Obrazy

z cyklu duchy i demony
z cyklu duchy i demony

Obrazy. Namalowałem ich setki. Znikają gdzieś w otchłani przeszłości. Jakby dostawały nóg, rąk, przywdziewały solidne buty i odchodziły ode mnie jak czeladnicy po wyzwolinach. Teraz już muszą radzić sobie samodzielnie. Namalowałem, sprzedałem, rozdałem, odeszły. Setki. Nie znam ich losu. Może niektóre pysznią się i z dumą rozpierają na jakichś ścianach, może inne wylądowały na strychu lub w piwnicy. Może spłonęły lub trafiły za szafę?  Kiedyś mój obraz wisiał na ołtarzu, w samym sercu kościoła, poświęcony, ubrany w ramy. Ludzie wpatrywali się w ostatnie chwile życia świętego. Potem przyszedł nowy proboszcz i uznał, że obraz jest zbyt kolorowy, jasny, nowoczesny, dziwny – słowem podejrzany. Zamówił kopię malarza romantycznego, brązową, spokojną, ze świętym już w niebie, mojego świętego co go mordowali okrutnicy, zdjął i powiesił pod chórem.

Pewna  moja narzeczona sprzed lat dwa portery z jej podobieństwem zwróciła, gdy już przestała mnie kochać. Pochłonął je jakiś strych lecz zanim tam wpadły pewien człowiek rzekł: ten kto malował tą buźkę musiał być bardzo zakochany. Obrazy odeszły. Muszą sobie radzić same. Niektóre wyjechały do Francji, inne do Niemiec i do Szwecji. Te z kwiatami i te z twarzami, te ze snów i te z demonami, widoki, abstrakcje, martwe natury. Obrazy. Farba. Godziny pracy. Godziny miłości. Kiedy patrzysz na obraz pomyśl o człowieku, który godzinami nakładał farbę. Stał, poprawiał, zmieniał, szpachlował, cieniował, skrobał, dodawał, cierpiał, złościł się, poprawiał, kochał a potem rozstał się ze swoim dziełem na zawsze. Dał mu wolność nawet za cenę unicestwienia.

Obrazy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. W książkach, artykułach, obrazach zostawiasz cząstkę siebie. I ona już zawsze będzie krążyć. Ze szczęściem jest tak, że to jedyna rzecz która się mnoży kiedy się ją dzieli. Podobnie z Twoimi elementami twórczości. Dobre słowo się niesie i będzie niosło.

  2. Moje oba były namalowane ze zdjęć, nie z miłości (nie wykluczam, że z miłością ) i nigdy mi ich Macieju nie ofiarowałeś, wisiały u Ciebie…ale to może była inna narzeczona :) A obrazy, ludzie, rzeczy, zdarzenia przychodzą i odchodzą…taka ich natura

  3. To piękne uczucie, jak już wiem, że obraz jest gotowy. To koniec naszej relacji. Malarz, płótno. To co się dzieje między moim umysłem, pędzlem w dłoni, farbami, a płótnem to flow, tao, czysta energia. Czasami wybudzany z tej relacji dźwiękiem dzwoniącego telefonu zdaję sobie sprawę po kilku sekundach, że jestem w pracowni.

  4. Oddała obrazy , bo nie była w stanie znieść tego ogromu miłości , który tam był, ciążyły jej na sumieniu…. Ja bym je wygrzebała z tego strychu i podarowała na aukcję charytatywną, miłości nie wolno wyrzucać na strych. Ta energia i miłość nadal jest w tym obrazie, warto ją wykorzystać w dobry sposób inaczej przeobrazi się w żal. Maluję obrazy z intencją…. cuda się dzieją… patrzę z boku i się uśmiecham :)

Komentarze są wyłączone.