podpórka

Nauki tao. Lekcja 2

– Widzę, że skrzętnie coś zapisujesz – powiedział mistrz, który nie pozwalał tytułować siebie mistrzem.

Dzień był wietrzny więc nawet na patio osłoniętym z czterech stron odczuwało się silne podmuchy wiatru i wyraźny chłód. Choć termometr wskazywał dość wysoką temperaturę jak na styczeń – ponad 20 stopni, właściwie letnią jak na warunki północnego kraju, z którego przybył uczeń, to jednak wiatr od morza świdrował na wskroś, nawet tu, u wybrzeży Afryki. Wszystko tu było na odwrót. Morze nie było morzem tylko oceanem. Uczeń nie był uczniem tylko gościem. Zima była latem. Wiatr jedyną oznaką zimy. Mistrz – dziwakiem, który prowadził coś w rodzaju pensjonatu. Wszystko tu było „czymś w rodzaju”, żadnej pewności, żadnych sztywnych zasad, umowne granice, choć przecież odbywała się tu jakaś nauka. Rzecz jasna mistrz nie nazywał nauki nauką tylko co najwyżej poezją, czasem gawędą, niekiedy dyskusją. Najczęściej inicjował ją przypadek lub luźno rzucone stwierdzenie, ot choćby: widzę, że skrzętnie coś zapisujesz.

– Owszem – odpowiedział uczeń, który nie był uczniem – zapisuję kolejne lekcje, które odbywamy.

– Lekcje? – zdziwił się mistrz. – Jak to: lekcje?

– Owszem – przytaknął uczeń. – Pragnę zrozumieć twoje nauki. Nie chcę uronić ani słowa a zapisywanie pomaga mi wszystko przemyśleć i uporządkować.

– Lekcja, nauka, wiedza, szkoła, wkuwanie, morał, erudycja, pointa, ocena, wniosek – wyrecytował mistrz. Nabrał powietrza i dodał: – konkluzja, kompetencja, zrozumienie.

– Owszem – przytaknął uczeń, który nie był uczniem – chcę zrozumieć.

– Co takiego? – spytał mistrz.

– Na początek siebie. Mam nadzieję, że wtedy zrozumiem innych ludzi, ich motywacje, świat, zło i dobro, sprzeczności. Chcę odnaleźć poczucie sensu.

– W takim razie zacznij od wyrzucenia swojego zeszytu. Zaprzestań też nazywać nasze rozmowy lekcjami – powiedział mistrz.

– Ale wówczas nie będę miał notatek, jak wtedy zrozumiem twoje słowa i własne przemyślenia, które powstają na skutek twoich wypowiedzi, mistrzu? – powiedział uczeń i ugryzł się w język, gdyż zatytułował mistrza mistrzem, co było zakazane.

– Gdy wyrzucisz zeszyt, gdy przestaniesz skrzętnie notować kolejne lekcje nazywając je lekcjami może wtedy zrozumiesz, że nikogo i niczego nie można zrozumieć. Zrozumienie nie tylko jest niemożliwe ale również zbyteczne jako pomysł. Możesz co najwyżej zrozumieć siebie.

– Bardzo bym tego chciał – odpowiedział uczeń z nadzieją w głosie. – Co mam zrobić?

– W takim razie zacznij od tego co chcesz zrozumieć oraz czego się spodziewasz, gdy już zrozumiesz? Wtedy być może przekonasz się, że od zawsze wiedziałeś i od dawna masz to, co chciałbyś zyskać.

Nauki tao. Lekcja 2
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Przeczuwam ducha Ryśka ;)

  2. Wszystko jest w nas.

  3. No i niestety poniosło “Niemistrza” w mistrzowaniu ;)

Komentarze są wyłączone.