Obywatelu, śpisz?

obywatel i system
obywatel i system

Dlaczego mielibyśmy ufać teraźniejszości? Żyć tylko tu i teraz? Brzmi to jak pusta, teoretyczna figura. Dlaczego mielibyśmy ufać Tollemu, buddyjskim mistrzom i taoistycznym wędrowcom sprzed wieków? Nasze życie zmierza przecież nieustannie do przyszłości. Co będziemy robić jutro? Jaki będzie przyszły tydzień? Czy w przyszłości uda się zrealizować cele? Firmy, korporacje, system, coaching, planowanie, projekty żyją przyszłością, wymiarują ją, kategoryzują, opisują wskaźnikami. Żyjemy dla przyszłości! Jutro będzie lepiej!

Jednocześnie nasze życie psychiczne ugrzęzło w przeszłości. Porównujemy, analizujemy, badamy. Nierzadko przez wiele lat zgłaszamy pretensje do naszej przeszłości, do rodziców, byłych partnerów, szefów i okoliczności, przypadków, wypadków, losu. Przeszłość nas kształtuje i wprost z niej wpadamy w przyszłość, wnosząc w nią swoje lęki, obawy, nadzieje i wzorce. Większa część klasycznych terapii zasadza się na odnajdowaniu, analizowaniu i usuwaniu konfliktów, które zaistniały w przeszłości. Nazywa się to strumieniem skojarzeń, domykaniem figury, przepracowywaniem problemu.

Tymczasem do dyspozycji mamy jedynie aktualną chwilę; ten paradoks związany z naszym postrzeganiem czasu najlepiej oddaje dialog Messera Wolanda z niejakim Berliozem przewodniczącym Massolitu, rozmowa odbyła się na Patriarszych Prudach, jakiś czas temu. Berlioz racjonalista rzecz jasna jest przekonany, że znakomicie kontroluje swoją przyszłość. Jakże mógłby kontrolować swoją przyszłość jeśli nie ma wpływu nawet na to, co będzie robił dziś wieczorem, stwierdza Woland, niepokojący cudzoziemiec. Otóż to! Oddaję głos Michaiłowi Bułhakowowi, w jednej z najważniejszych powieści XX wieku. Bułhakow jak mało kto rozumiał sens psychologii transpersonalnej oraz psychologii integralnej, choć w czasach, w których żył i pisał – Carl Gustav Jung dopiero tworzył swoją koncepcję a Stanislav Grof i Eckhart Tolle jeszcze się nie urodzili. Cytuję odpowiedni, znakomity fragment w całości według tłumaczenia Ireny Lewandowskiej i Witolda Dąbrowskiego.

***

– Tak człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk! Nikt nie może powiedzieć, co będzie robił dzisiejszego wieczora.

„ Jakieś głupie podejście do zagadnienia..” – pomyślał Berlioz i zaprotestował:

– Wiem mniej więcej dokładnie, co będę robił dziś wieczór. Oczywista,

jeśli na Bronnej nie spadnie mi cegła na głowę…

– Cegła – z przekonaniem przerwał mu nieznajomy – nigdy nikomu nie spada na głowę ni z tego, ni z owego. W każdym razie panu, niech mi pan wierzy, cegła nie zagraża. Pan umrze inną śmiercią.

– A może wie pan, jaką? – ze zrozumiałą ironią w głosie zasięgnął informacji Berlioz, dając się wciągnąć w tę rzeczywiście idiotyczna rozmowę. – I może mi pan to powie?

– Chętnie – przystał na to nieznajomy. Zmierzył Berlioza spojrzeniem, jakby zamierzał uszyć mu garnitur, wymruczał przez zęby cos w rodzaju: „ raz dwa…Merkury w drugim domu…księżyc wzeszedł…sześć – nieszczęście…wieczór – siedem…” i głośno, radośnie oznajmił – Utną panu głowę!

Bezdomny dziko wytrzeszczył oczy na bezczelnego cudzoziemca a Berlioz zapytał z kwaśnym uśmiechem:

– A któż to zrobi? Wrogowie? Interwenci?

– Nie – odpowiedział cudzoziemiec. – Rosjanka, komsomołka.

– Hm… – zamruczał zdegustowany żartem nieznajomego Berlioz. – No, pan

daruje, ale to mało prawdopodobne.

– I ja proszę o wybaczenie – odpowiedział cudzoziemiec – ale tak właśnie będzie. Czy mógłby mi pan powiedzieć, jeśli to oczywiście nie tajemnica, co pan będzie robił dziś wieczorem?

– To żadna tajemnica. Teraz wpadnę do siebie, na Sadową, a potem o dziesiątej wieczorem w Massolicie odbędzie się zebranie, któremu będę przewodniczył.

– To się nie da zrobić – stanowczo zaprzeczył obcokrajowiec.

– A to dlaczego?

– Dlatego – odpowiedział cudzoziemiec i zmrużonymi oczyma zapatrzył się w niebo, po którym w przeczuciu wieczornego chłodu bezgłośnie śmigały czarne ptaki – że Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała. Tak więc zebranie się nie odbędzie.

 ***

Nie trzeba być miłośnikiem prozy Bułhakowa żeby wiedzieć co stało się dalej. Olej rozlany na torach. Berlioz traci równowagę i upada wprost pod nadjeżdżający tramwaj, który odcina mu głowę. No więc jak obywatel może powiedzieć co będzie robił dziś wieczorem, jeśli nie może tego wiedzieć. Po co w takim razie obywatel zamartwia się przyszłością jeśli pozostaje dla niego nieznana? Po co planuje, stara się, ciuła? Gdyż naturą obywatela są złudzenia, tak został wychowany, tak wytrenował swój nerwowy układ, co z reszta jest na rękę kierownikom systemu. Tak zwany racjonalizm to najlepszy sposób, jak się okazuje, na ukrycie zbiorowego oraz indywidualnego transu.

cdn.

Obywatelu, śpisz?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. chyba nie chodzi o to ,zeby nie planowac i nie myslec o przyszlosci…czasem trzeba,tak jak i przystanac nad przeszoscia….refleksja jak i plan sa przydatne….

    tylko nie zapomniec wrocic do tu i teraz , nie zamartwiac sie ani nie ekscytowac zbytnio ani tym ,co bylo i juz sie nie odstanie ,ani tym co moze wcale sie nie stanie….
    byc najlepiej ,jak to mozliwe wlasnie teraz. uwaznie -i swiadomie momentu ,ktory wlasnie trwa,i za chwile minie na zawsze,i nic sie juz w nim nie da zrobic.

    zastanawiam sie ,skad sie wziela iluzja czasu i po co nam ona…..

  2. Właśnie czytam Osho „Odwaga”. Lepiej spać niżeli się bać.

  3. Ja ja czasem odnoszę wrażenie, że to co się dzieje już było. Dziwne uczucie….

  4. Bułhakow to geniusz. Tolle to kolejny geniusz. A tu i teraz jest widok z salonu na pub Toma Creana, mgłę na zboczu góry i kompletna cisza w domu. Czyli – raj na ziemi.

  5. a z drugiej strony…nie doplynie nigdzie ten, kto nie ma celu.
    ba…. szybcej dotzre do celu kto wyciagnie wnioski z przeszlosci…..

    ;)))))))))
    i choc istnieje tylko chwila obecna
    „quo vadis domine?” pozostaje jednym z najbardziej ludzkich pytan , bez zadnej sprzecznosci z nieprzewidywalnoscia zycia i oczywistoscia smierci.

  6. Lepiej sterować czyż nie?

Komentarze są wyłączone.