i o żadnym poczuciu bezpieczeństwa nie ma mowy. Ale kogo obchodzi taki szary obywatel jak ja. To ja, moje podatki są przecież dla państwa, choć normalnie to państwo powinno być dla mnie? Polska jest według mnie takim Pewexem dla ludzi zamożnych, ze świetnym, wysoko płatnym zawodem albo z koligacjami, znajomościami i pozycjami. Ci których nie stać mogą sobie z łezką w oku tylko patrzeć.

  33. Ja często zadaję sobie pytanie dokąd właściwie zmierzam.
    Dzisiaj siedziałam w ogródku kafejki w małym miasteczku Dingle.
    W kafejce są oswojone rudziki.
    Siedziałam i karmiłam rudziki z ręki.
    W takich chwilach nie potrzebuję odpowiedzi na pytanie dokąd zmierzam.
    Po prostu jestem.

  34. @AgaWa położyłam się, pierwsza myśl, która się pojawiła była ” Stara jestem” . Więcej nie będę sprawdzać :) Już wolę myśleć, że mnie nie rozumieją :)

  35. Andrzeju S
    „lecz czymże jest każdy ocean jeśli nie morzem kropel.” – bardzo pasujący cytat, dziękuję

  36. Piszesz też, że ostatnie 25 lat pod względem budowania świadomości, odpowiedzialności. Myślę, że masz na myśli masę, zbiorowość, społeczeństwo jako takie. W tej zbiorowości jednak są jednostki przebudzone. W atlasie chmur Davida Mitchella padły takie słowa, które doskonale pasują do tego co ostatnio piszesz: „lecz czymże jest każdy ocean jeśli nie morzem kropel.” Każdy taki post, wpis, notka działa na wyobraźnię. Od myśli do działania jest już krótka droga. A potem już tylko użyteczny nawyk.

  37. Rzecz również w nawykach. Czytanie to nawyk. Tak jak oglądanie telewizji po powrocie do domu z pracy czy szkoły. Lecz wydatkowanie energii podczas czytania jest sporo większe od oglądania TV. Czytanie niezwykle często zmusza do refleksji. Refleksji na życiem i przyszłością. I można wtedy dojść do wniosków. Bolesnych. I po co? Przecież można obejrzeć kolejne ciekawe debaty.

  38. Demonizowanie wszystkiego co dzisiejsze i cywilizowane również nie jest na miejscu. To tylko druga strona medalu, kolejne ekstremum, w które wpadają nasze dualistyczne umysły – jak nie jedno to drugie, jak nie drugie to pierwsze. Gdzie synergia, współpraca?

    Thich Nhat Hanh opowiadał w swojej książce „Zrozumieć nasz umysł” dokładnie o tym samym, o czym napisał Pan w swoim artykule – brudny umysł -> brud wokół, agresywny umysł -> agresja wokół.

    Zachód ma w sobie tą ciekawą cechę iż potrafi tworzyć modele, reguły, przepisy i struktury. Bez miłości, bez współodczuwania i uważności przekształca się w bezdusznego robota, który potrafi głównie analizować.

    Oczywiście nadal nie uzdrawia to obecnej sytuacji w Polsce czy na świecie, bo dywagować to można nawet w toalecie, ale jak można działać? Jaki może być pierwszy krok? „Badź zmianą, którą chcesz ujrzeć na świecie” rzekł osławiony Ghandi. Stąd jaką zmianą chcę być?

    Panie Macieju, czy mógłby Pan wyjaśnić następujące zdanie „(…) odpowiedzialność [zaczyna się] w trzustce i wątrobie.”?

  39. Tej wizji przyszłości brakuje nie tylko na poziomie ogólnonarodowym ale przede wszystkim na poziomie jednostki. Większość nie wie dokąd zmierza i w ogóle po co zmierza. Nie odkrywa sensu swojego życia a być może nawet nie myśli aby go odkryć. Choć czasami w sytuacjach kryzysowych i ciężkich emocjonalnie zdarzają się przebłyski w tym zakresie. Jednakże przebudzonych jest niewielu w naszym społeczeństwie. Mało jest też autorytetów, które dadzą znak, sygnał, do takiego zrywu. Skąd więc czerpać inspirację? Autorytety w obecnym świecie hejtu wolą schować się w tłumie. I nawet ich w pewnym sensie rozumiem. Świat nieraz potrafi być okrutny. Nie zawsze wysokie wartości przyświecają naszym działaniom.

  40. zycie w obecnej cywilizowanej rzeczywistosci jest nawet podobne ,moze nie za dwa dolary ale za 200 …i nie w Afryce ,a w mniejszych miastach niz stolica slyszy sie podobne opowiesci. O tych samych frustracjach, lękach…o braku pracy,o dzieciach pozostawionycg samym sobie.jestesmy troche dalej technicznie,ale czy duchowo czy chocby psychologicznie????
    nie.
    a w sumie do zycia jest potrzebny kawalek chleba czy pomidora-niewazne ,czy bezgotowkowo wyhodowany na dzialeczce czy oplacony z pieniedzy zarobionych w korporacji.
    i pod tym wzgledem Polska to bogaty kraj ,bo mamy wode ,dobre tmperatury,ziemie,ktora rodzi,nawet bez unijnych doplat.

    dla mnie najcenniejszym i deficytowym dobrem jest…czas.zeby ten ogrodek przydomowy uprawiac.
    ;))))))))))))))))))

  41. Jeszcze mam taka refleksję:
    gdzieś tam np. w dżungli żyją ludzie – skromnie, ale nie biednie. Mężczyźni polują na ptaki, kobiety uprawiają poletko przydomowe, między tym biegają dzieci z psami i kozami. Żadnej przemocy, awantur itd. Głębia wglądu „jakimi rzeczy są” szamanów z dżungli wprawiła w zdumienie niejednego białego podróżnika.
    I znienacka pojawia się zachodnia kultura, z pieniędzmi, alkoholem, narkotykami, z pracą kobiet w dalekim mieście po 15h (niszczącą rodzinę), odbiera się tubylcom ich ziemię, aby zbudować fabrykę trującą wodę, ziemię i powietrze itd., ponieważ ludzie ci są niewykształceni z naszego punktu widzenia dostają najgorszą, najmniej płatną pracę za którą nie mogą się utrzymać, nie mogą już uprawiać ziemi bo im ją odebrano pod fabrykę korporacyjną szukającą taniej siły roboczej lub pod wielkouprawowe pola na których hoduje się rośliny na eksport do USA czy Europy, więc ludzie ci głodują, więc muszą COŚ ZROBIĆ żeby zarobić na jedzenie dla dzieci, no to zaczynają sprzedawać narkotyki itd. Do tego dochodzi rozpad rodziny, brak opieki nad dziećmi, przemoc mężczyzn sfrustrowanych brakiem możliwości zapewnienia swoim kobietom ochrony i lawina idzie dalej. Byle coś zarobić, cokolwiek, coś zjeść, naćpać się i pójść do klubu potańczyć aby zapomnieć o beznadziei, nie nawiązywać żadnych głębszych relacji bo po co, skoro i tak nie można ochronić swoich dzieci, kobiet przed przemocą. Nie warto.

    Od razu mam przed oczami końcową scenę z filmu „Misja”, gdzie de Niro grający księdza na łodzi z indiańskimi dziećmi odpływa głębiej w dżunglę. No ale obecnie już nie ma gdzie odpłynąć :-/ a za moment nie będzie dżungli w ogóle.

    Jest taki niewesoły, nudny film z kompletnym brakiem akcji z J.Deppem i M. Brando pt. „The brave”. Polecam.

  42. Aniula, sorry, ale nie zrozumie Cię nikt (zwłaszcza bez słów)
    Nie licz na to, szkoda czasu na szukanie kogoś, kto Cię zrozumie, bo taki ktoś nie istnieje.

    A czemu nie masz pracy? Połóż się, zamknij oczy i odpowiedz sobie na pytanie „dlaczego nie mam pracy”. Znasz odpowiedź.

  43. AgaWa,
    bylam ostatnio w „Twoim miescie” i mieszkalam w okolicach „Mordoru” ,jak sami pracownicy nazywaja korporacyjne zaglebie przy Domanieckiej….
    o 21 wciaz w pracy bylo sporo osob ,przez szklane szyby widac ,ze wiekszosc to mlode kobiety

    zastanawialam sie ,co oni robia…na czym polega ta tajemnicza praca przy ekranach ustawionych metr od siebie….
    do glowy przyszlo mi tylko jedno ,twoj punkt czwarty….ktos gdzies szyje dzinsy za dwa dolary,ktos tu za szklanym ekranem sprzedaje je za dwiescie, by ktos mogl gromadzic kapital potrzebny na przezycie nie przecietnych 80 lat a 800…..
    jakas postawiona na glowie piramida zysku, napedzanie reklamy „you must have”,jeszcze wieksza efektywnosc ,wieksza sprzedaz ,wieksze pragnienie posiadania…spodni ,iphona,samochodu…..trzeba ludziom nakrecac chec posiadania produktow ,a potem oferowac im to np w Galerii Mokotow…..czynnej tak dlugo ,zeby korporacyjne Orki zdazyly wydac swoja pensje….

    albo sprzedaz tabletek na ukojenie wszelkich pytan i glosow buntujacego sie ciala…nie mysl ,nie pytaj ,wez tabletke…..znajdz rownowage zarabiajac i wydajac zarobione pieniadze….najlepszy biznes w PL

    albo po prostu alkohol.tego nie trzeba nawet reklamowac

    w biedniejszym Szczecinie pijanych w srodkach transportu publicznego wiecej…..
    mniej szklanych domow, wolniej,taniej,mniejsza presja….nic dziwnego ,ze korporacje zwijaja stad swoje oddzialy….

    jadac pociagiem przez zielony rozswietlony krajobraz, myslalam to samo co ty w pkt 1-Polska to mimo wszystko bogaty kraj…..
    w starych „wysokich obcasach ” przezczytalam artylul o mlodej parze,ktora cztery lata poswiecila na podroz dookola swiata,r ealizujac zyciowe marzenie….
    po czterech latach wrocili z tym samym wnioskiem-Polska to naprawde piekny i bogaty kraj.
    czasem warto sie wybrac w podroz
    ;)))))))))))))))))))))))
    i docenic co sie ma.

  44. Znowu nawiążę do filmu ” Chce się żyć” . Główny bohater opowiada swoją historię zamknięcia w niesprawnym ciele. Mimo otaczającej go miłości, poczucie, że nie jest postrzegany tak jak powinien, że w tym niepełnosprawnym ciele, kryje się w pełni sprawny umysł, powoduje, że ma poczucie utraconej godności. Film ma budowę sinusoidy, co już się wydaje, że ktoś go zrozumie, to znów następuję spadek w otchłań niemocy. Dlatego też , ten film mi ostatnio towarzyszy. Miałam okazję obejrzeć go ponownie w telewizji. Mimo mojej umiejętności mówienia i pisania, to cały czas mam przeświadczenie, że brakuje mi tego zeszytu z obrazkami, który dostał Mateusz, żeby mogli zrozumieć mnie inni. Odkąd pamiętam, zawsze widziałam coś dalej niż inni, chciałam się uczyć wielu rzeczy, granicą były niestety pieniądze. Za zaangażowanie dostawałam po głowie, ciągle byłam wtłaczana w rameczki systemu, układu…. i w pewnym momencie pozwoliłam na to ugniecenie moich myśli, żeby funkcjonować…. Dopiero Wiking wyciągnął mnie z tego marazmu, nie potrzebował nawet tej książeczki z obrazkami, był jak Anka przyjaciółka Mateusza, rozumie mnie bez słów. Myślę, że teoria Masłowa nadal działa, człowiek może się zapaść, ale jeśli ma tzw dobre podstawy szybko stanie na nogi, jeśli dostanie wsparcie. Jeśli nawet w czasie wojny ludzie się kształcili, rozwijała się kultura to dlatego, że dbali o to ludzie, którzy mieli dobre podstawy. Wiedzieli, że umysły potrzebują też stymulacji, jakby nie patrzeć, te spotkania przynajmniej chwilowo dawały poczucie bezpieczeństwa, jedności, ważności. Ostatnio rozmawiałam z takim moim mądrym znajomym. Zapytałam się co jest ze mną , że nie mogę znaleźć pracy, a on na to ” Bo widzisz jesteś małą istotką a potrafisz szefa szefów wpędzić w wątpliwości czy nadaje się na to stanowisko :) czuję się jak Mateusz….

  45. Odwracając piramidę pana Macieja (ludzie, dzieci, zwierzęta, przestrzeń publiczna …) widać, że skoro możemy poświęcić dla zysku i pieniędzy zwierzęta hodowlane wprowadzając ubój rytualny (jeszcze niedawno nazywany w Polsce barbarzyństwem), to nic nie stoi na przeszkodzie, aby poświęcić dzieci dla zarobienia paru dolarów, kobiety w tym samym celu (sprzedać je jako niewolnice seksualne), sprzedawać swoje ciało (krew, organy) po kawałku itd. Dla zarobienia paru dolarów można sprzedawać narkotyki dzieciom, zabić dowolna osobę torturując ją nieco przed tym celem nagrania filmu porno typu SM real. W końcu też można zarobić sprzedając taki film. O przestrzeni publicznej dla dobra ludzi i innych istot w tym kontekście w ogóle nie ma co pisać. Przesada? Absolutnie nie. To real większości bezideowych państw dojonych bezkarnie właśnie przez światowe korporacje szyjące np. dżinsy na nasze tyłki tudzież produkujące papierowe owijki na słomki dla McDonalds. To świat, w którym rządzi ZYSK.

    Jeśli nie zdołamy się ogarnąć w porę (kulturowo, ideowo, respektując prawa człowieka i zwierząt ), czeka nas dokładnie to samo, co aktualnie ma Bangladesz.

    Na drugim końcu jest Buthan. Biedne państwo najszczęśliwszych ludzi, wolnych kobiet, gdzie wszystko jest robione (w ramach możliwości) dla ludzi i z myślą o nich, a zysk i pieniądze nie są żadną ważną wartością.Oczywiście fajnie, jak są. Ale jak ich nie ma, to też jest pięknie.
    Oby nie zalała ich cocacola i TV.

  46. ps.
    ad.4 – wystarczy spojrzeć aktualnie na III świat aby zobaczyć wizję przyszłości. Te państwa (Meksyk, Bangladesz) nie są zacofane, one pokazują naszą przyszłość, niestety, o ile nie zrobimy czegoś ograniczającego konsumpcję, chciwość i chęć zysku i chęć posiadania coraz więcej.

    A’propos: w czwartek ponowne głosowanie nad ubojem rytualnym.

  47. Bardzo ciekawy, uporządkowany tekst pana M., dziękuję :-)
    I moje trzy grosze:
    1. Polska nie jest biednym krajem
    2. rozwój duchowy w cywilizacji zachodniej nie nadąża za technicznym
    3. nie jest możliwy ciągły, stały wzrost gospodarek państw, ponieważ stały wzrost nieuchronnie prowadzi do przeludnienia i zniszczenia zasobów Ziemi, w tym świeżego powietrza i wody pitnej
    4. postpolityczny, postindustrialny korporacyjny konsumpcjonizm z jedną jedyną ideą pt.: MAKSYMALNY ZYSK jest czymś jeszcze gorszym, niż islam i faszyzm razem wzięte

Komentarze są wyłączone.