notatki z Podlasia 1.

Notatki z Podlasia. Słuchanie świata

Moja kocia rodzina właśnie się powiększyła o siostrę i brata w wieku 2 miesiące i jeden dzień. Kruszyny maleńkie, które przywieźliśmy znad wschodniej granicy. Niemal dosłownie, gdyż wystarczyło rzucić beretem na wiatr i już on, na stronie białoruskiej jest. Koty wymagają adaptacji i złączenia z już istniejącym stadem, niemałe to wyzwanie coachingowe. A jakże, zaiste coachingowe, często powtarzam swoim studentom, że jeśli nauczysz się psychologii kota [z psem jest znacznie prościej] to już z ludźmi pójdzie ci całkiem łatwo. Koty to indywidualiści, samotnicy, w zasadzie nie tworzą  stada na podobieństwo psów czy watahy jak wilki. Współegzystują z ludźmi, oczywiście pomaga w tym kastracja. W pewnym sensie kastracja to obowiązek rzetelnego opiekuna zwierząt. Bez tego zabiegu zwierzęta męczą się, narażają się na szybką śmierć a co ważne, namnażają bez opamiętania, co w efekcie nastręcza pracy dla wielu, wielu schronisk, fundacji i w końcu hospicjów. Dzikie lub półdzikie mioty we współczesnej cywilizacji nie mają szans bez pomocy człowieka.

Koty nie tworzą stada lecz pewną koegzystencyjną grupę, w której tworzą wspólny zapach. Tak, tak, twój kiciuś nie ociera się o nogi i meble z powodu przymilności ale ze względów praktycznych, tworzy z tobą wspólny zapach i tym samym zawłaszcza ciebie do grupy międzygatunkowej a tym samym łaskawie godzi się na koegzystencję. Przed nami zatem spora praca żeby tę grupę, pięciu już teraz kotów + ludzi, skleić. Z psami inaczej, bo psy tworzą stado. Swoją drogą większość problemów z kotami lub  z psami to problemy z ludźmi, podobnie jak z dziećmi. Jeśli dzieje się coś niepokojącego z dziećmi trzeba się najpierw zająć  rodzicami. Ale nie o tym. Chciałem o wschodzie.

Dla wielu warszawiaków, rdzennych czy nie, Azja zaczyna się po przekroczeniu Wisły już na Pradze ale w istocie zaczyna się ona gdzieś za linią Zambrowa, Ciechanowca, Siedlec, Sokołowa Podlaskiego. Tam kończy się Mazowsze i słusznie. Gdyż Podlasie to osobna kraina. Dzięki Bogu! Podlasie to skarbiec tego wszystkiego, czego nie cenimy na co dzień, od czego uciekamy do wielkomiejskiego blichtru, pieniądza, od tego co wydaje się prowincjonalne, przestarzałe, a jednak za tym tęsknimy. Wiocha zabita deskami przy mainstreamowej warszawce nie daje perspektyw ale czy daje perspektywy moda, presja, wyścig po target sprzedażowy? O ile człowiek w ogóle jakoś kooperuje ze światem, z przyrodą, którą w istocie nieustannie podporządkowuje, tłamsi i wyzyskuje – tu, na zabitej dechami wsi, jest tego mniej, nieporównywalnie mniej. Tutaj ocalały łąki i lasy, stuletnie lipy i dwustuletnie dęby, tutaj żubr, choć wybity i reaktywowany sztucznie, podchodzi do płotu razem z łosiem, który miał podzielić żubra los. Bocian idzie za pługiem i zbiera pędraki. Tutaj trzeba ziemniaki pilnować przed dzikami. No cóż, w duszy sobie mówię, że dzik ma pierwszeństwo przed ludźmi, podobnie jak zając i łoś, to jego las, to ich puszcza. My ludzie, myśmy się tu uszkodniczyli, wepchnęli, namnażając niemiłosiernie spasieni mięsem odkrytym jako pokaram gdzieś w neolicie. Myśmy tu z rabunkiem weszli do świata przyrody jak drwal z buciorami na dywan u cioci Reginy. I na Podlasiu tego rabunku jakby mniej, tej władczej, industrialnej, ludzkiej ręki, jakby mniej. Gdyż mniej jest ludzi, jest dziko, młodzi uciekają, Unia pobudowała kilka chodników i dała dotacje, tym co orzą. I jest pusto, czyli jest nadzieja, że się uchowa ta odludna kraina tak mało skażona ludzką pazernością. Cisza i harmonia tu wyjątkowa. Chyba, że prezydent naszego kraju lub inny bonza, jedzie tu po cichutku ze świtą, żeby ubić sarnę ze sztucera z lunetą Carl Zeiss Jena. PR robi niedobry u niektórych wyborców, takie zabijanie, więc to ukrywa prezydent nasz dobrotliwy.

Co za beznadziejny sport, myślę sobie, co za hipokryzja, że myślistwo reguluje stada, że to idea zaszczytna, co to wybija najsłabsze sztuki, że myślistwo dokarmia zimą, że zbyt wielka populacja a to zająca, to znów wilka lub łosia. Na Boga, to ludzie są zbyt wielką populacją, która nie radzi sobie z przeludnieniem, głodem w Afryce i nadprodukcją zwierząt rzeźnych. To z powodu tej mięsnej żarłoczności zatruta jest tak bardzo ekosfera, z powodu toksyczności odpadów z rzeźni, zwłaszcza z mleczarni, ogromnych areałów kukurydzy i ziemniaków, którymi karmi się te ogromne stada. O nowotworach wyhodowanych z powodu tej mięsno-tłuszczowo-cukrowej diety nie wspomnę. No cóż, świat korporacyjny, świat globalizacji nie jest sensownie zorganizowanym miejscem. Nie ja pierwszy wypominam to Bogu, że coś chyba mu nie wyszło, bo przecież od razu mógł to wszystko urządzić jakoś łatwiej, sprawiedliwiej. Jak On zasypia z tym okrucieństwem na rękach, nawet jeśli zleca to aniołom?

A wracając do łowów. Myśliwy, zazwyczaj w Polsce już nieco pijany, z wysokiej jakości karabinem, lunetą i laserem, w krzakach – strzela na komorę. Bach! Co to strzał na komorę? W serce! W samo serce lub okolicę. A, że jest nieco pijany myśliwy, ów stuprocentowy łowca-men, nie trafia na komorę, tylko rani zwierzę, więc idzie śladem farby. Co to farba? Krew. I tak żargon myśliwski zmiękcza, osłabia tę bezsensowną jatkę usprawiedliwioną na tysiąc sposobów, ten samczy popis dominacji. Z milionem argumentów na rzecz myślistwa jest jak z wiarą w Boga, jedni mówią, że Bóg jest, inni że Boga nie ma i wysuwają rozliczne dowody, wzajemne oskarżania i obelgi a nierzadko wojny. Człowiek już taki jest, że jak już w coś wierzy, na przykład w swoje nawyki i styl życia, to choćby raka miał dostać, mięsa jeść nie przestanie, choćby zawał mu groził, palenia nie rzuci, choćby rączki się trzęsły do wieczornego piwka, picia nie odstawi. Znajdzie sto uzasadnień, milion – żeby swoje uzasadnić, lekarstwo na wątrobę łyknie i pożre kawał mięsa, wódkę z piersiówki chlapnie i do tego cudu życia, cudu jakim jest sarna w dzikimi borze – wypali ze sztucera i poczuje się dumny! Dumny, że zabił bezbronne zwierzę! To też swoisty cud, cud samoprzekonywania. Do iluż to idiotyzmów ludzie są w stanie siebie i innych przekonać? Świat, to dziwne miejsce, a najdziwniejsi na świecie – ludzie.

Tutaj na Podlasiu jakby bardziej ten świat znośny, ludzie jakby bardziej z tym światem pojednani, kłusują i owszem ale jakby mniej w tym bezmyślnej pazerności, zawistni jak wszędzie ale otwarci i szczodrzy jak nigdzie, ziemię, las i łąkę eksploatują ale upalne lato i sroga zima uczą ich pokory. I oczywiście niektórzy słuchają, słuchają lasu i drzew, ostatnich bab szeptunek lub inaczej szeptuch, zaklinaczek wioskowych, słuchają wody, wpatrują się w lot bocianów i kaczek, rozmawiają ze starymi domami i drzewami, chwalą świętych, słuchają świata, co dla transpersonalnej, procesowej, coachingowej duszy jest jak miód z masłem na wiejski chleb spod Siemiatycz.

cdn.

Notatki z Podlasia. Słuchanie świata
3.5 (70%) 4 votes

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Panie Macieju podzielam Pana pogląd, tylko inaczej. Dla mnie myśliwi to zwyczajni śmiecie. Panowie z wielka strzelba, ale małym „pistoletem”. Czerpanie przyjemnosci z pozbawienia życia istoty czującej, tak dla przyjemności. Co to kur… jest. Zabijanie zwierząt na mięsko, męczarnie dla mleczka. Ehhh temat rzeka. Świetny tekst.

  2. Jak można strzelanie do zwierząt z karabinu z lunetą nazwać sportem?!
    No chyba że się idzie z dzidą na lwa, to może . Raz myśliwy, raz lew.

  3. Zwierzaki są fajne. Najgorzej z zawistnym ludżmi. Niby jesteśmy ludżmi a zachowujemy sie jak ? To doświadczenie z ostatnich dni. Lecz ludzi dobrej woli jest więcej…Zdecydowanie.Czy my lubimy być służącymi?Dlaczego ktoś nam dodaje pracy i zmartwień?Dlaczego ktoś lubi rzucać kłody pod nogi?Niby psy to nie indywidualiści. Lubią jednak kłaść łapę tam gzie ich nie prosimy i brudzą zamiast załatwiać swoje potrzeby w miejscach wyznaczonych. Niektóre psy zachowują się jak koty a ludzie uwielbiają relację Panów. Ostatnie moje spostrzeżenia…

  4. A właśnie… Zastanawiam się jak to jest z tym okrucieństwem na świecie i przyzwoleniem na nie Boga. W żadnej ze znanych mi religii nie jest on dobrotliwy w podawanej historii, ale w kościele ewangelickim, katolicyzmie, islamie prosi się go zwrotami: miłosierny, łaskawy, dobry. Jakby zatrzymując na sile dobra, w obliczu sił zła. Wcale nie mniej potężnych, wcale nie mniej mogących.
    Czy ja wiem czy Bóg jest tu kimś od urządzania świata, od umywania rąk od Holocaustu i wojen, pozwalania silnym niszczyć słabszych? Czy kiedy mówimy ktoś nie zapętlamy się we własnych wyobrażeniach na nasze, własne podobieństwo? Człowiek strasznie dużo może. Ma wybór jak postąpić. Często dobrze czy źle i wybiera.
    Ktoś powie, że zsyła na niewinnych powodzie, pożary i trzęsienia ziemi. Może za zło odpowiadają jednak siły zła… Siły zła, które nie tak łatwo dają się lekceważyć człowiekowi. Wiem, że też w judaizmie modli się o przebłaganie, o zlitowanie się Boga, który wcale dobrotliwy i sypiący mannę cały czas z nieba nie jest. Po swojemu chwytam te złe, nie do ogarnięcia rzeczy jako coś jednak z innego źródła.

  5. b ładne

Komentarze są wyłączone.