Na chytrym pieniądzu szczęścia nie zbudujesz

to moja wizja zachłanności
to moja wizja zachłanności

Przyszyły mi do głowy słowa Dalajlamy, gdyby mi nie przyszły do głowy, nie umieściłbym tego tekstu na blogu, a nawet bym go nie napisał. Otóż na mróz, wyszła rodzina, po długiej debacie: Co zrobić z wujkiem rezydentem, który mieszka w starej, rozpadającej się chałupie, a tu kupiec się zgłosił na całą, wielką działkę. Działka po kilku dziesięcioleciach znalazła się w centrum miasta, w samiutkim super intratnym kąciku i kosztuje krocie. Wujek zaś wiele lat temu, naiwnie swoją część zapisał kuzynom i pociotkom, a zapisu o dożywocie nie obwarował prawnie, więc jest na lodzie, czyli na łasce w sumie dość obcych mu ludzi, co jak rekiny zwietrzyły krew.

tak mniej więcej wygląda okolica, o której piszę (mój obraz z lat 90-tych)
tak mniej więcej wygląda okolica, o której piszę (mój obraz z lat 90-tych)

Rodzina emocjonuje się stawkami za ziemię w Internecie, w których setki tysięcy zmieniają się w miliony, na razie wirtualne, ale co tam – atmosfera rozgrzana do białości. Skóra dzielona na niedźwiedziu, choć co to za Niedźwiedź, ów stary wujek. Huknąć na niego i może sam się wyniesie pod most, albo obwiesi. I jak tu ratować wujka? Szczęśliwie oboje z żoną nie mamy z tym spadkiem nic do czynienia, tyle tylko, że wujkowi węgiel i prąd kupujemy, a i czasem zupę, a nawet ser. Dalibyśmy i kotleta, ale mięsa sami nie jemy, więc dajemy ser i dżem. Dlaczego tamta część rodziny nie troszczy się o wujkowy węgiel? Gdyż nie dotarło do nich, że jak mówią w tych stronach: Na chytrym pieniądzu szczęścia nie zbudujesz!

Żona moja siedzi w zamyśleniu nad natura ludzką i po chwili stwierdza, że pewnie zaraz to opiszę. Jeśli cytowałem coś w książkach z życia innych ludzi,  z coachingów, lub biografii to zawsze za zgodą zainteresowanych i niemało się nagłowiłem żeby tożsamości i okoliczności ukryć. Okazało się to jednak bez znaczenia i tak trafiają się tacy, którzy nie wierzą w moją dyskrecję, a mechanizm projekcji, sprawia, że w moich opowieściach i metaforach widzą siebie. Żona oczywiście żartowała, a mechanizm projekcji to istota naszego świata, rzeczywistość sama w sobie – czyli przypisanie innym ludziom swoich emocji, intencji, pragnień i potrzeb, negatywnych i pozytywnych uczuć. Umysł działa jak rzutnik multimedialny, (czyli dawny projektor) i rzutuje na innych jak na ekran, te ukryte, wyparte emocje. Zwłaszcza ukryte, gdyż z nimi mamy największy problem. Nie chcemy się do nich przyznać przede wszystkim wobec siebie. Ja nigdy się nie złoszczę – mówi przy herbacie złośliwa i oceniająca ciocia, obgadując resztę rodziny. Ona rzeczywiście myśli o sobie w ten sposób, że jest dobra i w zasadzie nawet szlachetna, a inni nie są. Nigdy niczego, nikomu nie zazdrościłem – mówi kuzyn dodając – ale podwyżka to się szwagrowi nie należała.

Prowokacja żony jednak zadziałała –  piszę. I wcale to nie był żart, na prawdę jest zaniepokojona. Piszę i zastanawiam się nad rodziną. Oczywiście można użyć przymiotnika „dalsza” i rozgrzeszyć się nieco i dalej pisać, ale tu znowu odzywa się poczucie winy czkawką, że własnego gniazda się nie kala, o umarłych mówi się wyłącznie dobrze, rodzinne miasto jest zawsze najpiękniejsze, matka jest tylko jedna, a ojcowizny się nie sprzedaje, oraz że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, a na Wigilii zawsze musi być talerz dla zbłąkanego wędrowcy.

Czy samotny wujek, trochę wariat, nieświeży i nieogolony może przy stole wigilijnym zasiąść, czy raczej zepsuje atmosferę, podobnie jak ciocia co to brzydko pachnie, lub stryjenki kuzynka, stara panna, która zawsze fałszuje przy kolędzie i co gorsza przynosi ręcznie wykonane prezenty? Dlatego męczy mnie słowo hipokryzja. Według słownika: to fałszywość, dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujące się niespójnością stosowanych zasad moralnych. Na przykład – udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to, by wprowadzić kogoś w błąd, co do swych rzeczywistych intencji i czerpać z tego własne korzyści. Dodajmy – często nieświadomie. Dziennikarze, bodaj radia Zet, udawali w zeszłym roku kloszardów, co to chcą się wprosić na Wigilię do obcych ludzi i….no cóż, dostawali same odmowy.

Moja hipokryzja – bo jednak piszę o rodzinie; ich hipokryzja, bo najchętniej wujka wykopaliby byle gdzie, ale udają troskę, żeby szybko sprzedać i kupca nie stracić; wujka hipokryzja, bo zaufał w dobre intencje wspomnianych pociotków, (chociaż chodził do szkoły i uczył się o rozbiciu dzielnicowym za Piastów, co to się o spadek kłócili). Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Znacie ten tekst? To tylko formuła, nikt tego przecież nie bierze na serio. Anthony de Mello pisze w podobnym tonie: Ja jestem osłem, ty jesteś osłem, wszyscy jesteśmy osłami.

Jego Świątobliwość Dalajlama XIV
i wtedy przyszły mi do głowy Jego słowa

I wtedy przyszły mi do głowy słowa Dalajlamy, właśnie dlatego postanowiłem napisać, co właśnie piszę: Nie wolno milczeć, jeśli twoje milczenie otworzyłoby drogę krzywdzie lub szkodzie. Naszym obowiązkiem jest położyć tamę złym uczynkom. Z trzech powodów, bronisz przez skutkami złych uczynków, tego, kto mógłby wyrządzić zło, chronisz zatem jego duszę i jej przyszłe losy. Po drugie powstrzymujesz skutki złych uczynków w otaczającym świecie i chronisz konkretne osoby, które mogłyby ucierpieć. Bronisz też siebie przed złem zaniechania i obojętności. 

To było również jedno z ważnych, ostatnich odkryć Michała, mego przyjaciela. Uświadomił sobie siłę i znaczenie tej nauki. Skutki negatywnych uczynków w postaci karmy dają efekt dokładnie taki, jak w powiedzeniu: Na chytrym pieniądzu szczęścia nie zbudujesz! Na chytrym pieniądzu zbudujesz swój strach. Karmiczne skutki własnych uczynków trzeba odcierpieć. Istnieją trzy sposoby uwolnienia się od skutków karmy, czyli od konsekwencji własnych uczynków: odcierpieć, prosić o wybaczenie, stworzyć okoliczności, dzięki którym zły uczynek zostanie zamieniony na dobry. ( Na przykład Alfred Nobel, który wzbogacił się na narzędziu zagłady – dynamicie i ze swego spadku uczynił jeden z najbardziej prestiżowych i pokojowych funduszy. Komitet noblowski miał ostatnio tylko jedną wpadkę, nagrodę pokojową dla Obamy, więc również w tym przypadku zadziała prawo karmy. Trzeba to będzie kiedyś odcierpieć :) :)

jeden  z moich ulubionych obrazów, namalowałem go pod koniec lat 90-tych, nazywa się zachłanność
jeden z moich ulubionych obrazów, namalowałem go pod koniec lat 90-tych, nazywa się zachłanność

 

Drodzy moi bliżsi i dalsi krewni, oraz nieznani mi krewni innych krewnych, biednych, samotnych ciotek i wujków, babci i dziadków, krewniacy wszystkich pociotków i pociotki dalszego kuzynostwa, piąte wody po kisielu i bliscy oraz dalsi, a także znajomi dalsi i bliżsi, oraz młodzi i starsi: Na chytrym pieniądzu szczęścia nie zbudujesz! I jak mawiała moja mama:  Łakome gównozjady nawet z dna patelni skrobią, ale i tak zawsze chodzą głodne.

Na chytrym pieniądzu szczęścia nie zbudujesz
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Sylwestrze – jak brat Zdrówko z „Jasminum” J.J. Kolskiego, niech ci się wyśni taki piękny sen, niech się wyśni :)

  2. dzisiaj w moim śnie siedziałem na krześle, które potrafiłem niezrozumiałą siłą woli unieść nad ziemię, lewitowałem ku uciesze i zdziwieniu otoczenia, moje zdolności wpływały na losy innych, ludzie typowali szóstki w lotto i jedli syte kolacje…

  3. wciąż jeszcze kilka dzielnic, w kilku polskich miastach wygląda bardzo podobnie na Mazowszu, Podlasiu i na Śląsku, w Dąbrowie Górniczej i Przasnyszu i jeszcze gdzieś …, chociaż na obrazach są w zasadzie moje wspomnienia z dzieciństwa, czyli z lat 70-tych XX wieku; „Sen o moim mieście” często mi się śni, dzieciństwo wyciska na naszej pamięci bardzo silny, plastyczny ślad :)

  4. piękne obrazy, ale smutne ;)

  5. przypomina mi się film Grek Zorba Michaela Cacoyannisa, który nie dawno oglądałam, tam ludzie z wioski wynoszą wyszystkie sprzęty z domu właśnie zmarłej babki, po prostu wychodzą i biorą pod pachę co popadnie, po cichutku…ale film się kończy optymistycznie, tańcem …Ciesz się z każdej chwili, bo życie jest tylko jedno, wtedy nawet katastrofa nie jest przerażająca :)

Komentarze są wyłączone.