Nieustraszeni łowcy okoni i ja

minus dwa
minus dwa

Jeżdżę ostatnio sporo na rowerze. Od kilku dni jest już zimno lecz współczesna technologia czyni cuda, zwłaszcza plastik. Gdy takowy się na siebie nazuje, zimno wtedy niestraszne. Jeżdżę nad wodą, cichą teraz i bezludną. Jednej nocy, chyba przedwczorajszej, zielone jeszcze liście na niektórych krzewach, spadły. Zamrożona woda przestała w nich krążyć i powstał łan zielony, który zmienił się w jedną noc w żółty. Dziś na odcinku wielu kilometrów przepięknej trasy spotkałem tylko kilka osób. Macham na powitanie a jakże ale prawie nie ma komu. Wędkarze nie odpuszczają, zakutani w swoje moro polują na okonie. Minąłem dziś jednego, który targał siatkę dosłownie z kilkoma sztukami, dziećmi jeszcze, tego drapieżnika. Dumny drapieżnik dorwał wodnego drapieżnika. Oba w barwach ochronnych. Moro, maskujące kurtki, wojskowe czapki na wąsatych głowach i sprzęt niekiedy wart tysiące. Ucieczka z domu? Rekreacja? Sport? Kiedy jadę jest mi ciepło, im biedakom w miejscu, przyczajonym za krzakiem, zimno. Ręce zgrabiałe, alkohol tylko na chwilę pomaga, potem jeszcze zimniej. Pasjonaci. Nieustraszeni łowcy okoni.

***

Mijam po drodze trzy gminy. Wiatr duje lecz zakupiona kominiarka od wiatru mnie odgradza. Każda gmina inaczej zarządzana. Linia graniczna pomiędzy gminami jest bardzo widoczna. W jednej śmieci w lesie, śmieci w rowie, rozdeptane, rozjechane leśne dukty, drogi dziurawe. W drugiej, dosłownie kilkaset metrów dalej – nowe drogi, nowe domy, proste chodniki, śmietniki i ławeczki. W lesie czysto. W tej śmieciowej gminie, gdy ktoś robi remont domu po prostu gruz wywozi do lasu a czasem i szambo. W tej czystej, gdy zakładano kanalizację, gmina wzięła na siebie koszt przyłączy do budynków i dlatego większość obywateli korzysta z kanalizacji, choć relatywnie koszt był niezbyt wygórowany ale zadziałało jak cud. W tej drugiej koszty były po stronie ludzi, więc tylko nieliczni zrezygnowali z szamba. Jak się z panem od szambiarki obywatel dogada, to taniej weźmie, a szambo zrzuci do lasu, równiutko obok gruzu i starego tapczanu. W trzeciej gminie nie ma kandydatów na radnych, więc nie będzie wyborów. Ta gmina najmniej atrakcyjna. Ni to rolnicza, ni to rekreacyjna, za daleko od wody, od drogi powiatowej, drogi głównie bite, czyli ledwo utwardzane. Gdy ktoś się w te okolice chce sprowadzić to woli gminę bogatszą, która sprzedaje gminne łąki pod inwestycje, która zbudowała drogi i gdzie blisko do wody latem.

***

Dlaczego nie zostanę radnym ani inną odmianą polityka? Kiedyś aktywnie uczestniczyłem w pracach związanych z coachingiem w Polsce. Pełen wolontariat. Do mojego ośrodka zapraszałem ludzi z lewa i z prawa zaangażowanych w nowy zawód. Rozmowy, dyskusje, ustalenia. Gdy zostałem prezesem polskiego oddziału jednego ze stowarzyszeń odwiedziłem wielu ludzi reprezentujących środowisko oraz inne stowarzyszenia, grupy i szkoły. I zaproszenie okazało się jednostronne. Strzałka wychylała się tylko ode mnie w ich stronę. Wspólnota pozorna, interesy własne okazały się najważniejsze. Mało wzajemności, prawie żadnego współdziałania.

Kiedyś nawet działałem we wspólnocie mieszkaniowej! Połamaliśmy sobie wtedy zęby miedzy innymi o kwestię drogi. Czy ma być jedno, czy dwukierunkowa? Oczywiście na osiedlu brakuje miejsc postojowych, gdyż developer oszczędzał, gdyż mógł, gdyż nie ma ustawy przymuszającej do budowy dróg publicznych lub gminnych, gdy powstaje osiedle, gdyż tak jest taniej, gdyż developer chce zwiększać zyski a nie koszty, gdyż nikt nie chce mieć problemów kosztem własnym, choćby wspólnota zyskiwała. Egocentryzm sięga u nas zenitu w wielu miejscach. Wspólnotowość sięga odchłani bezradności, czyli niemal nie istnieje. Zatem droga jest nadal dwukierunkowa, to znaczy jedno, gdyż drugi pas ruchu jest zastawiony samochodami. Kłopot to dla mieszkańców, śmieciarek, karetek pogotowia, gazowników i innych służb ale kogo to obchodzi? Ludzie nie są w stanie się porozumieć dlatego nawet zimą tej drogi nikt nie odśnieża, bo jest nasza, czyli developera z użyczeniem dla mieszkańców, którzy nie potrafią się porozumieć. Dlatego spora grupa po prostu poluje na miejsca postojowe i to jest sukces, gdy znajdzie się takie super miejsce na wprost salonu. Samochód przed salonem, to jest to! Dlaczego zatem pozbawiać ludzi tego sukcesu, tej radości w imię dobra wspólnoty i przejazdu karetki, co się przecież rzadko zdarza? Życzę więc różnym środowiskom, wszystkim bez wyjątku i każdemu z osobna – miejsca postojowego wprost przed salonem.

***

Pointa bardzo metaforyczna i w zamyśle wieloznaczna.

Z salonem to jest tak. Moja firma, przez wiele lat robiła badania klientów, którzy kupowali mieszkania. Od momentu zainteresowania zakupem po okres szukania kredytu, po zakup, wykańczanie wnętrza, okres administrowania i zawiązania wspólnoty. Co było dla ludzi najważniejsze przy podejmowaniu decyzji o zakupie? Niezmienny wynik w różnych lokalizacjach: na pierwszym miejscu – cena, następnie rozkład pomieszczeń oraz dzielnica i dojazd. Co okazywało się najważniejsze po około 6 miesiącach od zamieszkania? Czynnik, którego nawet jeden procent mieszkańców nie brał pod uwagę w chwili decyzji o zakupie! Co będą mieli za oknem? Jaki widok? Najczęściej, przy dość pazernych deweloperach, małych działkach, nieudanych projektach itd. – mieszkańcy mają za oknem ścianę, beton, garaż, sznur samochodów, pętlę autobusową, hałaśliwy parking, szarzyznę.

Niestety z przykrością zawiadamiam, że od wielu lat zaliczam się do ludzi, którzy najpierw zastanawiają się na tym, co będą mieli za oknem? To generalnie jeden z powodu niezrozumienia, którego skutków doświadczam oraz pewnego wyobcowania. Dlatego moje oddziaływania społeczne są raczej mizerne i niezrozumiałe, podobnie jak jazda na rowerze w temperaturze minus 2 stopnie. Taki ze mnie mąciwoda nadrzeczny. Wodę jedynie mijam zamiast w niej okonie łowić.

ps. Za życzenia urodzinowe dziękuję najserdeczniej! Bardzo miłe, że pamiętacie!

Nieustraszeni łowcy okoni i ja
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

19 komentarzy

  1. Do @Daniel. Są jednak ludzie, którzy jakoś zmieniają świat, choćby pan Maciej B.
    Czyli nie jest tak, że nic nie można. Chociaż będę uczciwa teraz – ja się bawię w Pl
    w politykę właśnie z poczucia niemocy i bezsilności.
    W Irlandii nigdy mnie nie interesowało, co i kto zarządza, tylko właśnie aktywne podejście tamtych ludzi do polityki. Bo oni są o wiele b aktywni. Wiedzą, że to kogo wybiorą ma natychmiast przełożenie na ich życie i mogą sobie to życie polepszyć.
    Po powrocie do Polski znów mnie ogarnia poczucie – nic nie mogę.
    Ale muszę się wydostać z tego doła i jakoś ondaleźć się w którymś systemie, tym czy irlandzkim.

  2. Polska szkoła wpaja niskie IQ. Polecam wiele pomysłowym usuwającym Gombrowicza i wysyłającym posiusianych w nerwicy 6latkow na siłę na początek do szkoły artykuł: http://www.dobrewiadomosci.net.pl/707-kilka-faktow-na-temat-edukacji-w-finlandii-najlepszego-systemu-nauki-na-swiecie
    Dzięki Bartek Lendzion za Twoje pierwsze koty za płoty by coś cokolwiek zmienić :-)
    Dzięki Macieju Bennewiczu za otwieranie i podtrzymywanie potencjałów. Dawaj się proszę kopiować, naśladować. Może choć jeden nauczyciel, kurator, ciało astralne pedagogiczne to czyta i zmieni podejście? Choć jeden dyrektor ruszy łepetyną ;-)? Ostry nauczyciel to nie ten, co ma tylko tróje i pały w dzienniku.
    Blokada twórczości nie bierze się z kosmosu, łzy, samobójstwa dzieci. Dorośli dorośnijcie w końcu zamiast ględzić, że się nie da.

  3. Nie widziałam badań, ale stawiam ostrą tezę: płeć męska – chłopcy mają gorzej. W podstawówie gorzej przyswajają naukę: częściej słyszą że są agarami, debilami, że są niegrzeczni, bo to wynika z ich płci. Jak któryś ma piątki, to jest to szok szkolny. Hormony pracują im wcześniej i nauczyciele tępią ich również dzięki tej okoliczności biologicznej wcześniej. Nie wszyscy i nie każdy albo raczej są wyjątki od tej „szlachetnej” reguły.

    Zmieniłabym system na początek w kierunku fińskiego. Podróbkowo zrzynała (dobrze się w tym wprawiamy u nas w stresie) ich wypracowane własna pracą metody, by potem unowocześniać. Nauczyciele to elita i kształcą elity – to nie ktoś gorszy, ktoś, kto się tylko gdzieś nie dostał, debil, matoł pracujący jak frajer za zbyt małą kasę.

  4. Wybory zawodowe w Polsce są jednak kompromisem z rzeczywistością. Zgadzam się w pełni Magdo. Gdyby szkoła która ma jednak cień: beznadziejne wtłukiwanie niskiego poczucia własnej wartości, system edukacyjny jest beznadziejny z tym udowadnianiem słabszym, że są słabsi np. na moim kochanym ujocie na psychologii ogolnej: czułam się bardzo często po przekroczeniu murów za cienka i za głupia na naukę w nim, co zresztą wynikało ze wzajemnego traktowania nauczycieli przez uczniów, a potem uczniów -wielkich dorosłych studentów nawzajem. Brrrr wiem, że na swps w warszawie tak nie ma, bo Zuza (pozdrawiam) doznała swojego pierwszego szoku przy mnie na klęczkach przed sekretariatem. Artykuł o Finlandii Bartka powinien być odczytem we wszystkich polskich kuratoriach. Zamiast tępić się kartkówkami, pokazywać trójcynami i pałami, w którym miejscu ktoś jest debilem i z debilostwa już nie wyjdzie więc po co się starać, gwałcić sobie uszy i dziwić się, że nauczyciele są szykanowani tak jak uczniowie, powinniśmy budować system fiński. Nie mają tylu surowców co my, ale bawią się nauką, nie drżą po nocach przez egzaminem tak, że w ogóle do niego nie przystępują, albo patrzą w ścianę zamiast w książkę. Źle się czułam w Alma mater, kiedy nawet tam (psychologia otwiera horyzonty) ciekawa nauka zamieniała się dla mnie w koszmar. TZW. Atmosfera ogólna
    Jak zniechęcić ucznia do nauki? Wystarczy wsadzić go w nasz system „udowodnię ci że jesteś leń, trójcarz, za głupi by pojąć matematykę, za tępy na pisanie dobrych prac z polskiego, nie śpiewaj bo nie masz słuchu” -system edukacyjny.
    A potem? Postawa typu: To twoja wina, że chodzisz na Wąwozową (w Krakowie urząd pracy dla bezrobotnych), ludzie nie potrafiący utrzymać się w jednej pracy to przecież nieudacznicy? Więcej się nauczyłam sama dla siebie – wybierając sama albo z listy kochanej choć ostrej prof.Solowskiej z budy licealnej książki nadprogramowe. Nauczyciel musi mieć pasję, by zarażać nią innych. Nauczyciel też człowiek. System natomiast u nas (patrząc po wieszających się dzieciach już w tej chwili i nastolatkach) nie działa, jest beznadziejny, niesie więcej zlego (patrząc po bezdomnych z wyższym wykształceniem) niż dobrego.

  5. Można Panie w polityce a można poprzestać na małym i poprzestać swój ogródek. Zamiast tych mądrołków trzeba uświadomic sobie że świata nie zmienimy ale możemy zmienić do świata nastawienie.

  6. Acha, spotkałam dziś w tym autobusie miejsko-podmiejskim jednego łowcę okoni.
    Pasował do opisu jak ulał. Gdyby nie ten post na blogu, nigdy bym na niego nie zwróciła uwagi. Jak to się nazywa? Poszerzanie mapy?

  7. Przyłączam się Aniula do twoich pytań. Mnie też zastanawia po co ja mam to wszystko w głowie.
    Byłam dziś na 4tym intv od przyjazdu z Irlandii (z czego tylko jeden intv był na pracę w ‚zawodzie’).
    Ale tak, póki jeszcze mam z czego żyć, postanowiłam się nie skarżyć. Tylko wyszukiwać dobre strony gdzie się da. Dzisiaj np odbyłam b długą wycieczkę autobusem miejskim do podłódzkiego Niesięcina. Pogoda przepiękna, okolice malownicze (chociaż malownicze to też jest umowne), No i zrobiłam kolejny, wydaje mi się, dobry intv. Myślę – coś w końcu musi się odkręcić na dobre. Powoli też dookreślam co tak na serio CHCIAŁABYM robić. Bo te intvs do tej pory, w Polsce, są jednak kompromisem z rzeczywistością.

  8. Czy wiecie, że stanąć okoniem to nasrożyć się kolcami, jak ta ryba w okresie ochronnym?
    Spodobał mi się, za tropem Autora, opis z wikipedii: „Okoń europejski zapada w nocy w swego rodzaju „stan głębokiego snu”. W tym czasie przebywa przy dnie zbiornika opierając się o dno płetwami brzusznymi i ogonową. Na ten okres „zwija” swoją płetwę grzbietową. Sen ten jest na tyle głęboki, że nie wytrąci i nie wystraszy z niego nawet jasny snop światła. Po obudzeniu, które trwa przez kilka minut ponownie ją rozkłada”. Chciałabym sypiać znowu jak okoń ;-)

  9. Czasem się zastanawiam, po co mi to wszystko co mam w głowie. W naszym kraju lepiej ma się intelektualnie niepełnosprawny, ponieważ dostanie rentę co miesiąc, niż człowiek, który chce się dzielić swoimi umiejętnościami….. Wszechświat pilnuje, żebym się nie zużyła czy co….. Katar mam i układ nerwowy szwankuje….

  10. Laba diena najpre kavicka potem pracicka ;-) niech każdy znajdzie choć 10 minut Santorskiego na zen i relaks!
    Wczoraj Pod Owieczkami na Rynku Polskim wspaniałe slajdowisko i wykład interaktywny dwóch seniorów podróżników. Stupy, stupy, stupy. Np. w moim uznaniu stupa przyjaźnię męską energię swą kobiecą: http://shrinktheglobe.com/tag/java/
    Podejrzewam, że to mocniejsze na te sprawy niż Kamasutra.
    Przeniosę Was odrobinę do wczorajszego: TU I TERAZ. Falliczne kształty świątyń w żywiołach. Wystarczy wyłączyć telewizor i zwiedzać np. Kuchary. Czy ktoś wiedział, że w Kucharach jest prawdziwe źródło energii buddyjskiej? Pewnie tyko zatopiona w świętych księgach użytkownik o nicku AgaWa?
    Budda – czy był człowiekiem? Jeśli był, to z idealnym animą i animusem :-) Świadomy swej kobiecości i męskości. Czym dla Niego mogło być oświecenie? Drogą człowieka do człowieka poprzez siebie – znajomość siebie, wykorzystywania swych wad, słabostek, uzależnień do przepracowywania w kierunku dobra. Omadlające drogę przeznaczenia stupy, o których pewno pisał już nie raz Autor ksywa Maciejuszko zamieniono w Birmie na hunty wojskowo. Zniszczono tamten świat licznych stup ideologią i wojskiem. Pierwsza stupa wygląda jak kotka z wielkim czepcem czarnoksiężnika na głowie ukryta w białej górze sera mozarella. Ma Bindi, które symbolizuje w świecie wschodnim opiekę męską roztoczoną przez jej Męża i Ojca. To tylko moja interpretacja :-) dla Was. Wojsku i ideologii bindi porypało się nieco z laserem snajperskim i dlatego uśmiercono wielu ludzi niepotrzebnie, tragicznie i nikczemnie. Szacunek dla życia, o co trudno w świecie wielu różnic, wyznań, porywczości hormonalnej dżihadystów zwanych nie wiedzieć czemu w Krakowie Koshalinem-Kòszalëno ;-)
    Asta lavista kociaki dziubaki!

  11. Ja spędziłam super weekend na integracji Polsko – Ukraińskiej. Dużo warsztatów, dużo zabawy, fantastyczni ludzie, dla których jest ważny widok z okna. Nawet jak ktoś o tym nieopatrznie zapomni, to inni mu przypomną. :)

  12. Zgadzam się dr. Aniu. Kuba Wojewódzki ująl to w stylu: rywalizacja jest nowotworem relacji.
    Nie śpię. W Krakowie duża wilgoć, mleko za oknem że Wisły nie widać z Mostu Kotlarskiego (to ten świetaski most na Zabłocie, gdzie Mocak na Lipowej, Fabryka Schindlera klub i przyjemna, kameralna knajpka z kolażami i graficzkami „Szuwary”) i ten nesssszzzczęsny brak wiatru. Wilgoć i brak wiatru utrudnia palenie w piecu u pacjentów. Drewno nie chce się ładnie zająć, węgiel lekko nadgryziony przez ząb ognia ni stąd ni zowąd gaśnie… Zimno i relacje podopieczny-terapewta się psują, staje się dokuczliwie, a jeszcze drewno zaraz przyjdzie mi rąbać. Czy ktoś z was może mi coś doradzić: jak ustawiać większe kawały na pieńku, żeby sobie ręki nie uciąć? Może mi się jeszcze kiedyś przydać ;-) Chcę się przemienić w Nicka Vujcica, ale pod względem szczęścia domowego, a nie no… tak dosłownie;-)
    Byłam na koncercie BOKKA. Drogo, kulturalnie. Przyzwoite twarze, żadnych burd nie widziałam. Zbesztam tylko młodzież za śmieciowisko kubków (wszędzie były kubełki więc co to był kurna za problem?). Inteligentne rozmowy, poziom i walające się po ziemi rurki do picia? Czytają mnie jak zwykle Ci szanujący matkę naturę.

    Bokka z zakrytymi maskami twarzami zrobiła spektakl: lasery, obrazy, symulakry, komunikacja poprzez napisy i świetny wokal. Głos dziewczyny bez plejbeku jest wręcz niewiarygodny. Jak się przedostaje na taką skalę głosu?

  13. przed chwila uslyszlam ,ze moje dziecko mogloby byc…prezydentem miasta;))))
    ma duzo dobrych pomyslow i chcialby robic cos dobrego na innych ludzi…..
    ;))))))))))))))))))))))))))
    Magda…prawda.
    rywalizujemy od przedszkola.
    My Polacy-jak sie okazuje za granica ,jestesmy dobrzy merytorycznie-przegrywamy-bo nie potrafimy wspolpracowac…bo kazdy chce byc tym jedynym najlepszym,nie potrafimy odstepowac z wlasnego interesu na rzecz wspolnego dobra.
    tak sa ustawione egzaminy w szkolach…testy ,zaliczenia,punktacje,rankingi ,konkursy…wygrywa ten ,kto wiecej zdobedzie.
    mowy nie ma o wspolpracy.

    na zebraniu w nowej szkole uslyszalam ,ze dzieci maja uczyc sie samorzadnosci….maja wypracowac wspolny plan ,zrobic projekt ,i zrealizowac go.razem.
    no ciekawa jestem……

  14. Urodzinki?????
    Wszystkiegoi najlepszego!
    ;))))))

  15. iPawel……
    czasem ,jak ktos swiadomie nie dorosl…to niech sie boi mandatu ;))))))i niech robi tak ,zeby bylo dobrze dla wszystkich;))))))

  16. Usmialam sie serdecznie;))))))))))))))

    naleze do tego grona ,ktore najpierw patrzy przez okno,kupujac czy wynajmujac mieszkanie.
    od zawsze chcialam miec za oknem chociaz drzewo i strasznie meczylam sie mieszkajac bez widoku na cokolwiek ,co laczylo mnie z przyroda i zyciem.
    moj zegar biologiczny jest mocno zwiazany z pora dnia i roku

    i dlatego moze wciaz nie moge sie wyprowadzic ze starego domu ,gdzie za oknem sad,a pory roku jak na wyciagniecie reki i ptaki spiewaja,i zielenina ekologiczna….
    bo coz ze dzielnica „podla” i od miasta daleko…a niektorzy nawet boja sie to u zmroku tramwajem zawijac
    ;))))))))))
    ja mam tu cos co jest najwazniejsze dla mnie ,a dla innych malo zrozumiale,wiec w juz sie innym nie tlumacze ,dlaczego wlasnie tu a nie tam.

    jak ktos sie odwazy i przyjedzie,to siada przed tym moim oknem i zachwyca sie „zywym obrazem”…i w ogole nie chec wyjsc z kuchni ,bo po co…..

    tymczasem dom moj wypieknial i zostal wyremontowany
    wspolnota jest.mimo zroznicowania spolecznego i wiekowego-dziala.solidaryzuje sie.
    podemuje decyzje.sprzeciwia .czasem moze nieudolnie czy naiwnie,ale jest.

    zaluje ,ze nie mam dzis czasu i sily na wieksze zaangazowanie w te spoleczna dzialalnosc.ciesze sie ,ze na tyle ile moge uczestnicze,place,wspoldecyduje.
    ;))))))))))

  17. ja uważam za to że my w Polsce mamy dużą wolność. nie szanujemy jej. Słyszałem że są kraje europejskie gdzie lasy są ogrodzone siatkami i wstęp do nich jest surowo zabroniony bo to jest własność prywatna.
    Wielu krajach ludzie dbają o środowisko lub respektują przepisy dotyczące środowiska ale robią to niestety tylko żeby uniknąć dużych mandatów a nie z własnej świadomości.

  18. Magdo dobrze w tym wszystkim, że nie wszędzie jest tak, jak u nas!
    W sobotę w Krakowie gościł Michael Parsons w Mozaku. Sporo ludzi przyszło na wykład-odczyt o psychoanalizie i sztuce. Jak to się dzieje, że na zwykłym białym płótnie powstaje ogród Moneta, Ukaranie Marsjasza Tycjana czy Mona Lisa? Każde dzieło sztuki jest echem tego, co artystę uderzyło, co powstało gdzieś tylko w jego głowie (poza reprodukcjami i kopiami). Każdy obraz bierze swój początek z jaźni. Patrząc na obrazy Alfonsa Muchy wołające, że ludzkość była zniewalana i krzywdzona głodem i otwartymi wojnami, mam poczucie, że z Jaźni Jungowskiej, grupowej, zlepionej z wielu uciskanych jaźni. Jaźni nie widać, to metafizyka, tak wielka tajemnica, magia, wyczarowanie wielkich płócien że, aż Boża tajemnica. Jak inaczej wyjaśnić profetyczne wizje walk na Ukrainie świetnego i bezkonkurencyjnego twórcy Vasily’ego Tsagolova (Jestem kroplą w morzu to mocna wystawa, o której Wam już pisałam w Mocaku)? Obrazy ukazują zdarzenia ponad rok przed Janukowyczowym pluciem w twarz naszym braciom.
    Trochę pracy fizycznej też u mnie. Lubię sprzątnąć grobowiec rodzinny na cmentarzu wcześniej, przed przymrozkami. Ogarnąć liście (wyszło tego 2,5 siatki), umyć płytę i dopucować ciepłą wodą. Na takich zasadach lubię czuć zjednoczenie z Rodakami – sprzątamy i zdarza nam się porozmawiać przy robocie, użyczyć sobie sprzętów, być życzliwym dla siebie, gdy łączy nas wspólny los, bo w obliczu, tak bliskiego tematu Kostuchy wszystko inne przestaje dzielić.

  19. Przyłączam się do życzeń urodzinowych.
    Wszystkiego najlepszego panie Macieju!

    Trochę jednak szkoda, że wrażliwi i poukładani ludzie nie garną się tutaj do polityki.
    To właśnie sprawia, że ja z niechęcią myślę o nadchodzących wyborach.
    Po prostu nie mam tu na kogo głosować.

    Ale osobiście bardzo rozumiem ten problem z zaangażowaniem się w coś z powodu braku wspólnego myślenia u Polaków.
    Czy w ogóle – niechęci do robienia czegoś wspólnego i fajnego razem.
    Ja w sumie spędziłam w Irlandii ponad cztery lata i za każdym razem jak tu wracam na krócej lub dłużej uderza mnie ta różnica.

    Tutaj naprawdę każdy sobie rzepkę skrobie.
    Do jakiego stopnia ludzie tutaj są od siebie izolowani.
    Myślę, poczucie wspólnoty w Irlandii to coś co widać na każdym kroku.
    To najważniejszy składnik tamtej kultury.

    A tutaj każdy się zamyka w mieszkaniu z widokiem na ścianę i na samochód i ogląda
    niusy z wojny na Ukrainie na cudem nabytej plaźmie.

    Ludzie nie potrafią budować nawet takich podstawowych wspólnot jak przyjaźnie.
    Spotkania z moimi polskimi znajomymi polegają na przechwalaniu się:
    a ja to mam lepszy model auta, byłem dalej na wakacjach,
    młodszą żonę, zdolniejsze dziecko.

    Ludzie nie umieją się naprawdę zainteresować sobą nawzajem.
    Nie potrafią być razem.
    Nie potrafią się przyjaźnić.

    Dzisiaj robiłam sobie internetową prasówkę:
    na wyborcza.pl znalazłam kretyński nagłówek o facecie, który myśli o spróbowaniu
    gulaszu z kota.

    Na The Irish Times pojawiły się dwa ciekawe teksty:
    O najnowszej książce Naomi Klein dotyczącej Climate change
    i o człowieku, który wychował się na irlandzkiej farmie i widząc
    cierpienie zwierząt został weganinem i prowadzi ośrodek dla uratowanych zwierząt.

    Polska i Irlandia to jest przepaść cywilizacyjna.

    W mojej rodzinie najbogatszymi ludźmi są właściciele ubojni dla
    świń i stoiska z, jak to nazywa mój brat, łachami z Chin w Ptaku pod Łodzią.
    I to oni, jako ‚ludzie sukcesu’ nadają ton.

    W Irlandii karierę medialną robią ostatnio moi ukochani właściciele
    wegańskiej knajpki i sklepu ze zdrową żywnością The Happy Pear.

    Ale też Irlandczycy naprawdę mają innych idoli.
    Wczoraj w ulubionym talk show na RTE, The Late late show,
    pojawili się Bono i The Edge.
    Na pewnym etapie bestsellerem był Eckhart Tolle.

    To są stulecia różnicy w rozwoju kultury.

Komentarze są wyłączone.