Naprawa

o co cię boli głowa?
o co cię boli głowa?

Kiedy ręką nakrywamy głowę potrzebujemy się zasłonić, ukryć, zdystansować. Arnold Mindell w pracy ze swoimi pacjentami odkrył, że jest w nas szczególna potrzeba dotykania bolesnych miejsc jakbyśmy chcieli je zbadać, eksplorować, wzmocnić? Naturalne wydawałoby się  pozostawienie w spokoju bolącej głowy, zęba lub ramienia a tym czasem – dotkamy, sprawdzamy, naciskamy. Zdaniem Mindella kryje się tam informacja, tajemnica objawu. Nasze mądre ciało nieustannie zajętej głowie przekazuje ważną informację. Objaw somatyczny jest zatem zawsze reakcją całego systemu, zarówno mózgu, jak i układu nerwowego lecz również ciała, odpowiedzią na przeżywane sytuacje, odczuwane emocje, stłumione pragnienia, odczuwane lęki, potrzeby i oczywiście wzorce. Ciało wraz z głową płacze, śmieje się, przeżywa radość lub smutek. Pamięć mięśniowa jest faktem, stanem nie tylko odczuwamy w sporcie ale w każdej chwili życia. Tak jak we wzorcach zakodowaliśmy sposoby reagowania na podobne bodźce, tak w ciele zakodowaliśmy jak to robić. Co nas cieszy i jak się cieszyć? Co nas martwi i jak się robi martwienie? Co jest przyjemne i jak reagować, odczuwać i doznawać przyjemności? 

Proste i oczywiste związki. Doskonale rozpoznajemy je u dzieci. Emocje przekładają się wprost na samopoczucie. O co cię boli głowa? Czym się martwisz poprzez ból ramienia? O czym mówić do ciebie infekcja wirusowa, na którą chorujesz właśnie teraz, na inne wirusy przecież okazałaś się odporna? I oczywiście na te proste i niewątpliwe związki nie reagujemy. Znasz kogoś, kto pyta sam siebie: O co mnie boli głowa?

Wielki przemysł farmaceutyczny i współczesny paradygmat medyczny – mają tylko jedną odpowiedź. Człowiek to mechanizm, ludzie to bardzo podobne maszyny, 7, 5 miliarda egzemplarzy. Nauczyliśmy się te maszyny naprawiać. Jako tako rozpoznajemy zależności.  Coś trzeba dodać, coś odjąć, coś wyciąć. Człowiek to mechanika, nie bardziej skomplikowana jak samochód czy komputer. Czasem nie udaje się go naprawić. Pech chciał, że człowiek-pacjent potrafi mówić i czasami czegoś chce, stawia się, awanturuje, żąda, a co najgorsze dopytuje lekarza, który przecież nie ma czasu. Musi lecieć do kolejnej naprawy. To za czym tęsknimy w Polsce, to za lepszymi serwisami, gdzie jest milej, czyściej i jest lepsza jakość napraw.

– O co cię boli głowa?

– Daj mi spokój, podaj mi tabletki.

Naprawa
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

31 komentarzy

  1. to prawda.mozna z takcih rzeczy korzystac ,ale potwierdzac to ogolnie dostepnymi badaniami.nie postepuje w pracy inaczej,choc intuicja sluzy pomoca.w zyciu tez.
    natomiast mialam ochote na doktorat wlasnie w takim nietypowym temacie-co powoduje ,ze jedni zyja wbrew rokowaniom i jak zaprzec sily dotychczas niewykorzystywane do wspolpracy w zdrowieniu i leczeniu / np rtz, wizualizacje, joge czy tai-chi lub akupunkture,coaching…itd /oczywiscie spotkalam sie z oporem -wiem ,ze dzis za wczesnie na to.
    takie metody sa dopuszczalne dopiero na etapie…hospicjum -wiadomo ,gdy juz nic zaszkodzoc nie moze…..chwyta sie tonacy brzytwy….a gdyby chorzy mieli wczesniej taka motywacje do zmian?????gdbyby chorobom mozna bylo zapobiegac wczesniej,zanim sie zmaterializuja????
    ;)))))))

  2. Hej Aniu! Jeszcze raz dziekuje za wymiane mysli. Zeby zamknac watek – zazdroszcze Ci (w pozytywnym sensie) takiej zdolnosci postrzegania. Jednak utwierdzam sie w przekonaniu, ze nie mozna od lekarzy i ogolnie od “powszechnego systemu adrowia” oczekiwac (a tym bardziej nakazywac) kierowania sie znakami, ktore sa tak nieuchwytne, ktore nie daja sie w sposob jednoznaczny usystematyzowac i ktore sa (przynajmniej na razie) zarezerwowane tylko dla nielicznych. Nie znaczy to, ze nie nalezy badac tych zjawisk, ale to juz chyba temat na inny watek…

  3. aaaa….i npisalam juz wczesniej ,ze ludzie maja swoje kolory;)))))))ale to juz naprawde subiektywne;)))))) po prostu jestem synestetykiem

  4. najbardziej widac to w oczach ;))))))))) i mysle ,ze to nic innego jak ogolny poziom energii zyciowej…ludzie sa albo przejrzysci, tacy promieniejacy albo matowi ,albo przejrzysci ,ale slabi, gasnacy. czsem widac,jak te energie traca, jka z nich ucieka.oczywiscie maja ja ozywione stworzenia, zwierzeta i rosliny,zwlaszcza drzewa…
    miejsca maja swej wibracje.
    siebie znam i potrafie swoj stan okreslic dokladniej,ale to zrozumiale.

    duzo w tym intuicji…ale widze a moze czuje sposob w jaki ludzie nawiazuje relacje,czy chca sie “podlaczyc” czy “atakuja”,a czasem ze sa “czysci”;))))))))))a czasem ,ze kreca,albo ze sa poplatani

    tak jak juz napisalam ,to nic nadzwyczajnego,to tylko wnikliwa obserwacja ludzi w roznych sytuacjach.nie widze takich szczegolow,o jakie mnie pytasz,ale wiem ,ze one sa do zobaczenia przez niektorych ludzi…moze trzeba cwiczyc;)))))

  5. Aniu, nie wiem czy chcesz o tym więcej opowiedzieć. Jeśli tak, to napisz proszę:
    – czy u wszystkich osób dostrzegasz jakąś aurę?
    – czy zwierzęta i rośliny też ją posiadają? przedmioty nieożywione?
    – czy ta poświata jest widoczna wokół całego ciała czy tylko wokół jakiś części (np. głowy)?
    – czy dostrzegasz jeszcze jakieś zależności pomiędzy wyglądem tej poświaty a innymi cechami osób?
    – czy zdarza się, że ta sama osoba ma różną aurę w różnych sytuacjach?
    – czy widzisz tę poświatę u samej siebie?

  6. Marku ,nic na to nie poradze..po latach wpatrywania sie-widze i juz ;(

    dlatego rozplakalam sie czytajac wstep do “Dłoni pelnych swiatla”,bo ktos ,kto byl fizykiem w NASA widzi tak jak i ja.niestety ,nie widze tak daleko jak autorka;)))))))))))) i do tej ksiazki dorastalam 10 lat po przeczytaniu wstepu.bo poza tym wstepem cala reszta dluuugo byla dla mnie kosmiczna.

    w trakcie rehabilitacji trafilam do rehabilitantki na terapie kranio-sakralna/ u nas z pogranicza czarodziejstwa ,w DE uznawana racjonalna metoda/ i okazalo sie ,ze …widzi to samo co ja…choc ona “widzi” wyczyulonym zmyslem dotyku-ja wzroku.
    mysle ,ze jest to zwiazane z pewna wycwiczona wrazliwoscia….tak jak chirurg po zbadaniu 1000 brzuchow po jednym dotkniecieu z duzym prawdopodobienstwem okresla ,czy bedzie chory wyrostek czy przyczyna jest inna…kolejne badanai tylko potwierdzaja rozpoznanie ;))))))))))

    nie wiem ,nie mam poczucia jakiejs nadwyczajnosci czy daru-po prostu widze ,bo od lat wytezam wzrok i lacze fakty, cwicze zawodowa intuicje i bardzo mi to pomaga;)))))))))
    uwazam ,ze warto takie rzeczy badac i rozwjac.i oczywiscie potwierdzac dostepnymi i powszechnie uznanymi metodami.

  7. Aniu, podobnie postrzegam te sprawy. Tylko jak rozumieć to, że “wokol nich byla deliktana niebieska mgielka.” ???

  8. w sumie tak wlasnie widze role coachingu w medycynie.
    czy doroslismy do tego????

  9. natomiast dzis nie widze mozliwosci zakontraktowania tego rodzaju diagnostyki i leczenia przez nfz…trzeba by dolozyc do badan udowadniajacych zwiazek pomiedzy zdrowiem fizycznym a glowa i czynnikami “niewidzialnymi” dla oka…albo je “uwidocznic” i udowodnic ,ze leczenie w tym obszarze ma sens i jest…tansze niz leczenie konsekwencji .
    ze warto zaprzegac potencjal pacjenta do zdrowienia i podtrzymywania zdrowia.

    to wymagaze strony pacjenta osobistego zaangazowania i wysilku , ze strony lekarzy-doksztalcenia, ze strony systemu -wdrozenia tego do katalogu procedur…..

    zroznicowania skaldek jak w ubezpieczeniu domu ,majatku czy samochodu- zaleznie od ryzyka-i promowaniu w ten sposob dbalosci o siebie samego…
    edukacji i promocja zdrowia na zasadzie oplacalnosci.

  10. Marku…oczywiscie pojedyncza bakteryjna infekcja jest najprostsza do wyleczenia antybiotykiem,postapilabym i postepuje tak samo.chwilowy spadek odpornosci jest bez znaczenia…mamy mechanizmy naprawcze i wspomaganie medycyny-korzystajmy.
    …szosta infekcja w ciagu trzech,czterech miesiecy swiadczy o spadku odpornosci wcale nie chwilowym…..
    zamiast walic szosty antybiotyk,zastanow sie ,dlaczego spada twoja odpornosc i jka ja odbudowac-moze wowczas kuracja odpoczynkiem i wyrownaniem rownowagi mialaby dlugotrwaly lepszy efekt.
    przewlekle nawracajace infekcje to tylko widoczny wierzcholek gory lodowej-i tu jestem za postawieniem pytania-co w twoim zyciu doklada sie do tego procesu…przeciazenie praca?klopoty rodzinne?rabunkowa gospodarka twojego organizmu?tkwienie w nierozwiazanych sytuacjach czerpiacych energie zyciowa????
    utrwalony stres ,nierozwiazane problemy,niedospane noce utrwalaja w organizie zmiany hormonalne-wlasciwe dla sytuacji-wzrost endogennych sterydow…..podwyzsza sie poziom cukru ,poziom cholesterolu ,cisnienie tetnicze…jesli potrwa to kilka lat…i zlekcewazysz wielokrotne zapalenia krtani,zatok,opryszczki czy grzybice…ktoregos dnia dowiesz sie ze masz cukrzyce,raka,nadcisnienie tetnicze,miazdzyce….

    oczywiscie to wszystko naklada sie na tlo srodowiskowe i genetyczne ,twoje predyspozycje metaboliczne,typ osobowosci ,mechanizmy radzenia sobie ze stresem,wysilek fizyczny ,jaki podejmujesz…taka mozaika,w ktorej wiele elementow decyduje o stanie twojego zdrowia.
    oczywiscie ,zlamania,ostre infekcje nalezy leczyc “ostro”,zakladac opatrunki gipsowe,podawac antybiotyk lub lezec w lozku, operujac ostre zapalene wyrostka robaczkowego itd…
    jestemtez za rozsadnym szczepieniem na choroby ,ktorych konsekwencje sa powazne i dlugotrwale /polio,gruzlica,wzw/
    na grype nie szczepie sie,bo nie jestem dzis w grupie ryzyka …zamaist tego staram sie spac w swoim lozku i nie dac sie wpedzic w kolowrotek negatywnych emocji,odpuszczac to co niegdys powodowalo bezsenne noce…to wystarcza-mimo ,ze obracam sie wsrod ludzi chorych.wczesniej zdarzalo mi sie z jednej choroby wpadac w druga….a opryszczke miec permanentnie.dzis nie mam.

    dlaczego dzieci choruja w pirwszym roku przedszkola?nie ty;ko zetknieciez obca flora jest przyzcyna,dla wielu trzylatkow oderwanie od matki przychodzi za wczesnie ,za gwaltownie…placza i choruja na wszystko ,co sie da…obserwowalam proces wdrozenia do predszkola w DE…zupelnie spokojnie,stopniowo ,na poczatku z matka,potem na krotko samo ,pozniej na dluzej-ale konsekwentnie i rozwaznie….u nas-zupelnie inaczej-szat prast,dziecko z dnia na dzien zostaje wsrod 30 innych dzieci….i dwoch przedszkolanek.infekcja goni infekcje….

    dla odmiany w podstawowce moj dziecko zabralo sie za sportowe plywanie-plywanie dawalo mu radosc…mimo ,ze na basen i z basenu trzeba bylo dotrzec na piechote polgodzinnym spacerem ,czasem z niedosuszona glowa, takze zima.wszystkie katarki znikalay mimo ,ze nie rezygnowalismy z plywania.jako zabezpieczenie wystarczala czapka ;))))))))))))
    zeby bylo smiesznie-z trzech rownoleglych klas absencja byla najmniejsza wlasnie w tej klasie…..

    moze wiec wysilek ,radosc,satysfakcja-nie tylko poprawiaja kondycje fizyczna ,ale tez wzmacniaja odpornosc….???truizmy ,prawda????

    a teraz dodam o pacjentach nowotworowych.
    znam takich ,ktorzy mieli “cos “w oczach i wychodzili z ciezkich zabiegow,mimo ,ze nie dawalismy im szansy,albo oczekiwalismy powiklan po zabiegach…zyli dluzej niz sobie moglismy zyczyc,mimo ,ze leczylismy ich tak samo ,jak innych.mieli pozytywne nastawienie do zycia,wsparcie troskliwej rodziny ,zainetersowania ,ktore dawaly im radosc.
    wokol nich byla deliktana niebieska mgielka.

    inni mieli szara matowa mgielke.
    przez dziesiec lat obserwowalam chorych w czasie rozmow przed zabiegami.kojarzylam fakty z ich historii chorob z tym ,co od nich promieniowalo.i to sie zgadzalo.
    zaczelam wiec szukac odpowiedzi po ksiazkach i wyczulac swoja wrazliwosc na takie niuanse….
    nie ma o tym slowa w podrecznikach medycznych.
    ale na przykald w Rosji .im bardziej na wschod- akupunktura oparta na przeplywie energii jest jedna ze specjalizacji i uznana oficjalna galezia medycyny..zwraca sie na to uwage,sa tez przyrzady fizyczne do pomiaru energii…sama z ciekawosci udalam sie na takie badanie i romawialam z lekarka ,Rosjanka-na czym to polega i jak dziala…prosta fizyka…
    Nie mowie juz o medycynie chinskiej , mongolskiej czy ajurwedzie-oaprtej przede wszystkim na diagnozowaniu w tym zakresie.

    Marku-nie chce streszczac ksiazki-odsylam cie do ksiazki “antyrak”,w ktorej chorujacy lekarz zadal sobie trud poszukiwania odpowoiedzi na twoje pytanie….

    ja takze wciaz szukam odpowiedzi ,bo nie mam watpliwosci ,ze taki zwiazek istnieje
    ;))))))))))

  11. Dziekuje Aniu za odpowiedz. Odnosnie NFZ, kas chorych, zaangazowania lekarzy sprawa jest wzglednie oczywista. Natomiast nie bardzo rozumiem jak wyobrazasz sobie modelowo procedury lekarskie, ktore mialyby bazowac na kondycji psychicznej i emocjonalnej chorego. Wezmy taki w miare typowy przyklad – wiosenna infekcja wirusowa – bol gardla, katar, flegma w zatokach. Biore zwolnienie lekarskie, odpoczywam, kuruje sie cytryna, miodem, czosnkiem itp. Jednak nie przechodzi. Zaczyna sie bol w okolicach szczeki. Nastepnego dnia nasila sie. Ide do lekarza, ktory m.in. po kolorze flegmy podejrzewa nadkazenia bakteryjne, CRP niejednoznacze. Lekarz zaleca antybiotyk. Biore, po kilku dniach infekcja zanika. Tak w skrocie wygladala moja choroba 2 tygodnie temu. A teraz chetnie bym sie dowiedzial jak powinna Twoim zdaniem wygladac obowiazkowa procedura lekarska oparta na emocjach, biopolu, mojej kondycji psychicznej, itp. ?

  12. Ja, jak zwykle, zgadzam się z “ania” w całej rozciągłości

    Wizję leczenia można posunąć dalej.
    W końcu składamy się atomów. Leczenie może polegać na ich odpowiednim ustawieniu we właściwych miejscach ciała, czemu nie?

    A na razie – dla mnie dobry lekarz to ten, który ma wiedzę, doświadczenie, dystans, pokorę i intuicję. Są tacy, i wcale nie jest ich mało.

    Natomiast do natychmiastowego odstrzału jest nfz

  13. AgaWa ,
    zgadzam sie z toba,zachodnia medycyna ma szerg odkryc ,osiagniec w poprawie naszego zycia i zdrowia,nie mozna tego negowac.ani o tym zapominac.

    kto dzis wie ,ile kalectwa niosla dzis juz nieznana,a jeszce 100 lat temu powszechna choroba Heinego-Medina?
    Chyle czola.
    dodalabym ,ze czlowiek oprocz ciala sklada sie z glowy i umyslu….ze ta glowa moze miec przemozny wplyw na zdrowie fizyczne ,sprawnosc i poczucie szczescia w zyciu.
    i ze warto o to dbac,albo wlasnie pd niej zaczynac leczenie.
    widzialm juz “wraki” fizyczne zyjace wbrew opiniom lekarzy i widzialam “wraki” psychiczne ,ktore doprowadzaly do smierci wbrew dobrym rokowaniom.
    mysle ,ze tu lezy ogromny potencjal,pozwalajacy wole i swiadomosc pacjenta polaczyc z tym wszystkim ,co poprzez lekarza moze medycyna zaproponowac.

  14. oczywiscie moje przemyslenia to troche fantazja przyszlosciowa…ale czemu nie…Semmelweisa,ktory walczyl o mycie rak na oddzialach polozniczych-tez uznano za wariata,bo twierdzil ,ze goraczka polgowa ma zwiazek z brudnymi rekoma lekarzy…
    bakterii w tych czasach nie widziano,a o randze lekarza swiadczyl fartuch zabrudzony krwia i ropa….
    dzis moze taka sama szalona teoria jest wplyw czynnikow emocjonalnych czy zaburzen niewidocznych jeszcze za pomoca aparatury….w biopolu na przyklad.

    oczywiscie takie rewolucje wymagaja badan,dowodow,zmiany myslenia….
    wrocmy na ziemie dzis;)))

    do projektu reformy dodalabym rowniez oprocz wprowadzeniu kilku kas chorych oraz wyboru przez pacjenta lekarza i osrodka leczacego-rozdzielenie prywatnej i panstwowej sluzby zdrowia.z tym ,ze praktyki prywatne mialyby mozliwosc podpisywania umow z kasami chorych,wymusiloby by to konkurencje ,zlikwidowaloby gabinety isteniejace dla ustawiania kolejek…a takze poprawiloby to edukacje lekarzy-wiedza nie bylaby tak “tajna” z obawy przed wygryzieniem z rynku prywatnego lekarze musieliby wspolpracowc w miejscu pracy,esli ktos z pracownikow mialby poczucie niedosytu-moglby odejsc i zalozyc wlasny biznes,dla pacjenta nie zmienialoby sie nic….
    poza tym
    pacjent jako dysponent wlasnych funduszy bylby najlepszym kontrolerem jakosci, wybieralby najlepszy wg niego osrodek,mialby dostep do danych ,na co przeznaczone bylyby kjego pieniadze.mialby dostep do swojego konta i historii wykonanych procedur…gdyby widzial ,ze lekarz sciagnal z kasy chorych kase za jakis fikcyjny zabieg???albo za wizyte ,ktorej nie bylo????nie przechodzilyby bokiem lewe pieniadze wyplacane z funduszu ….
    skladki zdrowotne roznicowalabym od stylu zycia-skoro ma najwiekszy wplyw na na nasze zdrowie???palisz,naduzywasz,nie dbasz o ruch i higiene?plac wiecej.
    bo twoje leczenie bedzie drozsze….wykorzystaj wiedze z genetyki,pomoze okreslic predyspozycje i czynniki ryzyka,dbaj o siebie,wez odpowiedzialnosc za siebie ,swoje zdrowie-jak nie dociera teraz-moze dotrze finansowo?ze oplaca sie o siebie dbac?
    tu myslalabym o coachu ,lekarzu holistycznym,doradcy….
    poza promocja zdrowego zycia od przedszkola….zwrocilabym uwage na profilaktyke wtorna-najbardziej podatni na zmiane pacjencin to tacy ,ktorzy juz otarli sie o zagrozenie zycia-po zawale,po chorobie nowotworowej….latwiej dostrzec ciag przyczynowo-skutkowy….latwiej wprowadzic zmiany.latwiej zmieniac ich rodziny….
    nie tylko wprowadzac mammografie w mlodszym wieku.
    choc oczywiscie przeglady zdrowia ,jka przeglady aut powinny miec regularne okresy….
    pisalam jzu nie raz ,ze ludzie lepeij dbaja o pojazdy mecghaniczne niz o pojady ,jakim sa ich ciala…..i placa za to pieniadze ,jakich by nie zaplacili na wlasne zdrowie…..

    co do zdrowia psychicznego i wsparcia psychologicznego….mysle ,ze jest juz wiele udowodnionych metod i programow ,/jak chocby program Simontona…w niektorych krajach refundoany przez kasy chorych/opierajac sie na tego rodzaju opracowanych juz metodach…moze warto wprowadzac te same dzialania jako pierwotna profilaktyke????zanim pierwszy szlag nas trafi…..

    znow nic odkrywczego.
    moze tez przygladajmy sie tym ,ktorzy dlugo i zdrowo zyja-jak oni to robia?
    jak z organizacja sluzby zdrowia radza sobie w innych krajach?jak funkcjonuje to w DE, Szwecji?

  15. Koncepcja obszarów zdrowia wg Lalonda:
    stan zdrowia jednostki uzalezniony jst od:
    50%-stylu zycia
    20%-srodowiska
    20%-cech genetycznych
    10%-opieki zdrowotnej

  16. paradoksy zdrowia publicznego…..
    Anomalia Cochranea mowi .ze nie ma zwiazku miedzy nakladem na opieke zdrowotna a stanem zdowia ,po pierwsze,po drugie nie ma zwiazku pomiedzy wielkoscia zasobow sluzby zdrowia /mierzona iloscia lekarzy / a stanem zdrowia populacji

  17. Mimo wszystko medycyna zachodnia ma wybitne osiągnięcia: szczepienia, antybiotyki i sterydy uratowały miliony ludzi. Co 5 kobieta w krajach zachodnich nie umiera na gorączkę połogową jak to się dzieje w krajach gdzie nie ma opieki szpitalnej. Nie każdy, komu wypadnie dysk musi jeździć na wózku inwalidzkim itd.
    Leczenie niektórych nowotworów – oraz zapobieganie im jest bardzo skuteczne.
    Trzeba przyznać, że duchowi przywódcy różnych religii leczą się w naszych, zachodnich szpitalach, nie zaś u szamanów w buszu, mimo wszystko. …

  18. Zatrudnić coachów zamiast lekarzy? Hehehe :-) no nie wiem …. :-)
    Raczej chyba lekarzom zorganizować jakiś kurs coachingu

  19. Dziękuję AgaWa za odpowiedź. Nie będę polemizować na temat skuteczności pomysłów bo nie jestem znawcą tematu, To co mnie zastanawia to, że Twoje postulaty nie wydają się aż tak bardzo rewolucyjne (to znaczy chyba nie odbiegają bardzo znacząco od “ogólnoświatowych trendów”) – jak można by się spodziewać po opiniach różnych osób na tym blogu. Nie proponujesz zatrudniania coachów do leczenia duszy w miejsce lekarzy, nie dostrzegam jakoś bardzo znaczącego ograniczenia wpływu firm farmaceutycznych (wręcz odwrotnie – jeśli lekarze mieliby odpowiadać bezpośrednio i finansowo za skuteczność wyleczenia np. grypy to przypuszczam, że powiększyłoby się zjawisko zapisywania większej ilości antybiotyków – “na wszelki wypadek”). Niektórzy na tym blogu odwołują się do intuicji w leczeniu chorób, do dogłębnej analizy stanów emocjonalnych chorego, itp. Tylko jak to przełożyć na konkretną zmianę “systemu zdrowia”. Ma ktoś pomysły?

  20. News z Onetu, a’propos długiego życia, zdrowia, lekarzy:

    IM MNIEJ LEKARZY, TYM POLAK ZDROWSZY
    Pod­kar­pac­kie i Ma­ło­pol­skie to re­gio­ny, gdzie ży­je­my naj­dłu­żej. Tu naj­rza­dziej za­pa­da się na naj­po­waż­niej­sze scho­rze­nia – no­wo­two­ry i cho­ro­by ukła­du krą­że­nia. Na prze­ciw­le­głym bie­gu­nie są wo­je­wódz­twa łódz­kie i lu­bel­skie – pisze “Dzien­nik Ga­ze­ta Praw­na”, który prze­ana­li­zo­wał dane z po­szcze­gól­nych wo­je­wództw oraz z usta­leń GUS i Mi­ni­ster­stwa Zdro­wia.
    Jak czytamy, paradoksalnie tam, gdzie żyje się najkrócej, dostęp do opieki medycznej jest na wysokim poziomie. Okazuje się, że liczba lekarzy czy nowoczesnego sprzętu diagnostycznego nie wpływa na kondycję mieszkańców.

    Najszybciej w Polsce umierają łodzianie, średnio w wieku 70 lat i miesiąca – chociaż pracuje tam najwięcej lekarzy w przeliczeniu na mieszkańca, a czas oczekiwania na wizyty szpitalne czy ambulatoryjne jest jednym z krótszych w skali kraju. Z kolei najdłużej żyje się na Podkarpaciu, gdzie brakuje lekarzy – średnio panowie do 73 lat.

  21. 1. przede wszystkim nie może być monopolu po stronie zamawiającego usługi. Obecnie jedynym płatnikiem jest NFZ. Powinno być co najmniej kilka niezależnych kas chorych konkurujących ze sobą o względy szpitali, o kontrakty, o pacjentów, którzy by się do tych kas zapisywali wg uznania. Żadnej rejonizacji itp. Także kasy prywatne powinny działać. I każdy człowiek te przymusowo zabierane z pensji pieniądze na ubezpieczenie zdrowotne mógłby sobie ulokować w wybranej kasie chorych. Swego czasu prawie udało się w Polsce zrobić taką reformę … już prawie to mieliśmy
    2. leczenie bezpłatne wielu chorób – tylko przy aktywnym zaangażowaniu pacjenta (np. cukrzycę i nadciśnienie bezpłatnie leczymy tylko wtedy, kiedy BMI pacjenta jest poniżej … nie wiem, iluś tam, do ustalenia). Otyli leczą się za własną kasę, podobnie jak palacze. Leczenie np. otyłych z nadciśnienia i leczenie powikłań tegoż nadciśnienia za publiczne pieniądze to paranoja jakaś, to jest demoralizujące po prostu.
    3. lekarz/szpital odpowiada za błędy zwyczajnie, pieniędzmi, i to dużymi, a nie przed sądem koleżeńskim. Powinno być tak, aby szpitalowi nie opłacało się źle leczyć.
    4. zainwestować w marketing i promować zdrowe życie – promować zdrowe życie także zniżkami na ubezpieczenie zdrowotne. Bo teraz zdrowe życie nie jest promowane w żaden sposób.

  22. A to ja tak (na pozór trochę przekornie) pozwolę sobie zapytać Szanowne Koleżanki i Kolegów – “co konkretnie i jak zmienił(a)byś w służbie zdrowia, gdyby do Ciebie jako Ministra Zdrowia należały decyzje i gdybyś widział(a), że propozycje zmian nie spotkają się z oporem i zostaną na prawdę wprowadzone”?… :)

  23. przepraszam za literowki ;)

  24. o trak…wiele chorob zaczyna sie w strefie “kwantowej”,co by to nie znaczylo ;)))) istnieja jako subtelne zaburzenia biopola,czasem ciagna sie przez pokolenia,albo zwiazane sa z tu i teraz….malo kto je odczuwa i przywoluje do swiadomosci….bo pierwsze symptomy sa emocjonalne…nie czujemy ,ze rosna nam w krwi poziomy hormonow czy neuroprzekaznikow….spada odpornosc, czasem pojawi sie bol glowy ,albo klopoty ze snem,albo gorsze samopoczucie….dluzej utrzymujacy sie stan nierownowagi hormonalnej utrwala zmiany w sposob sztywny, powodujac juz skutki w materii-czasem nieodwracalne.
    i tak naprawde na tym etapie ,dlugo, dlugo po pierwszych symptomach,pojawia sie problem ,z ktorym pacjent idzie do lekarza.
    lekarz wysksztalcny na zachodzie zlekcewazy wszelkie wczesniejse objawy,bo “medycyna” zaczyna sie od tego ,co szkielko i oko moze zobaczyc.
    mamy coraz czulsze aparaty ,wykrywamy coraz mniejsze zmiany-choroby na etapie materialnym sa do uleczenia w coraz wczesniejszym stadium, podreczniki ,z ktorych uczylam sie sa juz nieaktualne-pelen obraz choroby opisywany przez Szczeklika 15 lat temu dzis juz rzadko sie zdarza,bo choroba wykrywana jest we wczesniejszym stadium ,dzieki badaniom przesiewowym ,profilaktycznym ,przypadkowej ultrasonografii i innym.

    przypomina to troche slepy traf…doskonalosc badan sprawi ,ze coraz mnie lekarz uzywa intuicji,coraz mniej slucha,coraz bardziej zamyka sie na pacjenta.coraz mniej jest Szamanem rozumiejacym zwiazek zycia ,zdrowia,choroby i smierci.

    Nfz zwraca za procedury ,badania ,dzialania,nie za rozmowe z pacjentem i zastanawianie sie nad przyzyna jego chorob u zlego samopoczucia….to co najcenniejsze wycenione jest byle jak.
    myslenie i uwaga.
    madrosc i odpowiedzialnosc.
    z drugiej strony lekjarz tez czlowiek i musia zarabiac PIENIADZE na wlasne zycie ,wyksztalcenie i odpoczynek od pracy…..

    a na wizyte prywatna pacjent nie pojdzie ,bo czasem go nie stac ,a czasem lepiej kupic sobie wiekszy telewizor czy skrzynke piwa i piec kilo stekow na grila…..doktor nalezy sie za darmo,na ubezpieczenie;))))))
    poza tym ,kto w wielu lat 40 bedzie sie zastanawail nad inwestycja w zdrowie????

    a czasem pacjent tez nie ma checi grzebac w glowie ,a juz na pewno nie zamierza czegokolwiek zmieniac- daj cudowna tabletke,a ja dalej bede robil swoje…..

    Przemysl farmaceutyczny tylko zaciera rece…na ludzkiej glupocie robi sie najwieksze biznesy ;))))))))))))

    a gdyby tak diagnozowac zaburzenia na etapie zaburzen chocby emocjonalnych???wszak odczuwanych juz -przy odrobinie otwartosci na siebie….
    nie mowie o wczesniejszycgh stadiach????

    wszak sa ludzie ,ktorzy sie tym zajmuja;))))))))))))))wsrod szalencow i szarlatanow sa tacy ,ktorzy maja dar wiekszej wrazliwosci,widza ,czuja wiecej,wczesniej…..

    oczywiscie nie ludzmy sie;)))))))

    medycyna konwencjonalna,koncerny farmaceutyczne, swiat funkcjonujacy dzieki konsumpcji nie wpusci na rynek Szamanow czy wspolczesniej ….Coachow..wszak bylby to rewolucja ekonomiczna na skale ,jakiej dotychczas nie bylo.

  25. @ad ja mam egzystencjalne migreny :)

  26. O! A mi właśnie ból głowy przechodzi. Nie znam jeszcze odpowiedzi na pytanie o co mnie ta głowa dziś bolała.
    Twoje zdrowia, Aniulu – popijam hebatą z cytryną.

  27. @Paweł Mam herbatkę z gruszką :) No to pijemy ;)

  28. Wow ! Bardzo dobry tekst, ogólnie blog Pana Macieja jest wartościowy. Książki tym bardziej, a może tak samo. Chyba nieistotne. Zwyczajnie są… Bardzo sobie cenie wpisy innych użytkowników. Genialne.
    Z przyjemnością bym się spotkał przy herbacie, o właśnie woda się zaparzyła.

  29. Człowiek – pacjent, pracownik – cyferka w raporcie, student- liczba prac magisterskich. Człowieka już nie ma. Jest liczba, cyfra. Nawet w mojej kochanej psychologii chcielibyśmy wsadzić w statystyczne normy. A przecież psychologia to nauka o CZŁOWIEKU i jego zachowaniu.

  30. Bardzo często lansowane są proste rozwiązania pod przymusem zrobienia CZEGOŚ:
    boli oko – kropelki
    wrzód – wyciąć i zwalczać antybiotykami helicobacter zamiast ustalić, czemuż to akurat tą osobę ten popularny helicobacter trafił i usunąć przyczyny braku odporności
    przeziębienie – jakiś preparat “na grypę”
    niemożność zajścia w ciążę – in vitro

    A bardzo często wystarczy poczekać, samo minie.

    No ale jak zestresowana, zapracowana matka z wyrzutami sumienia, że nie zajmuje się wystarczająco dużo swoim dzieckiem ma mu powiedzieć – idź spać, mały, samo ci przejdzie po jutrze? Nie da rady, ona MUSI COŚ zrobić, bo przecież jak to tak zostawić, żeby samo chorowało. To nie wypada, tak się nie robi. Poza tym jej jest niewygodnie siedzieć w domu z chorującym dzieckiem. Lepiej dać antybiotyk i wysłać do przedszkola.

    Kłopoty z zajściem w ciążę mijają po zmianie pracy, albo po pierwszym udanym in vitro, które odciąża psychicznie kobietę.
    A krwotoczne zapalenie pęcherza u kotów świetnie leczy obroża z feromonami zmniejszającymi stres. Na dodatek nie ma nawrotów, jak po antybiotykach.
    Katar leczony trwa tydzień, a nie leczony siedem dni.
    Dziecko jest pierwszy rok w przedszkolu i choruje co 2 tyg. Normalna sprawa. Po co leczyć to non stop antybiotykami?

    Tak, oczywiście, zdarzają się realne choroby: zatkane jajowody, złamana ręka, wirus Ebola, nowotwór na stare lata czy wstrząs po ukąszeniu pszczoły.

    Ale większość chorób to są wytwory nasze własne, zwykle produkt stresu i w konsekwencji obniżonej odporności.

    No ale jak ginekolog ma powiedzieć zestresowanej 35-letniej panience niemogącej zajść w ciążę , żeby olała swoją wymarzoną 16-godzinną pracę 7 dni w tyg. w wielkiej międzynarodowej korporacji za grubą kasę i pomieszkała na utrzymaniu męża przez rok, lekko nudząc się w domu, podlewając spokojnie kwiaty i wyprowadzając psa na spacer 4x dziennie po 45 minut? I że w wieku 18-20 lat zachodzi się w ciążę znacznie łatwiej niż w wieku 35 lat? I że w jej przypadku najlepszy czas na bycie matką minął 15 lat temu? I że w społeczeństwach żyjących bliżej natury, żyjących spokojniej, gdzie kobiety są matkami około dwudziestki problemów “z zajściem” w zasadzie nie ma?

    To by było szczere, całościowe ujęcie sprawy. Medycyna holistyczna.

    Sam system społeczny generuje te “problemy: zdrowotne. Ten w/w to tylko jeden z bardzo wielu przykładów problemów, które sami (jako jednostki i jako społeczeństwo) sobie stwarzamy.

  31. Dzisiaj w markecie pełnym ludzi, nikt nie zauważył śpiącej na ławeczce starszej pani. Kurczowo ściskała torebkę, obok równiutko ustawione zakupy. Na przeciwko ławeczki w sklepie siedziała znudzona młoda ekspedientka… Zauważyłam starszą panią kontem oka ogarniając dzieciaki. Taka spokojna wyspa w morzu roześmianych, spieszących do sklepów ludzi… Wiking ją obudził, z ust płynęła jej stróżka śliny. Cichutko odpowiedziała, że zasłabła ale już jest dobrze, już wstaje….. Oczywiście nie pozwoliliśmy. Pobiegłam do informacji, ochroniarz wzywał karetkę. Okazało się, że rozładował się pani telefon, leżał podłączony do kontaktu koło toalet. Tłum sobie płynął, zatrzymała się tylko jedna pani… Jesteśmy na takim morzu, czasem niby sobie radzimy , niby płyniemy, czasem jednak, jest ktoś potrzebny by pomóc załatać nam dziurę w burcie….

Komentarze są wyłączone.