Natura deszczu

Zazwyczaj tygodnie przedświąteczne, Wielki Tydzień bywały luźniejsze, a tu nawał obowiązków. Dziś, czyli wczoraj mieliśmy egzamin certyfikacyjny na coacha. Gratulacje dla nowych adeptów zawodu!!!
Co jest przekonaniem? Co jest skłonnością genetyczną lub morfologiczną niemal? Czy możliwe jest przebudzenie po za murami klasztoru, w świecie codzienności, w korporacyjnym porządku, w korkach, w autobusie do centrum, w odbieraniu dzieci z przedszkola, w kolejce do laryngologa, w ogonku po numerek na pocztę? Poczta, korporacja, telewizja, hipermarket – to wszystko narzędzia transu. Wywołujące niemal permanentny stan hipnozy. Racjonalność nawet nie tyle, że jest przereklamowana, jest niemal zawsze obróbką post factum, wtórnym uzasadnieniem transu i sugestii, które w trakcie transu ci zapodano :  )

Usypia i zaczarowuje nas potrzeba aprobaty jak mówi de Mello. Na niej zbudowany jest ład społeczny. Ocena według społecznych i kulturowych kryteriów wyznacza zgodność twoich zachowań z normami i oczekiwaniami systemu. Realizujesz oczekiwania – najpierw rodziców i rodziny, a potem mułły, rabina, starszego zboru, księdza i pastora, wreszcie nauczycieli i szefów, policji i administracji, a na szczycie – interesy możnych tego świata. Im bardziej byli przystosowani twoi rodzice, tym  bardziej ty będziesz przystosowany. Kłopot w tym, że najlepiej przystosowani wcale nie uzyskują specjalnych nagród, ani gratyfikacji, nie prowadzą radosnego życia.  Najlepiej przystosowani prowadzą życie na usługach wielkich systemów i korporacji,  lub jak chcą niektórzy, w niewoli  matrixa –  w modelu świata jaki nam proponują silni, globalni właściciele dóbr, mediów i usług. Ci przystosowani płacą podatki, wkomponowują się w system, kupują w sklepach co im media każą kupić, tęsknią za tym co nazwano prestiżowym, modnym, trendy itd. Lecz płacą cenę życiem nudnym, na łasce systemu kredytu i zewnętrznej mody. W tym sensie to potrzeba aprobaty i prestiżu kreuje ich/nasze życie. Wynika ona z wdrukowanej od dzieciństwa niepewności, zachwianej wartości poprzez oceny wyrażające normy, którym „dobry obywatel” powinien się podporządkować. Zawsze jest z tobą coś nie tak, od dziecka to słyszysz. Usiądź prosto, skup się, podporządkuj, pracuj wydajniej, zdaj egzamin, nie pyskuj, nie pozwalaj sobie, nie wolno; grzeczny chłopiec, dobra dziewczynka, znakomicie mamusia jest zadowolona, możesz liczyć na pochwalę szefa.

Stara koncepcja Hobbesa mówi, że jako drapieżniki pozagryzalibyśmy siebie, gdyby nie zgoda na ograniczenia wolności, podporządkowanie normom i oddanie władzy w ręce polityki, władców którzy w imieniu społeczności bronią ją przed nią samą.  Wielu w to wierzy do dziś. Oczywiście czasem władca nadużywa władzy, ale to nieunikniony koszt – powie Hobbes. Tymczasem w społeczeństwie, w którym przestrzeń wolności jest stosunkowo duża, jak w Polsce od 1989 roku, przebudzenie nie wymaga dramatycznej konfrontacji z systemem. Ocena uruchamia pragnienie aprobaty i akceptacji. A potrzeba prestiżu wynika z niskiej samooceny. Społeczeństwo wysoko ocenia pozory, czyli bogactwo, gadżety, popularność, blichtr. Nie wszyscy jednak mogą mieć porsche Cayenne i dom z basenem, oraz występować w tok show, dlatego tak silna jest presja, żeby mieć choćby namiastki celebryckiego życia, ot choćby telewizor większy niż ma szwagier.  To znakomity sposób kontroli – efektywny i tani. Cały sytem gospodarczy na tym bazuje.

Uwolnienie się od potrzeby aprobaty i prestiżu otwiera nas na ważne pytanie: Po co u licha robię właśnie to ze swoim życiem? Jaki sens ma moje życie, jeśli sensem już nie jest ciuch z butiku, telewizor, pierwsze miejsce w plebiscycie, kariera, albo uścisk dłoni prezesa?  A potem przychodzi przebudzenie. Zamiast lęku, obawy, drżenia przed utratą bezpieczeństwa [czyli akceptacji i prestiżu], pojawia się ciekawość, potrzeba szukania, która prowadzi do  zabawy.  Zamiast ocen: Czy to jest zgodne z oczekiwaniami, modą, presją, czy będę lubiany i akceptowany jeśli to zrobię, tamto kupię, temu się podporządkuję, pojawią się pytania: Jakie to jest? Co tam jest? Jakim człowiekiem jest ten drugi? Co tam jest ciekawego? Ciekawość w miejsce lęku przed odrzuceniem i dezaprobatą.

Jak rozróżnić, czy w głowie mam myśl, która jest przekonaniem czy myśl/formę, która jest moją naturą? Przekonanie pochodzi z zewnątrz, pobrzmiewa w głowie, a potem w mowie jak hasło copywritera. Jak dorośniesz, to się nauczysz. Jak się polepszy, to się popieprzy.  Życie jest ciężkie. Na chleb trzeba ciężko zapracować. Pokorne ciele dwie matki ssie. Nie wychylaj się bo sobie zaszkodzisz itd. itp. Są odblaskiem cudzych dobrych rad, życzeń, ocen, nakazów, zakazów, gróźb, lęków, obaw.  Zazwyczaj wywierają na nas dyscyplinującą presję. Czujemy się wtedy niekorzystnie. Może to być nawet wojowniczy nastrój, albo apatia, smutek lub rozżalanie. Popatrz na polityków, którzy wygłaszając swoje tezy – zazwyczaj są napięci, zdenerwowani, podnieceni, źli, smutni, złośliwi, sfrustrowani, cyniczni. Nie mogą czuć się wtedy dobrze.

Twoje naturalne myśli są zazwyczaj autonomiczne, unikalne, brzmią gdzieś w głębi jako głos przyjazny, spokojny choć często ostrzegawczy, myśli te najczęściej się dopiero kreują, tworzą na skutek nowych doświadczeń. Przekonania to zazwyczaj gotowce odziedziczone po przodkach, a potem wpompowane przez hipnotyzerów od polityki, religii, marketingu, mody i sprzedaży; do przestrzeni społecznej i twego życia.

Zatem weź oddech i zadaj sobie pytanie: Co ja tu robię? Czy rzeczywiście tego chcę? Lecz jak mówi de Mello nie można nikogo przebudzić. Możesz zrobić swoje jako coach, jako człowiek i odejść. Albo drugi człowiek ciebie posłucha, albo zaprzeczy i wróci do ocen. Dlatego pisma de Mello zostały w kościele katolickim zakazane przez byłego i obecnego papieża. Nic dziwnego. Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć cierniom na polu i kwiatom w ogrodzie. Takie jest Tao.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. P. Maciej napisał bardzo trafnie, czym jest korporacja. Według tez zawartych w tym wpisie ja właśnie jestem tą, która „prowadzi życie na usługach korporacji, lub … w niewoli matrixa…”, bo to ja właśnie robię wszystko (poprzez moją pracę), aby opinie o tej korporacji były jak najlepsze (przez jakość mojej pracy).
    Nie powoduje mną jednak potrzeba aprobaty czy prestiżu. Wykonuję swoją pracę najlepiej jak potrafię, bo mi za to nieźle płacą. Nie potrzebuję pieniędzy na trendy ciuchy, ale na zupełnie inne cele. Mam świadomość, że korporacja to praktycznie system niewolniczy, ściśle określone zasady, które nie zawsze mi pasują, a mogłyby nawet irytować, gdybym miała takie podejście. Nie, nie jestem z tych „przystosowanych” i wiem, że nie nastąpi to tak długo dopóki w naszej korporacji słowo MOTYWACJA będzie ponad słowem INSPIRACJA. Wszelkiego rodzaju oceny, rankingi, konkursy z nagrodami uważam za totalny bezsens, czego w pracy nie ukrywam. Nagroda, wygrana nie jest mi do niczego potrzebna. Robię coś, bo to umiem, bo to mi się podoba, bo uważam, że to ma sens, bo mi za to płacą.
    W firmie wyrażam otwarcie swoje opinie na temat takich „marchewek” i „kijów”, ilekroć wyniknie to z sytuacji. Jak pisałam wcześniej, mam póki co sensownego menedżera, no i „przynoszę firmie sporo wartości dodanej” – okropne matrixowo-niewolnicze sformułowanie :) Inspirację póki co czuję poza firmą :)

  2. Tak… choć wyraźnie zaznaczyłem sobie ważne dla mnie fragmenty rozmów z Dróżnikiem, to pamięć jest ultona. Przeczytałem je ponownie, dużo dziś w nocy o nich myślałem i to właśnie podczas refleksji mi się to usystematyzowało. Ta zmiana wymaga jeszcze pracy, ponownego wykonania ćwiczeń i eksperymentów. Mógłbym tak nie spać w ogóle, bo ciągle szukam odpowiedzi na milion innych pytań. Dziękuję za podpowiedź Panie Macieju :)
    Być może lektura De Mello mi pomoże. Już nawet wczoraj czytając jego książkę dowiedziałem się o Freudzie wielu nowych rzeczy, których na zajęciach na 1 roku nie było…
    Aniula, opcja z taksówkarzem jest całkiem ciekawa ;D choć chyba jednak się nie skuszę.. na pewno nie teraz ;))
    Jak prowadziliśmy rekrutację do naszej studenckiej grupy coachingowej, to uwaga… wszyscy nam mówili, że chcą motywować innych. Powtarzało się to za każdym razem. Dzisiaj po 6 treningowych sesjach, po wielo-godzinnych spotkaniach wiedzą, że mogą tylko oddziaływać na motywację.
    I właśnie Aniula ostatnio o tym trochę lamentowałem tutaj, że teraz wszyscy radzą, nazywają się coachami. Podczas gdy np. ja i moja grupa wytrwale pracujemy z wartościami, etyką na 1 miejscu, a i tak być może zostaniemy wrzuceni do jednego worka z czarodziejami po 6 dniowym szkoleniu. Trudno, robimy swoje dalej.
    Też chcę być coachem, bo czuję już od dawna, że to moja pasja. Mam dystans i wiem, że wiele pracy przede mną. Zostanę nim gdy będę na 100 % przekonany, że mam do tego kompetencje i dojrzałem do tej roli.
    Panie Macieju również ciepłe pozdrowienia od rodziców, choć nie wiedzą kim Pan jest…
    Pozdrowienia dla Wszystkich, szczególnie w czasie świątecznym :)

  3. Ale numer, właśnie w telewizji był program o tym, że teraz pseudoterapeuci będą jeździć taksówkami:) Dziennikarka testowała takiego terapeutę-taksówkarza. Zadała mu pytanie: Dziecko ma problemy w nauce co robić? A TT na to : „Trzeba go zamotywować i będzie dobrze.:) Wyobrażacie sobie ZAMOTYWOWAĆ. Coaching przy tym wysiada:) Łatwiej w naszym kraju dostać licencję psychoterapeuty niż taksówkarza. Ja kombinuję gdzie tu licencję coachingową zrobić, żeby jeszcze do gara mieć co włożyć a wystarczy kursik weekendowy z psychoterapii machnąć, pożyczyć samochód od ojca i gabinet jak się patrzy :) Andrzej wsiadaj w samochód i rób za taksówkarza terapeutę, rodzina będzie widzieć ciebie jako taksówkarza a ty siebie jako coacha:) wilk syty owca cała :) Święta zawsze mnie zaskakują :)

  4. Andrzejku nadal pokutuje przekonanie, że jak się kręgosłupa nie zajedzie to się nie pracowało. Rób swoje odpuść rodzicom i tym co marudzą To jak z ciocią Jadzią wie swoje i kropka :)

  5. „Transu” się nie uniknie, ważne, by go zauważać i udawać się–od czasu do czasu–na ożywcze przerwy pomiędzy jednym, a drugim wpadnięciem w trans :) Z czasem przerwy wydłużają się.

  6. Andrzeju!
    w Coachingu Tao jest też rozmowa z Dróżnikiem, który stanowczo twierdzi, że nie należy ludziom mówić o Tao, bo to jest jak z przebudzeniem lunatyka, który właśnie usiadł w otwartym oknie; de Mello pisze także, podobnie jak Ursula K. le Guin, że jest tancerzem, którzy tańczy taniec do muzyki Boga, nie moją sprawą jest was przebudzać – mówi, moją sprawą jest tańczyć swój taniec :) : ) : ) mistrzowie mówią też, że Bóg jest tancerzem i Wszechświat jest tańczony przez Boga; nie dostrzegamy ani harmonii muzyki, ani wiru tańca jak ryby nie dostrzegają oceanu; Tao oddycha z tobą bez wysiłku i nie potrzebuje niczego udowadniać, jest; pozdrowienia dla rodziców :)

    Agnieszko Hawajko!
    ja również przesyłam tobie swoje dziękuję :)

    Wszystkich pozdrawiam ciepło!

  7. heh, pracuję, choć nie w pełnym wymiarze godzin. 2 kierunki nie pozwalają na to. Jeszcze chwila i będą oddychać pełną piersią :)

  8. Andrzej może rodzice się boją , że do końca życia będą cię utrzymywać, daj staruszkom odetchnąć :)

  9. „Pokorne ciele dwie matki ssie” „nie wychylaj się z szeregu”. Ja jestem taki, że zawsze mam setki pytań. Czasami prostych, czasami trudniejszych. Ciekawi mnie w tym wypadku zależność: ten co nie wie- gada, ten co wie- milczy. Pomimo tego, że wiem- to mam milczeć? Po co? Ja mówię bo wiem i chcę się to wiedzą dzielić. I jestem za to oceniany.

  10. „Jeśli osłoniłbyś góry przed wiatrem, nie mógłbyś podziwiać piękna powstałych dzięki niemu rzeźb” napisała kiedyś lekarka, pisarka Elisabeth Kubler-Ross. I tak w życiu t e ż jest, że doświadczenia przed którymi się wzbraniamy, ubogacają naszą osobowość. Mimo że nie są łatwe. Nie szukamy ich. Często modlimy się by nas ominęły.

    Kompletnie nie dążymy do nich, bo uwagę media kierują nam ku szumowi o którym wątek. (Wylewa się ten szum z naszych telewizorów, kompów i laptopów, „patrzy” piętrząc się w oknach kiosków) Sporadycznie pokazywane dobro (jak przysłowiowa baba z brodą) przeplata się głównie z informacjami o przemocy; piękno to liczba naszych kilknięć na jedne albo drugie stjuningowane usta.
    Łatwiej przecież dociera się do zdezorientowanego i przestraszonego (kryzys ekonomiczny atakuje zewsząd) odbiorcy. Łatwiej nim sterować, manipulować. Ogłupiony nie jest wybredny. W końcu dochodzi do momentu, że ten z bardziej skomplikowanym wnętrzem szuka emocji pozytywnych (dzisiaj trzeba ich szukać, namierzać, cenić na wagę złota??!!!!) Tak ważnych dla prawidłowego rozwoju intelektu. Tak ważnych dla ludzi, adaptacyjnych i wzmacniających. Zmieniających komfort życia. Akompaniujących doświadczeniom własnym, nie tak kolorowym, nie tak zachęcającym z okładek i witryn, trudniejszym bo naszym i tylko naszym.

  11. Zadałem sobie te wszystkie pytania już jakiś czas temu, zastanawiałem sie potem na odpowiedziami. Korygowałem nie raz. Wiem o wiele więcej o sobie, ten wgląd pokazał mi gdzie chcę iść, do czego dążyć. Zdobyta wiedza pozowliła mi wejść na inny poziom świadomości…. i co sie okazało? Ano to że rozmawiając z innymi widzę ich przekonania i wzorce. Idąc za Mello nie mogę ich zmienić lub oddziaływać na ich motywację bez uprzedniej zgody.
    Mam cholerne wrażenie, że moi znajomi, przyjaciele, rodzice już mnie nie rozumieją. Nie rozumieją tego co mówię, jak bym mówił w innym języku. Słyszę od rodziców „Ty sie nie mądrzyj, tylko się weź za to co potrzeba( w domyśle pracę na etacie). To często odbiera energię. Potrzeba wsparcia, może aprobaty jest silnie zakorzeniona jeszcze we mnie. Chciałbym by mogli mnie zrozumieć. Tłumaczę, obrazuję ale ciągle widzę ten sam, nieświadomy wyraz twarzy pt. „to nie tak jak mnie nauczono”.
    Panie Macieju w Coaching Tao przy rozmowie z Ojcem z zakonu jest taka kwestia, że ktoś, kto rozumie Tao jest w małym procencie tych przebudzonych. Tak właśnie się czuję ale nie potrafię się odnaleźć wśród innych. Być może potrzebuję czasu i doświadczenia by to zrozumieć.

  12. Ja leniwa joginka …… żeby nie było, pracuję nad sobą :) dzięki jodze poznałam fajnych ludzi, myślących, działających , poszukujących nowości. Ludzi, którzy nie popadają w nawiedzoną przesadę, służą pomocą w rożnych dziedzinach, zarażają pozytywnością. jak coś się dzieje nie tak , to nie biadolą ale szukają wyjścia. Brzmi to idealnie, oczywiście nie jest tak do końca. Ludzie są ludźmi mają wady i zalety, ale też nawet mając jakieś przekonania są gotowi wysłuchać spokojnie innych. Są w stanie poprowadzić dialog bez wrzasków i wyzwisk i potrafią odpuścić jak druga strona się zapieni. Szukam ludzi szczerych. Strasznie trudno takich znaleźć, mam taką koleżankę nie do końca akceptuję jej postępowanie w niektórych dziedzinach życia, ale cenie ją za to, że jest sobą i to że jest szczera. Nie tworzy iluzji o sobie.

  13. Świetny wpis. Daje do myślenia.
    Dziękuję i pozdrawiam!

  14. Agnieszko Hawajko,

    jak będziesz w czasie wedrówki przejezdzać przez warszawę, to pamiętaj o moim zaproszeniu na kawę… Tym razem ja Tobie wysyłam wielką tęczę i ciepły uśmiech!

  15. Dotarłam do takiego miejsca w swoim życiu, gdzie tak naprawdę nic nie ma sensu bo sens temu nie jest potrzebny. Czuję COŚ wewnątrz tylko jeszcze nie wiem czego to COŚ ode mnie chce. Na razie mam wrażenie, że odbiera mi wszystko co miałam. Tak naprawdę straciłam piękne królestwo, ale jak powiedziała moja przyjaciółka, nie byłam w nim szczęśliwa. Teraz nie mam nic, serio, mam siebie, cały mój majątek to JA i COŚ co jeszcze się we mnie nie zakorzeniło, a daje sygnał żeby się nie poddawać bo to COŚ ma pewien plan i nie muszę go znać. Mam oddychać, dbać o siebie, dawać siebie, modlić się, być. Więc nie wiem jak, ale każdego dnia wstaję od nowa, proszę o dobry dzień, dziękuję za dobry sen nawet jeśli nie był regenerujący bo pełen snów.
    I jak mantrę zadaję pytanie: Po co ja tu jestem? Na razie żadna odpowiedź mnie nie zadowala. Więc żyję bez celu, planów i marzeń, cieszę się tym, co mam, sobą, przyjaciółką, miękkością podłogi na której śpię, świeżym koktajlem owocowym z dodatkiem zieleniny, słowami wpisanymi tu i ówdzie, słowami przeczytanymi tu i ówdzie… A ostatnio słowa są wielkie…
    Co ciekawe zrobiłam test z pana filmiku, o cel życiowy. Gdzieś wpisałam jako największą tajemniczą emocję BOGA i choć nie wiem czy to na temat, dla mnie było na temat. I wychodzę z kawiarni, a moje oczy padają na GIGANTYCZNE słowo BÓG – reklama w Teatrze Muzycznym. Niesamowite… Więc wróciłam do domu, zapaliłam świeczki jak każdego dnia, usiadłam na podłodze, odetchnęłam i powędrowałam szukać Boga. On gdzieś we mnie jest, czuję to. Dostrzegam geniusz kreacji, poukładania i chaosu zarazem, magię i zwykłość, widzę, czuję. I coraz więcej mam tej ciekawości i coraz mniej lęków bo one już nie moje.

    Ostatnio słyszę, jaka to ja jestem odważna, że wielu też by tak chciało zostawić wszystko i ruszyć przed siebie… Sielsko to brzmi ;-) a prawdę znam ja i przyjaciółka, która przyglądając się mojemu życiu, zwłaszcza ostatniej zagładzie starego, stwierdziła, że już jej minęła romantyczna wizja podróżowania i że jej jednak dobrze gdzie jest, ale wspiera mnie ;-)

    Dziękuję Panie Macieju. Dołożył Pan swe słowa do mojego majątku wewnętrznego. Dziękuję za Tao. Dziękuję, że Panu się chciało wejść na swoją drogę i nią wędrować, bo dzięki temu dotarł Pan między innymi do mnie. Dziękuję Panu… I czuję, że różnie bywa, bywało i bywać będzie, ale wszystko jak zwykle pojawi się kiedy ma się pojawić. Będzie co ma być. Dziękuję Panu i życzę tego, czego Pan sobie by pożyczyć chciał i co Panu w duszy gra. Sobie zaś życzę spotkania Pana osobiście w drodze do… ;-)
    Dziękuję Panu Panie Macieju, z całego serca dziękuję.
    To pisałam ja- Agnieszka

    PS czyż słowo dziękuję nie brzmi pięknie? Kiedy je powtarzam raz za razem „coś” się w środku zmienia, nawet jak nie mam siły wstać. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.

  16. nie mam nic przeciwko celebrytom,karierze i limuzynom
    ja w to po prostu nie gram;)))bo mi to nic nie daje i tyle,
    a kto chce,niech gra;)
    i rozumiem tez ,ze jesli bede chciala w swiecie „zaistniec”,musze sie odpowiednio ubrac,wjechac,wyjac certyfikaty i dyplomy;)))))))))))))))))
    pytanie ,czego chce…..
    pieczenie sernika jest prostsze;)starczy na dzis

  17. no z tym samochodem…..jest mi potrzebny,wiec go kupuje,to co jest mi dzis potzrebne,zeby moc realizowac codzienne zadania.nie kupuje go ,zeby ktos widzac go,myslal cos o mnie…tak samo jak buty maja byc wygodne ,cieple…..,albo jak firma ( pracowalem dla X….)dac mi mozliwosc realizaji mojej misji i zarobek na utzrymanie;)))))tak jak partner w zyciu,tak jak zdrowie……

    znow sie rozgaduje ,ale temat poruszyl moje osobiste dylematy,ktore ostatnio spedzaly mi sen z powiek
    ;))))))))))))))))))))))))))))))))
    jak sie cos traci ,to latwiej na to spojrzec z dystansu,jak sie jest wkreconym,to sie zyje …no wlasnie troche w koleinach na spiaco…a wtedy o wypadek latwo

  18. Dziekuje Macieju ,że pogłowiłeś się także nad moimi pytaniami.
    czytam i czytam dzisiejszy tekst i co drugi wers budzi we mnie chce dalszej rozmowy…ale dzis pieke sernik;))))))

  19. A ja myślę, że dopóki robi sie rozróżnienia „robie kariere” vs. „nie robię kariery”, „jezde używanym autem” vs. „jeżdze nowym”, „pasuje” vs „nie pasuje”, „lansuje się” vs. „nie lansuje” – to właściwie nic sie nie zmienia, nie jesteśmy lepsi, stary samochód może być taką samą pułapką jak nowy w zakresie ocen i naszego samopoczucia, to tylko kolejny segregator z etykietką….Macieju „pokorne ciele dwie matki ssie” – wczoraj o tym myślałam i zastanawiałam się, jak to jest połykać wciąż swój język,…, ja wprost usłyszłam już w mojej korporacji „nie wychodź z szeregu”, „nie dyskutuj”…tylko, że teraz się tego coraz mniej boję, bo coraz mniej mi to zagraża… od wczoraj idąc do pracy obchodze budynek i wchodzę tylnymi drzwiami… i coraz więcej rzeczy się zmienia, chociaż nic nie jest inne …:)

  20. no ,ale to ja jestem dziwak,bo nie robie kariery ,doktoratow,nie pracuje w prestizowych miejscach,a swoja prace traktuje jak misje,jezdze uzywanym autem,przyjaznie sie z ludzmi ktorzy „nic nie znacza” i jesli patrze,w co sa ubrani,to tylko dlatego ,ze to ladne ,kolorowe….kupuje w second handach,oddaje za darmo ,jesli mam poczucie ,ze komus to sie przyda i sprawi radosc….
    niestety,nie raz w zyciu uslyszalam ,ze…nie pasuje do koncepcji;))))
    glowie sie nad tym ,jak byc soba, robic swoje i nie zginac w tym swiecie

  21. i czy to nie globany trans spowodowal swiatowy kryzys? koniecznosc zadluzania sie,aby dorownac innym, zmienic co trzy lata samochod,miec wiekszy dom,szpilki od tego tam na L…. byc ocenionym i docenionym na podstawie ilosci posiadanych gadzetow????potrzeba prestizu gna nas do bankow po kredyt,wszak wszyscy tak robia i wszyscy maja….a kto nie ma ten nieudacznik i dziwak,bezwartosciowe ksiazki kupuje….na bezsensowne szkolenia wydaje….;)))))))))))))))…eeee…taki coaching-to tylko mieszanie ludziom w glowie;)))

    gospodarka ,produkcja kreci sie ,wykorzystujac ten nasz ped do bycia lepszym za pomoca nowszego telewizora czy samochodu…czy to nie smieszne????;)))))
    „ten to jest gosc….jezdzi nowym bmw…”

    a swiat mody????dla mnie to szczyt absurdu …..ubrania za tysiace zlotych???zalozone raz,moze dwa????prasa opisujaca ,ze pani x w kreacji od y pojawila sie tu i tam ,ale skandal ,bo pani z miala te sama suknie od y????;))))))
    czym rozni sie sie 100% bawelna z metka od tej bez metki????prawdopodobnie gdzies w azji uszyto ja w takiej samej fabryce,gdzie grosze za swoja prace dostal ten ,kto ja ufarbowal ,wykroil,zszyl i moze nie ma swiadomosci ,ze inny zaplaci tyle ,co utrzymanie jego rodziny …ta kwota nie pomiesci mu sie w glowie…..

    a gdybysmy tak zaczeli zyc skromniej,jezdzili mniejszymi autami,zuzywajac mniej paliwa,ubrania i telewizory zmieniali wtedy,kiedy sie zuzyja,a gdy sie zepsuja…naprawiali je;))))rzeczy niepotrzebne darowali innym,czas,zamiast na lowach w supermarketach spedzali z przyjaciolmi,albo sami,podrozowali ,czytali,uprawiali ogrody,byli ,czuli,rozmawiali….
    ilez to smieci byloby mniej??????ilez energii bysmy zaoszczedzili…..ile czasu????
    i moze wtedy starczyloby tego dla wszystkich,nie byloby kryzysu
    moze tedy droga do rozwiazania problemu???

    to co najlepsze w tym zyciu jest i tak za darmo….;)))))))))))))))))))))))

  22. Gdzieś pod warstwami różnych doświadczeń, utartych rozwiązań, dopasowywania do tego społeczne, poprawne, na topie, i jeszcze pod powłokami osobistych triumfów i rozczarowań siedzi w nas rzecz strasznie ważna. Ochota na życie – impuls, iskierka do działania, ten pstryk dzięki któremu się chce. Chce się wszystko, działa się, doszukuje, mości własne gniazdko życia, buduje dystans pozwalający trzeźwym okiem spojrzeć na życie i buduje konstrukcje przestrzenne w kompie, na papierze lub na placu budowy.
    Ochota do życia i ochota na życie. Nie ma koloru nowej bryki, wymiaru „podniecenia” i radości na okrągło. Pachnie czasem dla kogoś „myślącego już tak, jak to wygodne by myślał” naftaliną, a przecież powinna pachnieć Sephorą. Nie wszystkim się udaje ją obronić przed światem. Potrzebuje reanimacji, potrzebuje światła, potrzebuje niewiele. Przytłoczenie to niewiele unicestwia.
    I tu na szczęście jak pajacyk z pudełka wyskakuje dobry coaching i nowi ludzie wnoszący nową jakość, energię, siłę. Fajnie, że żyjemy w czasach dokonywania wyborów i dużych możliwości. Wszystkiego – także ciągłego budzenia tej tak szalenie istotnej ochoty w nas.

Komentarze są wyłączone.