o wilku

wik wyje by z mgły utkać przędzę magii
wik wyje by z mgły utkać przędzę magii

Widziałem smutne wilki pod Białowieżą i jeszcze w kilku podobnych miejscach. W kojcu za płotem. Zasieki, czasem prąd w drucie. Ten białowieski wybieg jest całkiem spory, a wilki stare już i kompletnie obojętne na widok ludzi. Przyzwyczaiły się. Wilk to płochliwe zwierzę, wbrew opiniom i mitom. Starszy brat psa. Żyje w watasze, najczęściej złożonej z kilkunastu osobników. Panuje w niej hierarchia i proste zasady zarządzania. Gdy wilk się starzeje lub wchodzi w konflikt z innym wilkiem, lub gdy ma wodzowskie aspiracje – opuszcza watahę.

.

Uznawano je za zwierzęta mocy
Uznawano je za zwierzęta mocy

.

Samotny wilk, to taki, który albo będzie miał szczęście i spotka równie samotnego wilka, z którym stworzy parę, [jeśli jest młody i ambitny] a potem watahę, lub jest wilkiem w trudnej sytuacji. Jeśli jest stary lub słaby, będzie miał niewielkie szanse na przeżycie, zwłaszcza zimą – w pojedynkę ciężko się poluje. Każde zdobywanie pożywienia to wysiłek. Wilki białowieskie miały szczęście – mogą dożyć sędziwej starości. W polskich lasach, gdzie kłusownictwo ma się dobrze, łatwo wpaść staremu we wnyki. Straszna śmierć. Wataha poluje często na duże, większe od siebie zwierzęta, wtedy jeden upolowany łoś albo jeleń starcza na kilka dni dla wszystkich osobników. Role w czasie polowanie są znakomicie podzielone, każdy realizuje zadanie, do którego ma największy talent. Jest wilk tropiciel, jest wilk zaganiający i atakujący, jest ten, co ściga i ten, co zadaje śmierć ostrymi szczękami. Od ich synchronizacji, dyscypliny, sprytu zależy życie watahy – zwłaszcza, gdy na świat przychodzą młode wilczki. Ten rodzinny drapieżnik jest również znakomitym opiekunem – zarówno samce jak i samice potrafią być uosobieniem cierpliwości i troskliwości wobec rozbrykanych szczeniaków, lecz również udzielają im nauk, ćwiczą techniki warsztatowe, rozdzielają braterskie reprymendy. Wilczki z letniego miotu muszą szybko wydorośleć żeby przeżyć zimę, nie wszystkim szczeniakom to trudne zadanie się udaje.

Nie chcesz stać się dorosłą kobietą kapturku?
Nie chcesz stać się dorosłą kobietą kapturku?

Germanie, Celtowie i celtyccy druidzi, ale również Słowianie otaczali wilki czcią i szacunkiem. Uznawano je za zwierzęta mocy, istoty księżyca, władców słońca, które najsilniejszy wilk pożera każdego wieczoru. Wilk jest również patronem ludzi, ich energii, witalności, sprawiedliwości, dyscypliny i słusznego zwycięstwa. Co ciekawe rytuały szamańskie irlandzkich druidów były bardzo podobne do rytuałów Indian kanadyjskich. Czarownik przebrany za wilka udawał się, zwłaszcza w miesiącach zimowych [nazywanych Czasem Wilka], do krainy duchów by przynieść od przodków wilków informacje o przyszłości klanu lub plemienia. Podobne mity pojawiają się w Szkocji, i Chinach, w Mongolii i na Alasce, na wyspie Vancouver i w Grecji. Bo przecież wilk wyje po to by utkać z mgły delikatną przędzę magii. Uruchamia w człowieku uśpiony cień i albo ów słaby i targany sprzecznościami ssak [człowiek] upora się ze swoim cieniem, albo zostanie przez niego pożarty. Dlatego ugryzienie wilka może zmienić człowieka w wilkołaka, wiecznie targanego demonami własnych, wypartych instynktów agresywnych. Wilk również może człowieka połknąć w całości, pochłonąć zarówno, jako istotę naiwną, lecz również niesprawiedliwą i złą. Nie chcesz stać się dorosłą kobieta kapturku? Dorwie cię wilk.

Wilk nie ufa ludziom
Wilk nie ufa ludziom

Dzięki wilkowi, który jest przewodnikiem księżycowym, a więc reprezentującym energię żeńską, możesz skontaktować się ze swoim światem wewnętrznym. Wilk zaprowadzi cię do krainy duchów, lecz również do wewnętrznego ja, Najwyższej Jaźni. Możesz się dzięki niemu nauczyć wykorzystywać intuicję, lub jak mówimy w coachingu – Drugą Uwagę. Wilk podobnie jak kot zaprasza ciebie do urzeczywistnienia osobistej, unikalnej, wewnętrznej mocy, intymnej harmonii, dzięki której sprzeczności zostaną odrzucone, a cień zintegrowany. Wilk uczy nas w jaki sposób połączyć własną naturę [talent], z prawdą o sobie [wiarygodność] oraz codzienną sprawnością życiową. Jeśli dodasz do tego cierpliwość, łagodności i opiekuńczość, wierność wobec watahy i młodych oraz niezależność – masz pełne przesłanie wilka.  Wilk nie ufa ludziom – uważa człowieków za istoty błahe i zdradliwe, niepanujące nad swoimi potrzebami i popędami, z gruntu fałszywe i nieprzewidywalne. Dlatego też gardzi psami. To okropna ocena, ale niestety w ustach wilka, a raczej w jego paszczy jest kategoryczna – psy to durnie. Pozwalają się upokarzać przez głupszych od siebie ludzi, bić i wiązać do łańcucha. Pomimo dowodów człowieczej hipokryzji są wciąż tak naiwnie głupie, upokarzająco wierne i ufne, oddane i przyjacielskie wobec zdradliwej, ludzkiej bestii. Nawet nie dostrzegają chwili, w której kopniakiem wyrzucone z auta, właśnie zostały porzucone w środku lasu. Nie widzą, gdy hyclowskie pęto lub mięsna puszka wabi je na pewną śmierć. Nie rozumieją nawet na jaki zostały skazane los, gdy zamknięte w klatce lub uwiązane do łańcucha skamlą o litość, miłość – a tymczasem dostają łopatą w łeb [eutanazja z powodu oszczędności]. Wstrętne psy, odrażające z tym swoim płaszczeniem się wobec ludzi.

muszą się wzmocnić przed zimą
muszą się wzmocnić przed zimą

Jeśli jednak posłuchasz wilka nauczy cię walki i przywództwa, bo ten tylko umie rządzić grupą, kto dba o dobro stada. Bycie liderem uczy pokory i wytrwałości. Od wilka nauczysz się także jak dbać o rodzinę, lecz również jak być samotnym. Wreszcie dzięki wilkowi nauczysz się komunikować, skutecznie porozumiewać, gdyż do tej pory, zdaniem wilka, robisz tylko bezsensowny hałas, w którym zagłuszasz innych by słyszeć tylko siebie. Jeśli nie słyszysz lasu i watahy, a potem swego oddechu i serca – nic nie słyszysz. Uważaj jednak, kompetencją wilka jest również wyczucie słabości. Wilk dla swojego dobra zabije bez wahania, najsłabszego osobnika. Bezbłędnie wskaże wszystkie twoje słabe strony, demony cienia i jeśli się z nimi nie uporasz – wyrzuci cię z watahy ale najpierw mocno pogryzie. Staniesz wobec własnej samotności i dorosłości. Czas radzić sobie jak duży wilk – warknie na pożegnanie – lub zginąć.

Germanie obawiali się, że potężny wilk Fenris pożre wszystkich bogów, a potem cały świat. Wielekroć starali się go schwytać i spętać, jednak wilk zawsze się wyswobadzał. U kresu świata znów wyrwie się na wolności i pożre boga Odyna. I dobrze mu tak. Odyn to nikczemnik. Przepowiednia mówi, że Fenrisa zabije syn Odyna –  Widar. Ale to mruk i odludek, a także niedojda, więc jak znam wilka, to i tak przechytrzy Widara, i to on będzie rządził, ale to już będą nowe wszechświaty i nowe czasy. Najprawdopodobniej bez ludzi.

o wilku
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

44 komentarzy

  1. Joanno,
    nie mam za wiele pojęcia o Herlingerze, mogę się jedynie domyślać, na czym polega się kłanianie przodkom, ale terapeuta był tak niesamowicie czuły (w sensie, ze przytomny i wrażliwy), ze “w ciemno” robiłam to, co polecił. Byc może klanianie się przodkom i kłanianie się buddom to pokrewne czynności :)

  2. Agnieszko, dziękuję za zaproszenie na kawę. W najbliższych latach raczej nie zanosi się, bym miała podróżować nad morze, ale dziękuję za zaproszenie.

  3. Zośka, ponawiam zaproszenie do poznania osobistego. Nie wszystko co słowem opisane jest do poznania ;-) A z pewnością nie drugi człowiek. Nie mam zdania na Twój temat, nie znam Cię, nie wyciągam wniosków. Bo Ty to przecież nie te słowa, które piszesz. Ty to znacznie, znacznie więcej… Tak samo ja, tak samo każdy z nas osobno.

    Pozostaję w ciągłym zdumieniu i staram się patrzeć na świat inaczej niż dotychczas. Stary sposób mi szkodził, nowy sprawuje się leczniczo. Jem to, co mi służy. Jestem człowiekiem z całym ekwipunkiem. Smakuję co zostało mi dane, temu, czego nie trawię, dziękuję i sięgam po owoce dojrzalsze i smaczniejsze ;-)

  4. Zośko, nie doświadczyłam pokłonów buddyjskich. Natomiast wiem, na czym polega kłanianie się przodkom u Hellingera:)

  5. Wszyscy, którzy się dziwicie, ze się “czepiam” Agnieszki,
    Kiedy ktoś tak , jak Agnieszka jest w stałej apoteozie i zachwyceniu, to mnie to nurtuje, dlatego się dopytuję, nie dlatego, by wykazać, ze tak byc nie może. Jestem zwolenniczką i admiratorką ekstatycznego podejścia do rzeczywistości, sama mam niezłe odpały w tym względzie, choc z wiekiem juz tak ostro nie wybucham. Nie wytrzymałabym z moimi małolatami, gdybym sie pasła owsem rozsądku i ascezy. Na koniec dla wszystkich, co się cieszą bez powodu ,anegdotka chasydzka:
    ”Rabi Nahum ze Stepinesti powiedział pewnego razu o swoim bracie, rabim Dawidzie Mosze z Czortkowa: “Kiedy mój brat Dawid Mosze otwiera Księgę Psalmów i zaczyna chwalić Pana, Bóg woła do niego: “Dawidzie Mosze, mój synu, oto daję ci w ręce cały świat, czyn z nim, co zechcesz!” Ach, gdyby to mnie tak dano cały swiat do rąk, wiedziałbym, co mam czynić! Ale Dawid Mosze jest tak wiernym sługą, że oddaje świat w takim stanie, w jakim go otrzymał”. (cytuję za Martin Buber “Opowieści chasydów”)

  6. Joanno,
    jeśli wiesz, jak się robi pokłony w nyndro buddyjskim i masz zaufanie do istot oświeconych, to na pewno zadziała. Kłaniać się trzeba buddom, pewno też mojemu niesamowitemu terapeucie, który mi ten sposób poradził, nie zośce. Będę rada jak pomoże ta metoda.

  7. Perełka dnia. Siedzimy z Moniką sobie na ławeczkach, na bulwarze. Za nami szumi morze, przed nami szumią drzewa, nad nami latają dwie wrony i coś do nas gadają. Rozmawiamy, dzielimy się, jesteśmy, aż tu nagle widzimy wędrującą dziewczynkę, pewnie ze 2 latka miała, może mniej. Jak ona się uśmiechnęła do nas! Po niej przywędrował chłopiec, cały był radosny, on się autentycznie ucieszył na nasz widok! Potem całym sobą cieszył się na widok innego dziecka, ptaka, trawy. Ledwo stał na nogach. Taka mała istotka, a dała tak dużo ;-)
    Ten obrazek utwierdził mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że w naszej naturze zapisany jest zachwyt tym, co jest i jakie jest. Czysta radość ;-)

  8. Ludzie robią różne rzeczy z dysonansem poznawczym; odsuwają informacje, zniekształcają, atakują. Czasem bardzo trudno jest uszanować wolność innych do posiadania odmiennej mapy. Umysł robi przedziwne wygibasy, żebyśmy mogli lepiej się poczuć. A im bardziej ważnych dla osoby rzeczy ten dysonans dotyczy, tym silniejsza reakcja. I gdzieś tam wszyscy tak mamy, w mniejszym lub większym stopniu.

  9. Zośka, o co Ci chodzi?? Niby odpowiadasz na to pytanie w swoich wpisach, zasypując pewne sprawy wieloma słowami, domagasz się i domagasz, a nawet uważam, że się czepiasz (sorry, ale nie piszę tego żeby Cię urazić, ale tak czuję i jest to tylko moje może mylne przeczucie). Dlaczego potrzebujesz jakiegoś dowodu? Dlaczego chcesz udowodnić, że Agnieszka się myli? Może nie różnicie się aż tak bardzo, ale Twoja mapa i Agnieszki mapa na pewno się różnią. Trochę, prawie – jednak robi tą pewną różnicę. Negujesz tę różnicę. Skoro Ty tak nie możesz, nie chcesz, nie umiesz, to Agnieszka też nie!? W sumie to nie oczekuję odpowiedzi na zadane wyżej pytania. Tak tylko pisze co mi ślina na klawiaturę przyniesie po przeczytaniu tego co tu piszecie.

    Agnieszko genialnie opisujesz to co nieopisywalne. (Szkoda, że tu nie ma emotikonek bo w tym miejscu wstawił bym taką bijącą pokłony :))

  10. Zośka, domagaj się od siebie samej wyjaśnień, ja jaśniej nie umiem. I niech będzie, że i Jezus z tym wszystkim maczał palce ;-)
    “Miłosne opętanie” ciekawe, bardzo ciekawe. Niech i będzie ;-)
    Zośka, zgadzam się z Tobą. Błagam, naprawdę nie wiem jak jaśniej opisać coś, czego nie można opisać.
    Radość, niech będzie i radość ;-) bo w miłości jest dużo miejsca na radość.
    Przeświadczenie? Może tak, może nie. Nie wiem ;-) A co stoi na przeszkodzie, żeby z nadziei uczynić przeświadczenie? i co stoi na przeszkodzie, żeby każdy z nas czuł to, co chce czuć, co jest mu dane czuć?
    Tak naprawdę każdy z nas jest miłością, to nie jest dla wybrańców ;-)

    Joanno, zapraszam, jasne, że tak! Toć zapraszam i zapraszam! ;-)

  11. Zosko, bardzo Ci dziękuję. Biorę sobie pracę z portretem i pokłonami.Szukałam odpowiedzi i znalazłam wTwoim poście. I Tobie za to się kłaniam:)

  12. Agnieszko Hawajko, a ja też mogę się kiedyś wprosić do Ciebie do Gdyni na Hawaje, które też są mi bliskie?:)) I cieszę się, gdy ludzie mają kontakt ze swoją radością:)) Jesteś dla mnie pięknym przykładem tego, o czym wczesniej pisałam. Że mozna mieć traumatyczne przezycia i wybrać słoneczną stronę życia.

    Właśnie wróciłam z kina z “Kungfu Panda” 3D. Świetnie się bawiłam w otoczeniu dorosłych ludzi i 3-latków:))) I jak zwykle synchronia, Bo jest tam wątek o tym, że przeszłość nie musi determinować życia. Liczy się to, jak je budujemy, Ściskam wszystkich:)))

  13. A więc Ty się po prostu cieszysz! Teraz wszystko rozumiem.

  14. Mamy podobne doświadczenia z matkami.
    Ja pojednałam się z moją mamą dopiero po jej śmierci. Pomógł mi terapeuta leczący metodą Herlingera. Po smierci mamy nie mogłam się pozbierać psychicznie. Podczas rozmowy z nim wyszło, ze to ten “zerwany związek” z mamą tak mi ciąży. Dla tego terapeuty nie było ważne, ze ona już nie żyje. Skoro jesteś buddystką–powiedział–zawieś portret matki i rób przed nią pokłony. Miałam wolę naprawić ten trudny, zerwany związek i robiłam tak, jak polecił. Po jakimś czasie matka przyszła do mnie we śnie w postaci młodej dziewczyny, zapukała do mojego domu, usmiechała się. Kontakt został nawiązany.
    Cieszę się, ze Ci się udało, Agnieszko.

  15. Agnieszko,
    nikt nie ma monopolu na wiedzę i każdy “czuje to, co czuje”, ale skoro czytam u Ciebie, ze nie ma opcji na niekochanie, ze Ty właściwie juz jesteś miłością, to próbuje się dowiedzieć bliżej, o co chodzi, skąd się bierze takie przeświadczenie? Co jest tu siłą sprawczą? Jezus Ci się objawił ? Zakochałaś się tak sakramentalnie? Nie ironizuję. Po prostu próbuję się dowiedzieć, bo mnie interesuje/niepokoi, skąd się biorą takie silne stany przeświadczenia, jakby miłosnego opętania. Znam takie stany tylko z lektury, np. o ekstatycznej wierze chasydzkiej, ale, z tego, co piszesz, Twoje “nawiedzenie miłością” (nie ironizuję) raczej nie ma podłoża religijnego (piszesz “Wszechświat”). Ja sama jestem osobą też raczej żarliwą niz rozsądną (stety, niestety), ale przeświadczenie o kosmicznej miłości jako absolutnym gruncie wszystkiego pozostaje moją nadzieją, nie przeświadczeniem…Pewno mamy inne doświadczenia. Drogi ludzkie, moim zdaniem, wcale się tak nie różnią. Ludzie mówią “inna droga” i mają się z głowy. “Inność” to najczęściej (albo zawsze?) tylko forma, powierzchnia. Myslę, ze nie ma między Tobą, a mną jakichś większych róznic, dlatego usiłuję Cię zrozumieć i się pytam, dociekam. Może Ty, na swój sposób, oddajesz hołd miłości, i tak ją mnożysz (na mój gust “rozdmuchujesz”), taka Twoja, prawie platońska, “Uczta” :) Ja domagam się “szczegółów”, bo “miłość” to najbardziej sponiewierane słowo na świecie, wielu śpiewa słowicze trele na jej cześć, a jak przychodzi do realizacji, robota spada na szare wróble. Mam nadzieję, ze się teraz zrozumiemy.

  16. OK, podzielę się historią o miłości, a nawet o dotyku miłości.

    15 lat temu nienawidziłam pewnej kobiety. Teoretycznie ta kobieta powinna być mi bliska. Nie była. Buntowałam się, krzyczałam, błagałam o uwagę. Bezskutecznie. Chciałam nawet tę kobietę do sądu pozwać bo działa mi się krzywda.
    Tak. Można powiedzieć, że nienawidziłam własnej matki.
    Mijały lata, lód przykrył mnie całą. Mijały kolejne lata, kolejne wiosny… Z trudem, ale jednak, topniałam. I tak przeszłam długą drogę… Od nienawiści do innych, do siebie, po lekkie topnienie, po ciepełko, po płomień, po gorący żar w sercu.

    Miesiąc temu moja mama przyjechała do mnie na masaż. Odważyła się po dwóch latach odkąd rzuciłam pracę i zajęłam się “magią” i “dziwactwami”, bo przecież jak można etat porzucić i robić coś, czego ona nie rozumie… Byłam gotowa. Mama była gotowa. Odstawiłam na bok skrzywdzoną kiedyś Agnieszkę, potrafiłam to zrobić, bo ona dostała już dużo miłości i mogła teraz dawać. Zrobiłam przestrzeń tylko dla mamy.

    I zobaczyłam piękną kobietę, jej historię zapisaną w ciele, jej emocje, jej duszę. Zobaczyłam też, że w latach kiedy ja czułam nienawiść, ona mnie kochała. Na swój sposób, ale kochała. I wylało się ze mnie ogrom miłości na jej cudowne ciało. Wszystko bez słów. Czysta intencja.

    Po masażu mama długo nie mogła dojść do siebie, masowałam ją prawie 3godziny. Patrzyłyśmy sobie w oczy i nie trzeba było nic mówić. To była święta chwila, która jest w nas do teraz, a jesteśmy od siebie dość daleko. Obie zobaczyłyśmy w sobie istoty, nie matkę i córkę, to było coś więcej.

    Stąd wiem, że można kochać bardziej, że można pielęgnować to uczucie. Miłość budzi. Moja mama była na nią gotowa, ja jestem gotowa. Bo cokolwiek przyjdzie, przetrwamy.
    A mnie spotkał cud i tej miłości dostałam jeszcze więcej by móc dzielić się nią dalej.
    Nie jest to euforyczne, ekstatyczne, miłość jest inna. Jaka? Dla mnie taka jaką opisałam. Dla każdego może mieć inny wymiar, a wymiarów bez liku i im więcej ich poznam, im więcej poczuję, tym raźniej na świecie ;-)

  17. Zośka, mogę odpowiadać za swój świat. Każdy ma swój rozum, swoje czucie, wybiera to, co mu odpowiada. Możemy coś czytać, możemy nie czytać. Jeśli moje słowa Cię niepokoją, po co czytasz? Terapię mam za sobą, długą, więc moje zdrowie psychiczne jest OK ;-) a może nie jest OK?
    Piszę, że wiem, piszę, że nie wiem, bo nie mam monopolu na wiedzę. Pisząc, nie wiem, otwieram się nie zaś zamykam. Pisząc, że czuję, po prostu czuję. Wiem co czuję. Nikt inny nie musi tego rozumieć ;-) Mnie jest dobrze, najbliższemu otoczeniu ze mną jest dobrze, osobom, które mnie znają jest dobrze, więc dopóki trwa taki stan rzeczy, nie martwię się ;-)
    A jeśli przeczyta moje słowa dziewczyna o jakiej piszesz, chętnie podzielę się doświadczeniem osoby, która również siebie nie kochała, która raniła swoje ciało i nie chciała żyć i prawie jej się udało. Na szczęście Wszechświat miał inny plan i chwała mu za to!
    A “moje Hawaje” to hawajski masaż Lomi Lomi Nui, który wykonuję. I jest dzieleniem się miłością, jest byciem w przestrzeni świętej i radosnej.

    Współczucie to coś innego niż użalanie się nad innymi.

    Szanuję Twoje zdanie, szanuję też swoje uczucia. Nasze drogi biegną w różnych kierunkach, ale warto spoglądać na nie życzliwie. Mnie się Twoja podoba. Jest rozważna, dojrzała, mądra, osadzona w wiedzy szerokiej. Moja jest po prostu inna.

  18. Agnieszko,
    chciałam się dowiedzieć co to takiego to “dotknięcie miłości” i skąd się bierze.Uważnie czytam, co piszesz, a Twoje słowa to wielka apoteoza miłości, jakby dotknęło Cie coś nienaturalnego…Piszesz np. ze myslałaś, ze kochałaś, ale teraz wiesz, ze wtedy nie wiedziałaś, co to miłość, a teraz już wiesz, ale zaraz potem dodajesz “a może i teraz się mylę”…Można sie zgubić Nie uważasz? Skoro Ty sama w końcu nie wiesz co czujesz, to wg.musiała Cię jakaś niezła jazda emocjonalna spotkać (tak myslę ja-zośka), dlatego dociekam , co to było za “dotknięcie”, że aż tak Cię z równowagi wytrąciło. To, ze jesteś spokojna, kiedy przechodzi koło Ciebie trąba powietrzna wcale nie musi być oznaką dotknięcia miłością; to, ze obserwujesz, ze co dzień stajesz się piekniejsza i mądrzejsza też nie musi byc związane z dotknięciem miłością. Może jesteś tak skupiona na sobie, ze nie zauważasz, co się dzieje wkoło Ciebie, albo nawet jeśli to zauważasz, to Cię to nie dotyka (jak sama zresztą napisałaś). Czyli może być tak, jakbyś świadomie ograniczała horyzont poznania tylko do ekscytacji i miłosci. A może robisz to nieświadomie? Nie wiem. Mnie to dziwi, a nawet trochę niepokoi.
    Jest jeszcze inna kwestia. Założmy, ze na ten blog dociera inna dziewczyna—zakompleksiona, smutna, nie tak ładna, nie tak zdrowa , jak Ty. Czyta Twoje wynurzenia, i jak myslisz, co mysli o sobie? A jeśli jest troche wewnętrznie gniewna, może Cie nawet mocno znielubic za te Twoje apoteozy cudownego—dla Ciebie—świata. Już pisałaś, ze “nic nie bierzesz do siebie” i nikt nie może naruszyć Twego błogostanu, ale wraz z miłością, powinno też iść w parze zrozumienie dla innych, “gorszych” ludzi, którzy “nie umieją latać”.” Nie wiem, o jakich Hawajach piszesz. Może to i raj, ale skoro nie ma tam wspólczucia z innymi, to nie jest miejsce dla ludzi.

  19. Arturze, bo to jest proste i też czasem nie wierzę, że aż tak ;-) Czasem więc przystaję, zadaję kolejne pytania, weryfikuję siebie samą. Kiedy docieram do serca, wszelkie wątpliwości milkną.

    Mam wrażenie, że codziennie budzę się inna, dojrzalsza, piękniejsza, mądrzejsza i jaśniejsza. Po każdej nocy przybywa mi siły, przybywa mi mnie samej. Zadziwia mnie mój spokój, kiedy dookoła tak naprawdę przechodzi właśnie niezła trąba powietrzna. To dziwne czuć tyle uczyć na raz i ich nie odrzucać. Nie walczę z nimi. Żyję! Naprawdę żyję!
    Doświadczenie to czasem trudna sprawa. Ale chyba na tym polega bycie dorosłym. Na przeżyciu swojego życia, a nie na uciekaniu, kiedy robi się trochę trudniej. Mamy taki potencjał w sobie…
    Po co chodzić, skoro można latać?
    http://www.youtube.com/watch?v=TLMpoPvLoKw&feature=related

  20. Mnie też ciekawią intencje Zosi przy tych wszystkich pytaniach. W każdym bądź razie jestem wdzięczny, że “sprowokowała” Agnieszkę do napisania tego wszystkiego. Czytam, chłonę, wierzę, … nie wierzę, tak można?, jakie to wszystko proste. Sorki ale sam nie wiem co chciałem napisać, ale chciałem zaznaczyć, że to co pisze Agnieszka robi na mnie duże wrażenie.

  21. PS. Zośka, zróbmy inaczej. Zapraszam Cię do Gdyni, na kawę lub inny napój. Pobędziemy razem. Zapraszam Cię na spotkanie z moimi Hawajami, masażem. Podzielę się tym, co czuję, co jest we mnie. Słowami nie potrafię. Miłość się czuje, to przepływ, nie zaś opis rozumowy. Może poczujesz, może nie, nie wiem. Ja wiem co jest we mnie i to coś lubi iść do innych ;-)

  22. Zośka, a jaką masz intencję zadając mi te wszystkie pytania? Bo nie jestem z tych, co to będą przekonywać innych do swojego świata ;-)
    Nie napiszę tu elaboratu o miłości, tego nie da się zamknąć w ramach słów. Tak jak wewnętrznego światła, tej pięknej iskierki w nas, nie da się narysować.
    Dotknięcie miłości, przebudzenie totalne. Miłość do wszystkiego co jest jakie jest.
    Czuję pełnię, dzielę się nią z innymi, każdą chwilą warto się podzielić.

  23. dotknięcie miłości”—brzmi patetycznie ale ogólnikowo. Może coś wiecej napiszesz o tym dotknięciu?

  24. PS Kiedy na to, co jest, patrzy się sercem, świat wygląda naprawdę pięknie. Patrzeć, nie zawsze znaczy widzieć… Jeszcze jest bardzo dużo do zobaczenia ;-) każdego dnia proszę Boga, Wszechświat, Siłę stwórczą o wsparcie, siłę, prowadzenie. Więcej mi nie trzeba. Reszta jest, przyjdzie ;-) I za każdą widzianą rzecz dziękuję.
    Jestem jaka jestem, ale jeśli miałoby mnie nie być już jutro, może mnie nie być. Brzmi banalnie? Bo może miłość jest banalna? Zwykła? Normalna? Codzienna? Naturalna?
    Nie wiem ;-) Wiem, co dzieje się w moim życiu od miesiąca. Doświadczenie zmienia. Mnie zmieniło dotknięcie miłości właśnie. (A myślałam, że kochałam… myliłam się. Może i teraz się mylę? ;-))
    Codziennie budzę się inna i nie mam pojęcia czym sobie na to zasłużyłam, ale póki jestem, cieszę się z każdej chwili. Każdej jednej. Nawet kiedy boli mnie głowa ;-)

  25. Zośka, miłość nigdy się nie kończy ;-), niezależnie od warunków jakie przynosi życie.
    A zasady… wiesz, to nie są zasady. Dla mnie to życie, które podlega zmianom. Jestem na nie otwarta, bo walka mi już nie służy.

  26. Agnieszko,
    a co by się stało jakbyś zechciała wyjść poza te kilka zasad? Skończyło by się kochanie, zdrowie , uroda, szczęście?

  27. :))))

  28. Dzięki Joanno za ochronę ;-) Teraz mam podwójną ;-) Zawsze to raźniej we dwie ;-)

  29. Agnieszko Hawajko, świetnie, że nie bierzesz niczego do siebie. Nie wiedziałam o tym, więc pisząc tak chciałam ochronić Cię przed niepotrzebnymi, przykrymi uczuciami. A pisanie ma to do siebie, że nie widać reakcji niewerbalnych i ileś informacji może być odbieranych daleko od ich intencji. Czasem pisane szybko zdania sa “krzywe”, czasem niezgodnie z intncją autora brzmią mentorsko. “Nie bierz tego do siebie” nie miało wyrażać “nie bądż neurotyczna”, a raczej “ta informacja nie jest skierowana do Ciebie”:)))

  30. PS I tak się uśmiecham pod nosem, bo “nie bierz do siebie” piszecie. U mnie działa kilka zasad, między innymi: Nie bierz niczego do siebie, Nie zakładaj niczego z góry, Rób wszystko najlepiej jak potrafisz, Oddychaj, Bądź wierna sobie Bądź najpiękniej jak potrafisz ;-)
    Dzięki temu i kilku innym mądrościom, jestem zdrowa, piękna i szczęśliwa. Mój umysł błądzi, będzie błądził, ale mam taką siłę, żeby nad nim pracować i cieszyć się z tej wspólnej przygody jaką jest życie. I czasem zawyję do księżyca, czasem przygarnę cudze młode, czasem najem się do syta, czasem wystawię kły, a czasem pobiegnę przed siebie ot tak, dla samego biegu. Czasem schowam się w norze, czasem wyjdę na polanę, a czasem przysiądę przy ogniu z przyjacielem.
    Mnie naprawdę szkoda życia na “nie kochanie” ;-)

  31. A co to znaczy “nie kochać”? ;-) Nie ma innej opcji. Już nie ;-)

  32. A poza tym zostaliśmy stworzeni do życia w zachwycie-jak Agnieszka. Tylko czasem się od tego odstrajamy. To oczywiscie moja mapa rzeczywistości. I takiej będę się trzymać:)))

  33. Agnieszko Hawajko, super, że kochasz swoje ego:)) I super, że napisałaś na pełnym spontanie:))Jak juz pisałam mój post nie był osobiście do Ciebie, tylko zainspirowany Twoją wypowiedzią. I tak sobie pomyślałam, że może by ogłosić Czas Dobroci/Wyrozumałości dla Ego. Własnego i cudzego:)))

  34. No, spoko, Agnieszko :) czuję się jak w chasydzkiej świątyni. Więc skoro mamy takiego zachwyconego światem cadyka (nie ma ani żdżbła ironii, nie mówiąc o sarkazmie w moim pytaniu), to co robisz Agnieszko Hawajko, kiedy nie kochasz?

  35. Kocham siebie w całości, totalnie, absolutnie. Kocham ciemność, kocham jasność. Kocham uśmiech, kocham łzy. Kocham ciało, kocham duszę. Kocham te części, które jeszcze się nie ujawniły. Kocham tańczyć, kocham stać nieruchomo. Ego kocham także też ;-)
    Jest tyle aspektów mnie ;-) Kocham je i zwracam im wolność ;-)
    Świat jest boski. Słów na jego opisanie nie wystarczy.. Wczoraj zakochałam się w wodzie lecącej z kranu. Cuda robiła z moją dłonią. Niezwykłe uczucie, kiedy strumień spływa na skórę, jak ją zaczepia, zmienia, pieści, ożywia. Świat jest, otwieram ręce, dziękuję za każdy element ;-)

  36. Tak sobie jeszcze pomyślałam, ze komentarze w tym blogu mają dla części osób wartość autocoachingu. I napisanie długiego tekstu o swoim świecie wewnętrznym/zewnętrznym pozwala na przyjrzenie się sobie. Czasem służy zmianie stanu lub jego wzmocnieniu.A ja czytając takie teksty przymierzam cudze mapy rzeczywistości rozszerzam własną:)) Piszcie więc ile wlezie:))) To bardzo rozwojowe:)))

  37. Biedne to ego, tak go nie lubimy:))A to przecież część nas. Może poprostu dac mu czasem wypocząć zamiast odmawiać pokarmu.

    Agnieszko Hawajko, to nie osobiście do Ciebie:)) Generalnie zastanawiam się nad mechanizmami, w których nie akceptuje się jakiejś części siebie i funduje sobie konflikt wewnętrzny. Jezeli istnieje potrzeba karmienia ego, to oznacza, ze czegoś mu brakuje. Odcinanie, tłumienie to nie jest dobra ścieżka. W mojej mapie dobrym rozwiazaniem jest zapytanie siebie o intencję takiego zachowania i poszukania innych, bardziej służących nam sposbów realizacji tej intencji.

    Jeszcze kwestia definicji “ego”. Inaczej to wygląda w psychologii, inaczej np. w wadżrajanie, A potocznie zazwyczaj określa się tak m.in. potrzebę zaistnienia, popisania się przed innymi, skupienia na sobie uwagi. I OK, mamy potrzebę puszenia się, pokazywania pawiego ogona, budowania ja idealnego.. Myślę, że jeżeli komuś zaczyna takie zachowanie u siebie przeszkadzać, to warto zapytać się o jego intencje. Dlaczego np. tak bardzo potrzebuję uwagi innych, świateł reflektorów na siebie? Na ile umiem sam/sama sobie dać uwagę i akceptację? A jeżeli uważam ego za coś nagannego i zarzucam innym korzystanie z niego, to co z moją własną samooceną?

    A swoją drogą to juz pisałam,ze bardzo lubię czytać Twoje wypowiedzi Agnieszko Hawajko. Piszesz o sobie, swoim świecie, dzielisz się nim z innymi Czasem słów jest więcej, czasem mniej.Dla mnie to jest OK i absolutnie nie wrzucam tego do szufladki z napisem “rozkręcone ego”:))

    I znowu wątek oceny i samooceny.. Jesteśmy surowymi, oceniajacymi rodzicami dla innych i dla siebie.I tu przypomniał mi się biały trans proponowany przez Maćka. A w nim traktowanie każdego napotkanego człowieka jako przyjaciela lub nauczyciela. Siebie też:)))

    A co do transu to w przyszłym roku szykuje się Trance Camp z Gilliganem. Będzie pięknie:)))

  38. Znak STOP u mnie = pytania o naturę wielu rzeczy, poszerzanie siebie, nie zaś karmienie ego. To czas na bycie, oddech, przestrzeń. Ego siedzi cicho i bada nową sytuację ;-)

    stan “nie wiem” też jest dla mnie dobrym stanem, fajnie przyglądać się tym wszystkim pytaniom i nie szukać nawet odpowiedzi ;-)

  39. bosko. życie bez ego wydaje się niemożliwe ale jak się uda choć chwilami tego doświadczyć to jest stan wolności totalnej. Ale to trudne bo wszak ego nie jest od parady na tym świecie. .. choć właściwie to ego jak nic jest właśnie od parady przecież :)

    pozdrawiam w bardzo nieokreślonym stanie “nie wiem” , który uwielbiam :)

  40. Agnieszko, a czy my przypadkiem nie demonizujemy tego “ego”? Jak dasz STOP dla ego, to jak będziesz żyła bez “ego”? To pytanie dotyczy wszystkich.

  41. Mój wilk każde mi patrzeć w siebie. Przelał we mnie dużo odwagi… Cenne lekcje bycia dorosłą.
    Dziękuję za tekst.
    PS ciągle dźwięczą mi słowa vayhy (jak to odmienić? :-)), po co tu piszę. Coraz mniej słów się pojawia, przychodzą jedynie te, które mają być zapisane. Bez wysiłku, z nurtem serca. Dzięki vayha za znak STOP dla ego ;-)

  42. Uwielbiam wilki! Co za piękne, fascynujące & magiczne zwierzęta. Z wilkami mam kilka skojarzeń. 1. Pewien mężczyzna, który miał na ramieniu wytatułowanego wilka. Oj dzialało to na mnie bardzo. 2. jeszcze kiedy byłam nastolatką i mieszkałam z mamą, w moim pokoju wisiał obrazek z kalendarza ze zwięrzętami. Po jednej stronie był przepiękny czarny wilk biegnący brzegiem morza, po drugiej pingwin. Gdy wychodziłam z domu moja mama przewracała obrazek na “pingwina”, kiedy ja wracałam, natychmiast zmieniałam na wilka. Dla mojej mamy ten wilk był zbyt demoniczny, nie do przyjęcia :)
    3. Biegnąca z Wilkami – książka która wciąż i wciąż przemawia do mojego serca. 4. Marzenie, że będę mieć psa (sukę), który wyglada jak wilk. Miała mieć na imię Luna i wyobrażałam sobie, że razem wyjemy do księzyca podczas pełni :-)

    W temacie wilków – piosenka z K-PAX – Sheryl Crow – http://www.youtube.com/watch?v=gD3Ykt0YqwY

  43. Zdaje się, że dla wilka —z całym szacunkiem dla niego—priorytetem jest przeżycie. Nietrudno to zrozumieć. Zyje w surowych warunkach. Nie ma możliwości ani czasu na oswajanie się ze słabością, pobłażanie sobie, Człowiek o mentalności wilka potrafi byc bardzo skutecznym nauczycielem (miałam takiego), ale sam dla siebie jest równie surowy i wręcz nieludzki. Mój nauczyciel–wilk, który bardzo szybko wprowadził mnie w dorosłość, świetnie daje sobie radę w bardzo surowej korporacji, gdzie ja nie przetrwałabym ani tygodnia. Podziwiam go, ale zarazem się go jeszcze boję, chociaż juz o wiele, wiele mniej niż na początku naszych wilczo-psich relacji. Po latach obcowania z Wilkiem złapałam na czym polega jego modus vivendi, poza który on nie umie wykroczyć i ta wiedza pozwala mi na bezpieczne –w miarę–relacje z Wilkiem. Wilk jest bardzo czujny, ale jest to czujność zwierzęca, ograniczona. Może kiedyś pożerał słońce, dziś nie ma już na to szans. Może kiedyś straszył dziewczynki w lesie, dziś prawo ludzkie już mu na to nie pozwoli. Sztuka przetrwania to za mało, by rozumieć życie.

  44. A mnie się z wilkiem kojarzą tzw.”wilcze dzieci” znajdowane w Indiach, jeden przypadek był chyba też we Francji.Naucza się o tym na psychologii rozwojowej. Ludzkie dzieci adoptowane przez watahę. Co musiało wydarzyć się w umyśle i duszy wilczycy, że nie potraktowała takiego dziecka jako pożywienia? Jakim cudem tak odmienne fizycznie stworzenie uznała za godne jej opieki? Jak udało jej się przekonac do tego watahę?Jaki niezwykły poziom świadomosci musiała mieć? Świadomości, ktora byla zaprzeczeniem instynktu.

Komentarze są wyłączone.