O coachingu inaczej

wiewiór na skuterze
wiewiór na skuterze w drodze na coaching

Nowy tydzień, nowy miesiąc, nowy rok szkolny. 07 lipca zacząłem pisać opowiadania pt. Horyzont zdarzeń, które po kilku dniach przerodziły się w całość, w powieść. W czasie wakacji postanowiłem nie pisać o tak zwanych bieżących wydarzeniach. Zmęczyła mnie publicystyka, komentarze, socjologia i polityka. W Polsce oprócz Internetu nie ma niezależnych mediów informacyjnych. O interwencji w Syrii nawet znana działaczka humanitarna wypowiada się w telewizji jakby to była kwestia: czy wysyłać paczki z mąką, czy może z makaronem? I tylko papież mówi, że agresja zawsze rodzi agresję, wojna przynosi wojnę. Wiadomość trwa pięć sekund. Żadnego komentarza. Zero prawdziwej refleksji bez politykierstwa i korporacyjnego marketingu. Najpierw news o zabitych w Egipcie i w Syrii a potem radosna relacja z targów sprzętu bojowego w Radomiu, przepraszam pokazów lotniczych. Działko 22 milimetry, polski projekt, świetnie sprawdza się w warunkach pustynnych. Przepraszam, do kogo ma to działko strzelać? Jak zawsze: mama Madzi i bilans lata liczony w rannych, zabitych, utopionych i upitych. Hejterzy i hipsterzy, Gowin i nieśmiertelny Kalisz, najbardziej lubiany polityk w kraju. Przecieram oczy ze zdumienia. Dziwny jest ten świat. Fikcja mojej powieści jest mniej zmyślona niż rzeczywistość. Czytam w sieci na jakimś blogu, że: tym wszystkim prezesom łatwo powiedzieć z wyższością: „zmotywuj się” a przecież dla nas urodzonych w latach 90 nie ma szans. Bezrobocie. Bezpłatne staże, zajęte ścieżki kariery. Wyzysk. No cóż, zastanawiam się, któremu pokoleniu w powojennej Polsce było tak super łatwo? Tym urodzonym w latach 50- tych, w stalinowskim reżimie, a może tym w 60-tych w socjalistycznej biedzie, a może noworodkom stanu wojennego w latach 80 – tych? Im jestem starszy tym więcej mam powodów do śmiechu i tym rzadziej się śmieję – napisał kiedyś Mrożek. Mrożek zmarł tego lata. W prasie i w sieci informacje: dlaczego Mrożka już się nie gra i jak beznadziejna była jego ostatnia sztuka. Wstyd mi. W coachingowym światku wcale nie lepiej. Tu też toczy się gra o wpływy. Psucie coachingu.

Jung
Jung

Wracam więc do mojej powieści. O Polsce, o nas, o naszych fobiach, małostkowości, wielkości, miłości udawanej i prawdziwej, o kłamstwach i tajemnicach, prawdzie, półprawdzie, ćwierćprawdzie. O historii. O coachingu, czyli osobistym rozwoju inaczej, metaforycznie a może przez to jeszcze prawdziwiej. O cieniu. O coachingu językiem powieści, czyli w gruncie rzeczy językiem narracji, fikcji, półtonu, zabawy. O tak, zabawa to w istocie najprawdziwszy z coachingów. Wspólna zabawa daje ludziom poczucie wolności. To najprawdziwsza droga osobistego rozwoju – powiedział bliski mi Carl Gustav Jung. Zatem o coachingu inaczej. Zabawa słowem, dialogiem, konwencjami literackim, zaproszenie do zabawy dla czytelnika, zabawa stylistyką i tematyką. O coachingu inaczej. Piszę dalej swoją powieść i zapraszam do czytania w zabawie, zabawy w czytaniu. Zabawa to również dystans. Zabawa daje oddech. Integruje nasze cienie.

O coachingu inaczej
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Z czytaniem powieści czekam na koniec, by wchłonąć całość. Taka sytuacja :)

    Dziwny jest ten świat. Ale bez naiwności… dobrze wiemy że zmiana się nie szykuje zbyt szybko Maćku. Nawet nie ma momentu STOP- świat kroczy zupełnie inną ścieżką. Nie wiem jaką ale na pewno nie coachingową.

    W światku coachingowym… no cóż… przyjaciół mało. Od samego początku twierdzę, że w naszym środowisku tylko jedność może odnieść sukces w promocji idei. Ale jak ją osiągnąć gdy cierpimy na “choroby powszechne” wielu innych branż ?

    A co do trudnościom pokolenia… mam to gdzieś. Zapieprzam jak mocno się da. Do celu!
    Determinacja!

  2. A ja się pochwalę taką jedną rzeczą. 3 lata temu po raz pierwszy uczestniczyłam w coachingu i mojemu coachowi podarowałam Pana książkę Panie Macieju “Coaching Tao”. Coach nabywał praktyki, ale uważam, że jeśli nawet nie bierze ktoś kasy trzeba wyrównać energię dawania i brania :) Potem miałam perturbacje co do kursu coachingowego, tu mnie nie wzięli, tam mnie nie chcieli, na inny nie ma kasy, ale skrupulatnie zagłębiam się w podręczniki, korzystam z różnych wykładów i powolutku wtłaczałam sobie wiedzę. Jak już sobie dość wtłoczyłam, to pojawiła się osoba chętna na coaching. Było ciężko, musiałam się ostro pilnować, żeby nie być “ciocią doradczynią” ani panią co wie lepiej, co dla dziołchy dobre . Niedawno na jednym ze spotkań herbatowatych dostałam w prezencie książkę :) z dedykacją ” dla mojego coacha”. I to chyba jest najcenniejszy certyfikat pod słońcem.:) Dowiedziała się też niedawno, że we Wrocławiu działa akcja “coaching za książkę”, w której coachowie praktykanci zamiast pieniędzy otrzymują książki. Nie wiem jak to w innych miastach wygląda. Fajnie pomyśleć , że moja książka była może tą pierwszą , która zapoczątkowała akcję :) Co do psucia coachingu , tam gdzie biznes i kasa , rzadko kiedy jest etyka. Dlatego cenię tych, którzy mają zasady i nie psują. Panie Macieju trzeba robić swoje :)

Komentarze są wyłączone.