..napisałem kiedyś…

Napisałem kiedyś, że prawie 35 lat zajęło mi odczepianie demonów przeszłości, wydobywanie się z lęku, biedy, ocen, krytycyzmu. Wydobywanie się ze złości i przerzucania odpowiedzialności na cały świat trwało długo, długo i boleśnie. Napisałem też, że byłem głuchy i ślepy, choć wydawało mi się, że jestem mądry, oczytany i światły. Przeszedłem od tamtego dnia długą drogę. W 16 lat później wciąż jestem w drodze. Więcej tu słońca, pięknych drzew, spokoju, harmonii, wspaniałych ludzi. Umiem już coraz lepiej stwarzać świat, do którego inni chcą  przynależeć, ale wciąż idę, wciąż szukam. Mogę powtórzyć za  buddystą Wojciechem Tracewskim: zły charakter jednak pozostał, może tylko coraz lepiej nad nim panuję.

To zabawne, ale harmonia, pieniądze, powodzenie, sukces, miłość – przychodzą łatwo, wraz z przebudzeniem ale zanim to nastąpi – wszystko wydaje się takie trudne, wręcz niemożliwe. Niektórzy szarpią się tak przez całe życie. Nie przestają nawet wtedy, gdy ktoś ich obdarowuje uwagą, miłością, pieniędzmi. Nienasycony głód, nieukojony ból. O tym nauczali dawni prorocy, o tym mówią też współcześni mistrzowie; Braden, Tolle, Katie, ale również ci, z dala od reflektorów, w małych klasztornych izbach, w kuchni przy herbacie,  w ciszy ogrodu.

Z życiowym powodzeniem jest jak z pobożnym człowiekiem, który modlił się do Boga o ocalenie z powodzi. Łodzią przepłynęli sąsiedzi, którzy chcieli go zabrać – odmówił, czekał na znak od Boga. Nadpłynęła barka ratunkowa z wojskiem – odmówił, czekał na znak od Boga. Nadpłynęli strażacy na pontonie – odmówił, czekał na znak od Boga. A woda coraz wyżej i wyżej. Przepłynęła kłoda – nie uczepił się jej, czekał na znak od Boga. Przepłynęła beczka – nie wskoczył na nią, czekał na znak od Boga. Wreszcie, gdy już stracił  nadzieję na ratunek uczepiony komina, przeklął Boga. Całe życie był wiernym wyznawcą, a teraz, w godzinie próby – Bóg go opuścił. Wtedy z niebios wychylił się Bóg i rzekł: Czekałeś na znak ode mnie i dostałeś ich wiele – łódź, barka, ponton, a nawet beczka. Niestety nawet teraz jesteś zbyt ślepy, żeby dostrzec możliwości, które ci podsyłam.

Pewnego dnia nastąpi wielkie przebudzenie, po którym będziemy wiedzieć, że samo życie jest wielkim snem. Do tej pory głupcy będą wierzyć, że już się przebudzili, i myśleć, że znają rzeczy, nazywając jednego człowieka władcą, a drugiego sługą – Mark Forstater.

Nieustająco życzę wszystkim szczęścia, sukcesu, powodzenia, znakomitych rozwiązań. Prowadzą do nich między innymi cierpliwość i otwartość. Dróg jest z resztą bardzo wiele. W koło setki możliwości, wystarczy je zobaczyć, ale żeby zobaczyć trzeba się na początek zatrzymać :)

..napisałem kiedyś…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

15 komentarzy

  1. A ja napisałam kiedyś, że wyjeżdżam. I wyjechałam, przemieliły mnie Indie przez pięć miesięcy. W jednym miejscu siedziałam, trawiłam, mieliłam, wyplułam, mnie wypluto, odłupałam sporo starego, jakaś lżejsza wylądowałam w Polsce.
    Mam na imię Agnieszka i zaczynam od nowa. Dobrze mi, spokojnie, radośnie. I stęskniłam się z tym miejscem, tym blogiem, bo sporo tu kiedyś pisałam, sporo odkryłam własnych słów i myśli. Cieszę się, że miejsce nadal istnieje, zmienione, ale otwarte ;-)
    A przed wylotem do kraju rozmodlonego spotkałam się z Anną Marią. I jakże magicznie było. Dwie kobiety, obce, a takie bliskie. I tak mi to spotkanie na sercu dobrze zrobiło. Nie przestaną mnie zadziwiać połączenia ;-)
    Dziękuję i do przeczytania. Tao bardzo mi brakowało w słowach blogowych. Cieszę się, że mam co nadrabiać.

  2. ..ciekawa opowieść …
    moje przemyślenia , nauki pobierane u najlepszych , doświadczenie , intuicja i tzw .myśle ale cały czas obserwuje że są Ci co wybierają ” jasność ” i Ci co wybierają ” ciemność ” ..każdy ma z tego korzyść , często tą samą ale sposób inny :)! ..pytanie ktory jest na dluzej modelem korzystniejszym , lub w którym życie jest w czyimś rękach …na to pytanie każdy musi sam odpowiedzieć …ale stąd skuteczność Coachingu Mój Mistrzu …zadawaj sobie pytania , szukaj swojego modelu , układu funkcjonowania Siebie samego …a to już pierwszy krok do Sukcesu …własnego ..bo wiesz co chcesz , jak i jak to robisz ..a wybór należy do Nas … To nikt inny niż Ja Wybiera ” Jasność ” lub ” Ciemność ” choć te drogi się w pewnym momencie krzyżują ..ale według mnie tylko wtedy aby znów sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie po co ? tak się stało ..gdzie nie byłam uważna ? Co potrzebuje? a tego nie zauważyłam …mój ulubiony fizyk Einstein napisał …
    ” W nieladzie znajdź prostotę . W dysonansie znajdź harmonia. Pośrodku trudności znajduje się sposobność ” …
    A Shakespeare dodał ” ..Rzeczy nie są dobre czy złe same w sobie . Są takie , jakimi nam się wydają ” …
    Szukaj dobra , jasnej drogi , ..Bądź wdzięczny za każda chwile …tego Pięknego Życia ..Miłości każdemu w sercu .. :)

  3. Ania,
    dawno z Tobą się „nie widziałam”, cieszę się że znowu „nadajesz” i że Ci się zgadza to, co ja piszę o buddyzmie, bo mnie się tez zgadza, zwłaszcza jak piszę, bo jak praktykuję, to juz różnie bywa :) Całuski z Krakowa dla Ciebie (ale Ty chyba też z Krakowa?)

  4. zoska ,jak ty ladnie o buddyzmie zawsze mowisz,tlumaczysz,bardzo lubie ,jak piszesz w ten temat;)))))moze dlatego to jakos tak wlasnie samo troche mi „pasuje”.choc ja j do zadnej religii nie naleze….tak sobie chodze samopas i doswiadczam,tu poczytam tam poczytam i …zawsze sie zgadza…..;)))))))))))))))))))))))

  5. Ad,
    buddyzm nie jest „wiarą” w Osobę Boską, ale rzeczywiście buddyzm się wybiera, bo nam pasuje, albo dziedziczy (jak żyjemy w krajach genetycznie od niego uzależnionych). Najpierw się więc wybiera, czytając przekazy nauk i jak już „wiesz”, że to dla Ciebie, zaczynasz praktykować, a obrzędy i rytuały tybetańskie tez nie służą kultywowaniu „wiary”, ale rozwojowi człowieka, bo przecież człowiek potrzebuje rytuału, muzyki, tańca, by się otwierać, a temu mniej więcej służą rytuały. Człowiek jest kwadrofoniczny :)

  6. zośku,
    No właśnie odnoszę się do fragmentu cytowanej przez Ciebie książki. Dla mnie wybieranie wiary pod to, co pasuje jest absurdalne, bo kłoci się z moim pojęciem wiary jako czegoś transcendentnego. Wybierać to mogę filozofię – którą zgodzę się jest po części buddyzm, czy podejście taoistyczne, o którym możemy się m.in. na tym blogu dowiedzieć.
    Natomiast czuję lekką konfuzję w traktowaniu buddyzmu jako filozofii tylko obserwując na filmach rytuały buddyjskie. Dla mnie filozofia i rytułał są daleko od siebie.
    Pozdrawiam!!!!

  7. Osiągnę cele gdy będę na nie wewnętrznie gotowy. Wyznaczanie celów- to umiejętność, której teraz się uczę i pewnie długo się jeszcze będę uczył. Chociaż wydawało mi się, że radzę sobie z tym całkiem nieźle, to dopiero teraz po lekturze wielu książek wiem ile jeszcze przede mną.
    Wydawało się, że 23 lata zajęło mi odczepianie się od demonów przeszłości, lęku, biedy… czy aby na pewno? Czasami dawny obszar wraca ze zdwojoną siłą. Teraz wiem przynajmniej jak sobie z nim radzić.
    Cierpliwie, ufnie i spokojnie buduję mój świat. Niedawno wraz z przyjacielem zauważyliśmy że tworząc nasz projekt trochę uciekła nam radość z tego co robimy. Gdy zdaliśmy sobie z tego sprawę, wróciła :) Zajmuj się tym.. na co masz wpływ.

  8. Ad,
    piszesz „wybierasz sobie wiarę”, czy to możliwe „wybrać sobie wiarę”? Wg. mnie wola nic tu nie ma do roboty, nie można „wybrać” wiary, jak męża z rozsądku.
    Buddyzm nie jest religią w sensie chrześcijańskim, Ago. Jest drogą doświadczenia (praktyki)–mówiąc bardzo w skrócie. Sam Budda przed śmiercią (nie był on bogiem) powiedział do swoich uczniów–„nie wierzcie ani jednemu mojemu słowu, doświadczajcie” Buddyzm nie jest też okultyzmem, ani nie wojuje z chrześcijaństwem, na terenie ośrodka buddyjskiego w Darnkowie pozostała kapliczka z Matką Boską (po dawnych właścicielach ziemi) i buddyści nawet zapalają w niej lampki, choć obok mają swoją stupę.
    Aniula, diabełki są fajne, szkoda tylko, że chrześcijaństwo nawet diabła stara się teraz oswoić i zmarginalizować, myslę, ze dlatego, zeby nie straszył tych ba szczytach władzy duchowej :)

  9. Słucham się Boga i jego przykazan. Często mi nie wychodzi i grzeszę ryzykując zbawienie.Wydaje mi się, że ja mam rację. Robie cos, bo mi tak wygodniej.Nie potrafię tego zmienic.Bedzie to mozliwe za dziesiec lat.Ciekawe, czy jeszcze bede na swiecie?Jestem wygodna i chce byc szczesliwa na tym swiecie…Oj glupiutka jestem jak
    ten mis z malym rozumkiem…

  10. Różnica jest w podejściu. Albo wybierasz sobie wiarę taką, żeby Ci było wygodniej i nic nie trzeba było zmieniać, albo taką, która jest wyzwaniem i wymaga Twojej zmiany.
    Krócej? Boga dostosowujesz do siebie, czy siebie do Boga? I jaka jest różnica?

  11. Ja mam Chrystusa i mu ufam.Władzy koscielnej -czasami.Czy ja mogę tu wchodzic?Czy Buddyzm u was to filozofia, czy wiara?Nie popieram okultyzmu.Nie chcę mocy nieczystej…
    Czasami pada słowo filozofia a czasami wiara . Dla mnie jest jeden Bóg.

  12. No a aniołki, diabełki, święci to się nie liczą? Każdy coś znajdzie dla siebie :)

  13. Z tym całym Bogiem i jego sztuczkami to tylko wieczne kłopoty. Czytam teraz „Złego demiurga” Ciorana i oto co zacytuję, jako komentarz dla „pobożnej” (?) anegdoty o „głupim”, co dał się utopić, czekając na znak od Boga:
    „Politeizm bardziej odpowiada rozmaitości tkwiących w nas inklinacji i impulsów, którym zapewnia on możność rozwoju, przejawiania się, ile że każdy z nich może wedle swej natury ciążyć ku bogu, jaki w danej chwili mu odpowiada. Cóż wszakże począć z jednym bogiem? Jak do niego podejść, jak go użyć? W jego obecności żyjemy zawsze pod p r e s j ą. Monoteizm przygniata naszą wrażliwość, wgłębia nas, zacieśniając jednocześnie. Jest systemem ograniczeń przydającym nam wymiaru wewnętrznego z uszczerbkiem dla rozwoju naszych mocy, stawia wokół nas bariery, powstrzymuje ekspansję, miesza nam szyki. Byliśmy z pewnością normalniejsi pod rządami wielu bogów niż pod jednym. Jakimż regresem jest monoteizm, gdyby za kryterium brać zdrowie! Kiedy panuje wielu bogów, zapał nasz rozdziela się; płynąc ku jednemu gęstnieje i rozpala się, by na koniec przejść w agresywność, w w i a r ę. Energia już się nie rozprasza, cała prze w jednym kierunku (…) Zresztą wiara jest wynalazkiem chrześcijańskim, zakłada on nawet jakiś brak równowagi u cżłowieka i u Boga, zaangazowanych w dialog tyleż dramatyczny, co namiętny. Stąd furiacki charakter nowej religii. Za to dawna była ludzka, pozostawiała człowiekowi swobodę wyboru boga, jakiego sobie życzył. Nie narzucała mu żadnego, więc każdy mógł podążyć za taką lub inną swoją skłonnością. Im bardziej ktoś był kapryśny, tym żywszą odczuwał potrzebę zmieniana bogów, przechodzenia od jednego do drugiego, miał bowiem pewność, że zdąży w ciągu jednego żywota pokochać ich wszystkich. Nadto byli oni skromni, wymagali jedynie szacunku; pozdrawiano ich tylko, nie klękano przed nimi. Idealnie odpowiadali komuś noszącemu w sobie rozmaite nierozwiazywalne ze swej istoty sprzeczności—duchowi rozdartemu i nękanemu niepokojem. Jakież to dla niego było szczęście, ze mógł ich wypróbowywać wszystkich po kolei, mając niemal pewność, ze wreszcie natrafi na tego, którego wnet będzie najbardziej potrzebowął”
    Osobiście, mimo lat praktyki, bywam chimeryczna, gwałtowna,szalona, a bywam i taka, że do rany przyłóz. W buddyzmie tybetańskim jest też wielu strażników, daków, dakiń, demonów—oni wszyscy na naszych usługach, my ich rzeczywiście potrzebujemy i oni są skuteczni. A z tym bogiem „jednej góry” to jest zawsze ciuciubabka i randka w ciemno. Osobiście–nie polecam :)

  14. Jak już ktoś znajdzie to „swoje coś” , to sam się z siebie śmieje że to takie proste było a tak długo się do tego dochodziło:)

  15. Warto też obstawiać wiele kart i nie bać się tego :) stawianie na jedną poza ryzykiem ładuje w nas czasem zbyt duże napięcie niż możemy, na tę jedna konkretną chwilę, znieść. Oczywiście mówię z pozycji tego, kto też cały czas się uczy, szuka, obstawia :)
    no i rzecz jasna pracuje nad czasem trudnym (Macieju Ty i zly charakter, no wiesz co :)) czasem smutnym czasem wesołym – wiecie jak to z tym temperamentem itd.
    Porywczość jak woda w Dunajcu też potrzebna, bez niej nie mielibyśmy naszych lat dwudziestych i naszego potem…

Komentarze są wyłączone.