O miłości

Miłość toksyczna.Miłość dojrzała. Coaching relacji - do wylosowania
Miłość toksyczna.Miłość dojrzała. Coaching relacji
Miłość toksyczna.Miłość dojrzała. Coaching relacji

Z okazji Walentynek, a także z powodu wielu komentarzy dotyczących miłości, oraz zapytań o to dziwne uczucie :)  publikuję fragmenty moich notatek, które stały się książką o miłości.  Wiem, wiem Walentynki są antypatryiotyczne, komercyjne, amerykańsko-popkulturowe, sztuczne, merkantylne, marketingowe, mają pobudzić sprzedaż w okresie posuchy, są ponadto naiwne, dziecinne, obciachowe oraz fe, fuj, łe i be.

Jak miło jednak mieć kolejny powód by swej ukochanej okazać miłosne zaintersowanie i sprawić niespodziankę :)

Spędziłem wiele godzin swego cennego życia na rozmowach z ludźmi, spotkaniach biznesowych, konferencjach, wykładach, a także terapiach i coachingach, na salach uczelni i w gabinetach, w open space i aulach, i zadałem sobie pytanie, co łączy te, tak różne w charakterze i treści sytuacje? Wniosek nasunął mi się jeden – stworzyliśmy zabójczo nudną, śmiertelnie poważną cywilizację ludzi nieustannie zasadniczych, smutnych, przesadnie przejętych, dywagujących nad najdrobniejszymi szczegółami, doznających silnych emocjach negatywnych, wśród których góruje niezadowolenie i surowość godna ceremonii w ministerstwie skarbu. Tę samą powagę przenosimy do naszej codzienności. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli na obiad będzie zupa z paczki, a swój samochód umyjesz za dwa dni. Na planie życia słaba ocena otrzymana przez twoje dziecko nie ma znaczenia, a stłuczona szyba już jutro będzie wspomnieniem. Im mniej w twojej codziennej miłości luzu i dobrego samopoczucia, tym bardziej piętnujesz siebie i swoje relacje sztywnością i smutkiem. Miłości to nie służy. 

Tak jak  Dalajlama XIV i wielu buddystów wierzę, że człowiek powołany jest do szczęścia. Do szczęścia, które przeżywa tu i teraz i dzieli z innymi, wpływając w ten sposób na swój dobrostan każdego dnia. Biorąc odpowiedzialność za własny los. Nie mam na myśli szczęścia symbolicznego, albo nieokreślonej wizji duchowego wyzwolenia po śmierci. Mówię o spełnionym życiu w dojrzałej miłości. Teraz. Tak szybko jak to możliwe. Zdaję sobie sprawę, że to rewolucyjne stwierdzenie! Zwłaszcza, jeśli jest się przekonanym, że życie jest ciężkie, małżeństwo – nawet najgorsze – nierozerwalne, a świat raczej niesprawiedliwy, wymagający i pełny cierpienia. Naprawdę, jeśli zechcesz możesz się zmienić. To kwestia przekonań, a potem umiejętnych działań. Związek powstaje najpierw w głowie, lecz staje się prawdą poprzez konkretne działania. Warto mieć wpływ na jedno i na drugie. Przekonania decydują o tym, że smutni stają się jeszcze bardziej smutni, radośni, znajdują coraz więcej powodów do radości, biedni biednieją, a bogaci stają się coraz bogatsi. Zmiany na lepsze, zmiany rewolucyjne, wbrew utartym opiniom nie są tak trudne. Przekonasz się o tym. Jest w zasadzie tylko jeden poważny warunek. Być może skorzystasz z mojej książki, być może niektóre rzeczy wprowadzisz w życie, być może zbudujesz dobry związek lub udoskonalisz istniejący, być może zechcesz zmierzyć się ze swoim największym wrogiem? Domyślasz się, kto nim jest?

Tak jest. Autorem swego życia, jego twórcą i producentem jesteś ty, osobiście. Swoim najlepszym przyjacielem, lecz nierzadko również największym przeciwnikiem. Oczywiście wiele osób przyczyniło się i nadal, każdego dnia, przyczynia się do tego, że jesteś tam, gdzie jesteś i robisz to, co robisz. Możesz jednak mieć wpływ na to, dokąd zmierzasz, co wybierasz i jaki jest twój związek, a przede wszystkim na jedno z najważniejszych uczuć i pragnień, jakim jest miłość. Związek zaczyna się od ciebie i, jak większość spraw w życiu, może podlegać twojemu wypływowi. Podobnie jak się robi ciasto, naprawia silnik samochodu, lub maluje mieszkanie – związek się tworzy, buduje, a także określa i współtworzy. Można to robić dobrze lub źle. Potrafisz rozróżnić dobre ciasto od niesmacznego, złą jakość od dobrej, dobrze prosperującą firmę od źle zarządzanej, dobrą usługę od złej. Masz tę umiejętność dzięki doświadczeniu i porównaniu. Miłość jest cudem właśnie z tego powodu, że wymaga niesłychanej uważności na drugiego człowieka i fantastycznych, aczkolwiek prostych umiejętności. Tak jak wszystko w życiu można ją „realizować” dobrze lub źle. Można się tego nauczyć. W dowolnym wieku. Zdaniem wielu mistrzów rozwoju osobistego i coachingu, jakość życia zależy od jakości zadawanych sobie pytań.

Któregoś dnia po prostu zatrzymujemy się na środku ulicy ze złamanym obcasem w ręku, spóźnieni na jakieś bardzo ważne spotkanie, zastanawiając się, co zrobić na obiad, albo myśląc o dziecku w przedszkolu i zadajemy sobie jedno z najważniejszych pytań: Co ja tu robię? Dokąd tak biegnę? Jaki znaczenie ma dla mnie mój związek?

Być może miłość była dla ciebie czymś zupełnie innym niż dla twojego partnera lub partnerki? Może nadal różnicie się w swoich definicjach, a przez to oczekiwaniach. Nie ma w tym nic złego. Pierwszy krok do zmiany, to po prostu odkrycie tajemnic i zrozumienie siebie. Miłość jest tajemnicą i być może dla siebie także jesteś tajemnicą. Zagadką może być także ten lub ta, którą kochasz. Czas odkryć tajemnice miłości.

 

O miłości
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

72 komentarzy

  1. diabeł i anioł Jest w Nas …!
    dopóki tego nie odkryjemy …Jesteśmy we dwoje …
    a o Jedność chodzi …

  2. Sylwestrze;
    w końcu zablokowałem komentarze coraz bardziej konfrontacyjne; napisałem we wpisie „Pole”, że ich autorami były osoby, które w różnych miejscach w sieci okazują wrogość wobec mojej osoby, raczej chodzi im o coś w rodzaju odreagowania, konfrontacji, dzieje się tak w związku z relacją coachingową (dodam non profit) sprzed wielu miesięcy, w której jako coach nie pomogłem, nie potrafiłem, może byłem za cienki… – oczywiście nie mogę nic więcej na ten temat napisać… próba dialogu wtedy i dziś jedynie eskalowały negatywne uczucia….

    jak pisał Niestche konsekwencje naszych czynów biorą nas za łeb, nie bacząc, że się porawiliśmy; nie chcę żeby to miejsce, ten blog były miejscem, w którym powtarza się cykl sprawca-ofiara-sprawca-ofiara, krzywda-wina-krzywda-wina itd.
    ps. coacha obowiązuje tajemnica, jest niemy i głuchy… to klient coachingu może ją dowolnie naruszać, czasem ze szkodą dla wszystkich
    pozdrawiam

  3. nie wiem jak odczytać to, że pod tym wpisem zaczęły znikać komentarze..

  4. Zakochałam się w tao. I teraz od razu to zakochanie puszczę i po prostu będę wytrwale na drodze. Serce bije mi spokojnie i pewnie jak czytam książkę dr. Weyne W. Dyera. Obejrzałam wczoraj film „Shift” i od wczoraj jestem w dziwnym stanie, doświadczam zmiany, doświadczam siebie i życia intensywniej, pełniej, spokojniej. Zamierzam rozdawać film znajomym, żeby też zobaczyli jak fajna może być droga.

    Koniec z warownią, koniec. Od teraz chcę doświadczać tao w tej rzeczywistości w jakiej przyszło mi żyć. Tak bardzo bałam się puszczenia kontroli, poddania, a to takie proste i takie cuda się dzieją ;)

    Serdecznie ściskam, z miłością

  5. pewien mój nauczyciel powiedział mi kiedyś że to kwestia kierunku energii – można informacje, słowa, bodźce odpychać…a można do siebie przyciagać, w jednym przypadku umacniamy swoje przekonania, a wkoło powstaje palisada, fosa – z czasem coraz szersza i głębsza; w drugim przypadku przyjmujemy, otwieramy się, poszerzamy lecz zamiast zamku, warowni pozostajemy wciaż na drodze, w pewnym sesnsie bezdomni, gdyż domem staje się droga :)

  6. Dla mnie to coś więcej niż odwaga, to też miłość do siebie ;-). Wychodzę z czegoś, dla siebie, idę za zmianą dla siebie. Półtora roku temu rzuciłam pracę etatową, nie mają planu. Powiedziałam dość. Wróciłam do domu WOLNA, pełna potencjału, który przełożył się na konkretne wyniki. Przez 2 tygodnie non stop pisałam. Jak w amoku, potem teksty sprzedawałam przez cały rok ;-).

    Gdzieś przeczytałam coś mądrego na temat tego, że jeśli coś kochasz, puść to, uwolnij, nie przywiązuj się. W pierwszej chwili bunt, przecież to MOJE. Potem przyszło zrozumienie, że nic nie jest moje, nawet talent ;-)Puściłam. Zmiana jakości ogromna.

    Życie się zmienia, warto płynąć wraz ze zmianą. Wszystko się zmienia czy tego chcemy czy nie, po co się szarpać? ;-)

  7. „Jak mawia mój filmowy idol Cal Lightmann (grany przez Tima Rotha): większość ludzi się nie zmienia, ale niektórzy tak.”- że tak sobie zacytuje. Ktoś zadał mi pytaie : słuchaj, dlaczego w tym tkwie, choć wiem, że to bajzel? Odpowiedzałam – bo to oswoiłeś, znasz, jest dla Ciebe prewidywalne do najrobniejszego szczegóły, jak coś zmienisz w tej układance, to stracisz poczucie kontroli, starcisz „wiedzę”, więc tkiwsz. Czasem tak wygodniej. Po co zmieniać. Są tacy co dojrzewają do zmany. Mają odwage wzbudzac potrzeby. Wyrywają z hiebrnacji marzenia.

  8. Tak, każdy jest inny, i jest jaki jest ;-) Koniec, kropka. ;-)

  9. emocje, emocje, emocje, kolejne kamienie które wywołały fale, dzisiaj dopiero zauważyłem ilość komentarzy pod wpisem o miłości, rekordowa ilość komentarzy,czy to temat sprowokował kamienie?
    każdy z nas wybiera to czemu chce się przyglądać, kogo słuchać, od kogo uczyć, każdy z nas decyduje o tym co sobie weźmie z relacji z drugim człowiekiem, z terapii, z coachingu, z filozofii wschodu czy zachodu,każdy z nas decyduje o tym na ile użyteczny dla naszego życia jest punkt widzenia autora tego bloga..
    Biorę z niego to co dla mnie najlepsze. Słucham i zadaję pytania, dziękując wszystkim za odpowiedzi które poszerzają moją mapę:)
    Znajduję tu przestrzeń do polemiki,sam Maciej „cenzuruje” wpisy, nie cenzurując ich w ogóle.
    Doceniam też głosy ludzi spoza „kręgu”, które też poszerzają moja mapę:), dobrze że jesteście, dobrze że mówicie o tym jak widzicie nasze twórcze współdziałanie na tym blogu, które znajduje odzwierciedlenie w realnym świecie, choćby w postaci uratowanych istnień,cieszą mnie głosy które mówią o kwadraturze koła i maśle maślanym,których to zjawisk jeszcze niedawno nie byłem świadom, nie potrafiłem ich nazwać…funkcjonujemy na różnych poziomach świadomości i to jest najcenniejsze,każdy z nas jest inny..trzymajmy się tego

  10. moj wujek znal sie na psach jak nikt innny, ale na ludziach sie nie znal,w koncu zmusili go zeby przestal trzymac tyle psow w obejsciu bo halasuja i moga byc niebezpieczne, 7 psow – a sprawa byla na wsi w malej wiosce, dom pod lasem, do pierwszej chalupy 800 metrow, po prostu sasiedzi, czysta ludzka nienawisc, stary wariat co sie za psami wstawia i poucza innych zeby nie bic psa

    i wujek sie ugial, psy oddal do schroniska gdzie weterynarz wiekszosc uspil i w pol roku po tem wujek zmarl – po mojemu ze zgryzoty, niechec i nienawisc to niechec i nienawisc, zlo to zlo, a zaczyna sie niewinnie, niby od wyrazania opinii – i przestaje zajmowac sie tym wontkiem bo tylko dajemy radoche tym co i tak wiedza swoje

  11. Coaching działa, nawet kiedy myślisz, że nie działa… mnie to nie ruszają te ataki na coaching i coachów :) dla mnie jest najważniejsze, że na mnie to działa i widzę, że na innych działa… a ci co nie lubią czekolady mogą jej po prostu nie jeść, a nie narzekać, że się porzygają, bo za dużo zjedli, albo że jest za słodka, albo za gorzka, albo że z bakaliami a oni lubią mleczną zwykłą… :) ot co. Różnica poglądów. Ja się tylko zastanawiam po co tyle sarkazmu… i syczenia… i rzucania się… przecież można jasno i merytorycznie wyrazić swoje zdanie… i być przy tym spokojnym… można się wtedy spokojnie dowiedzieć ilu ludziom pomógł coaching… w jaki sposób… co w nim jest takiego… może warto poczytać coś… zobaczyć jakie są argumenty za i przeciw, a potem dopiero twierdzić NIE!!! BO COACHING SROŁCZING :)

    czego wszystkich Czytelnikom życzę :)

  12. Ps i tak mi jeszcze przyszło… Jeśli czegoś nie rozumiem, pytam, proszę o wyjaśnienie, chcę zrozumieć i podjąć dialog. Jeśli nie wierzę w coś, tym bardziej jestem ciekawa jak działa, bo działa, skoro innym pomogło. Dlatego jeśli Żmijo masz chęć zrozumienia co tu się wyrabia, zadaj pytanie. Myślę, że znajdą się chętni na nie odpowiedzieć. Postaram się wyjaśnić, jeśli znajdę w sobie odpowiedź.

  13. A ja dziś kocham siebie i swoją różową bluzkę, oraz groszkowo-zielony sweterek, i włosy upięte pięknie. I piękny zimowy dzień mamy, choć wg definicji większości to szaro, buro i ponuro, no i wieje jeszcze.
    A ja dziś jestem tak jak chce być. I na agresję powiem dość, bo energia uszła, a po co mi to. Napisałam com chciała, jak sobie ktoś chce, niech weźmie i może się zastanowi po co się masochistuje.
    A ja dziś idę zjeść śniadanie z moim mężem, a potem spędzę kolejny dzień na zajęciach, które też będą najlepsze dla mnie jakie mogą być.
    Aha i jeszcze dziś dziękuję ciału, że tak mnie kocha! O, bo to o miłości jest.

  14. Grerr; ja też nie wiem, może jest tak jak piszesz, a może nie, nie wiem

    Jak mawia mój filmowy idol Cal Lightmann (grany przez Tima Rotha): większość ludzi się nie zmienia, ale niektórzy tak

    Nie sądzę, żeby ktoś zmienił swoje poglądy tylko dlatego, że inni go namawiają do innego punktu widzenia. W szpitalach onkologicznych pomimo srogich zakazów palą pacjęci, pielęgniarki, lekarze (wychodzę z tych oddziałów i cuchnę tytoniem) Niestety agresywność to często choroba śmiertelna, nieuleczalna

  15. i ciagle nie rozumiem tego, moze pan rozumie panie Macieju – po co ktos pali papierosy i narzeka ze mu szkodza, czyli po co logujesz sie na blogu ktroy ci nie pasi?

    ja mysle i tyle tylko wymyslilem, ze tu sie korniki z konkurencji podgryzly, normalka, ale moze trzeba ich odkliknac- jest taka obcja :)

  16. no kurde rzesz.. że aż się zdziwę…”Miłość jest tajemnicą i być może dla siebie także jesteś tajemnicą”…. to wstęp do mojej książki jest, to taka zajawka jest, zaciekawiający element, to takie pytanie retoryczne (może na jakichś zajęciach było, co to pytanie retoryczne jest?) i taki miał być miły wpis na Walentynki…

    no tak i coaching bzdet i coache srołcze, złodzieje, chamy i cwaniaki i najgorszy ja z nich wszystkich i wszytko beznadzieja i do d…y; i nie będzie już niczego, bo wszystko jest beznadziejnie głupie i małkie (jak mówi klasyk) No! I jeszcze oszustwo! Oraz precz! I nie oddamy krzyża!

    Jak w Transatlantyku Gombrowicza wrazić my sobie musimy tę ostrogę w łydkę, do krwi do bólu, i jeszcze raz powiedzieć precz z coachingiem to za mało, więc precz oszuści wy!

    lepiej? od razu lepiej…no to jeszcze raz:

  17. Grerr, bo my tu się uczymy miłości absolutnej, to takie ćwiczenie, ktoś wali z armaty i sprawdza jak go utulimy i powiemy jak pięknie wywalił z armaty. Zróbmy tak.
    Żmijko, a teraz ode mnie ego-zen-tantrycznie: szanujemy zdanie innych, oczywiście każdy ma prawo się wypowiedzieć, ale nie zależy mi za bardzo na czytaniu że ślepo wierzę i “ataków”, że uwielbiam osobę (akurat tak), bo też mam do tego prawo. “Ataki” odpierane kulturalnie to nie dla mnie, bo to strata energii, żeby odpierać ataki, zamiast zbudować sobie jakieś fajne uczucie i skierować energię na fajny tekst któregoś z fajnych komentatorów (tu zgadzam się z Grerrem “daj se siana”). To w takim razie może “atak” też kulturalny by się przydał i jakiś konkret zamiast samej krytyki, bo tu nie ma z czym dyskutować za bardzo. Piszesz że przeczytałaś książki to wrzuć jakąś interesującą tezę, dzięki. Zarzucasz, mam wrażenie, autorowi intencje w dosyć krzywdzący sposób. Pewnie masz do tego prawo, chcę Ci tylko zwrócić uwagę, że nie siedzisz w głowie drugiego człowieka i nie zawsze trafisz z przypisaniem intencji. Co jest złego we wzmocnieniu pt. Wszystko jest w nas, Jaka to krzywda i jaki bezsens, Kto inny da Ci siłę i motywację oprócz ciebie samej, a jak sobie ten ktoś pójdzie? to co? zabierze to wsparcie ze sobą, bo już nie będzie komu wzmacniać? To takie polskie jak napisał Abdertra. Zgadzam się z nim. A propos ważnych spraw to pamiętacie Murzyna z Zielonej mili jak pocieszał tego strażnika, że on już nawet chce umrzeć, bo tyle jest zła na świecie, że nie może tego przeżyć.
    Słyszałam wypowiedź pana prof. Stuhra, że on lubi czytać opinie internautów nt swoich sztuk i filmów. Opinie odzwierciedlające wrażliwość widza odbiera jako cieplejsze niż krytyków zawodowych.
    Czasem krytyka to są bardzo ważne komunikaty ale przekazane tak, że mam ochotę odwrócić się o 180 stopni. Ale cóż takie życie. Będę się z tym męczyć. Bo trzeba być kulturalnym a potem mieć udany dzień.
    będąc pacjentką i siedząc dzisiaj u dentysty: zaraz zakładamy koronę (zęby mi wypadają chyba z tej złości) i trzeba się zdezynfekować:
    pan doktor: to spirytus?
    Pani asystująca: tak.
    pan doktor: dużo, łyczek by się uzbierał.
    Pani asystująca: a co będę panu doktorowi żałować, jutro niedziela
    ja: po całym tygodniu pracy, by się przydał.
    Nie to że namawiam do picia…

  18. to mnie ciekawi – ten wpis autora nazywa sie O MILOSCI, jest skecz, jest sierzant pingwin, super, i nagle ciezkie armaty, wow ktos ma chyba klopoty z miloscia, ja coachem nie jestem ani pscyhologiem zadnym… ale no….mega zastanawiajace – na moj wioskowy rozum

  19. nieszczeście w tym Agnieszko Hawajko, że są ludzie, którzy uwielbiaja udawadniać swoje racje; wychodzisz z kina z nimi, a oni swoje „głupi film, beznadziejna gra, kiepski scenariusz”

    mówisz,że tobie się podoba, a oni swoje, prosisz żeby przestali, a oni tym bardziej
    mówisz że to drażniące i złe, że tobie sie podoba i że ich slowa sprawiają przykrość; a oni tym bardziej i jeszcze cię wyśmiewają, są tacyt ludzie, a Internet jest pełen frustratów

  20. PS tak się jeszcze zastanawiam po co coś czytać, skoro to mnie wkurza i uważam, że jest be? Zaiste, nie rozumiem. Jeśli coś mi nie służy, nie jem tego. Ciągle jesteśmy ludźmi, wszystko jest dla ludzi, mamy wybór i sami decydujemy o tym co nam służy. Sama wyrosłam z tego, żeby ktoś mi mówił teksty typu: coaching jest ble, ten blog jest ble, ludzie co to tu piszą są ble. Dlatego nie biorę sobie tego, co „negatywne”, wybieram witaminki i marchewkę. Kijków już dość, ale może komuś innemu służą? To się proszę częstować tylko po co? Czasem mam wrażenie, że jedyną odpowiedzią na to po co jest : bo tak ;)

  21. Żmijo, jesteś jaka jesteś ;-) Jak Ci z tym? Po co od razu, że „niewydarzona”? ;-) Ty oceniasz, i to jest OK, ktoś nie ocenia i też jest OK. Dopóki oceną nie krzywdzę kogoś, nie krzywdzę siebie, nie mam negatywnych intencji, to ocena jest po prostu oceną, porównaniem.

  22. ludzie to chyba jednak nie pomidory,

    a ocena dwudziestu cv, to przeciez selekcja według kryteriów żmijo, ktoś je ustalił, wymyślił bo akurat pasuja do tego biznesu, odrzuconych przeciez nie wysyłasz na śmierć poprzez swoją srogą ocenę, po prostu nie pasują do twoich kryteriów, ale w innym miejscu okarzą sie świetni;
    w innym przypadku ocena hr oznaczałaby: jestem Bogiem, i moje oceny są jedynie słuszne i prawdziwe…

    bardzo, bardzo cię przepraszam za ocenę twoich komentarzy ale ty chyba nie wiele rozumiesz z mechanizmów, o których się tu pisze ( ale już juz słyszę twoją agresywną odpowiedż) więc raz jeszcze przepraszam

  23. PSssss. dziś wiem, że nawet w diable można zobaczyć anioła. Wymaga pracy, ale polecam! ;-)

  24. A mnie Żmija, Wyluzowana Żmija, Ni to żmija ni to gołąb, zainspirowała. O! I oceny się pojawiły i pan Autor napisał coś, co mnie chodziło po głowie i nurtowało, i dziś miałam fajny dzień, i mogłam się onym ocenom przyglądać i je „pokonać” mieczem pt. Jest jakie jest. O! ;-)
    Warto zmieniać energię, przekształcać, transformować. Wydaje mi się, że mnie się udało. Te „polemiki” stały się lekcją, bezcenną! Mam nadzieję, że ta jakość ze mną zostanie.
    Dziękuję!
    Aha, takie ćwiczenie mam właśnie. Postarać się zobaczyć w każdej sytuacji, nawet tej niewygodnej, coś dobrego. Dziś odniosłam ogromny sukces. A zaczęło się od syku :-)

  25. o i znów zrobiło się poważnie… :)

    Ni żmijo, ni gołębiu… po co personalnie odbierasz to co napisała Krystyna? po co uważasz, że to do Ciebie i o Tobie było? ciekawa jestem :)

  26. Krystyno, miesiączka mi się nie przytrafia, a pojawia się raz w miesiącu, za co jestem wdzięczna nie tyle naturze, ile medycynie. Pies nie rzyga, a to pewnie dlatego, że go nie mam.

  27. no bo ludzie są rózni Anito z krainy Czarów, i zupa była za słona i miesiączka się przytrafia, i facet kartonów nie wyniósł, i pies nażygał na dywan i ferie się kończą….
    :) :) :)

  28. teraz to ja już nic nie rozumiem…

  29. Mam zaległości w komentarzach, pewnie dziś nadrobię, bo chwilę mnie nie było a już się okazuje, że zasługuję na miłość. Dobrze gotuję, nie jem mięsa, mam dwa tłuste koty, ale to chyba jeszcze nie powód, żeby i mnie otaczać zrozumieniem. Jedyną tajemnicą jaką posiadam to, taka ile wydaje na buty. Tobie też Moniko życzę Dobrej Nocy :)

  30. zima …a jak gorąco było ..to te filmiki chyba )))
    powiem ty Żmijo też zasługujesz na miłość …. ( choć nazywasz się żmiją ? ) ..
    ale żmija ma aksamitną skórę …bywa wyluzowana ( pewnie jak zrzuca skórę …) , ładnie syczy , ma piękne oczy …mądrze pisze …a inne zdanie warto mieć !? ..( pobudza ono choćby do myślenia , do zmiany chemii w ciele …do zastanowienia się ) choćby pokazać druga stronę tego samego … Nas , czy Naszego życia…! a Tajemnicę możesz odkryć ..ale tylko sama …bo Tajemnica …jest Twoją Tajemnicą …a ja mam swoją …i to jest najpiękniejsze …bo między innymi różnorodność prowadzi do rozwoju ..dzięki temu jeden nam piecze chleb , drugi dba o Nasze zdrowie , a trzeci pokazuje różne drogi …ale wybór i decyzja leży po Naszej stronie …moje życie i decyzje leżą w moim rękach i dzięki temu dziś jestem jaka Jestem ( Kocham siebie ) ale i też Ciebie żmijo …i innych
    a Maciej Wielbie za jego uważność ….za jego pracę …za pokazywanie różnych rozwiązań , dzielenie się wiedzą …ale Nigdy nie narzucając …to Ja decyduje ! to Ty żmijo decydujesz co stąd bierzesz a co nie …
    Jedno piekne pytanie coachingowe na koniec …życząc wszystkim ludziom na tym świecie Dobrej Nocy …w tym Tobie Żmijo …
    Weż / lub nie …sobie z tego wpisu Co chcesz ?
    Monika

  31. :)

  32. no bo mondrujom się w tym kołczingu i mondrujom zamiast do roboty porządnej się wziońć

  33. Anito, spieszę uspokoić Ciebie (i siebie chyba też), że nie fisia Ci się (nam) w głowie, albowiem podobny stan śmiecho-fretki mam. No i jeszcze banan po nocy się utrzymuje na ustach ;-)

    I gratuluję „zawzięcia” w poznaniu „wroga”. Determinacja godna podziwu, witamy w klubie ;-)

  34. Jak może być coś raczej sprawdzone? – A no tak że nic nie jest 100% sprawdzone, polecam prace Rudolfa Carnapa. Pozdrawiam

  35. i ja też z sekty jestem i przyłączam się do malowania portretów króla Juliana i tenże Bennewicz mnie nauczył kiedyś ( napisał o tym w jednej książce), że jak nie wiadomo o co chodzi, to są dwie możliwości albo chodzi o pieniądze albo o miłość, odtąd kiedy czegoś nie rozumiem zadaję sobie to pytanie i zawsze trafiam…

    miłość jest tajemnicą bo to miłość własna, albo duma, ego, miłośc do zwierząt, miłość do siebie, zawiedziona miłość, odrzucona miłość, pragnienie…bez końca

    a forsa to forsa najczęściej chodzi o zazdrość, na tym polega prostota coachingu- srołczingu, że prawda leży na wierzchu, wystarczy grzebnąć paznokciem i wyłazi

  36. Acha i porównanie do szkła kontaktowego było wyśmienite :)))))

  37. Mam kilka refleksji i ja… :) wróciłam do domu o 22.00 i dopiero teraz miałam możliwość poczytać co się przez cały dzień działo :) dopiero się dossałam do internetu i przysięgam Wam… uśmiałam się jak norka :)

    Żmijo… mam dla Ciebie historię… chcesz posłuchać? Jeśli tak przeczytaj dalej, jeśli nie- przejdź dopiero do następnego „akapitu” :)
    Kiedyś w moim życiu pojawił się pewien człowiek, który zaczął mi opowiadać o coachingu… na początku mnie to zaintrygowało, ale po chwili dostałam kociokwiku jak można robić takie pranie mózgu… interesowałam się wtedy szkoleniami miękkimi i owszem, nie mniej jednak coaching był dla mnie srołczing :) ponieważ ten człowiek byłby mi bardzo bliski, a dokładnie jest moim Mężczyzną od tamtej pory :), nie mogłam pozwolić, żeby kumał coś co ja niby kumam, ale tak naprawdę czuję to tylko intuicyjnie (znaczy się: dużo myślę o sobie, o życiu, jestem świadoma bardzo wielu rzecz) bez podkładki tzw. naukowej :) i tak naprawdę poszłam na kurs coachingu tylko dlatego, żeby udowodnić mojemu Mężczyźnie, że nie ma racji i że to wszystko są banały i masło maślane… jestem bardzo kontrsugestywną osobą (im więcej daje mi się argumentów przeciw, tym bardziej ja jestem utwierdzona w swoim- nawet błędnym czasem:)- zdaniu) dlatego szukałam wszelkich argumentów na to, że coaching o dupę rozbić :) i tak się jakoś stało, że im bardziej zaczęłam to poznawać, tym bardziej zaczęłam dostrzegać dobre rzeczy, które to za sobą niesie… jedną z tych dobrych rzeczy jest dla mnie prostota coachingu :) a przez to- dla mnie- i spokój, który się osiąga… nawet kiedy teraz się spieszę, to dzięki coachingowi się nie spieszę (w sensie nie męczę się tak pewnymi rzeczami, albo nawet w ogóle, jak kiedyś)… każdy z nas ma inną mapę, tzn. że każdy z nas widzi zupełnie co innego mimo, że patrzy na tego samego pomidora (kąt widzenia będzie inny, światło, być może nawet hałas)… każdy z nas widzi go inaczej… ja też patrzę na tego pomidora co Ty…. tylko pod innym światłem :) bierzesz sobie coś z tej historii? :)

    a poza tym to my jesteśmy sektą Bennewicza ;))) i dobrze mi z tym, czuję, że jest to dla mnie użyteczne… bo wiem, że w tym miejscu jest jakiś taki dziwny dystans do wszystkiego, że nawet gdy dzieją się rzeczy takie jak teraz to i tak jest pełen luz :)))) Wy też tak macie czy coś mi się już fisia w głowie? :)

    ładnych snów życzę :)

  38. czytam czasem o tym całym coachingu panie kocie, czy też panno kocico i rzeczywiście….no słabo

    uśmiechnij się, podaj dalej, nie jedz mięsa, miłość jest tajemnicą, no żal…a człowiek konkretów potrzebuje, które jak wiadomo nie mogą zadziałać, bo życie jakie jest każdy widzi, ciężkie jest i trzeba swego bronić oraz wyrazić opinię, że coś nie działa, a nie ludziom ciemnotę wciskać, panie kocie (caochu jak się domyślam) ha, ha, ha coachu….a niby co to za zawód jest, jak nie jakieś sztuczki… a już z tym rozpuszczeniem w tao to już na prawdę wstyd, wstydziłby się pan po prostu

  39. No to biorę się za pierwszy akt…

    WUSł Pannacota :)

    Niech Pan lepiej poczyta o tym całym kocingu.

  40. portrety można malować, a nawet warto, z pamięci albo z wyobraźni, koniecznie z koroną z ananasa;

    a coaching trudny jest, jak to prosty, jakby by był prosty to by nie był taki drogi, tylko tani by był, a jak powiedziała jedna pani kiedyś – coaching jak hipnoza nie dość, że nie istnieje, to jeszcze jest nieetyczny i manipulacyjny i drogi jest, bo go Żydzi w Ameryce wymyślili żeby zgnębić…wiadomo kogo i wiadomo po co
    JW KL

  41. „Siła coachingu (dla mnie) polega na jego prostocie.” – o tak, jednym zdaniem potrafi rozwalić na łopatki ;-)

    Ołtarzyk sami postawimy, byle figurkami sypnęli ;-)

  42. Grerr, a po co Cię to wkurza? ;-)

    I czy się uśmiechnąłeś? Mnie się przykleiło coś do twarzy, jakiś banan chyba ;-)

  43. Siła coachingu (dla mnie) polega na jego prostocie.
    I to jest w tym/nim/nas najlepsze. :-)

    Do Autora bloga – gdzie można kupić Pana figurkę, ołtarzyk i czerwony dywanik?

  44. Odpowiadając na ostatnie pytanie, czasem można poświęcać godziny na refleksji i autorefleksji, czytać mądre książki, a bywa, że jedno proste zdanie, wydawać by się mogło oczywiste czyni ogromną różnicę. Poza tym, lubię piosenki, które już słyszałam ;-) bo znanego nigdy za wiele, warto powtarzać miłe dla serca prawdy.
    O, tak sobie właśnie myślę ;-)

  45. zmijo – krtyka glownie daje tyle ze ludzi wkurza, sa badania ze krytyka to strata czasu, bo daje tylko opor…i jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi…o wlasne ambicje
    z malej wioski pochodze i tam sie takim zimjom mowilo „daj se siana” i szlo sie do przyjemniejszych klimatow

  46. Heh… :)

    Pytań i refleksji nasuwa się wiele…

    Na wstępie – bardzo cieszę, że pojawia się krytyka (o ile tak ją nazwiemy) – z założenia powinna skłaniać do myślenia… co kto sobie z tego weźmie to jego.

    Proponuję przeczytać coś więcej nt. coachingu i jego filozofii, na czym bazuje, jakie są założenia, itp. (np. Whitmora bądź Diltsa zamiast Bennewicza), trochę nt. bajek i metafor i ich skuteczności w coachingu i terapii…

    O ile moje neurony funkcjonują normalnie to chyba Coelho pisał, że jesteś tym, czym wierzysz, że jesteś…

    „dużo myślę o swoim życiu i sama dochodzę do podstawowych praw socjologicznych i trudno mi znaleźć coś czego bym nie wiedziała o podstawowych emocjach jakie nam towarzyszą.” – i czego wtedy doświadczasz?

    Pannacota

    Czy ludzie, którzy poświęcili więcej czasu na refleksję i autorefleksję nie znajdą tutaj nic dla siebie?

  47. Hmmm, tak się zastanawiam… a po co w ogóle oceniać? Czy musimy to robić? ;-)

    Mnie tu fajnie, bo różnorodnie, inspirująco, kojąco. Nie zastanawiam się „co autor ma na myśli”, tylko co chcę sobie z tego miejsca wziąć, jaką ciekawą informację mi dziś przyniesie o mnie samej? Ile tajemnicy odkryję? Bo jednak jesteśmy dla siebie tajemnicą, nie znamy się całkowicie (dobra, ja nie znam siebie;-)) Czy to możliwe? Przecież wielu sytuacji nie doświadczyłam, więc tak naprawdę nie wiem jak bym się zachowała, co poczuła itd. Dlatego jesteśmy jako ludzie tajemnicą, nasze ciała są, nasze umysły także. To, co dziś jest oczywistością, kiedyś było w książkach SF, to co dziś jest w SF jutro może być naszą rzeczywistością. I to sobie biorę z posta i z Twojej wypowiedzi Wyluzowana Żmijo ;-) Dziękuję za przypomnienie i refleksję.

    I pewnie, że chodzi o wielbienie „naszego” Króla Juliana ;-) Ja na ten przykład wielbię stopę Pana Macieja, o ile akurat nie widzi :-)

    I jeszcze raz dziękuję za przypomnienie, żeby nie oceniać.

    A teraz proszę o szeroki uśmiech. No dobra, to chociaż taki tyni tyni? ;-) ;-)
    Mamy tu kota/kotkę? ;-), mistrza uśmiechu, on może da przykład jak to poczynić? ;-)

  48. Jakich dowodów ludzie potrzebują,że coaching działa? Drogi kocie, oraz wszyscy pozostali blogowicze zainteresowani tym trudnym pytaniem….patrz wyżej komentarze Żmiji

    że życie jest trudnem skomplikowanem i raczej trudniejszym jeszcze trudem , a coaching to NLP a reszta to piski fanek, w przeciwienstweie do syku żmij…no i takie jest życie, trudne

    czy guru to błędny zapis ortograficzny słowa góra?

  49. Zamieszczam jeszcze raz, bo nie wiem czemu teskt jest taki rozstrzelony…
    Macieju,
    Problem w tym, że korzystam z tej demokracji, która Tobie też jest chyba bliska, w taki sposób, że m.in. mam swoje zdanie. Jesteś osobą, która poprzez swoje notatki zdawać by się mogło promuje dialog, rozmowę, przyjaźń, otwartość i tolerancję i zupełnie nie rozumiem, dlaczego piszesz „ nie podoba się, to nie zaglądaj”. Wydawało mi się, że blog to pewna forma kontaktu, czyli wymiany myśli, spostrzeżeń i opinii. Okazuje się, że nie chodzi tutaj o rozmowy, a o uwielbienie Twojej osoby. Założenie, że tylko ludzie chwalący, poklepujący mają prawo głosu, pokazuje jak daleko ta wasza społeczność odbiega od norm demokracji. Jak daleko jesteście od dojrzałości emocjonalnej. Nie pasujesz do naszej piaskownicy, idź do innej, my się z Tobą nie bawimy. Rozumiem, że krytyka nie jest dla każdego krzepiąca, ale brak obrony z Twojej strony i ujęcie mojej osoby jako intruza, który nie powinien się odzywać, pokazuję małość temu mikorosytemu uwielbienia Twojej osoby.
    Jeśli byłabym ( a kiedyś mi się to nawet przytrafiło) na filmie RODZEŃSTWA Coen i miałabym swoje zdanie, które byłoby negatywne to bym je wypowiedziała, bo nauczona jestem, że swoje zdanie zawsze ma wartość nie zależnie od tego czy jest pochwałą czy kulturalną krytyką. Posiadanie własnego zdania, niezależnie czy ma przekaz pozytywny czy negatywny, świadczy zawsze o refleksji o przemyślenie tego co jest wokół. Być może moje zdanie niczego nie zmieni, ale czy to oznacza, że nie mam prawa powiedzieć m.in. o tym, że film rodzeństwa Coen mi się nie podobał?! Być może moje zdanie na tym forum niczego nie zmieni, a być może ktoś zauważy, że król jest nagi…
    Nie wiem nic o Twojej pracy, o doświadczeniach…, ale nie to jest rdzeniem moich wypowiedzi. Piszę o tym, co myślę o Twoich notkach, a nie o Twojej pracy, ani o Twoim życiu prywatnym.
    Dla mnie liczy się na przykład to, że ludzie w związku z tym blogiem uratowali życie kilku czującym istotom
    Nie trzeba czytać tego bloga, by być wrażliwym człowiekiem i chcieć pomóc drugiej istocie.
    Mam wrażenie, że głównym założeniem tego bloga nie jest ratowanie koni czy innych ostot, a budowanie swojego imperium jako guru dla ludzi, którzy potrzebują autorytetu i ślepo wierzą w rzeczy o których można przeczytać na tym blogu.
    Rozumiem, że blog nie jest stworzony dla osób mojego pokroju, czyli dla takich, którym trudno zaimponować „wiedzą coelhowską” i którzy już kilka minut na autorefleksje poświecili, ale mimo tego będę tu wpadać. Przestrzeń wirtualna to taka przestrzeń w której KAŻDY może tworzyć i każdy może oceniać. Nie bójmy się krytyki, ponoć prawdziwa cnota krytyki się nie boi.
    Majkel:
    Jak może być coś raczej sprawdzone? Coś jest sprawdzone albo nie jest. Cały ten coaching bazuje na NLP, czyli na czymś co chciałoby być nauką, a nią nie jest, a tym samym nie jest sprawdzone. I nie tylko raczej a na pewno.
    Zdania, które dla nie mają sensu to zdanie, które jednym niewyjaśnionym terminem określają inny i nic z tego nie wynika. Przykład? Choćby z postu powyżej: Miłość jest tajemnicą i być może dla siebie także jesteś tajemnicą.
    Jaki jest sens tego zdania, co ono oznacza?
    Krystyno:
    Pytasz się co chciałam „podać dalej”…, chciałam podać dalej jakąś chęć refleksji, zastanowienia się czy osobę, którą uważasz za guru, nim być powinna o ile założymy, że ktokolwiek powinien być czyimś guru.
    Doprawdy jest niebywałe, że Pan coach i autor był łaskawy, i zechciał umieścić cokolwiek poza piskiem swoich fanek. Uważasz, że to faktycznie świadczy to o jego wielkości?
    Poza tym, słowo autor po tym jak wydawane są ksiązki p. Marczuk, straciło dla mnie większy sens, i nie wiem czy to w jakim znaczeniu użyłaś słowa autor.
    Grerr:
    Jak mniemam Grerr to nie jest Twoje pełnie imię i nazwisko? Korzystam z tego samego prawa, co i Ty. Wyrażam swoje myśli pod nickiem (adres meilowy u autora bloga). Chronię swoje dane osobowe, bo to mi zapewnia Internet i nie mam potrzeby podawania swojego adresu, choćby w obronie przed atakiem niezrównoważonych ludzi.
    Każdy kto ma swoje zdanie jest sfrustrowany? Czy tylko ja? Nie obrażaj ludzi, którzy piszą nocą, bo p. Maciej może też czuć się obrażony, wszak odpisał na mój post prawie godzinie po mnie.
    Najłatwiej jest powiedzieć komuś kto ma odmienne zdanie, że pewnie jest smutny, nieszczęśliwy, znudzony i ma kompleksy. Tylko może lepiej byłoby merytorycznie przeprowadzić dialog, chcieć mnie przekonać do swoich racji lub dać mi szansę na wypowiedzenie swojego zdania a nie mówić „ jesteś frustratem, i zastanów się nad sobą”
    Powtarzam: tworzycie mikrospołeczność, która niby promuję dialog, rozmowę, przyjaźń, otwartość, a jak ktoś jest „na nie”, to już lepiej, żeby go nie było. Świat nie jest czarno-biały. Nawet jeśli Coach to Twoje drugie imię.
    Sztuka prezentacji to niebywała sztuka, ale może warto położyć teraz akcent to sztukę dialogu i kulturalnego odparcia „ataku”, a nie tylko na przedstawianiu swojego zdania i oczekiwaniu poklepywania.
    Nie będę tworzyła kącika literackiego. Pozytywnego fragmentu Coelho nie znam- przeczytałam tylko jedną książkę tego autora i niestety wcześniej przeczytała wiele innych, dobrych książek i nic mnie w Coelho nie oczarowało. W dodatku trochę czasu poświęcam na głaskanie kotów i praca fizyczne w zaprzyjaźnionym gospodarstwie , co skutkuje tym, że dużo myślę o swoim życiu i sama dochodzę do podstawowych praw socjologicznych i trudno mi znaleźć coś czego bym nie wiedziała o podstawowych emocjach jakie nam towarzyszą.
    Agnieszko Hawajko,
    Dziękuję, że jako jedyna zauważasz, że ludzie są różni i jesteś gotowa uznać, że każdy może mieć własne zdanie.
    Przepraszam, że tak frywolnie z każdym z Was przeszłam na „ty”, ale chyba tak będzie wygodniej.
    Pozdrawiam

  50. Swoją drogą, czy statystyka kłamie? :-)

    Halo, mamy telefon…

    A jakich to dowodów niektórzy potrzebują na to, że coaching działa?
    To pytanie często wraca, przy rozmowach nt. coachingu.

    Zastanowiła bym się na Twoim miejscu Grerr nad sformułowaniem „panowie”.

  51. to jest moj klimat rozmowy jak w Szkle kontaktowym, gratuluje panowie, nie wszytko kumam ale i tak jest zabawnie

  52. to gratulacje moje największe, choć 12 złotych to psuje rynek, 12 złotych za taką przemianę kocie, to rzeczywiście nie drogo, drogi kocie;

    trzeba tę przemianę upowszechnić ( że coaching działa) bo niektórzy nie wierzą

    tymczasem mój najedzony Feliks, zmanipulował mnie i znów sie najadł, choć statystycznie nie mógł być głodny

  53. „to pan z tą panną i płeć zmienił w ramach tych 12 złotych” – bo coaching działa ;-)

    W końcu to światowy dzień kota. :)

  54. to pan z tą panną i płeć zmienił w ramach tych 12 złotych, a dziś koci dzień z powodu telewizji gdyż i Palikota pokazują i kota na Downing street 10

  55. :)

    Wśród czytelników są żądni intelektualnych potyczek… domysłom zostawimy konkluzję z powyższej wypowiedzi.

    PannaKot – 12 zł (wcale nie taki drogi).

  56. dla kogo za proste dla tego za proste, dla mnie nie za proste, bo jak napiszę że zart, to wtedy wiem, że żartowałem – kocie drogi, sorry – panie kocie drogi

  57. Zobaczył Pan podobieństwo… Panie Maćku…

    I niech Pan już nie pisze kiedy to żart, a kiedy nie, bo to za proste wtedy.

  58. Pan, kocie to z umaszczenia całkiem jak mój kot Feluś, choć mój ci on tylko wtedy, gdy otwieram puszkę z tuńczykiem, choć to może wcale nie pana autoportret tylko kolegi, choć i couch (w sensie kanapa) podobna…ot filozofia okrągłego koła, i tak sobie filozofujemy..

    a radio podało przed chwilą, że Internet kipi (powtarzam kipi) od agresji, no cóż to może się coś ugotuje na miękko (to żart taki był)

  59. ja siebie codziennie oklamywalem, ze lubie to co robie, coaching to zmienil, na poczatku trudno bylo powiedziec: rob cos przyjemnego -ale co? ale kiedy juz to robisz, to zmiana jest ogromna,inna jakosc zycia

  60. Oj tam, a może warto „wyluzować”? ;-) I skoro ciągle jesteśmy przy wpisie o miłości, to może coś z miłością? To zacznę, mam dla siebie i dla Was cytat:

    „Tysiąc dni w Wenecji” Marlena De Blasi:
    „Znałem kobietę, która utrzymywała, że tylko o trzeciej w nocy można cokolwiek oceniać. Jej zdaniem jeśli darzysz siebie miłością o trzeciej w nocy, jeśli leży w twoim łóżku ktoś, kogo o trzeciej w nocy kochasz przynajmniej równie mocno jak siebie, jeżeli twoje serce cicho bije w piersi, a pokoju nie zapełniają myśli i cienie, to znak, że zapewne wszystko jest dobrze. Powiedziała mi, że trzecia w nocy to najtrudniejszy moment na okłamywanie siebie”

    Przetestowałam. Faktycznie ciężko się okłamywać o tej godzinie…
    Poczęstujmy się jakimś smacznym kąskiem ;-) Prooooszę ;)))

  61. a mnie uderza roznica miedzy tym co pisze Monika B. i tym co Zmija; i ten blog nie obronil sie przed krtykantami, niestety – wyobrazam sobie jak ktos zfrustrowany siedzi przed kalwiatura i ma chwile chwaly bo komus anonimowo dowalil, w srodku nocy, waw ale sukces!
    a moze bys tak jakis wiersz zacytowala Zmijo albo pozytywny fragmnet z Coelho – ktorego chyba lubisz

  62. sporo tu piszemy o wirusach negatywnej energii i „podaj dalej” pozytywnej energii; zastanawiam się co chciałaś „podać dalej” żmijo;

    zalogować się na portalu znanego coacha i autora i napisać, że jego myśli są bez sensu?
    szacunek, że Maciej wogóle ten komentarz opublikował

  63. Jak to dobrze, że jesteśmy tak różnorodni… Cudownie! ;-)
    To tak czytając powyższe wpisy. Jak różnie można czytać jedno zdanie ;-)

  64. Żmijo
    Pozwolę sobie coś wtrącić. Oczywiście, wiele z tego co mówi Maciej to nie są jakieś odkrycia Ameryki, ale też nie muszą nimi być, by przynosić efekty. Wiele osób doświadczyło już pozytywnych efektów pracy coachingowej łącznie ze mną, więc jest to raczej metoda sprawdzona. Mam wrażenie że wychodzisz z założenia że na tym blogu przeczytasz jakieś odkrywcze zdanie, pstryk, efekt aha, i już jesteś szczęśliwa bo znalazłaś receptę. Według mnie coaching działa inaczej, to czasem długotrwała, nawet mozolna praca z sobą, a te wszystkie zdania, to jedynie drogowskazy, przybliżenia.
    Ps. Oczywiście nie znam Cię więc mogę się mylić, mimo wszystko mam prośbę, czy możesz podać przykład zdania z tego bloga które określiłabyś jako „koło jest okrągłe”?
    PS.2 Właśnie wpadło mi do głowy, że się za bardzo napuszam pisząc ten komentarz, ale co tam, niech idzie, może być ciekawie:)
    Pozdrawiam

  65. Iwono;
    często w coachingu mówimy, że „nie wiem” to dobry stan, gdyż wiedza dotyczy spraw, przeżyć, doświadczeń, które są już za nami, są dla nas oczywistością, czasem niewygodną.
    St. Gilligan – amerykański terapeuta i coach i cytuje badania z udziałem ludzi kreaytywnych (w tym grupy noblistów) i wszysycy oni mieli bardzo długą zdolność przebywanie w stanie „nie wiem” to znaczy poszukiwania najlepszych rozwiązań, i tak jest ok. potrzeba nam czasu na poszukiwanie i transformację

    może Monika B. pomoże ci znaleźć jakąś osobę do wsparcia (psychologa, coacha) przyjaźń to jedno, a czasem wsparcie profesjonalne też się przydaje;

    ja ze swej strony polecam serdecznie Aurelię Dembińską – świetna, ciepła osoba i mega profesjonalistka http://aureliadembinska.pl/

  66. Żmijo,
    internet, telewizja, prasa itd. są dość demokratyczne – wystarczy nie oglądać, nie czytać, nie kilkać…to jakiś rys masochistyczny czytać mego bloga i się męczyć, ale to nie moja sprawa cudze motywacje autodestrukcyjne;

    Jednak jeśli ktoś, powiedzymy był na filmie braci Coen i ten film się mu nie podobał, no to co z tego? Co ma niby z tego wyniknąć jeśli oznajmi to publicznie? Nie podoba się i już, twoja sprawa. Żyj sobie z niepodobaniem.

    Nic pani nie wie, ani o mojej pracy, ani moim podejściu do zmiany, ani o moich doświadczeniach….więc negatywne oceny są równie trafne jakby powiedzieć: planeta Mars jest głupia, a Merkury brzydki. W ocenach podszytych złoścliwością jest tyle sensu, co w karmieniu kota sianem. Jedyny efekt to rozsiewanie złości.

    Dla mnie liczy się na przykład to, że ludzie w związku z tym blogiem uratowali życie kilku czującym istotom. Ten blog jest o przyjaźni, zaczął się od relacji z moim drogim przyjacielem. O przyjaźni szanowna pani….

    Proszę tu po prostu nie zaglądać

  67. Zauważyłam u siebie niepokojące zachowanie. Odwiedzam Pańskiego bloga i z wypiekami na twarzy czytam o Pańskich spostrzeżeniach dot. wszystkiego i niczego. Wypieki na twarzy nie są jednak objawem objawienia. Rumieniec mój niestety nie zdradza mojego uwielbienia, ani nawet zrozumienia Pańskich przemyśleń. Mój rumieniec to nic innego jak zakłopotanie i skrępowanie. Przyłapuję się na tym, że doszukuję się sensu, szukam jakiegoś zdania z treścią. A tu tylko forma, która zalewa wszystko, zwłaszcza moje szare komórki.
    Odnoszę wrażenie, że wszystko o czym Pan piszę, jest opisywanie na zasadzie „koło jest okrągłe” Być może komuś to coś rozjaśnia, a nawet wyjaśnia, ale nie jestem pewna czy wyjaśnia Pana swoją optykę na sprawę, czy tylko utwierdza czytelnika, że jest jakaś wspólna płaszczyzna zrozumienia. I nikt nie zadaję pytania o znaczenie słów, którymi Pan operuje. Intuicja jest tłumaczem. Intuicja jest łącznikiem, jest tubą, dzięki której łatwo dotrzeć do zbłąkanych i żądnych „wiedzy”. Łatwy sposób na znalezienie grupy odbiorczej – wystarczy tylko nie precyzować swoich wypowiedzi – wystarczy pisać tak, aby każdy mógł przeczytać to co chcę i być przekonanym, że wreszcie ktoś myśli, czuję tak samo jak on.
    Rozczulam się przy tych ładnych, krótkich zdaniach, które jak sądzę, mają zawierać sens, a czasem nawet mają za zadanie być esencją, kropką nad „i”, wykrzyknikiem przy wołaczu :)
    Miłość jest tajemnicą, tajemnica jest miłością, wolność jest nami, my jesteśmy wolnością, spokój naszą siła, siła nasza to nasz spokój, a wąż ze smakiem połyka swój ogon.
    Recepta na życie okazuje się prosta. A przynajmniej wypisanie jej wydaję się być proste. Wystarczy posługiwać się frazesami, teoriami, które nie powinny być nowością dla kogoś, kto przeczytał choć jedną rzetelną książkę z szeroko pojętej socjologii. Tylko z wykupieniem tej recepty na życie jest trochę trudniej. Bo nie wiem, jakie są realne wskazówki, jakie są treści merytoryczne Pańskich wywodów. Nie wiem, co jest konkluzją opowieści. Bo dowiaduję się tylko tyle, że wszystko jest w nas, a i pewnie my jesteśmy we wszystkim.
    Wszysto o czym Pan pisze, moim zdaniem, jest tylko marnym powieleniem tego co już było. Udało się Coelho, może też udać się i innym. Można sprzedawać wszystko i jeśli jest kupiec, to interes się kręci. Tylko mam wrażenie, że coraz częściej Pana „ponosi” i jest Pan zdolny uwierzyć, że coś Pan tworzy, że odkrył Pan jakąś prawdę o nas, o ludzkości, o naszym sensie istnienia. Obawiam się, choć może niepotrzebnie, że mógłby Pan pomyśleć o sobie, że odkrywa Pan tajemnicę każdego z nas.
    Tylko czy Twoja Tajemnica, Nasza Tajemnica, Moja Tajemnica ma ten sam mianownik?! :)

  68. …mam wrazenie, ze wszyscy ‚z tego kregu’ sa poukladani i swiadomi siebie…dolaczam do Was, ja – w kawalkach:-) czytam Was czasem… Jestem w okresie transformacji…niezbyt ciekawy stan. Nie wiem jeszcze dlaczego jest mi zle i nie chce mi sie wracac do domu, do mojego zwiazku, do mojej prozy zycia. Duzo wiem…teoretycznie…ale malo umiem wdrozyc. Co jakis czas (kiedy juz zmecze sie graniem swojej roli dzielnej dziewczynki) wyje do sluchawki mojej kochanej przyjaciolce (pozdrawiam Cie kochana Moniko B.) i tylko dzieki Niej co jakis czas staje w pionie i wykonuje kilka krokow naprzod… Tekst „O milosci”…znowu mam wrazenie, ze to o mnie….moze jestem bardzo typowym przypadkiem i nie powinnam tak zamartwiac sie, ze sama nie wiem czego chce….wyszlo po prostu na to, ze sama dla siebie jestem tajemnica:-) I jest to swieta prawda. Obym jak najszybciej ja odkryla…czego z calego serca zycze wszystkim ‚pokawalkowanym’:-)

  69. …a wszechświat w swojej doskonałości podsuwa Nam zarówno „lustra ” ( abyśmy zobaczyli w nich Nasze problemy , )często jest tego dużo wokół Nas ( dlaczego na przykład wszyscy w jednym czasie mówią lub zastanawiaja się nad tym samym co ja właśnie wpadłem …że to właśnie mnie „boli „… ) , jak i rozwiązania .!!!..Jedynym Naszym zadaniem jest być Na „to” …uważnym …bo On nam pomaga ..tylko my często sobie utrudniamy ..nie rozmumiejąc ….lub nie chcąc poprostu nic z tym zrobić ….To ja jestem twórcą ale i odbiorcą …generuje i przetwarzam …daje i biorę …i znów daje i biorę ..w tym miłość …a ona dla mnie jest koloru różowego , i jest balonikiem …bez granic ..wszystkiego po trochu potrzebuje ( w równowadze ) …miłości , radości , ciepła …śmiechu …odpoczynku ale i pracy … Odkryć życzę …!

  70. „Jak miło jednak mieć kolejny powód by swej ukochanej okazać miłosne zaintersowanie i sprawić niespodziankę :)”

    A ja się zapytowuję: To trzeba mieć powód do onych zainteresowań i niespodzianek? ;-)

    A na serio, choć, nie, w sumie to nie chcę serio ;-) Chcę z luzem i żartem, bo miłość często urasta do rangi patosu, a toć to sama radość, a czasem radosne „lekcje” ;-)
    Ja wczoraj miałam lekcję, która radosna nie była, ale potem już była, bo znowu okazało się, że chcemy się zmieniać nawzajem, mamy oczekiwania, i znowu pułapka. Wpadamy w dołek i śmiech ;-) uff, jak dobrze.

  71. Miłość …każdego z Nas może miłość przepełniać ..każdy na nią zasługuje , bo jest wyjątkowy i niepowtarzalny …wystarczy otworzyć swoje serce , zaufać przede wszystkim sobie i wszechświatowi że nie stworzył Nas po nic ….mamy w nim wyjątkowy cel ….Zacznij od siebie Kochaj się …a będziesz kochał innych
    ŻYCZĄC …nie tylko dziś …Miłości w każdej chwili ..każdego dnia …każdemu bez wyjątku ….
    Jestem

Komentarze są wyłączone.