Nauki tao. Jedenaście. Bolek

korzyści w szarości
korzyści w szarości

Ulka natomiast wyznała, że jej obawy dotyczą nie tyle starości, co bliżej nieokreślonej, choć w zasadzie nie tak odległej, przyszłości, która (jak to określiła) czai się tuż za rogiem. Koleżanki i siostry w Polsce dzieciate i mężate. Piątego fiata zmieniły na czwartego forda. Ta wybudowała dom, tamta otworzyła drugi już salon fryzjerski. Inna znów szaleje na nartach w Austrii. Ona zaś, Ulka, u bauera zmienia prześcieradła i wkłuwa wenflony. Nie chodzi nawet o faceta. Nie ten to inny, nie jeden, to drugi. Chodzi o poczucie sensu, który wszyscy wkoło czerpią z rodziny i małżeństwa lub w odwrotnej kolejności a potem rozwodzą się, tłuką, krzywdzą i szarpią dzieci. Ledwo „cudowne maleństwa” podrosną, to okazują się „niewdzięcznymi bachorami” a mamusia i tatuś „wrednymi zgredami” … czy jak się tam teraz mówi pogardliwie na starych.

– Nie znam ani udanego małżeństwa – stwierdziła Ulka – ani szczęśliwiej rodziny, ani dzieci wdzięcznych swoim rodzicom, ani rodziców, którzy mają oparcie w dzieciach, ani choćby dobrą opinię o swoich maleństwach, gdyż już dorosną. To wszystko pozory – dodała po chwili – „,moja córka ukończyła”, „mój syn awansował”, „będziemy mieli wnuka” a tak naprawdę kryje się pod tym niechęć a może i zwykła nienawiść, że bachorowi wiedzie się lepiej, niż mnie, staremu prykowi. Więc kiedy ktoś mnie pyta: Kiedy założę rodzinę? To mam ochotę walnąć go w pysk. Dlatego nie jeżdżę do domu rodzinnego, bo zawsze ktoś wyrwie się z takim pytaniem. Co gorsza cud macierzyństwa też mnie jakoś nie wzywa, więc nawet dzieciaka nie dałam sobie zmajstrować żeby mieć swoją „maleńką istotkę do kochania”. Owszem, mam takie kumpelki co to nie mając innego pomysłu na życie zatraciły się w macierzyństwie, rzecz jasna na krótko. Dopóki dziecko nie podrosło na tyle, żeby powiedzieć mamusi co sądzi o życiu w jej chorym, miłosnym uścisku. Szukałam różnych „kobiet mocy” i ery wodnika, feministycznej siły i takich tam pierdół ale to wszystko świruski, żadnej sensownej odpowiedzi. Od anarchii po pseudoekologiczny bełkot – westchnęła i umilkła.

Mistrz także milczał. Glenn pokiwał głową ze zrozumieniem i nawet zamierzał coś powiedzieć ale w końcu nie powiedział nic. Za to na sam koniec wypowiedzi Ulki, jak Piłat w Credo, pojawił się uczeń z Polski, wszak miał znacznie bliżej niż Ula i Glenn, w końcu spotkanie odbywało się w Polsce, więc wyrwał się i wpadł, jak stwierdził – na chwilę. Wpadł jak śliwka w kompot, gdyż o niczym innym nie mógł myśleć a tym samym mówić jak tylko o Bolku, który był Wałęsą lub też o Wałęsie, który był Bolkiem.

– Co ci do tego? – próbował przekonywać Glenn.

– Człowieku, historia na głowę się wali!– Wykrzyknął uczeń. – Muszę zająć stanowisko a sam nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć? Nasza najnowsza historia okazała się oszustwem. Trzeba to jasno powiedzieć!

– Jeśli ktoś w świecie w ogóle kojarzy Polskę, to tylko z Wałęsą, więc jak teraz z Wałęsy zrobicie konfidenta, to będą kojarzyć Polskę z konfidentem. Poza tym i tak nie masz na to wpływu, więc nie rozumiem co się tak emocjonujesz? A przede wszystkim rozmawiamy o Ulce.

Glenn wymownie spojrzał na mistrza a potem na Ulkę. Na chwilę wszyscy zamilkli a gdy polski uczeń miał już otworzyć usta – Glenn, co wydawało się nietypowe jak na typowego Amerykanina, po prostu kopnął go w kostkę.

– Rozumiem – odezwał się mistrz – że wszyscy teraz oczekujecie żebym wam powiedział co macie myśleć na temat starości, samotności, rodziny i rozterek natury patriotycznej. Pewnie też najchętniej posłuchalibyście co należy zrobić żeby nie czuć lęku, a przeciwnie sens, nie czuć samotności a przeciwnie bliskość bez ryzyka zdrady i co zrobić żeby pozbyć się poczucia zawodu a w to miejsce czuć dumę i pewność, co do intencji zbawców narodu?

Wszyscy w milczeniu pokiwali głowami.

– Mógłbym powiedzieć coś w rodzaju: winogrona zmieniają się w wino a wino w ocet – zaśmiał się mistrz. – Jednak powiem coś bardziej konkretnego a nawet stanowczego. Glenn, – spojrzał w stronę Amerykanina – jakie masz korzyści z tego co nazywasz lękiem przed starością? Karmisz się tym. Po co? A ty Ulka, jakie skryte cele realizujesz, gdy podkreślasz na każdym kroku, że jesteś wyobcowana, samotna, w obcym kraju i na dodatek inna niż kobiety w twojej rodzinie? A ty mój drogi – spojrzał na swego polskiego ucznia – wiecznie zagubiony i niepewny siebie, niepewny nawet czego chcesz a czego nie chcesz, zajęty tą swoją polskością jakby nigdzie na świecie nie było niesprawiedliwości, konfliktów, wojen, zdrad, brudnej polityki i problemów – co próbujesz ukryć przed sobą? Jaką masz z tego korzyść?

Nauki tao. Jedenaście. Bolek
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Czytając “Taniec rzeczywistości” Alejandro Jodorowskiego natrafiłam na taki oto dialog uczeń-mistrz:
    “Poprosiłem aktora o wielki zaszczyt polerowania jego imienia każdego ranka. Zdecydowanie odmówił.
    – Nie ma mowy. Wiem, że masz dobre intencje, że mnie podziwiasz, ale żeby być sobą, musisz wyzbyć się pragnienia bycia kimś innym. Polerując moje litery, w pewnym sensie skradniesz mi moc. Tak jak ja, masz na imię Alejandro. Twoje zaangażowanie nieuchronnie przerodzi się w zniszczenie. Pewnego dnia będziesz musiał podciąć mi gardło. W kulturach pierwotnych uczniowie zawsze w końcu pożerają swego nauczyciela. Idź zasiej swoje własne imię, naucz się je kochać, wysławiać, odkryj, jakie skarby kryje w sobie. Masz dziewiętnaście liter. Poszukaj karty tarota zwanej

  2. Czy jest jeszcze miejsce na rozsądnych ludzi w naszym kraju? Doświadczonych zastępują “pasjonaci”. Hmm może to mnie też hamuje, przed zrobieniem czegoś fajnego, zbyt wielu “pasjonatów” wyciągało łapska po to co zrobiłam….

  3. Każdy temat jest dobry aby oderwać się od swoich deficytów, lęku czy życia. To jak z oglądaniem seriali. Spora część osób cieszy się, że inni mają gorzej a tym samym nie muszą się tak zajmować swoimi sprawami. To takie łatwe. I ta pętla zachowań ciągle się uaktywnia. Cykle nie ma końca i toczy się do końca życia.

    Sprawa Wałęsy w jakimś stopniu mnie dotyka i boli. Jesteśmy okrutnym narodem wobec swoich autorytetów. Jest ich tak mało a i nie potrafimy o nie odpowiednio zadbać czy szanować.
    Tak łatwo jest mówić i oceniać zamiast zrozumieć. Łatwo jest powiedzieć co by się robiło na miejscu Wałęsy ale mało kto był na tym miejscu czy w tych okolicznościach. To przecież były straszne czasy, przepełnione ciężkimi emocjami.

    Nie uważam się za naiwnego wobec stosunku Polaków do autorytetów ale też nie zgadzam się na takie traktowanie Wałęsy. Uważam, że spora część Polaków pęka. Pęka wobec brania odpowiedzialności za własne życie. A gdzie jeszcze odpowiedzialność wobec innych?

  4. Pytanie bombardujące ” Jaką masz z tego korzyść ? ” :) Strasznie je lubię. A jakie odpowiedzi zaskakujące dostaję ;) Polacy boją się pozytywnych konstrukcji. Pyta człowiek o korzyści a dostaje wykład o starej szmacie życia… no to dopytuje, a oprócz starej szmaty jakie masz korzyści…. i się okazuje, że jednak są i to wcale nie takie ropuchowate i brzydkie, niektóre są nawet kolorowe… I zaczyna się rozdzielanie starej szmaty i fajnych rzeczy… i w końcu przychodzi refleksja uffffff. wtedy już wiem, że skończyło się wywalanie śmieci, a zaczyna się myślenie :) Na TV kultura był wczoraj film o ustawieniach z elementami symboliki szamańskiej…. nie wiem co autor miał na myśli, ale jak to zwykli ludzie obejrzeli, to się nie dziwię, że ustawień się boją :) Z drugiej strony dobrze, że to późno puścili :) Nadal zaskakuje mnie ciasnota umysłów … a już chyba nie powinna…. zasadniczo to ja w pewnych aspektach, pewnie też ciasnotę jakaś posiadam…

Komentarze są wyłączone.