wiewiórka skalna

Nauki tao. Lekcja 1

Jak wygląda siedziba mistrza, uosobienia spokoju i równowagi, miejsce medytacji nauczyciela tao a właściwie Nauczyciela Tao? Jest to niski domek, odgrodzony od plaży niezbyt wysokim płotem, składający się głównie z patio, sporej kuchni i kilku pokoi, pokoików w zasadzie oraz niezliczonej ilości zakamarków, w których przesiadują miejscowe wiewiórki skalne i gekony. Koty wylegują się na słońcu a nocami buszują wśród skał na klifie stromo opadającym ku morzu. Co ciekawe na terenie domu nie polują ani na wiewiórki ani na jaszczurki. Dom położony jest pomiędzy skalistym wzgórzem a piaszczystą doliną zatoczki. Często wieje tu silny wiatr.

Kilka pokoi pełni rolę gościnną, służą przyjaciołom i znajomym mistrza. Nie ma on oficjalnych uczniów, to nie jest w stylu tao, żeby użyć popkulturowego zwrotu. Mistrz w pewnym sensie jest kapryśny, dzieli się swoimi przemyśleniami oraz doświadczeniem z kim chce i kiedy chce, wyłącznie na swoich warunkach. Nie nazywa też swoich uczniów – uczniami. Jak kiedyś stwierdził dosadnie – ma to w dupie. Co takiego? Uczenie, dzielnie się, nawracanie, przekonywanie innych, uświadamianie, naprawianie świata, przekazywanie wiedzy. Czasem coś mówi, gdyż to go bawi. Bierzesz sobie co zechcesz albo nie bierzesz – oto cała dewiza nauki tao według mistrza. Doba w pokoiku kosztuje tyle i tyle. Każdy po sobie sprząta sam. Możesz coś sobie ugotować w kuchni albo zamówić jakieś danie w miasteczku. Wszystkie zasady, żadnych gwarancji.

– Przez całe życie zawodowe uczyłem ludzi – stwierdził kiedyś – w europejskim modelu edukacji, w kilku krajach i niewiele z tego wynikło ani dla mnie, ani dla uczniów. Ludzie chodzą do szkoły bo muszą albo w nadziei, że wykształcenie podniesie ich wartość. W rzeczy samej nie chcą się ani zmieniać na lepsze, ani wykorzystywać wiedzy w praktyce, ani tym bardziej korzystać z doświadczeń innych. Chcą się upewnić, że zrobili co należy, chcą się usprawiedliwić. Mają w dupie wiedzę, nauczyciela i w pewnym sensie siebie samych, gdyż nie przykładają się do wiedzy, nie potrafią, a nawet nie chcą, jej zastosować w praktyce. Odkąd to zrozumiałem przestałem ludzi uczyć.

Wczesnym po południem mistrz usiadł w cieniu na wygodnym fotelu na patio i upił łyk herbaty. Uczeń, który nie był uczniem zgodnie z zasadą, która nie była zasadą lecz zaledwie niepisaną umową wpatrywał się w mistrza. W końcu odbył długą podróż, poniósł niemałe koszty w nadziei, że spotkanie z guru odmieni jego życie. Zaakceptował również fakt, że nie stanie się uczniem ani nie będzie niczego uczony. Może po prostu pomieszkać jakiś czas w domu na klifie, w pokoju na skale i spotykać się z mistrzem jak gość w domu gospodarza.

– Pamiętasz z dzieciństwa swój ulubiony kocyk a może poduszkę, a może był to pluszak,  może czapka lub śliniaczek, coś miękkiego? – zaczął mistrz, który nie pozwalał tytułować się ani mistrzem, ani guru, ani nawet nauczycielem.

– Owszem – odpowiedział uczeń, który nie był uczniem. – Miałem takiego krokodylka. Byliśmy nierozłączni.

– Co się z nim stało? – spytał mistrz.

– Och, nie pamiętam. Pewnie trafił na śmietnik. Odkąd sięgam pamięcią zawsze był bardzo zniszczony. Minęło tyle lat.

– A czy pamiętasz swego ulubionego kolegę z dzieciństwa, z czasów podstawówki? – mistrz ponownie zadał pytanie.

– Owszem – odpowiedział uczeń, który nie był uczniem. – Miał na imię Mateuszek. Byliśmy nierozłączni.

– Co się z nim stało?

– Och, nie wiem. Pewnie żyje gdzieś w moim rodzinnym mieście. Minęło tyle lat. Już w liceum utraciłem z nim kontakt.

– A czy pamiętasz jakie było twoje największe marzenie z czasów liceum? – mistrz zadał pytanie po raz trzeci.

– Tak, pamiętam – uczeń odpowiedział po krótkim namyśle. – Marzyłem o dziewczynie. Miała na imię Ala. Ala z III b. Ala Martyniuk, Martyniak…jakoś tak. Wydawała mi się wtedy cudownym aniołem. Całkowicie poza moim zasięgiem. W liceum byłem raczej nielubianym brzydalem.

– Co się z nią stało?

– Też nie wiem, podobnie jak z kolegą z podstawówki. Pewnie jak on, żyje gdzieś w moim rodzinnym mieście albo jak ja zamieszkała po studiach w innym mieście. Może ma rodzinę, może dzieci? Zaraz po maturze utraciłem z nią kontakt. W końcu uczyła się w innej klasie i to o rok niżej.

– Widzisz, na tym właśnie polega paradoks przywiązania. Kiedy pojawia się pragnienie jesteśmy gotowi oddać za nie wszystko. Wydaje się najważniejsze na świecie. Cierpimy w imię pragnienia, cieszymy się z powodu pragnienia. Jest dla nas całym światem. Gdy jednak mija nawet nie pamiętamy nazwiska „cudownego anioła”. Teraz w samotności przelicz wszystkie krokodylki, Mateuszków i Ale, do których jesteś obecnie przywiązany i zastanów się po co?

– Jak to: „po co”? – zdziwił się uczeń.

– Tak to – odpowiedział mistrz, który nie był mistrzem. – Zastanów się po co, czyli w jakim celu jesteś przywiązany?

Nauki tao. Lekcja 1
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Jak dobrze odwiedzić znajome kąty i trafić na Lao od Tao ;-).
    Pozdrawiam w odnalezieniu i wysyłam ciepłe myśli.
    PS A koło toczy się dalej.

  2. Ano.
    Wierzę że mistrza każdy ma w sobie, ale potrzeba czasu i jednak poszukiwań tu i tam, by to zrozumieć i odkryć.

  3. 2016 rok i Fajny Tekst. Dziękuję :)
    Bardzo przemawia, a i kolokwializmy użyte jako narzędzia akcentują istotne emocje. Zaczęłam sobie głębiej iść w to, że właściwe mądrze kochać, akceptować, obdarzać atencją to znaczy nie przywiązywać się – nie uwiązywać do drugiej osoby, nie zawłaszczać, a ufać, nie przytłaczać własną zazdrością i dowiązywaną na siłę pępowiną, a dawać wolność.

    Jim Morrison – którego muzyki właśnie sobie słucham i próbuję go zrekonstruować przy pomocy jego wierszy, był miłośnikiem jaszczurek. Dzisiaj, jakimś moim motywem wspólnym z tym blogiem jest jaszczurka. Pod wpływem tego tekstu udało mi się zebrać parę swoich myśli -pokonuję z początkiem roku jakąś własną blokadę coachingową, na temat przywiązania do niekoniecznie dobrych rzeczy. Piękne dzięki!

    Kończę wpis fragmentem jednego z wierszy J.M. i moją notką ;-) Buźka niech Świadomość się wybudza…

    “Nie ma jest, jest i nie ma
    niczym jeden długi chory
    elektryczny sen
    Ten stan jest stanem
    pomieszania. Tam każdy
    żądny jest jej miłości”.

    http://selfoteka.blogspot.com/2016/01/retusz-mozgu-czyli-w-czym-jestesmy.html

  4. Fascynujące, że ludzie muszą znaleźć sobie guru, przewodnika , lidera itp , najlepiej takiego, który napisał książkę i bywał w telewizji :) zamiast po prostu z kimś pogadać… Zastanawiam się, czy gdybym miała wystarczająco pieniędzy, też bym tak jeździła… hmmm

Komentarze są wyłączone.