Obecność

jesień, słońce
jesień, słońce

Na Krecie, kilka dni temu, jeden z moich studentów akademii coachingowej – Jacek, zauważył, że w cerkwiach, które odwiedzał w czasie pooranych biegów lub w programie naszej trasy, są piękne ikony. Tak go to zafascynowało, że zaczął się im przyglądać uważnie. Na żadnej nie znalazł uśmiechniętej twarzy. W religii katolickiej jest podobnie. Święci i bogowie są poważni. Widocznie religia i religijność to nić śmiesznego. Już czcigodny Jorge, zakonnik z powieści Umberto Eco Imię róży spalił bibliotekę, wcześniej przyczynił się do śmierci kilku mnichów, wszystko w jednym celu: aby niegodne żarty nie ujrzały światła dziennego. W panteonie świętych wielu to przecież męczennicy za wiarę. Ale nie o tym.

Jacek na podstawie swoich przemyśleń na temat radości i smutku oraz przesłania religijnego postanowił w czasie biegów pozdrawiać wszystkich mijanych biegaczy, rowerzystów i spacerowiczów i uśmiechać się do nich. Jesteśmy nazbyt smutni. Grecy i Kreteńczycy wokół tacy radośni, otwarci, przyjaźni a my ciągle smutni, poważni, zafrasowani. Pozdrawiał zatem wszystkich a ludzie mu odpowiadali.

Sporo ostatnio jeżdżę na rowerze. Jesień stała się już chłodna i dojrzała. Drzewa coraz to rzadziej ubrane w liście. Jeżdżę często nad pobliskim kanałem. Prawie nie ma ludzi. Cudowne uczucie, gdy rower mknie po dywanie z liści. Delikatny szelest, trzeba pilnować, gdzie jest ścieżka. Nieliczni rowerzyści, trochę częstszy biegacze. Częstszy? W poniedziałek dwóch, we wtorek jeden, w środę dwóch. Dziś siedmiu. W tygodniu trafia się jakiś zabłąkany wędkarz w krzakach. We wtorek na odcinku pięciu kilometrów naliczyłem trzech, dwóch spało wygodnie wtulonych w wędkarskie krzesełka i grube kurtki w stylu wojskowym. Dlaczego wędkarze ubierają się jak członkowie Specnazu albo innego Gromu? Może chodzi o ryby, że wojskowego się przestraszą ale przestraszone nie podpłyną, więc pewnie powód jest inny.

W sobotę, nieco gorsza pogoda i gdyby nie wędkarskich konkurs – pustki. Minąłem setkę wąsatych, brzuchatych panów, którzy przy pomocy niesłychanie długich wędek uśmiercali ryby rywalizując zdaje się – kto więcej ich uśmierci na czas. Zimno. W niedzielę za to cieplej i tłumy ludzi. Wędkarze zniknęli. Ryby uratowane. Prawidłowość, że gdy słońce wychodzi zza chmur ludzie również chętniej wychodzą na dwór, a gdy jest ponuro siedzą w domach. Zastanawiałem się nad tą prawidłowością już latem. Brak słońca – pusto, jest słońce – tłumy. Dlaczego? Nie wiem. Teraz, jesienią kurtki te same, już czas nosić kurtki, czapki te same, już czas nosić czapki a ochota inna, gdy świeci słońce. I tak mnie te rozważania natchnęły, że postanowiłem pozdrawiać, jak Jacek na Krecie, wszystkich mijanych rowerzystów i biegaczy oraz spacerowiczów. Uśmiech, machnięcie ręki. Gest pozdrowienia. Wędkarzy pozdrawiać nie sposób, gdyż siedzą tyłem do drogi a przodem do wody i swych długaśnych wędek, którymi, o ile nie śpią, niestrudzenie majtają.

Na kilkadziesiąt pozdrowień tylko dwie lub trzy osoby nie zareagowały. Dziś zignorował moje pozdrowienie tylko pan na drogim rowerze, wędkarz, który skończyły połowy i targał ogromniaste torby ze sprzętem oraz wyczynowy rowerzysta, i może jeszcze jakaś pani. Macham tak już od kilku dni. Większość odmachuje albo przynajmniej się uśmiecha. Mam nadzieję, że siwa broda wystająca znad czarnej kurki jest dostatecznym argumentem, że nie podrywam w ten naiwny sposób mijanych kobiet i dziewczyn. W każdym razie odmachują lub uśmiechają się, na ile w pędzie rozpoznaję mimikę, mam nadziej, że to uśmiechy. Nie macham do dzieci, bo przy dzisiejszym wyczuleniu na pedofilskie zakusy, ktoś doniesie, że macham i mnie aresztują za takie dwuznaczne machanie w kraju, w którym nikt o zdrowych zmysłach przecież do obcych nie macha a już z pewnością nie do dzieci. Oprócz tego macham do wszystkich.

I tak mnie to odmachiwanie nastroiło, zmotywowało, że trzeba machać, trzeba pozdrawiać, trzeba okazywać zainteresowanie, szacunek i uwagę, że macham i macham. Okazuję elementarną, choć trwającą sekundę, uważność wobec obcych, na drodze. Warto im w ten sposób przekazać: widzę ciebie, jesteś, dostrzegam przyjaźnie twoją obecność, zauważam, że jesteś na mojej drodze a ja na twojej. Tak mi tego w Polsce brakowało…a wystarczy kiwnąć ręką.

Jeśli spotkacie siwego pana w czarnej kurtce z odblaskami, na dziwnym, wysokim rowerze, który was pozdrawia, być może to będę ja. Wtedy odmachnijcie mu na znak uwagi. Obecność sprawia, że istniejemy świadomiej.

Obecność
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

24 komentarzy

  1. Dżo-ann -ja tez bywam smutna,albo powazna ,zamyslona,albo wkurzona…ale generalnie starm sie usmiechac. takze smiac z siebie,zartowac,obraca w zart, bagatelizowac to co nieistotne a urasta do wielkosci zmory…dzis juz to umiem.

    ale jak ogaldam wlasne zdjecia sprzed 10 lat…to na wszystkich mam smutne oczy i marsowa mine…dzis zal mi przetrwonionej mlodosci.

    faktem jest, mialam pod gorke w zyciu.

    dzis tez mam-ale naprawde jest lzej z usmeichem i zalozeniem ,ze zycie jest ok ,takze wtedy gdy pokazuej nam…..hm…najprosciej mowiac d…..;))))))))

  2. Tomasz, super ;))))))) powiedzonko.

    ja pojechalam na szkolenie z „usmiechnietymi” wbrew pozorom kolegami
    mimo awarii -dotarlismy ,wrocilismy bogatsi o wiedze ,w tym takze dotyczaca rozmiaru naszej niewiedzy ;))))))))
    meczace dwa dni / wyklady bardzo konkretne i bardzo zawodowe do 18.00/ i dluga podroz
    lepiej sie znoasi, gdy ludzie maja usmiech na twarzy.

  3. Witam serdecznie :)
    W temacie „uśmiechania się”, słyszałem kiedyś takie bardzo trafne powiedzenie …
    „Uśmiech to tak krzywizna, która prostuje wiele rzeczy …”

    Pozdrawiam szacowne grono ludzi pozytywnych :)

  4. Nietzsche w „Tako rzecze Zaratustra” odnośnie „smutku” w religii powiedział „Uwierzyłbym tylko w takiego boga, który potrafi tańczyć.” Myślę, że to ciekawe alternatywne spojrzenie.

  5. @Dżo-ann z tym „winieniem” jest tak. Ja, Ty, inni ludzie… Każdy z nas jest inny… Każdy ma swój ideał i swoje wzorce. Dlatego nie sposób wpasować się w ideały wszystkich. Rozwiązanie jest gdzie indziej. Trzeba zaakceptować ten fakt, że każdy jest inny i odwiązać się od tego szukania ideału.

    Do dziś po głowie chodzi mi wierszych z dzieciństwa podczas akademii:
    „To dobrze, że każdy jest inny,
    To dobrze, że wszystko się zmienia,
    To dobrze, że każdy jest inny,
    Że różne są punkty widzenia, słyszenia…”

    Jako siedmiolatek tego nie rozumiałem, a dziś…

  6. Usmiech to lekkosc, zaproszenie, szczescie, przyjazn, chec podzielenia sie pogoda ducha. Twarz pieknieje pod wplywem usmiechu. Macham tez, nie tylko do przystojnych strazakow:)

  7. Hej,

    Ja czesto sie usmiecham do nieznajomych na spacerze, jak czekam gdzies itp., lubie sobie uciac pogawedke z ludzmi, kasjerkami w sklepie, pacjentami w osrodku medycznym. Jak to wyjdzie ode mnie, to zacheca ludzi do otwarcia sie i wlasnie pokazania, ze ta druga osoba jest wazna dla mnie. To jest ta uwaznosc na czlowieka, chwile; chec podzielenia sie swoja uwaga i czasem, dobrym slowem. Jako w Anglii tako i w Polsce. Za granica latwiej, bo ludzie do tego przyzwyczajeni.

    Usmiechy:)))))

  8. Spodobała mi się akcja ratowania tego chomika Niuni – fajnie, że ludzie nie zbagatelizowali prośby i szukają… ale czy rodzice rozmawiają z dziećmi ile żyją zwierzątka i że bywają dla siebie okrutne przed zakupem „cudownego, słodkiego futrzaka”?
    Nie chcemy by zwierzaki służyły ludziom jedynie do badań laboratoryjnych, polowań na ich skóry i mięsko, do wyżywania naszych chorych emocji siekierą i prowadzenia auschwitzów zamiast naturalnych gospodarstw gdzie mogą sobie choć trochę pożyć przy człowieku zanim trafią do rosołu czy schronisk typu lisy wyglądają jak szkielety z żywymi tylko oczkami. To nie jest ludzkie, humanitarne. Nic nie żyje wiecznie w jednym ciele fizycznym – ale jak można skracać męki życia zadając jeszcze gorsze? No, ale jakie traktowanie siebie samych takie zwierząt.
    Ja się nie mam siły zawsze uśmiechać i co gorsze ;-( oduśmiechiwać. Ania chętnie bym współpracowała z Tobą w zlś krakowsko-szczecińskim ;-))) Takich lekarzy jak na lekarstwo. Magda te sztuczne podziały w obrębie grup to niestety naturalne procesy grupowe a raczej ich marginalne rezultaty – ataki z zewnątrz (wyśmiewania, ośmieszania, hipokryzja itd itp) pociągają potrzebę wzmacniania danej grupy od środka ;-) a reszta to już tylko pokłosie…
    Nie mogę czasem spać Dziubasy to pa ;-*

  9. tak Ania, ty masz rzeczywiście uśmiechy w rozmiarze XXL.
    muszę spróbować sposobu na uśmiech mimo wszystko :)))))
    stosunkowo najłatwiej jest z paniami w sklepie

  10. ;)))))))))
    a ze nie jestem goloslowna
    -zobaczcie sami- ile doklejam tu usmiechow w rozmiarze XXL do moich komentarzy
    ;)))))

  11. dlatego zachecam do usmiechania sie bez oczekiwania na wzajemnosc ;)))))

    wtedy nie ma „dziwnego uczucia”,bo nie przywiazujesz sie do efektu.

    jak sie jednak zastanowie,do kogo np w pracy „lgne”vzupelnie nieswiadomie????
    do tych usmiechnietych.
    i kluczem do porozumienia jest wlasnie usmiech.

    ostatnio biore tez na cierpliwosc „Smutna Jole”….ona zrzedzi i narzeka ,a ja sie usmiecham uparcie,czy jej sie to podoba czy nie.Mamy straszny dysonans energetycznyale lepsze to niz depresyjny rezonans

  12. Ja się Ania uśmiecham.
    Do przechodniów, do sąsiadów, do ludzi w tramwaju, do pań w sklepie osiedlowym itd
    Ale bardzo często bez odzewu.
    To jest dziwne uczucie.

  13. Magda ,
    moze po prostu sie usmiechajmy
    nie oczekujmy tego od innych i nie zastanawiajmy sie zbyt duzo,czy i dlaczego odmachal i z jakiej subkultury.
    rozdawajmy usmiechy za darmo ,bez oczekiwania na wzajemnosc.
    wbrew pogodzie.
    wbrew zlym humorkom.
    i naburmuszonym zawsze….

    dla siebie. dla zdrowotnosci ;)))))))))))

    usmiech przyciaga usmiech.

  14. No i właśnie. Biegacze się pozdrawiają. My jesteśmy z tych nadludzi, którzy się pozdrawiają, my to umiemy, a reszta to hołota. To też jest takie polskie. Dzielenie się na biegaczy, rowerzystów, paralotniarzy, żeglarzy, kamerzystów, filmowców, itd. Gra w wykluczanie, gra w myślenie My jesteśmy lepsi od was, itd. To też jest jakaś polska neuroza.

  15. Macku, gdybyś biegał to wiedział byś że biegacze cały czas się pozdrawiaja i uśmiechają do siebie. To taki gest szacunku :-)

  16. Piękna fotka. Ja w sumie lubię tę jesień, nawet tę pochmurną i burą.

    Mi tego uśmiechu na co dzień właśnie brakuje w Polsce najbardziej.
    Ludzie w Irlandii uśmiechają się do siebie wszędzie. I zagadują. Nawet kierowcy miejskich autobusów gadają na przystankach z pasażerami. Mam poczucie, że to jest właśnie życie.
    Że oni są o wiele bliżej siebie. I miłość bliźniego też się tak wyraża. Nie można tej ich otwartości zrzucić na słońce, bo w Irlandii ciągły deficyt słońca.
    Kocham tę irlandzką otwartość i radość życia.
    Oczywiście próbuję ją przenosić na grunt polski jak mogę.
    Tutaj nawet sąsiedzi, którzy żyją obok siebie latami często nie mówią sobie dzień dobry.
    Polska to jest kraj ludzi smutnych.
    Jest jeszcze coś. Ludzie się pchają.W kolejkach w sklepie, w autobusach, wszędzie mają potrzebę walki. W Irlandii jest większe wyczucie przestrzeni i luz.
    To są dwa różne światy. Ale oczywiście próbuję sama wprowadzać ten uśmiech na ulicy. Tyle, że o wiele łatwiej jest to robić tam, gdzie wszyscy tak robią.

  17. Machajmy, machajmy! Dobry, stary zwyczaj na różnych szlakach zobowiązywał do pozdrawiania się przy mijaniu.

    A dla Gospodarza specjalnie Święci uśmiechnięci, czyli Strade Friary. Niektórzy robią nawet coś na kształt, „yo man” albo „peace, brother”.
    http://thumbs.dreamstime.com/z/carvings-strade-friary-ireland-530625.jpg

  18. Ja się jakoś tak naturalnie szczerzę do wszystkich i już parę razy zauważyłam, zmieszanie z drugiej strony, bo ktoś myślał, że mnie zna a nie pamięta. ;) Mój syn odziedziczył to szczerzenie się po mnie, bo kiedyś byliśmy na spacerze, Wiking go niósł w nosidle i nagle wszyscy ludzie w parku zaczęli się do nas uśmiechać. Młody był rozbrajający, nie odpuścił nikomu. A jak kobitki podrywał mając 2 lata :) I to nie każdą, co się napatoczyła, wybierał sobie co ładniejsze ;) Esteta jeden :)

  19. ucieklo mi jedno slowow ost tekscie…
    „pacjenci”specyficzni….

  20. paradoksem jest ,ze najwiecej usmiecham sie w tej pracy /jednej z trzech/ ,gdzie…slonce najmniej dociera przez kraty, wspolpracownicy sa ubrani „jak czlonkowie Specnazu albo innego Gromu” ,
    a …bardzo ….specyficzni. a czasem niebezpieczni.
    I tam tez najwiecej razy slysze „dzien dobry”,choc zdarza mi slyszec i niewybredne wulgaryzmy.
    Ktos umie wytlumaczyc ten paradoks?
    ja sobie tlumacze tym ,ze jest to moja jedyna bron w tym trudnym miejscu pracy.

  21. Dzo-ann…ja zapamietalam metafore, ze zefirek moze wzniecic fale w plytkim jeziorze, w glebokim oceanie nawet sztorm nie zmaci wody…..
    ;)))))
    tez buddyjskie i na temat

    podziwiam jednego z moich wspolpracownikow,ktory ma taki dystans do wielu spraw, malo co go z rownowagi wytraca..mowi ,ze rodzina zarzuca mu ,ze „zimny” i tez zle.

    ja sie ucze wciaz nie dac sie „nakrecac”ani pochwalaom ani krytyce i panowac nad moim slomianym ogniem …. z wiekiem coraz lepiej,choc wyzwania duze ,a i nauczyciele wymagajacy….

  22. mnie zastanawia dlaczego gdy mży, nie świeci słońce jest szaro na niebie mówimy że jest gorsza pogoda. Dla mnie szarość to królowa barw, powstaje gdy mieszamy kontrasty, a sama jest bez kontrastu.

  23. pomyslec ,ze w wiekszosc krajow jest to norma -klaniac sie nie tylko znajomym i sasiadom ale wszystkim spotkanym na osiedlowej ulicy ludziom ,z zasady mowic dzien dobry do wszystkich w pracy i usmiechac sie do nieznajomych…..
    nawet ci „wredni Niemcy” tka robia….;))))))))
    Pomijam ,ze nalezy witac sie z dziecmi….i traktowac je jka osobnych ludzi,a nie dodatek do matczynej spodnicy….

    nawet grzecznowciowy usmiech sprawia, ze nie sposob burczec i byc zlym na wszystkich

    ja tez tak robie.
    sama otwieram drzwi i zapraszam do srodka pacjentow ,
    jesli „poburcze” to zartem i puszczam oko…jesli robie grozna mine ,to za chwile uspojajam ,ze wszystko ok -na nastepny raz rozumiemy sie juz lepiej ;)))))

    – i chwale sobie wszelkie decyzje,ktore doprowadzily mnie do miejsca ,gdzie szefa mijam / takze z usmiechem / z daleka i a na co dzien sama sobie jestem sterem zaglem i okretem…zas w relacji z pacjentem moge po swojemu robic swoja robote.

  24. Laba diena wszystkim czyli róbta co chceta byle dobrze i z czasem wygospodarowanym na labę ;-) Autorze kochany prawda jest najczarniejsza z czarnych: w tym kraju z nadmiarem trosk, zusów i bezpłacia nawet ryby idą na rzeź i patroszenie – bezwolnie i najchętniej na świecie ;-(
    Ostatnio taki eksperyment (całkiem podobny tylko bez roweru – pozdrasy) robiłam w Miechowie. Tam, jakoś mała liczba mieszkańców, wszyscy się znają z widzenia to i odmachuje 100% – ale to było w Wigilię czy dzień przed Wigilią :-) Jesteś ryzykant powiem szczerze… Teraz końcówka miesiąca, tuż przed powszechną akcją Znicz, u nas w Krakowie wyżywamy się nawzajem na sobie w tramwajach w tłoku z nerwów ;-(
    Widać, że jesteś w dobrej kondycji psychofizycznej. U mnie lekka załamka, ale sprzątam liście sprzed domu… one opadają i wiatr znowu je przywiewa… a ja mam co do roboty ;-)

    Znalazłam na blogu Transformacja niesprzeczny i klarowny cytat Buddy: „Będą cię winić za to, że milczysz. Będą cię winić, kiedy mówisz za dużo, za mało lub umiarkowanie. Cokolwiek zrobisz, będą cię winić. Ani pochwała, ani obwinianie nie porusza mędrca”. O co chodzi z tym winieniem, przewinami, obarczaniem i częstym poczuciem bycia winnym?

Komentarze są wyłączone.