Na drabinie

Szczęście powstaje w działaniu...
Szczęście powstaje w działaniu...

W niedzielę na jednej z uczelni prowadziłem warsztaty o szczęściu. Rzecz kryła się pod hasłem: life coaching. Pojemne pojęcie. Kilka, ba nawet kilkanaście sław naukowych z psychologii, współcześni badacze, naukowcy, akademicy i niezliczone grona coachów, szamanów, autorów poradników, a także pisarze, poeci – być może zwłaszcza oni – zastanawiają się nad szczęściem.

W ostatnich latach prześledziłem dziesiątki książek, kursów i szkoleń na ten temat. Jedne wydawały się naiwne, inne manipulacyjne, jeszcze inne tak bardzo mistyczne albo fantastyczne, że całe doświadczenie człowieka wychowanego w racjonalnej kulturze stawało dęba i produkowało te swoje błyskotliwe oceny. Każde jednak tego rodzaju doświadczenie po chwili zastanowienia, dystansu wnosiło coś nowego.

miejsca, które odmieniają
miejsca, które odmieniają

Z tych licznych propozycji, informacji, doświadczeń przebijał się ku światłu jeden wniosek – szczęście nie jest darem, stanem łaski, ślepym trafem, jeśli nawet w jakiejś części uwarunkowane jest genetycznie, wzmocnione kulturowo, jest skutkiem naszych świadomych, lub nie, decyzji i działań. Szczęście powstaje w działaniu, dosłownie „robimy swoje szczęście” lub nieszczęście. Jeśli nawet ciężko doświadczone osoby, na przykład poprzez chorobę, potrafią powiedzieć: To, co mnie spotkało, było darem, który odmienił moje życie, uczynił je świadomym i szczęśliwym, to zmienia pogląd na obiektywność traumatycznych wydarzeń. Nie ma obiektywnego nieszczęścia lub szczęścia. Tworzymy jej poprzez stosunek do własnych doświadczeń – powiedzą autorytety. Jedną z najbardziej optymistycznych książek jaką czytałem ostatnio napisał Jaś Mela, a przecież tak łatwo można uznać, że ciężkie doświadczenia jakie przeszedł, byłyby dobrym uzasadnieniem dla pesymizmu i braku wiary w szczęście.

Może to kwestia bakterii, które przywleczone w moim żołądku z Afryki wciąż jeszcze nie dawały mi wytchnienia. Po całodziennych zajęciach padłem. A ból, którego doświadczamy? Czyż ból nie jest obiektywnym doświadczeniem cierpienia? Jak odmienić ból? – pomyślałem. Być może potrafią tego dokonać tylko wielcy prorocy i mistycy. Pewien ważny ślad, a nawet konkretne techniki podsuwa nam choćby Arnold Mindell. Można skutecznie pracować z  bólem jak z informacją. Sam wielokrotnie proponowałem tego rodzaju techniki moim klientom. Przez całe tygodnie pracowaliśmy w ten sposób z Michałem, moim przyjacielem. A bezradność? Cierpienia zwierząt? Istoty, które nawet nie mają aparatu poznawczego, jak ludzie, dzięki któremu mogłyby zracjonalizować własny ból, albo odnieść go do jakiegoś Boga – koni, kotów lub zajęcy… A cierpienie dzieci?  Być może jak mityczny król Artur można będzie któregoś dnia odpłynąć na wyspę Avalon? Być może wystarczy świadomie poszukiwać miejsc, w których poczujemy się szczęśliwi, dokonywać właściwych wyborów, szukać?

drabina do nieba
drabina do nieba

I tak snuły się myśli moje. Przywoływałem konkretne ćwiczenia jak zaklęcia, konkretne kroki i metody prowadzące do szczęścia i pojawiały się przed oczami mojej wyobraźni twarze ludzi, wyrażające niedowierzanie, wahanie, delikatnie skrywaną nieufność… Czy to możliwe żeby to było aż tak proste? Nie, to nie może być prawda? Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić? Szczęście – to niewiarygodne. Tak, tak – szczęście szczęściem, a tu poniedziałek, trzeba iść do pracy. I co, kilka ćwiczeń ma mnie uszczęśliwić? Gdyby to było takie proste…

I wtedy przypomniał mi się fresk z prawosławnego klasztoru. Po drabinie do nieba idą ludzie. Niektórzy tracą równowagę, jak to na drabinie. A wtedy latające diabły ściągają spadających do paszczy potwora :)

I znowu do rymu metafora  :)

Na drabinie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. Bo siebie trzeba się nauczyć. Każdego dnia kolejne nauki pobieramy. Mało kto uczy nas jak to robić, że warto to robić. Fajnie, że zmieniły się czasy, że coraz więcej słyszy się o rozwoju, coraz więcej osób jest w terapii, korzysta z szerokiej gamy warsztatów. Powiem Wam, że cieszę się, że mogę tego doświadczać. Że nie żyję w czasach kiedy musiała żyć moja babcia, czy prababcia. Doceniam to, co było, ile pokoleń pracowało na to, żebym dziś mogła podążać za głosem serca… Dla mnie to ważne, zobaczyć szerszą perspektywę, ona zmienia mój punkt widzenia i naprawdę chcę iść po drabinie, ale w dół, do siebie. To taki mój pakt z moją duszą i duszami moich przodków ;)

  2. jest taka przypowieść ..
    Dawno Dawno temu ..Budda , Konfucjusz i Laozi spotkali się przy beczce z octem .
    Każdy z nich zanurza palec w occie , żeby go skosztować .
    Budda uważa , że jest gorzki . Konficjusz , że kwaśny , a Laozi , że słodki .
    Wszystko to tylko kwestia świadomosci ….
    to może jak ze szczęściem …
    co mnie uszczęśliwia …? czy to wiem ? kiedy będę ?
    a może
    ” W samym środku , w głębi człowieka
    Bóg wybiera sobie spokojne miejsce .
    Tam radość swą znajduje .
    Gdyby człowiek też to uczynił ,
    dostrzegł tę głębie od środka ,
    a wszystkie rzeczy zostawił
    i skierował się w głąb !
    – Ale nikt tego nie robi .
    Zdarza się przy tym często ,
    że człowiek i dziesięć razy jest napominany ,
    żeby spojrzał do wnętrza .
    – Ale nadal tego nie czyni …”
    Mistrz Zen Tauler
    to jak umrzeć z pragnienia jak pisze Tomas To , czy umrzeć szukając szczęścia nie wiedząc że było zawsze …tuż obok
    a ból może mamy go po to aby przypomnieć że Ja ŻYJE ! , a zanim powstał ból powstała intencja … która jest jak żółta niezałatwiona karteczka ! Jak znak stopu na drodze mówi zatrzymaj się ..popatrz ..pomyśl , zadaj sobie pytanie po co ? dlaczego ? , czego nie zauważyłam ? , co chcę uzyskać dzięki temu ? …może tylko zadbać o siebie , a może wybrać inną drogę , może znależć trochę czasu …a może wrócić do tego miejsca i znależć przyczynę na linii czasu …może ten ból powstał dawno temu …a teraz jest moim strachem ….niewiem to pewnie tylko takie Nocne gdybanie …
    a może to Moje Nie – Ja ..
    mówi “Ja też Jestem Tobą Zmęczona ” ( de Mello )
    i jak w tej Bajce kiedy żona do męża zatopionego w gazecie ” Nie potrzebujesz już powtarzać “aha” , Skończyłam mówić dziesięć minut temu ” ..
    to boli …Jak ktoś kogoś nie słucha …szczegónie te moje Nie- Ja …
    które lubi Żyć “bo jeśliby umarło to jak trupowi byłoby wygodnie we wszystkim …”
    De Mello

    Nocy , Spokojnej , Cichej , Uważnej
    Monika

  3. Drabina do Nieba czyli Dżuan Falun – moja ulubiona książka ! :))

  4. Właśnie przechodzę taką próbę. Było blisko mroczków… Teraz pojaśniało. Dobrze być wiernym sobie…
    Dziękuję za “znak” ;-)

  5. to jak w nurkowaniu strefa mroczków – tuż pod powierzchnią. Najniebezpieczniejsza ..

  6. Czasami mylimy szczęście z przyjemnością. Nie zawsze to co daje nam przyjemność daje nam szczęście. Czasami mamy szczęście w zasięgu ręki, ale boimy się po nie sięgnąć w obawie że nam się nie uda albo że na to nie zasługujemy. Wolimy raczej spaść z drabiny zanim wejdziemy zbyt wysoko. Albo się poddajemy w obliczu przeciwności “losu”. Właśnie przeczytałem “Alchemika”. Coelho napisał “Zanim marzenie się spełni, Dusza Świata pragnie poddać próbie to wszystko, czego nauczyłeś się w drodze. Jeśli tak czyni, to nie powoduje nią złośliwość, ale chęć, byś zgłębił nauki, których doświadczasz idąc tropem marzeń. I wtedy właśnie większość ludzi wycofuje się. W języku pustyni, to jak umrzeć z pragnienia w chwili, gdy na widnokręgu widać już palmy oazy.”

  7. dziekuję Agnieszko, w takim razie ja też się cieszę :)

  8. ‘tak jak traktuję innych, można traktować siebie”—całkiem niedawno to do mnie dotarło.

  9. Grerr rozumiem co czujesz. Ale to da się zmienić jeśli z tą złością i żałowaniem Ci nie po drodze ;-). U mnie zadziałała troska o siebie… Zadałam sobie pytanie: czy gdyby moje dziecko popełniło błąd, potknęło się, upadło nawrzeszczałabym na nie? zezłościła się? Nie. Podeszłabym do niego z miłością i wyrozumiałością. Dzieci jeszcze nie mam, ale tak czuję. Tak podchodzę do moich bliskich ;-) Więc tak jak traktuję innych, można traktować siebie. Tego się można nauczyć. I też nauka wyrozumiała ;-) za którymś razem wychodzi. Ważne, żeby sobie nie “dowalać” za każdą porażką. Odpuścić sobie… trudne? Trochę… Ale powiem, że jakość życia się zmienia kiedy umysł się “nauczy” nowego ;)

  10. kiedy trace rownowge rzeczywiscie spadam, na przyklad zloszcze sie, a potem tego zaluje

  11. kazdy ma swoja “piosenke”…kilka lat temu byl taki przeboj ,spiewala go Anna Maria Jopek,wlasnie o szczesciu,jego ulotnosci…i odkrywaniu w codziennych ,prostych sprawach:…i”i duzo wie,kto pojal ,ze szczescie to garsc pelna wody”….
    do mnie trafia.

  12. “Mam wszystko by być szczęśliwą ale …to nie czyni mnie szczęśliwą z założenia” No własnie, bo szczęście to kwestia decyzji lub inaczej -wyboru.Decyzji o wyborze przekonań n/t siebie i świata, kierunku uwagi. Tego, co robimy ze swoim umysłem,

    Pewnie trzeba by jeszcze zdefiniować stan szczęścia. Dla mnie to połączenie harmonii i radości. I dosyć często mam do niego dostęp. Na szczęście:)))

  13. Dziękuje za niedzielne zajęcia. Konkretne, inspirujące, zachęcające do ciągu dalszego.

  14. Ta” drabina do nieba” to super metafora brnięcia ludzi po szczęście.
    Osobiście mam więcej szczęścia bo moja drabina, odkąd pamiętam, ma powyłamywane szczeble, toteż się nie spinam, wyznając zasadę, ze jako na ziemi, tak i w niebie.

  15. Zycie jest zbyt krótkie, by zabijać się o szczęście. Wystarczy akceptacja tego, co robimy dla siebie i innych. Stan szczęśliwości to “stan łaski”,zdarza się czasami. Ten stan łaski nie ma zwiazku ze świadomymi zabiegami o jakieś stany ducha, np. szczęśliwe. Dzieje się sam, bezmyślnie, instynktownie. Można go doświadczać nawet w mało fartownych sytuacjach.Moje doświadczenia są takie–nie ma co gonić za szczęściem, wyluzować, jak mówią moi młodzi uczniowie, byc bardziej na lajcie, nie robić spiny, mniej ambicji życiowych, mniej zabiegania o dobra doczesne, trochę przyjemności, ładnej pogody, odpuścić wrogom i troszczyć się przynajmniej o jedną osobę tak bardzo jak o siebie (pod warunkiem, ze o siebie się troszczymy).

  16. a ja chyba Joanno tym razem się nie zgodzę..przynajmniej teraz. bo co to znaczy – że doświadczanie szczęścia to kwestia decyzji ? że jak teraz zdecyduję że jestem szczęśliwa to słowo ciałem się stanie ? może samo słowo “decyzja” mi tu nie pasuje ? chyba, że wychodzimy z założenia że szczęście JEST wokół a potrzeba tylko decyzji by je dostrzec ? ta wersja bardziej mi się podoba (!) choć też nie przekonuje mnie. bo nie ma szczęścia uniwersalnego przecież.
    są ludzie, którzy tańczyli od dzieciństwa i zostali tancerzami. Mimo, że nie podjęli takiej decyzji. To się stało. Są tacy, którzy tańczyli i podjęli decyzję że zostaną tancerzami. Czy słowo “decyzja” coś zmienia tutaj ?Myślę, że tak – bo decyzja jest jakby zobowiązaniem do czegoś. Ktoś kto nie podjął decyzji by doświadczać szczęścia może go doświadczać mimochodem. Ktoś kto podjął decyzję by BYĆ tancerzem może mieć trudność, gdy życie pokrzyżuje mu tę decyzję. Chyba tak jest trochę w życiu, że im więcej decyzji podejmujemy tym mniej elastyczni jesteśmy. Jak w dowcipie – taką wersję przyjąłem i takiej się będę trzymał…
    i jeszcze jedna myśl mi przyszła do głowy. Z Vujiciciem. Że to trochę tak jak mi wciskano za młodu szpinak argumentując to, że dzieci w Afryce głodują a ja wybrzydzam. Nie ma jednej wizji szczęścia. (Dzięki Bogu zresztą bo byśmy się zatłukli w walce o nie:))
    Vujicic urodził się bez rąk i nóg i znalazł sposób by nadać sens temu czego doświadczył. Mówi, że jest szczęśliwy i ja to kupuję (bo czemu nie?). Ale ja mam i ręce i nogi i własną definicję szczęścia. Mam wszystko by być szczęśliwą ale …to nie czyni mnie szczęśliwą z założenia..Chyba w mojej mapie szczęście jest efektem ubocznym życia w zgodzie ze sobą i równowadze ze światem.
    pozdrawiam (ale się rozpisałam :))

  17. PS i tak jak Pan, Panie Macieju zadaje dużo pytań w tym poście, tak samo każdy z nas, dopóki pytam, jest dobrze… ciekawość prowadzi do odpowiedzi, a jeśli nawet nie ma odpowiedzi na wszystkie pytania, pozostaje ciągła otwartość…

  18. A do mnie trafiają słowa Dalajlamy, że szczęście to stan umysłu, umysłu, który można wytrenować. Tak jak został wytrenowany do destrukcyjnych działań, tak można go na nowo zaprogramować. Każdego dnia trening umysłu nastawiony na nowe tory. łagodnie z miłością do siebie. Codziennie. To pielęgnowanie szczęścia.
    Poczułam ulgę kiedy o tym przeczytałam. I nie da się tego tu opisać.
    I choć wiele razy upadnę, umysł podkopie nowe, to następny dzień przyniesie podkopanie starego ;-)

  19. ..jak w piosence Raz, Dwa, Trzy “jutro możemy być szczęśliwi”:

    Nadzieja to plan
    on ziści się nam
    przydarzy się na pewno się zdarzy
    więc uwierz za dwóch
    ty i twój duch
    z nadzieją wam będzie do twarzy
    więc uwierz za dwóch
    ty i twój duch
    z nadzieją jest bardziej do twarzy

    jutro możemy być szczęśliwi
    jutro możemy tacy być
    jutro by mogło być w tej chwili
    gdyby w ogóle mogło być

    oto jest czas
    on zmienić ma nas
    to czas który ma nas zmienić
    nim zgadniesz jak
    przeoczysz znak
    ten znak co jest źródłem nadziei
    nim zgadniesz jak
    przeoczysz znak
    ten znak co jest źródłem nadziei

    niech wiara się tli
    dodając ci sił
    by na nic nie było za późno
    lecz traci swój sens
    gdy głupi masz cel
    i góry przenosisz na próżno
    lecz traci swój sens
    gdy głupi masz cel
    i góry przenosisz na próżno

    Miłego Dnia Wszystkim :)

Komentarze są wyłączone.