Na Maderze – nieśmiertelność

na Maderze
na Maderze

Na Maderze jest mało cmentarzy. Właściwie jest ich tak niewiele, że prawie nie ma ich wcale, a jak są, to maleńkie wtłoczone w róg pomiędzy skałą i morzem. Spotkałem starego człowieka, który wpatrywał się w ocean wsparty jedną ręką na lasce a drugą o parkan cmentarza. Znał angielski. Obecność Brytyjczyków na wyspie upowszechniła ten język.

Śmierć, cmentarz, umarli? – zdziwił się moimi pytaniami. – Czy wrzucają ciała do morza? Czy jest tu krematorium? Jaka w tym tkwi tajemnica? Małe cmentarze? – zaśmiał się. – Ludzie tu z rzadka umierają. Nie chodzi o długowieczność, starych ludzi o wiek nikt nie pyta, żyją i tyle. Nie chodzi też nieśmiertelność, ta przysługuje tylko Bogu. Ludzie tu po prostu żyją i już. Nikt tego nie badał, bo i po co. Nikt się temu nie dziwi, bo w końcu ktoś umiera. Oczywiście częściej umierają ci w mieście, zaczęli się coraz bardziej lękać śmierci, utraty, słabości – dlatego umierają. Lęk to dla Śmierci sygnał, jak syrena okrętu, wówczas Śmierć czuje się przywołana, zaproszona. Ci, którzy nie znają lęku przed Śmiercią – żyją, gdyż są dla niej obojętni, a ona dla nich. Proste, żadna tajemnica. Oczywiście w pierwszej kolejności umierają ludzie źli, zawistni i nielojalni. Dlaczego? To przecież jasne jak słońce. Złość ich trawi od środka, zawiść zabiera sen, nielojalność odbiera spokój. Trują się, trują i w końcu umierają. Modlimy się za nich żarliwie żeby choć po śmierci zaznali spokoju. Na czyj grób położył kwiaty przed chwilą? Na grób pewnej złośnicy. Kochał ją, ale jak to złośnica, sama przywołała Śmierć. Próbowali ją przechytrzyć, przeprosić, przekupić, nawet na kontynent wyjechać. Nic nie pomogło. Nie ma w nim żalu ani tym bardziej rozpaczy. Źli ludzie umierają, każdy to wie na Maderze.

Na Maderze – nieśmiertelność
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Aniulu Droga!
    Jak żyć?
    Na początek proponuję zmienić przekonanie „żyć w tej rzeczywistości gdzie marność to podstawa” na zdrowsze dla Ciebie !

    Pozdrawiam!

  2. Co jakiś czas jeździłam w Tatry, tam są dwa światy ten dla turystów i ten normalny. Wszędzie chyba tak jest. Dzięki umiejętności zaprzyjaźniania się z tambylcami poznałam też ten świat normalny. Świat radości i smutków, zabawy i konfliktów. Fajnie spotykać szczerych ludzi, wtedy można się czuć jak u siebie….. Dlatego może mam problem z założeniem swojego biznesu, wtedy trzeba spotykać się z wieloma osobami, czasem nie ma możliwości pozbyć się jakiegoś klienta, który przynosi kasę. Mam znajomych , którzy sprzedają marnej jakości produkty opakowane w świetny marketing , inna sprawa jeśli są to durnostojki na parapet inna gdy chodzi o czyjeś zdrowie i budowanie wizji polepszania kondycji…. Nie ma u mnie zgody na marność…. No właśnie i jak tu żyć w tej rzeczywistości gdzie marność to podstawa? A propos tekstu o pisaniu i zarobkach…. jestem świadkiem wielkiej obrazy majestatu pewnych autorów. Wydała/ał jedną książkę i oczekuje Nobla……a tu krytyka czytelników….oskarżanie medium reklamującego o złą robotę, bo ktoś winny musi być . Myślę Panie Macieju, że u Pana jest lepiej z tymi finansami , ponieważ czekam na kolejną książkę :)

  3. Aniula….truja tez wibracje otoczenia…
    Macku, pisales kiedys ,ze miejsca tez maja swoje wibracje…

    Ja najsilniej odczuwam je po powrocie do mojego miejsca zamieszkania,gdy jeszce jestem niedostrojona…czasem to naprawde burzliwy dysonans

    sto roz w wazonie wytrzymuje dluzej niz jedna,bo tworza swoj mikroklimat-wyjasnil mi ogrodnik…tak samo z ludzmi
    biopole ,ktore ladujemy naszymi emocjami i myslami oddzialywuje tez na nas.
    moze na Maderze jest dobry mikroklimat?

    Wyspiarze zakonserwowani wiejacymi wiatrami,zmienna pogoda a niezmiennym widokiem linii horyzontu maje chyba lepszy kontakt z przyroda,soba i bogiem, wieksza pokore i mniejszy strach przed smiercia.

    jakby samo patrzenie w miejsce gdzie styka sie niebo z ziemia bylo najlepsza medytacja,
    Niezmiennosc i rytm zachodow slonca ulatwia znalezienie wlasciwego miejsca we wszechswiecie.
    Im czlowiek zyje dluzej, tym mniej sie leka sie smierci..ktoregos dnia po prostu wsiada do lodki i wyplywa poza linie,w ktora wpatrywal sie kazdego dnia…

    nam ,szczurom ladowym nizinnych krajow potzrebe sa chocby krotkie pobyty w gorach ,w chmurach, nad morzem ,by choc dotknac lub spytac o tajemnice,tak oczywista tym ,ktorzy codziennie obcuja z zyciem nieograniczonym waskim horyzontem.

  4. A to inna sprawa, że zramolałość niektórych ludzi jest straszna….

  5. Dusza im umiera w wieku 25 lat. Nie dożywa 75 ….

  6. Ja mam wrażenie , że w Polsce to szybciej umierają ci dobrzy, ich szkoda na tle tych wszystkich pokręconych. Dobrzy nie wytrzymują głupoty , chamstwa i buractwa….

Komentarze są wyłączone.