Niedokończona rozmowa

złość i miłość
złość i miłość

Kiedyś dawno temu sądziłam, że złość, której tak się obawiałam, która mnie raniła, od której stroniłam, była moim głównym problemem – powiedziała. – Chodziłam do psychiatrów i psychologów, gdyż wywodzę się z tak zwanej rodziny dysfunkcyjnej i zawsze słyszałam, że powinnam dać sobie prawo do złości, wykrzyczeć wszystkie żale do ojca i matki.

Na sesjach terapii ustawiano przede mną krzesło albo poduszkę, które symbolizowały a to matkę, to znów byłego partnera lub szefa, którym miałam wykrzyczeć na całe gardło swoją złość a nawet bić pięściami. Raz nawet podniosłam taki wrzask, że przez tydzień nie mogłam mówić z powodu nadwerężenia strun głosowych, nie mówiąc o siniakach na rękach od uderzeń w oparcie fotela, który symbolizował moją matkę.

Nigdy nie byłam jednak pewna, czy złość jest we mnie, czy tylko ją w sobie wzbudzam po wypływem zachęt. Sądziłam jednak, że unikanie złości to rodzaj choroby psychicznej, z której wyzdrowieję, gdy będę potrafiła reagować agresywnie jak inni ludzie – westchnęła głęboko i kontynuowała. – Po jakimś czasie skończyłam studia psychologiczne, na które poszłam głównie dlatego, żeby się dowiedzieć co ze mną jest nie tak i dlaczego inni tak świetnie sobie radzą w przeciwieństwie do mnie. W czasie studiów tylko się utwierdziłam w przekonaniu co do znaczenia i siły agresji. Człowiek jest istotą rywalizującą, słyszałam od profesorów, tak działa ewolucja i mechanizm przystosowania, wygrywają najsilniejsi.

I wiesz co, to wszystko były kłamstwa. Dlaczego tak sądzę? Widzisz, tak długo miałam problem ze złością, gdyż nie potrafiłam kochać siebie samej. Kiedy pewnego dnia poczułam, że kocham siebie, że jestem dla siebie najważniejszą istotą oraz, że to we mnie zaczyna się wszystko, co ma związek z ludźmi, temat złości minął i nigdy nie powrócił.

Ach, co to jest miłość, pytasz?

Niedokończona rozmowa
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Gdy zaakceptujemy siebie, z tym wszystkim co mamy, przestajemy bać się krytyki i oceny… Czasem warto nawet komuś z uśmiechem odpowiedzieć, na krytyczne poniżające słowa: „Dziękuję, że zauważyłeś. To część mnie, myślałam, że słabo ją widać.” . Mina krytykanta bezcenna ;) To nic , że będą Cię traktować jak UFO, już nie będą krytykować, bojąc się ośmieszenia ;)

  2. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia Sw. Walentego, patrona milosci!

    Wlasnie tej milosci do siebie wszystkim zycze, a pozniej ona sie rozprzestrzeni wokol na
    innych ludzi, zwierzeta, rosliny, przyrode nieozywiona, wszechswiat. A jesli nie milosc, to przynajmniej milosierdzie, wspolczucie, zrozumienie, wspolodczuwanie, empatia, przyjacielskosc(? nie wiem czy istnieje takie slowo:)

    Czlowiek jst gotowy dusze oddac za milosc!

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie:)

  3. Nie wiem jak to robisz ale idealnie trafiasz w punkt mojego rozwoju. Właśnie przepracowuje swoje emocje. Na początek poszły złość i gniew. Synergia.

Komentarze są wyłączone.