Nauki tao. Dziesięć. Lęki

starość
starość

Szwecja jest blisko Polski, przynajmniej z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych. Glenn z Tuscaloosa w stanie Alabama, czy to specjalnie, czy też przypadkowo wybrał się na konferencję Przemysłu Drzewnego poświęconą nowoczesnej obróbce drewna. Jego firma jest częścią światowego koncernu, którego centrala kiedyś, przed kryzysem, była w Stanach lecz dziś znajduje się w Szwecji. Glenn zastanawiał się przez ostatnie lata czy też nie stanie się tak, że centralna przeniesie się do Chin. Jednak kryzys nie ominął również tej nowej, gospodarczej potęgi, która inwestowała w całej Ameryce. Tymczasem firma Glenna przetrwała najgorsze lata kryzysu dzięki globalizacji.

W każdym razie ze Szwecji do Polski to tylko godzinka lotu. Na warunki amerykańskie – jakby przejażdżka z pracy do domu. Glenn wpadł zatem do mistrza by podzielić się swoimi odkryciami. Mistrz, który nie pozwalał się tytułować mistrzem, wrócił do Polski i chętnie zgodził się na spotkanie.

Z mistrzostwem, jak z wiedzą, był pewien kłopot. Niektórzy ludzie, jak wiadomo poszukują mistrzostwa w innych ludziach by odnaleźć je w sobie, inni chcą po prostu zrzucić na kogoś odpowiedzialność, jeszcze inni są tak niepewni, że poszukują nieustannego potwierdzenia swoich decyzji. Spora też grupa poszukuje mistrzów by się z nimi zmierzyć, gdyż sądzą, że tylko pokonawszy jakiś autorytet sami staną się silni. Oczywista jest również chęć pozyskania wiedzy i kompetencji od kogoś, kto je posiadł by stać się nim, a jeszcze lepiej “lepszym nim”. Niektórzy uczniowie muszą przerastać mistrzów, inaczej czują się sfrustrowani. Pech polega na tym, że z rzadka orientują się czy już przerośli, czy nadal muszą rosnąć i niekiedy jak drożdżowe ciasto – klapią stając się zakalcem.

W Polsce przeważa raczej melancholiczna tęsknota za autorytetem, za wiecznie nieobecnym ojcem i sfrustrowaną matką. Gdy już się trafia jakiś kandydat lub kandydatka na zastępczego rodzica wówczas ulewa się czara goryczy i dawna dziecięca frustracja bulgocze a potem wybucha. Ponadto w polskiej mentalności snuje się ów upiorny zapach nieufności, cienie mrocznych win i deficytów. Czym by się tu pochwalić, czym zasłonić, co pokazać żeby ukryć deficyty i traumy? Jakieś małe, smutne miasteczko, z którego przybyło się do większego miasta, jakiś brak elementarnej wiedzy, dawne i nowe kompleksy, jakieś rany ledwie zabliźnione, jakieś tajemnice – babkę wariatkę albo ojca alkoholika. Na chwilę przykryjesz to ukończonym licencjatem, na moment zabłyśnie lakier na pięcioletnim audi kupionym na kredyt – lecz co dalej, co potem? Mistrz ma wymiksować delikwenta z tego obłędu, zaczarować, najlepiej w jeden dzień sprawić cud. Oczywiście ogłoszenia pełne są tego rodzaju ofert podobnie jak fenomenalnych medykamentów na odchudzanie.

Dlatego mistrz nie lubił by nazywano go mistrzem, przynajmniej nie w Polsce, ponadto zdawał sobie sprawę, że droga jest celem a tę przecież każdy obiera lub znajduje sam, lub nie znajduje. Wówczas spędza lata podobnie jak jego przodkowie i sąsiedzi – śpiąc, sennie drążąc tematy z przeszłości i mamrocząc coś na temat przyszłości aż do chwili, gdy w lustrze spostrzeże zbyt starą twarz by się obudzić przed śmiercią.

Wpadła też Ulka, dla której dwie godziny jazdy busem i ponad trzy pociągiem z niemieckiej Hesji, to też zaledwie rzut beretem, ot… popołudnie w podróży. I tak w Walentynki zamiast pobudzać sprzedaż w jakimś markecie zakupem serduszek i ciastek z kremem oboje zanurzyli się w taoizm.

– Już wiem czego szukam. – Zaczął Glenn jeszcze zanim z kawy, którą przyrządził sobie w kuchni, uniósł się aromatyczny obłoczek. – Boję się zastarzeć, nie chcę zrobić się floppy.

– Skapcanieć? – dopytała Ulka.

– Old fart – dodał Glenn.

– Czyli nie chcesz być pierdołą – skwitowała.

Glenn pokiwał głową ze smutkiem.

– A kto to jest pierdoła? – spytał mistrz, który nie był mistrzem.

– U nas stare pierdoły kończą w domu opieki i cały tydzień czekają na partyjkę bingo. Na jedyną rozrywkę. Mają szczęście jeśli dzieci odwiedzają ich raz na kwartał a pokój jest dwuosobowy. Pewnego dnia nie przychodzą na stołówkę, bo pielęgniarz znajduje sztywniaka w fotelu. Po tygodniu rodzina dostaje ostatni rachunek z dodatkową opłatą za puszkę.

– Więc czego szukasz? – spytał mistrz.

– Wychowujesz dzieci, płacisz za ich szkołę, potem za studia, zostawiasz im jakiś niewielki spadek, jak masz szczęście – spłacony dom, którego i tak nie chcą i trafiasz do domu radosnej starości żeby czekać na śmierć – Glenn westchnął i z ulgą upił kolejny łyk kawy. W Europie nie mógł się jej nachwalić, podobnie jak jedzenia.

– Więc czego szukasz? – spytał mistrz. – Na razie mówisz o swoich lękach a nie o tym czego szukasz.

Nauki tao. Dziesięć. Lęki
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Lęk. Mnie podświadomie przeraża zwykłość, przeciętność, normalność, brak wyjątkowości. Łapię się na tym, że robiąc coś, chcę to robić na 110%, właśnie aby uniknąć tej “przeciętności”. W świecie materialnym daje to naprawdę dobre efekty, w świecie duchowym okazuje się, że to…Nie ma sensu? W dłuższej perspektywie ktoś zrobił to wydajniej, lepiej, sprawniej, szybciej, itd. Jak wydostać się z tego koła?

  2. A jednak w sporcie są tysiące mistrzów, którzy kształcą świetnych zawodników. Często w oparciu o bardzo dobrą i owocną współpracę.

    Nie było by sukcesów Bayernu Monachium bez Pepa Guardioli. Jak talent ma się rozwinąć bez pomocy mistrza? Bez instrukcji i wsparcia? Bez informacji zwrotnej? Bez zwrócenia uwagi na błędy? Bez wiedzy i nauk? Bez wartości dodanej? To jakby uczyć się jazdy na nartach bez wsparcia instruktora. Niby można.

    W sumie Pep Guardiola mógłby pewnego dnia obudzić się i powiedzieć, że nie będzie trenował zespołów ponieważ woli chronić się przed unicestwieniem czy zagrożeniem. Ale tego nie robi.

    Unikanie mistrzostwa to jak zawsze – wybór.
    Bądź mistrzem i się dobrze przy tym baw. A reszta? No cóż. 80 % naszych obaw się nie spełnia.

  3. Ha ! bo to jest sztuka prawdziwa wiedzieć czego się szuka i chce! Najłatwiej wiedzieć czego sie nie chce i co wadzi jak kamień w bucie ! ;)

  4. No właśnie… lęki. Mam głęboki lęk przed pracą na etat. No to ktoś powie to pracuj na swój rachunek… Na razie nie mam pomysłu, jak to ma wyglądać. Etat by się przydał, bo lubi się skupiać na tym co robię, a nie na całym zapleczu organizacyjnym… No i ciekawostka, dla jednego znalezienie pracy nie jest problemem, ale już życie emocjonalne to tragedia grecka do kwadratu, dla innego emocje to pikuś a materia to syzyfowa robota… Zawsze myślałam, że jestem osadzona w materii a to się okazało, że jednak nie. Taka teatralna makieta. Nie jednego speca od finansów, mogłabym nauczyć, jak oszczędzać, wykorzystywać karty bonusowe, zniżki, nie dać się zrobić w balona z promocjami tylko…. problem jest z zarobieniem tej kasy. Już się nauczyłam mówić dzieciom, że jeśli nie ma na coś pieniędzy, to jest tylko chwilowe. Kiedyś powiedziałabym nie ma i już. Podejrzewam, że za część lęków odpowiada stan pochorobowy. No niestety, jak się popsuje organizm, to nie tak łatwo przywrócić go do równowagi. A tak z hellingerowska… jeśli przez długi czas kobiety w rodzinie musiały radzić sobie same, nawet jeśli mężowie byli fizycznie obecni ( ale jakoś zagubieni), to kolejnym pokoleniom kobiet jest trudno zaakceptować, że nagle mają przy boku kogoś kto jest wsparciem. I zamiast się z tego cieszyć, nadal “samosiują” nie szanując daru, który dostają. Przegięcie w druga stronę. Za mało, za dużo…. Nie tylko brak rodzi lęk :)

Komentarze są wyłączone.