równowaga

Nauki tao. Odsłona siódma. Równowaga.

– A czy nie jest tak, że te wszystkie olśnienia, przebudzenia, nirwany, samadhi, iluminacje, objawienia, epifanie, katharsis, odrodzenia – uczeń wyrzucił z siebie jednym tchem – nie są przypadkiem zwykłym wariactwem?
– No właśnie – przytaknęła Ula, nowa mieszkanka pensjonatu, który nie był pensjonatem, popijając, jako jedyna, czerwone wino.

Ani uczeń, który nie był uczniem, ani Amerykanin Glenn nie pili, zadeklarowawszy całkowitą abstynencję, podobnie jak mistrz, który niczego jednak nie deklarował, a już na pewno nie z taką stanowczością z jaką uczynili to uczeń i Glenn. Glenn, jak wyznał szczerze, miał problemy z piciem, dlatego nie pił. Wiele miesięcy borykał się z zaakceptowaniem prostego, acz bolesnego faktu, że sześć półlitrowych piw (a w weekendy pół butelki Burbona do tego) wypijane dzień w dzień w czasie oglądania telewizji, to jednak jest alkoholizm. Uczeń, który nie był uczniem – nieco inaczej. Po wypiciu alkoholu niemal zawsze chorował. Owszem, miał skłonność do opilczej przesady jak wielu jego rodaków z Polski, być może dlatego „na drodze rozwoju osobistego” zanim trafił na drogę Tao (czyli na Drogę) napotkał znak, który odczytał jako „trzeźwość”. W każdym razie Ula sączyła czerwone, hiszpańskie wino, lekki wiatr wiał od morza, sztucznie nasadzane, aczkolwiek dorodne palmy kołysały się dostojnie, rozmowa rozkręcała się w najlepsze, dopóki jak zwykle nie popsuł jej mistrz, który nie był mistrzem.

– Moja serdeczna przyjaciółka – kontynuowała Ula – jako młoda dziewczyna zachorowała. Lekarze rozpoznali u niej cyklofrenię. I faszerowali lekami. Jakoś cudem urwała się ze szpitala i trochę przy pomocy rodziny, trochę przy pomocy terapii, ziół i leków uspokajających wydobrzała. Ale po kilku latach nawrót. Co u niej rozpoznali? Tym razem chorobę afektywną dwubiegunową i znowu faszerowanie lekami. Kilka lat później to samo. Tym razem jednak zespół maniakalno – depresyjny. I nowe leki, tym razem „nowej generacji”. Dziewczyna generalnie funkcjonuje dobrze ale zdarzają się okresy spadku nastroju. Za najgorsze jednak wszyscy uznają momenty dobrego nastroju, radości, wiary w życie… – westchnęła Ula – i wtedy łubu-du, panika przychodnia, szpital, leki, bo dziewczyna jest w manii!
– Zdaje się, że cyklofrenia, psychoza maniakalno – depresyjna, choroba afektywna dwubieguna to ta sama choroba, tylko lekarze inaczej ją teraz nazywają żeby nie straszyć pacjentów – stwierdził Glenn. – Jak przestałem pić i zacząłem się zmieniać, zrzuciłem wagę i w ogóle… rodzina też postanowiła mnie wyekspediować do lekarza, bo coś ze mną jest nie ok.
– Czytałam, że świętym katolickim ale również całkiem świeckim mistykom, artystom i różnym takim po prostu od czasu do czasu odwala. Mózg się rekonfiguruje, czy coś… i dostają olśnienia – stwierdziła Ula.
– No właśnie, o tym mówię. Tęsknimy, za jakimś objawieniem, odrodzeniem, przebudzeniem a może przebudzenie to jest zwyczajna szajba, świr, czyli wariactwo? – skwitował uczeń.
– A co na to mistrz? – spytali niemal jednocześnie, gdy mistrz poruszył się na swoim fotelu sięgając widelcem po owoc mango.
– Co ja na to? Obawa jest jak cień ale dzięki cieniowi widzimy wyraźniej sylwetkę, tak jak dzięki trzeźwości dostrzegamy, czym było picie, dzięki chorobie czym jest zdrowie i tak dalej, bez końca. Wahadło wychyla się od skrajności do skrajności ale czy zegar nadal będzie działał, gdy wahadło się zatrzyma? – Zapadło milczenie i dopiero po długiej chwili mistrz dodał: – Może potrzebne jest inne pytanie? Może to kwestia jak szybko porusza się wahadło? A może jak daleko się wychyla? A może… – przerwał, i zamilkł, i nic już tego wieczora nie powiedział.

Nauki tao. Odsłona siódma. Równowaga.
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Ostatnio poszłam w kierunku uważności, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie “Czego nie widzę? Lub czego nie chcę zobaczyć? A że dobrze pracuje mi się w grupie, to zorganizowałam dwa warsztaty a trzeci sam przyszedł. W czwartek było ćwiczenie uważności, w sobotę praca nad pytaniem a w niedzielę odpowiedź. ;) I mam katar, organizm nadal się broni, ale już słabiej :) Zmiana , zmiana, zmiana :)

  2. Znowu nie na czasie i nie w czasie zgłębiam zagadkę istnienia. Jak osiągnąć nieśmiertelność w inszy sposób niż zrobili to Horacy, Kochanowski, Mickiewicz. Jak przeciwdziałać wyrwom w sercu, jakie zostają po odchodzących ze swoich wehikułów cielesnych do kolektywów dusz.

  3. Proffesore Matheoushko czy Ula przypadkiem nie jest szatynką z zielonymi oczami? ;-) Bo tak mi się wydaje, że być całkiem może? Świetny cykl Pan otworzył. Dobrze Pana czytać w dobrej formie, Dohtorze
    … ja bym jeszcze dopisała, że mamy Rok Wagi w zodiaku a to oznacza dla wszystkich znaków zodiaku dużo lamur tużur and always forever

  4. I znowu wrócę do tego, jak na pewnych zajęciach zatańczyłam ze swoją przeszkodą :) Terapeuta popatrzył podejrzliwie, warknął w nim instynkt …. a mi było tak lekko…. wahnęło mi się swego czasu tak mocno, że w obecnej chwili celebruję każdą radość, niekontrolowany rechot, spotkanie z pozytywnie energetycznym człowiekiem, fajną zabawę… aż do przesady :) Wielu, jak i ja sama do pewnego momentu, z uwielbieniem wpada w czarną otchłań, jakoś tak łatwiej … łatwiej narzekać, jęczeć, ryczeć… Zmarła moja podwórkowa koleżanka, nie mogłam sobie przypomnieć twarzy… jak już załapałam o kogo chodzi… pojawiła mi się roześmiana twarz.. dobrze, że tak ją pamiętam.

Komentarze są wyłączone.