trenować czy raczej nie trenować?

Nauki tao. Odsłona czwarta. Spotkanie.

Uczeń, który nie był uczniem krzątał się po kuchni przyrządzając sobie na śniadanie dwa jajka sadzone. Do środka wszedł szczupły mężczyzna o wyglądzie typowego Amerykanina. Po chwili, zanim uczeń zastanowił się co właściwie oznacza stwierdzenie „typowy Amerykanin”, okazało się, że przybysz, ów nowy gość toaistycznego pensjonatu, który nie był pensjonatem, rzeczywiście jest typowym Amerykaninem.

Mówił z akcentem przypominającym połykanie gęstego budyniu, miał kwadratową szczękę, włosy a la marines, pochodził z Alabamy z miasta Tuscaloosa, był inżynierem, pracował w fabryce produkującej sklejkę wodoodporną, miał dwójkę dzieci – dwunastoletniego Josha i piętnastoletnią Merry Ann i oczywiście żonę Beth. Służył w armii, był w Iraku w czasie pierwszej wojny w Zatoce. Ach, oczywiście miał również psa, a jakże – labradora o imieniu Lucky, jakżeby inaczej. Wszystkie te informacje zostały przekazane uczniowi, zanim jeszcze zakończył się uścisk dłoni, jak przystało na typowego Amerykanina – zgniatający dłoń ucznia oraz trwający tyle co uśmiech Glenna, tak miał na imię ów typowy Amerykanin. Wyznał również, że otrzymał imię na cześć Glenna Millera znanego muzyka, którego kompozycje i aranżacje uwielbiała jego matka Merry Ann. Na jej cześć, co oczywiste, takie samo imię otrzymała jego pierworodna córka. Ojciec Glenna był Polakiem z pochodzenia, nazywał się Ed Lutosky, pełnił zaszczytną służbę w straży pożarnej, nigdy nie odwiedził kraju swoich dziadków. Glenn również ale ma taki zamiar.

Zanim uczeń zdążył przełknąć drugie jajko i kawałek bagietki, dowiedział się ku swemu zaskoczeniu, że jego nowy amerykański znajomy Glenn doskonale rozumie i akceptuje ideę bycia nieuczniem w niepensjonacie, odbywanie niezobowiązujących nienauk z niemistrzem w trybie przypadkowych nierozmów. Uczeń sam z trudem pojmował co właściwie tu, czyli w niepensjonacie, robi i na czym polega relacja z niemistrzem, gdy tymczasem „typowy Amerykanin” pojmował rzecz bezproblemowo.

Dało to do myślenia uczniowi zanim przełknął plaster pomidora i popił kawą. Dało do myślenia tym bardziej, że w jego schematach myślowych stwierdzenie „typowy Amerykanin” oznaczało niezbyt inteligentnego, głupawo uśmiechniętego konserwatystę, który nie ma pojęcie gdzie na mapie należy szukać miasta Warszawa, oprócz oczywiście mapy USA, zdziwionego, że marka samochodów volkswagen produkowana jest oprócz Meksyku również w innych miejscach a także dumnego z powodu posiadania karabinka półautomatycznego, który przechowuje w szafie w sypialni.

– Wiesz jak tu trafiłem? – spytał Glenn zanim uczeń sam zdobył się na to pytanie.

– Nie mam pojęcia – odpowiedział uprzejmie.

– A chcesz się dowiedzieć?

Chciał. Po chwili Glenn odtworzył na swoim laptopie skypową rozmowę, która odbyła się wiele miesięcy temu. Na ekranie pojawiła się twarz otyłego mężczyzny, którego rysy przypominały do złudzenia twarz Glenna. Co jakiś czas kamerę spowijał dym z papierosa, którego palił ów mężczyzna. W dole ekranu widoczne było małe okienko z uśmiechniętą twarzą mistrza – niemistrza. Glenn przewinął nagranie i stwierdził, że teraz będzie najważniejszy moment.

– Chciałbym żeby był pan moim mentorem, sir. Od dawna poszukuję kogoś w rodzaju nauczyciela duchowego, sir – na ekranie odezwał się Glenn wiele miesięcy młodszy i kilkadziesiąt kilogramów grubszy, spowity dymem papierosowym. Wyglądał jednak znacznie starzej niż wersja Glenna, która pochylała się nad uczniem.

– Widzę, że palisz Glenn – odezwał się mistrz w małym okienku.

– Owszem, sir. Między innymi tym chciałbym się zająć. Chciałbym rzucić to świństwo – stwierdził Glenn i zaciągnął się papierosem.

– Widzę Glenn, że masz też sporą nadwagę – stwierdził mistrz.

– Owszem, mam parę funtów za dużo tu i tam – na pucułowatej twarzy Glenna pojawił się grymas, który był atrapą uśmiechu. – To też mój problem. Lubię podjadać.

– Chętnie spotkam się z tobą Glenn, jednak dopiero wtedy, kiedy rzucisz palenie oraz gdy osiągniesz odpowiednią wagę. Nie znam się na funtach, u nas w Europie mierzymy wagę w kilogramach. Na moje oko masz około 30 kilogramów nadwagi. Przydałoby się również poprawić kondycję.

– Ja właśnie w tej sprawie chciałem się zgłosić, sir – stwierdził Glenn nieco zbity z tropu i znów zaciągając się papierosem. – Potrzebuję wsparcia w moich uzależnieniach – dodał.

– To pomyłka Glenn – stwierdził mistrz. – Ktoś musiał cię wprowadzić w błąd. Nie mam zamiaru dawać ci wsparcia w twoich uzależnieniach. Ludzie sądzą, że w ramach jakiejś cudownej terapii pozbędą się swoich uzależnień. To błąd już na samym stracie. Warunkiem terapii jest bycie czystym. Terapia ma służyć zdrowiu. Pytanie brzmi jak utrzymać zdrowie? Błędne pytanie brzmi: jak schudnąć albo jak rzucić palenie? Co potem jak już schudniesz? Rozumiesz? Nasz umysł ma skłonność do przyklejania się, do uzależniania, lgnie, przywiera, grzęźnie. Znasz ludzi, którzy przestali palić i zaczęli jeść, przestali grać i zaczęli oglądać porno, przestali kupować i grają. Zrzuć kilogramy, utrzymaj dobrą wagę, popraw kondycję, rzuć palenie i wtedy do mnie przyjedź. Dopiero wtedy będziesz gotów zadać sobie pytanie: co dalej?

Glenn zamknął pokrywę laptopa, szeroko rozłożył dłonie pokazując swoją szczupłą sylwetkę i powiedział z tym swoim amerykańskim uśmiechem:

– No i jestem. Dwadzieścia jeden miesięcy później. I już wiem po co tutaj jestem! A jaka jest twoja historia? – spytał ucznia, który jak on nie był uczniem.

Jednakże nieuczeń nie wiedział co odpowiedzieć. Poczuł, że język w zaskakujący sposób zaplątał się wokół zębów, dlatego zrobił jedynie zdziwioną minę wydając z siebie nieartykułowany dźwięk.

– Po co tutaj jesteś? – spytał Glenn widząc niepewną minę swego rozmówcy.

– Nie wiem – odpowiedział nieuczeń. – Myślałem, że to jakieś szkolenie. – Skłamał żeby całkiem nie wyjść na durnia.

głód
głód
Nauki tao. Odsłona czwarta. Spotkanie.
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Rozmowa „autorytetów” o coachingu ( wybrane fragmenty): ” Coach czyli trener…” i nie chodzi tu o dosłowne tłumaczenie słowa, „Coaching – proces szkoleniowy….”. Syzyfowa praca …. nie mam takiego przebicie medialnego, żeby to prostować… jeszcze :)

  2. Piękne :)

Komentarze są wyłączone.