Notatki z Podlasia. Zaufanie

Podlasie 3
Podlasie 3

Bez polityki się nie obędzie. Na Podlasiu naród nieufny, może bardziej nieufny niż w innych krainach a jednak bardziej ufny, gdy już zaufanie zdobędziesz. Gdy już zaufanie zdobędziesz, to na wieki. Pewnie to efekt związany z małymi społecznościami, gdzie ludzie dochowują sekretów a jednocześnie je dzielą z innymi. Wierność, lojalność, tajemnica, lęk, plotka i obawa – to kuzynostwo, mieszkają obok siebie. Kiedyś świat był wioską. Tutaj, na Podlasiu był i pozostał wioską – ludzie tu znają każdego, wiedzą jaką rodzina miała przeszłość, wiedzą, że Smirnowy byli kowalami a Siemionowie i Borysi stolarzami, że Tyszka był nauczycielem i komu jakie oceny stawiał a Lewkowski listonoszem po ojcu. Wiedzą też kto pił, kto bił, kto donosi, kto kłusuje, a kto zdradza i czyje dziecko urodziła Nastka. Choć dumny ojciec wychwala syna, wszyscy z wyjątkiem niego wiedzą, że synem jest kierowcy spod Elbląga co przejazdem tu zawitał pewnej zimy. Z tego powodu tu ciężej. Lecz i prościej. Tu nie ściemnisz, żeś jesteś kimś innym, niż jesteś.

Co z tym udawaniem? A pro pos niewierności. Według badań, m.in. profesora Izdebskiego, ponad 60% Polaków będących w związkach przyznaje się do zdrad i to wielokrotnych i jednocześnie ponad 70% deklaruje, że zdrada, to rzecz najgorsza w związku i nigdy by jej nie darowali partnerowi. Ot, kolejny polski paradoks. Ponad 50% kobiet przyznaje się, że udaje seksualne uniesienia i jednocześnie traktuje seks jako walutę małżeńską, na przykład seks za zakup nowego czajnika albo za skoszenie trawy. Jednocześnie ponad 85% Polek i Polaków brzydzi się prostytucją. Mniej więcej tyle samo nie edukuje swoich dzieci w sprawach seksualnych, uważając, że powinna to robić szkoła, która oczywiście tego nie robi. Szykuje się zakaz edukacji seksualnej! W wielkich aglomeracjach wszelkie przekręty, nierząd małżeński i po za małżeński, nieuczciwość wszelaką łatwiej popełnić – na dziecku, małżonku, biznesie, sąsiedzie, państwie. Miasta takie jak Warszawa, to w dużej mierze wielkie dworce i sypialnie. Anonimowi ludzie spotykają się w anonimowych centrach handlowych. W wielkim mieście – niedzielna kanikuła, środowe przedpołudnie, upał, żar z nieba a parkingi pełne widzę, pomykając jedyną w okolicy ścieżką rowerową. [Asfaltem strach jechać, bo rozjadą.] W anonimowym świecie łatwiej zniknąć ale też szerzy się anomia społeczna. W wielkich, osiedlowych sypialniach większość ma pozostałą większość w nosie a mniejszość ulega presji grilla, muzyki, parkingów, hucznych zabaw na balkonach lub ucieka na przedmieścia, jeśli może, lecz tam, w podmiejskich dzielnicach dokładnie to samo, co w centrum, rządzi większość, która grilluje, hałasuje…itd.

W małych podlaskich społecznościach grzechy i winy wszystkich i każdego z osobna znane i zapamiętane są. Dla obcych ukryte a tu przecież sami obcy w te i nazad te ziemie okupowali, czołgami rozjeżdżali. Ludzi maltretowali. Było co i przed kim ukrywać. Rozgrzeszenia dane. Czas koi rany. Umowa, nawet jeśli krucha – najważniejsza. Gdyż w małych społecznościach sąsiad najważniejszy jest. W upały, gdy trzeba zboże i siano zebrać – sąsiad, w mróz, gdy trzeba drogę odkopać, jesienią, gdy droga zalana – sąsiad potrzebny, gdy kartofle trzeba wykopać i zwieźć, wiosną, gdy zaorać i obsiać – sąsiad. Sąsiad ma ule a my mamy krowę, sąsiadka ma wiśnie a my mamy ziemniaki, u Moroza kuźnia, u Szeptowa dzik po cichu ubity i kiełbasa z niego, u dziadka Włodzimierza samogon i ser najlepszy w okolicy. Zaufanie tu jest ciągle warunkiem życia, nie tylko filozoficzną dywagacją albo hipotezą, czy też miłym zaskoczeniem dla intelektualisty z bożej łaski.

Zaufanie ma również swoje drugie dno. Ufa się tylko swoim, najswojszym, sprawdzonym, najwierniejszej rodzinie. Ufa się na wieki ale władzy się nie ufa. Władza wiadomo zmienia się. Każda oficjalna struktura czegoś chce od człowieka, czegoś niedobrego, coś mu chce zabrać a niekiedy wydrzeć z kawałkiem duszy. Co z tego, że młodzi nie pamiętają przeszłości, okropieństw wojny a potem stalinowskiego zaszczuwania jednych na drugich, młodzi w genach mają ten świat zapamiętany, tę ufność i nieufność – zmieszane. Zmieszane dwa światy, bo tu się Zachód ze Wschodem miesza, kłóci, walczy, godzi, miłuje. Polak z Ruskim, dusza prawosławna z katolicką biorą się za bary i mocują, czasem niby na żarty, dla zabawy, a czasem z siłą niedźwiedzia i żubra. Społeczność ta jednak krucha jest, wymierająca, garstki młodych pozostały, uczą się skrawków kultury, języka, jeżdżą za Bug do swoich, którzy jakimś cudem niewysiedleni, zrządzeniem wojny rozdzieleni. Za granicą, dalej na wschodzie, tam mentalność całkiem kołchozowa. Tam władza święta jest a zaufanie jeszcze głębiej schowane w kufrze na samym dnie. Samodzierżawie, absolutyzm carski, leninowski, stalinowski, putinowski czy łukaszenkowski, dla nich taki sam, niczym się nie różni. Przede wszystkim jednak nikt rozsądny władzy się nie przeciwstawia, bo i po co. Ludzie wiedzą, że jednego pana, zastąpi drugi, gorszy, bo tamten stary pan najedzony był, napasiony, przez to spokojniejszy, łaskawszy dla ludzi. Car czy bojar, przewodniczący czy prezydent – ma być mocny i dzięki temu długo rządzić! Nowy bojar będzie głodny, złośliwy, zawistny, wobec ludzi podejrzliwy. Zanim złote sedesy sobie ponastawia, zanim nowymi sługusami obsadzi swoje włości, musi ukrzywdzić wielu dobrych ludzi. Pesymizm? Nie, pragmatyzm, życie – powiedzą, prawda najświętsza. Że władza basen wybudowała albo 500 metrów  ścieżki rowerowej, to jeszcze nie oznacza, że władza troszczy się o ludzi. Czy jest jakieś błogosławieństwo dla cara, spytali Żydzi swego rabina w Anatewce, zanim car wygnał ich na Podlasie. Jest, odpowiedział świątobliwy rabin: Niechby się trzymał od nas jak najdalej. Na Podlasiu nie musisz nikomu tej mądrości powtrzać, ona również jest ich. Choć Żydzi, to już tylko jęczące przed świtem duchy ukryte pomiędzy wierzbami, tylko cienie, duchy.

Kiedy tu jesteś, rozumiesz, czujesz. Tu świat jest prawdziwy, aż gęsty, żaden tam news telewizyjny. Tutaj zmieniają się światy i dusze. Ludzie tu inaczej myślą, czują i żyją. Jakbyś przepadkiem wysiadł z pędzącego ekspresu wprost w łan żyta.

cdn.

Notatki z Podlasia. Zaufanie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

15 komentarzy

  1. Ciekawe…:). Pozdrowionka dla wszystkich…

  2. Dżo-ann, tym razem to nawet nie bardzo wyszłam ze strefy komfortu.
    Dostałam bardzo dużo wsparcia i pomocy od innych, tyle, że sama się dziwię, że to możliwe.
    Od tzw obcych ludzi. Jestem za granicą, ale czuję się u siebie.
    To jest szczególny dar od losu i naprawdę, po wielu bojach o przetrwanie i niekoniecznie dobrych przygodach, potrafię to docenić.
    Jest mi dobrze. Jest to w pewnym sensie stan dla mnie nowy, bo byłam przyzwyczajona do tego, że mi jest źle. Cieszę się z każdej minuty tego nowego stanu i praktykuję coś, co zapożyczyłam od pana Macieja – wdzięczność za to, co przynosi każdy dzień. A dużo tego jest.
    Zobaczymy co dalej wymyślę. Póki co, mam wszystko, co sobie wymarzyłam, a raczej o wiele więcej. Pozdrawiam was serdecznie z tego miasta, gdzie mam poczucie, wszystko jest możliwe. Najzabawniejsze jest to, że jak się w końcu pogodziłam z moim łódzkim losem, i go polubiłam, z całą niedoskonałością i ograniczeniami, to nagle sytuacja odwróciła się o 360 stopni. Coś o tym chyba kiedyś pisał Tolle.

  3. Magda! wyszłaś ze strefy komfortu, której bardzo wielu nie umie opuścić :) podziw wzajemny :)

  4. A ja wyżywam się artystycznie :) Kolejna nowa technika do poznania, już na mnie łypie okiem :)

  5. Jak wy dziewczyny dużo wiecie o świecie.
    Podziwiam.

  6. Chętnie bym z wami dziewczyny pogadała przy kawce.
    A raczej przy zielonej herbacie, bo kawki nie pijam.
    Choćby o turbinach.

    Ja, Dżo-ann, aktualnie w Dublinie.
    Póki co robię rozpoznanie sytuacji i param się swoją właściwą profesją,
    czyli nauczam angielskiego.
    Pod pewnymi względami jest mi b dobrze – jestem w moim ulubionym mieście,
    mieszkam u super ludzi (Czecho-Słowaków), podjadam makrobiotyczne obiadki.
    No i rozglądam się, co dalej. Z ciekawością, ale też trochę z charakterystycznym dla mnie,
    i wszechobecnym lękiem. Zaglądam często na bloga, ale mało piszę, bo dużo się dzieje.
    No i cały czas zastanawiam się, czy emigracja, czy może jednak powrót w pielesze.
    Okaże się ;-) Tęsknię za papierówkami i zalewajką mojej mamy. Nie mówiąc już o tym, że
    ominął mnie sezon na truskawki i czereśnie ;-)

  7. O tak czemu nie kiedyś we Wrocławiu, Krakowie albo Jeszcze Gdzieś w Polsce ;-)
    Albo wyskoczymy w łan żyta z termosem białej kawy ;-)?Cieszmy się jeszcze latem. A to już 15 sierpnia Matki Boskiej Zielnej.
    W jakim momencie jesteśmy? Dziś to świat bez Robina Williamsa, bez Lauren Bacall – pięknej, niezwykłej, wiernej Bogartowi do śmierci (pamiętacie Jak poślubić milionera albo z nim Casablancę), świat w którym W.Putin jednak dystansuje się od słów Żyrinowskiego rysującego mapy Europy z dziurą po Polsce i świat, w którym Maryam Mirzakhani – pierwsza kobieta dostała medal Fieldsa – matematycznego Nobla. Co za zakrętem? ;-)

  8. Dżo-ann o mistycyzmie turbiny to trzeba by przy kawce pogadać :)

  9. Ona czasem pyta o mnie to ja też: gdzie Magda :-)?

  10. Aniula intrygujesz mistycznie??!!! napisz coś więcej ;-)
    Hmm… zaufanie. Och z zaufaniem trochę jak z poczuciem wolności trzeba w sobie uwolnić się, mówiąc coachingowo ;-) od własnych demonów, żeby pozwolić sobie doświadczać co to znaczy.

  11. A wiecie , że turbina jest duszą samochodu…. takie mistyczne doświadczenie swego czasu….

  12. Energia krąży Bartek :) Nasza spotkała się w Olsztynie :) :) :)

  13. Jeśli wysiądziesz z pędzącego pociągu to Agnieszkę spotkać możesz, Damiana i Andrzeja…

    Jadę nie pociągiem a swoim samochodem, w tempie mi odpowiadającym. Raz szybciej, raz wolniej w przód się poruszam.
    Co jest silnikiem mojego samochodu? Serce. Ono wie kiedy przyspieszyć a kiedy zwolnić. Kiedy zadzwonić a kiedy milczeć. Kiedy być a kiedy odejść.

    Uwielbiam Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście, UW. Ruch, gwar, kawa u Bliklego, tablica, “w tym miejscu po 63 dniach z kanałów wyszli powstańcy”. Leżę na trawie na terenie Uniwersytetu Warszawskiego. odpoczywam po kilkugodzinnej wędrówce do nikąd. I widzę młodych ludzi, uśmiechniętych po zdanych egzaminach i słyszę dźwięk zrzucanych i wybuchających bomb i znów czuję ich podziemny strach. Odwagę, MOC, działanie, chęć, miłość i nadzieję. Cieszę się, że dziś czuję tylko przyjemny dotyk ziemi, widzę soczystą zieleń trawy, słyszę dzwięki muzyków przygotowujących się do wystepu na juwenaliach…

    Wybierz swój życiowy pojazd i jedź. Do Warszawy, Krakowa, Olsztyna albo na Podlasie…

    Uwielbiam Kociewie i jej mieszkańców :)

  14. Dzisiaj spotkałam takiego “Anioła” , zbiera rzeczy dla potrzebujących, sortuje , rozdaje… Poszłam pogadać, bo mam dwie potrzebujące istoty. Anioł był zmęczony , smutny jakiś, skrzydełka opadnięte. Już mnie korciło, żeby kazać zbadać tarczycę…ale wystarczyło pogadać. Po pół godziny anioł odżył, aureolka się rozjaśniła, zobaczył, że nie jest sam :) A może to przez pogodę…

  15. “Jakbyś przepadkiem wysiadł z pędzącego ekspresu wprost w łan żyta.”

    to zdanie przemawia do mnie bardziej niz cale trzy akapity.
    ;))))

Komentarze są wyłączone.