Od kłamstwa do zaufania

Aldous Huxley napisał w  Nowym szczęśliwym świecie ponad 80 lat temu: Ja tam wolę być nieszczęśliwy, niż pozostawać w stanie fałszywej, kłamliwej szczęśliwości, w jakiej tu się żyje. I dalej stwierdził: Szczęśliwi ludzie to tacy, którzy nie są świadomi lepszych i większych możliwości, żyją we własnych światach odpowiednio skrojonych do ich predyspozycji. Kontrowersyjne stwierdzenia.

Swoją drogę zawodową zaczynałem sporo lat temu imając się przeróżnych zajęć. Był czas, kiedy w styczniu budziłem się o czwartej nad ranem, by odśnieżać przystanki na ulicy Wolskiej w Warszawie. Potem przez kilka lat pracowałem w Państwowym Domu Dziecka. Władza komunistyczna miała się wtedy dobrze, to znaczy był kryzys i powszechny niedobór wszystkiego, ale nikomu nawet do głowy nie przychodziło, że może nastąpić przełom, zmiana ustroju, gospodarka wolnorynkowa, akcesja do Unii i upadek rządów Jaruzelskiego.

100% dzieci mieszkających w tej socjalistycznej placówce, miało oboje rodziców, dotknęło je, tak zwane, sieroctwo społeczne. Eufemistyczne określnie na rodziny, które nie potrafiły podjąć wysiłku wychowawczego. Nikt wtedy nie był świadomy lepszych i większych możliwości, a nawet jeśli odwiedził przypadkiem, cudem, staraniem, sprytem – zachodnie krainy, przeczytał zakazane książki – żył przecież w klatce, w największym baraku w socjalistycznym obozie, jak się wtedy mówiło. Gdy wracałem ze swoich dyżurów wychowawczych, z tak w zwanych odwiedzin środowiskowych w domach rodzinnych wychowanków, z Milicyjnych Izb Dziecka często zadawałem sobie pytanie: Jak mam teraz przejść do własnego życia i nie pozostać obojętnym? Jak mam się angażować zachowując w swoim osobistym świecie ciepełko i spokój?  Jak mam  zdystansować od tamtej samotności, alkoholizmu, patologii, przemocy i niby nigdy nic zjeść zupę pomidorową, pobawić się z synem, przeczytać kawałek Tolkiena? Nie tylko rodziny tych dzieciaków, nie tylko one same, nierzadko zwichrowane osobowości, wszyscy żyliśmy w stanie kłamliwej, fałszywej szczęśliwości, o której pisał Huxley i chyba za jego radą wolałem być nieszczęśliwy, zadawać pytania, drążyć. Koledzy powtarzali mi: za dużo myślisz, za dużo pytasz, sprawy są proste. Trzeba gdzieś wyjechać, zarobić, trzeb iść na kompromis z władzą. Mała stabilizacja. W istocie tamten świat był ucieleśnieniem niepokojów zapisanych przez Huxleya w jego wczesnej książce, określanej jako antyutopia, przestroga przed cywilizacją przemysłową, światem korporacji. Byliśmy w  Polsce antyutopią tamtej antyutopii: szarzy, smutni, zamknięci w sobie, pesymistyczni, egoistyczni, szczęśliwi pozornie – dzięki kilkogramowi kiełbasy i wystanym w kolejce, na mrozie, meblom.

Huxley pod koniec życia napisze [zmarł kiedy byłem małym dzieckiem]: Chciałem zmienić świat. Doszedłem jednak do wniosku, że mogę jedynie zmieniać samego siebie. Trzydzieści lat dzieliło go od odkrycia zaiste buddyjskiego, choć poszukując oświecenia raczej posiłkował się zewnętrznymi środkami jak LSD, zamiast korzystać z zasobów własnego umysłu. Dziś wielu socjologów jak choćby Zygmunt Bauman, snuje równie ponure wizje, jak te huxleyowskie sprzed 80 lat. W zasadzie powtarza jego tezy i moje pytania sprzed ponad 25 lat. Z podobnym dylematem zgłosił się do mnie klient na coaching, niemal słowo w słowo przytaczając dawne pytania. Jak mam teraz przejść do własnego życia i nie pozostać obojętnym? Jak mam się angażować zachowując w swoim osobistym świecie ciepełko i spokój?  Jak mam żyć w kłamliwej szczęśliwości hipokryzji i konsumpcjonizmu?

 – Chcesz mentoringowej porady, czy coachingowego dochodzenia do odpowiedzi we własny sposób? – spytałem.

– Jeśli ma mi to zająć kolejne 30 lat, jak tobie albo Huxleyowi, to wolę gotowca- stwierdził.

Przewertowałem swój notatnik z cytatami i po chwili odczytałem: Zrozumieć, na jakie pytania nie ma odpowiedzi, i nie odpowiadać na nie – oto umiejętność najpotrzebniejsza w czasach napięć i ciemności. Ursula K. Le Guin

­ – A czy mógłbyś tak wprost, bez metafor?

 – Owszem bez metafor, brzmi to tak: Ludzie powiedzą różne rzeczy, a ty rób swoje. Swoje to znaczy, rób to, w co wierzysz.  Zaufaj sobie. Na razie nie znam lepszej odpowiedzi.

Od kłamstwa do zaufania
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

18 komentarzy

  1. mysle ,ze sa pytania,ktore beda uparcie wracac,beda zwiaznae ,jak cien czarnoksieznika z czarnoksieznikiem z Archipelagu…i dpoki pytanie,a wlasciwie odpowoedz nie zostanie wlaczona we mnie-nie da mi spokoju,czy bede ja gonic czy przed nia uciejac;))))))))))))
    czasem tylko odpowiedz nie jest dana od razu,czasem trzeba do niej dorosnac,czasem trzeba dac jej dojrzec-przychodzi jak olsnienie nie wtedy,kiedy jej oczekuje,prosta i jasna,wlacza sie we wlasciwe miejsce we mnie,jka brakujacy element ukladanki;)))))))))))

  2. Mam całkowicie inne zdanie niż Ursula. Nie chcę i nie mam takiego zamiaru, żeby zrozumieć, że są pytania, na jakie nie ma odpowiedzi. Jak można nie poszukiwać odpowiedzi na pytania, które chodzą po głowie. Przecież to właśnie jest ta droga, która podążamy. Nawet niekoniecznie najistotniejsze jest znalezienie odpowiedzi, ale właśnie samo poszukiwanie!
    Panie Macieju, właśnie to ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na wszelkie (wszystkie, jakie mi przyjdą do głowy, bez ich kategoryzowania na te „z odpowiedzią” lub „bez”) pytania to moje „rób swoje”.

  3. Co znaczy klamstwo? Co oznacza „swiadomosc”? Co oznacza zaufanie? Moj przypadek pewnie jak wielu kobiet – malzenstwo , studia , dzieci .Priorytety – maz ( pierwsza milosc) dzieci praca – maz dzieci praca i tak codziennie..Po uzyskaniu wiadomosci ze maz ma inne kobiety i w ich zycie jest zaangazowany rownie jak w nasze – trauma ktora trzymala sie mnie kurczowo przez kilkanascie lat Takie klamstwo – zdrada – dla mnie trudne do wybaczenia. Zostawilam wiec za soba 12 lat malzenstwa – zamknelam drzwi do przeszlosci. zaczelam wszystko od zera z dwojka malych dzieci w innym miescie – wynajetym mieszkani – sama.. Odwaga czy glupota? Ludzie wokol czekali kiedy wroce do meza ( ktory przeciez nie pije)domu, wysokiego standardu zycia, A jak czulam sie psychicznie wolna . Zaufanie do siebie? A moze wiara w wartosci wyniesione z domu ? Po drodze dnia codziennego mnostwo zwatpien , strachow , upadkow i porazek. Ale rowniez radosci , , swoboda bycia soba, chec poznawania glownie poprzez czytanie i podroze. I dzisiaj widze ze klamstwo ( zaklamanie – zdrady meza) pozwolilo mi na umocnienie zaufania do siebie. Wartosci, cele , misja ktora po drodze sobie uswiadomilam sa jak GPS na mojej drodze pozwalajac na zauwazenie zachwycajacych chwil w codziennym zyciu w zgodzie ze soba bez potrzeby zmieniania innych.

  4. Jak świat światem człowiek szukał, szuka i będzie szukał. Na szczęście, myślę, bo nawet jeśli robi to po omacku i potykając się o własne nogi to,to robi; próbuje, oddycha. Nie da się przejść przez życie nie zadając ani jednego pytania. Księgom, nauczycielom, życiu, śmierci, sobie. Kolejność dowolna i zgodna z doświadczeniem własnym.
    Nie odczuwam jakiejś szczególnej potrzeby karcenia czy ganienia kondycji ludzkiej za poszukiwanie filozoficzne „ciepło-zimno” czy jak uciec w przyjemność, flow lub doświadczenie szczytowe. W jakiś taki ciekawy sposób, powiem wam, zrobił to Stawiszyński, który namieszał ostatnią książką pod hucznym i zwracającym na siebie uwagę tytułem „Potyczki z Freudem. Mity, pułapki i pokusy psychoterapii” (tytuł nie do końca adekwatny z treścią, ale za to marketingowy :)) Sam autor nie bardzo tam staje w realne szranki z Freudem czy ostatecznie przekonująco rozprawia się z gabinetem psychoterapeutycznym jako fanaberią człowieka dążącego do doskonałości, ale zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń na temat świata, w którym przyszło nam żyć.

    Tytuł na pewno dałabym inny. Sporo tam celowych uproszczeń, nie ze wszystkim się zgadzam. Według mnie autor trochę się zapętlił i co by nie powiedzieć refleksja próbująca dotrzeć do zrozumienia to właśnie nic innego jak narzędzie dobrej psychoterapii. Książka mi się podoba, bo pobudza do własnego myślenia. Na pytanie co zrobić, gdy boli i się cierpi dopowiada, że być w „tym” momencie i pozwolić sobie na tę inicjację do takiej, a nie innej rzeczywistości, bo ona jest realna.
    Pewnie trzeba sobie też zakląć czasem pod nosem. Byle nie ciągle -jak szewc, bo łagodzący rzut adrenaliny do krwi przestanie skutecznie pomagać. Jak zwykle można liczyć na amerykańskich naukowców, tym razem ze Szkoły Psychologii Uniwersytetu Keele :)

  5. Ja jeszcze zawodowo nie odśnieżałem ale imałem się dziesiątek innych prac. Czasami się śmieję, czego to już nie robiłem. Takie prace dają zupełnie inne spojrzenie na to co robi się teraz- szacunek dla siebie samego i dla wykonywanej pracy.

    Swoją drogą Coach to też zawód. Robisz swoje i idziesz dalej.
    Tak jak wisi na mojej szafce w pokoju napis wymyślony przez mojego przyjaciela Michała, „robimy swoje a innym … do tego”. :)

  6. Ja także uważam jedną z ostatnich wypowiedzi Huxley’a za wyznacznik. Możemy zmieniać tylko siebie na gorsze lub lepsze. Ktoś może mi zarzucić, że niektórzy potrafią zmieniać ludzi słowem, dotykiem czy wzrokiem. Ale czy woda przestaje nią być gdy zamienia się w lód?

    To prawdziwa przyjemność czytać ten blog – dziękuje.

  7. POPRAWKA:
    Miało być: Dziękuję Panie Macieju, że się Panu chce robić swoje! (cokolwiek to jest :-))
    z tej radości zjadłam małe co nieco ;-)

  8. „liczy się tylko to, co działo się między tobą a Bogiem
    Między tobą a nimi i tak nic nigdy nie było”
    DZIĘKUJĘ ;-)
    Ach, jak mocno dziś Dziękuję ;-)
    I pozdrawiam znad kawy i ciastek nadzianych bakaliami oraz miłością mą, którą to sama w nie wtłoczyłam ;-)

  9. „Ludzie powiedzą różne rzeczy, a ty rób swoje. Swoje to znaczy, rób to, w co wierzysz. Zaufaj sobie. Na razie nie znam lepszej odpowiedzi.”
    DZIĘKUJĘ! Jak bardzo na TERAZ się przydało ;-)
    Dziękuję Panie Macieju robić swoje! (cokolwiek to jest :-))

  10. Jak zwykle tekst bardzo aktualny dla mnie. Dziękuję!
    Od wczoraj mam wielkiego kaca, gdy bardzo mocno było widać w korporacji hipokryzje i pokazówkę. Furda tam wszystkie procedury, HRy i kultury. Jak jest pies to i kij się znajdzie.
    Robić swoje. Ok. Choć wszystko mi opadło i zaangażowania aktualnie „0”.

  11. Aniula,napisalm do ciebie na skrzynke,uznalam ,ze za osobiste na blog;))))))))))

  12. Myślę, że w ludziach nadal głęboko gdzieś siedzi ten smutek. Ostatnimi czasy chodzę na warsztaty do eddu. W głównej mierze uczestnikami są studenci. Niby 10-12 lat różnicy a widać całkiem inne podejście do życia. Są tacy uśmiechnięci, energiczni a ile wiedzą……Jestem gadułą więc pewnie po mnie nie widać tego smutku, ale tęsknię, za tymi beztroskimi czasami, gdzie praca był tylko elementem dorobienia sobie do stypendium i na ciuchy. Ostatnio widzę firmy, które wysysają z ludzi całą energię i jakoś nie mogę uwierzyć w to, że wszyscy ludzie mają predyspozycje do życia w tej rzeczywistości. Ja chyba nie mam. Koniec roku był dla mnie takim podsumowaniem, gdzie zrozumiałam, że jestem jak „wańka wstańka” jak dotąd zawsze gdy się „wywaliłam” to wstawałam i szłam dalej. Zastanawia mnie tylko na ile siły mi starczy by pokonywać przeszkody. Wiele razy słyszałam jaka to jestem zaradna i energiczna i, że ktoś też by tak chciał. Do dzisiaj nie mam swojego mieszkania i na dzień dzisiejszy pracy. Gdzie tu dopatrywać się sukcesu i chęci zmiany świata? Przez te warsztaty, po przejściach z przetrwaniem na rynku pracy, chyba chcę się zarazić od innych optymizmem. Nie wiem jednak czy to tak zadziała. Dzisiaj dopadła mnie migrena i pewnie dlatego też przez spadek formy takie jakieś smutne wynurzenia. pewnie jak zaświeci słońce pomyślę inaczej :)

  13. ewelka ,to,co przytoczylas,to nic innego niz Chrystusowe”nadstaw drugi policzek”.

    Bardzo prosta zasada i jednoczesnie bardzo trudna.
    a jesli to „oni”,ci od tej malej stabilizacji maja racje?
    ;))))))
    jesli idac swoja droga,niepopularna,wysmiewana , potykam sie o swoje wlasne watpliwosci,kogo mam prosic o wsparcie?gdy pomyle drogi-albo poczuje sie samotna ,zwatpie,zgubie swiatelko?

    blogoslawienie,ktorzy uwiezryli
    ;)))))))

    ja wierze w to ,ze na dzien dzisiejszy mam takie a nie inne zadanie do zrobienia
    i mam zrobic to, co najlepszego dzis moge
    gdybym dzis miala rozwiazywac inne problemy -bylabym tam ,gdzie inne zadanie ,albo moja dusza uparcie by mnie tam prowadzila.ona chyba wie,co mam do zrobienia tu i teraz;)))))))))i zapewne w przyszlym -tez bedzie wiedziala;))))))))))))))))))

  14. skąd w nas ta potrzeba zmieniania świata ? tak jakbyśmy wiedzieli (ba!) że mamy patent na coś lepszego niż mamy wokół siebie. wiemy jak uszczesliwić innych, uleczyć ich bolączki tylko brakuje nam magicznej różdzki żeby to zmienić ( czyt. zmienić świat) niczym książe pan i odjechać w blasku i chwale. bo może chodzi o to, żeby nie odkryć tajemnice zycia ale odkryć jak żyć nie znając tej tajemnicy ? postawić się w szeregu tej wielkiej machiny akceptując, że życie jest większe od naszego pojmowania świata i mamy tutaj jakąś naszą małą rzecz do zrobienia. nie od razu ja sam, (ja! ja!) muszę zmienić cały świat wokół.
    (…)Ludzie są często głupi, nielogiczni i dbają tylko o własny interes;
    Przebaczaj im, mimo wszystko!
    Jeśli jesteś życzliwy, ludzie oskarżą cię o egoizm i niskie pobudki;
    Pozostań życzliwy, mimo wszystko!
    Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów;
    Odnoś sukcesy, mimo wszystko.
    Jeśli jesteś szczery i otwarty, ludzie mogą to wykorzystać;
    Bądź szczery i otwarty, mimo wszystko!
    To, co budujesz latami, może runąć w ciągu jednej nocy;
    Buduj, mimo wszystko!
    Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro.
    Bądź dobry mimo wszystko!
    Jeśli odnajdziesz pokój i szczęście, wielu będzie ci zazdrościć;
    Bądź szczęśliwy, mimo wszystko!
    O dobru, które czynisz dzisiaj, ludzie zapomną pewnie już jutro;
    Czyń dobro, mimo wszystko!
    Dawaj z siebie ile możesz, a często powiedzą ci, że to za mało;
    Dawaj, mimo wszystko!
    Ludzie w gruncie rzeczy potrzebują twojej pomocy, mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz;
    Pomagaj, mimo wszystko!
    Widzisz, w ostatecznym rachunku,
    liczy się tylko to, co działo się między tobą a Bogiem
    Między tobą a nimi i tak nic nigdy nie było.
    (…)

  15. ps. Jak wygladalby swiat wielu ludzi gdybys nie napisal ksiazek, nie prowadzil tego bloga… :)

  16. miewałam, miewam podobne dylematy. jak zyć kiedy wiem że dzieją się rzeczy straszne na tym świecie, które trudno mi zaakceptować. czasem smutek przygniata, ale zdaję sobie sprawę że „smutkiem” nic nie wskóram. więc skupiam się na tym co mogę zrobić, jakie decyzje podjąć by nie dowalać temu światu cierpienia, nie przyczyniać się do niego. nie jestem w stanie na ten moment uwalniać zwierząt z laboratoriów, ale może zwykłe kupowanie nietestowanych produktów, wegetarianizm, podpisywanie petycji coś zmieni. robię więc swoje.

  17. Macieju,
    Jak wygladalby swiat, gdyby Edison nie uwierzyl w mozliwosc rozswietlenia mroku?
    Jak wygladaby swiat, gdyby Budda, Jezus, Lao Tse… nie glosili swoich nauk?
    Jak wygladalby Twoj swiat, gdyby ktos nie spisal rekolekcji Mello?
    Pozdrawiam serdecznie!
    marek

Komentarze są wyłączone.