Oczekiwania

oczekiwania
oczekiwania

Oczekiwania w związku wydają się naturalnym zjawiskiem. Chciałbym żeby ona była bardziej czuła, on wyrozumiały albo odwrotnie, żeby gotował, żeby sprzątał, albo żeby była bardziej odpowiedzialna za wydatki, więcej seksu, mniej seksu, więcej znajomych, mniej znajomych, to albo tamto i jeszcze coś innego. Z tych przeróżnych pragnień i tęsknot przebija jedna najbardziej ogólna i fundamentalna – chciałbym, chciałabym żeby on/ona mnie rozumiała. Zrozum mnie, on mnie nie rozumie, ona tego nie zrozumie – pobrzmiewa apel wygłaszany na dziesiątki sposobów w najróżniejszych kwestiach. Tymczasem rozumienie nie jest ani możliwe, ani nawet potrzebne, jest złudzeniem a także wyrazem pragnienia jedności z matką, która we wczesnym dzieciństwie w lot rozumiała wszystkie nasze płacze, stany podgorączkowe, potrzebę sikania i tęsknotę za cukrem.

Układ nerwowy człowieka jest powiązany, w ciągle niejasny dla nauki sposób, z umysłem, samoświadomością i tożsamością. Umysł jest zbiorem mechanizmów niesłychanie skomplikowanych, w dodatku bytem zawsze zrekonfigurowanym indywidualnie w wyniku osobistych, niepowtarzalnych doświadczeń od dnia narodzin do teraz. Stąd próba porównania dwóch umysłów oraz tego co rejestrują, zawsze wykazuje różnice i zaledwie podobieństwa. Psychologia współczesna, w chwili, gdy od matematyków i socjologów nauczyła się statystki, wpadła w euforię. Nareszcie znalazła sposób na swoją naukowość. Świętego Grala psychologii. Wydawało się, że wreszcie posiada narzędzie, dzięki któremu będzie mogła analizować swoje hipotezy, porównywać wyniki i snuć przewidywania, psychologia najmłodsze dziecko filozofii. Niestety od chwili zaprzęgnięcia statystyki do badania subtelności ludzkiej natury, wszystko co nie pasuje do statystycznych prawidłowości, uznane zostało za anomalia, a co najwyżej za zbyteczne odstępstwo od normy. Co prawda niektórzy naukowcy zajmują się tymi anomaliami, jednak tylko po to, żeby wyciągać wnioski ogólne na temat ludzkiej natury. Indywidualny człowiek, owszem może być przedmiotem dociekań i analiz w wyniku różnych terapii, jednakże i tym razem jego potrzeby, zachowania, frustracje będą porównywane do ogólnej koncepcji, w której z góry uznano co jest normą, a co nie.

Jak to się ma do relacji? Zakładamy, naśladując naukowy paradygmat, że jest jakiś obiektywny stan rzeczy, jakaś prawda, najprawdziwsza prawda, a w związku z tym, że ktoś ma rację, a ktoś inny jej nie ma. Oczywiście zakładają tak obie strony relacji, sądząc, że prawda jest tylko po ich stronie. Co gorsza, nadzieje na prawdę absolutną czasem sprawdzają się w świecie mechaniki, dziura w rurze, to dziura w rurze. Wydaje się nam, że tego typu oczywiste oczywistości mogą również dotyczyć nas samych i naszych osobowości. Niestety nawet badacze o bardzo ścisłych umysłach twierdzą, że w przypadku zdarzeń nagłych i katastrof wystąpił nietypowy splot czynników i dopiero ich nagromadzenie, plus błąd człowieka, plus jeszcze coś, i jeszcze jakiś szczegół pogodowy spowodowały, że nastąpiła awaria. Nasza przemożna potrzeba kontroli wynika z lęku, że życie nieoczekiwanie może się zakończyć, że istnieją niebezpieczeństwa i nieprozumienia, na które nie mamy wpływu. Chcemy znać patent, sposób na drugiego człowieka, sposób na szczęście, którego ów człowiek będzie dawcą i gwarantem jednocześnie. Smutne pragnienie kontroli.

Sposób na relację, który raz na zawsze wyprowadza nas z pułapki najprawdziwszych prawd  i niemożliwych do spełnienia oczekiwań, niezrozumiałych tęsknot, to uczenie się drugiego człowieka. Miłość może wówczas spełniać funkcję euforyzującą dzięki, której ciekawość drugiego człowieka przezwycięży trudy poznawania jego odmienności, poznawania i akceptowania.  Jeśli w wyniku tego procesu, po ostudzeniu miłości, gotowi jesteśmy obdarzyć drugą osobę szacunkiem, czyli uznawać jej inność, to relacja może przetrwać. Stopniowo pojawią się akceptowane nawyki i przewidywalne nagrody, drobne negocjacje i ustępstwa, wreszcie przywiązanie. Reszta to poezja.

Oczekiwania
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. bardzo mi sie podoba ostatnie zdanie”resza to poezja”…i za ta poezja ludzie sa w stanie gonic motylka z kwiatka na kwiatek,oczekujac ,ze cala reszta jakos sie pouklada bez wiekszego wysilku ,nastapi porozumienie dusz i spelnienie tak marzen,jak i zachcianek…
    tak w zwiazku ,jak i w ogole w zyciu… brak wymagania spelniania naszych postulatow uwalnia od wielu frustracji ;))jesli od kogos wymagac…to chyba najlepiej od siebie.

    na portalach randkowych,ale tez pewnie na ulicy, jest cale mnostwo wampirow energetycznych chetnych podczepic sie do kogos ,kto w koncu spelni ich liste niezrealizowanych pragnien,
    nieszczesliwych ,oderwanych od cyca oseskow, szukajacych zastepczego rodzica zwanego poetycznie druga polowka pomaranczy czy jakiegokolwek innego owocu….

    co dziwne,a wlasciwie niedziwne…w “eksperymentach socjologicznych” ci marzyciele potrafia narzucac niezlych obelg na zwykle “nie ,dziekuje,bo jestem caloscia,nie potrzebuje dopelnienia ,ale chetnie poznam,przyjrze sie, moze zakocham ,moze zaprzyjaznie,a moze nic z tego nie wyjdzie-zapraszam , nie oczekuje niczego”.

    “zjezdzaj,cholerna egoistko”…to najlagodniejsza forma prozy
    ;))))))))))))
    i tu uznalam,nie ma co sie obrazac, tylko tak po buddyjsku wspolczuc.

  2. Jeden z ważniejszych Twoich tekstów. Widać, że mimo ogromnej wiedzy, wciąż się uczysz i zgłębiasz zależności.
    Kiedyś na 2 psychologii roku stwierdziłem, że nie chcę się uczyć statystyki bo ona zapomina o człowieku jako człowieku. Ostracyzm ze strony wykładowcy a przez to innych studentów był całkiem okazały. No cóż.

    Człowiek może i jest kombinacją cyferek ale te cyferki są ciągłymi zmiennymi.

  3. Dokładnie Ag, jak się dwie osoby kochają to się dogadają. Miłość to wspieranie się nawzajem, szacunek do siebie nawzajem i to wypływa tak głęboko ze środka. Ale to musi być miłość a nie tylko uzupełnianie swoich potrzeb emocjonalnych. Często po uzupełnieniu następuję odkochanie. Trzeba więc dobrze obserwować , czy się nie jest tylko stacją emocjonalną dla jakiegoś podróżnika….

  4. Spytałam moją 80-paro-letnią babcię na łożu śmierci, jaki jest jej przepis na udane małżeństwo, jakim niewątpliwie był jej związek przez ponad 6 dekad z dziadkiem.
    – Babciu, ale jak to zrobić? (w sensie mieć udaną relację)
    – Kochanie, to jest bardzo proste. Trzeba po prostu kochać tą drugą osobę, i niczego od niej nie oczekiwać.

Komentarze są wyłączone.