Odkrycia oczywistych odkryć

odkrycie mego klienta, niby oczywiste, a jednak zrobiło na mnie wrażenie...
odkrycie mego klienta, niby oczywiste, a jednak zrobiło na mnie wrażenie...

14 luty i 14 stopni mrozu, szybko minęły kolejne dni.  Byłem przy granicy wschodniej, a tam jak wiadomo jeden krok i Ural, i kolejny – Syberia, więc duje i gwizda. I jakoś ten mróz, droga, niespokojny nocleg w nowym miejscu, prowadzone szkolenie z twórczego podejścia do roli menedżera, nastroiły mnie refleksyjnie i filozoficznie, jak nigdy (to żart taki był i dalej też chyba będą). Najpierw pomyślałem, że czas bardzo szybko płynie. Mój klient coachingu nauczył mnie pewnego ważnego (filozoficznego) odkrycia. Ma dwójkę dzieci, córkę sześcioletnią i syna trzynastoletniego. Sam ma lat 43. Odkrył, czym się szczodrze podzielił, że dla jego córki rok 2010 to jedna szósta życia, dla syna jedna trzynasta, a dla niego jedna czterdziesta trzecia, dla żony zaś jedna trzydziesta dziewiąta. Ciekawe?

 

 

 

Mark Knopfler lata 70 XX wieku
Mark Knopfler lata 70 XX wieku

Czas ma dla nas różne znaczenie i w pewnym momencie życia przyspiesza, a potem zasuwa.  Drugiego odkrycia dokonałem w restauracji w czasie późnego obiadu w Białej Podlaskiej. W rustykalnym miłym wnętrzu jedliśmy chudą zupę pomidorową, (chuda to znaczy w języku miejscowej kucharki, że nie przypłaciła tej zupy życiem żadna istota). Z głośnika sączyła się nastrojowa muzyka. I nagle ucho moje wychwyciło kawałki z Get lucky Marka Knopflera. No tak i to była moja refleksja zasadnicza. Chyba w 1979 usłyszałem za sprawą Piotra Kaczkowskiego z radiowej Trójki płytę Dire Straits. Powaliła mnie. Jak oni grali! Już wtedy byłem zakochany, ba nawet zaczarowany i osłuchany z Pink Floydami, Led Zeppelin, Black Sabbath, Kansas, Boston, Deep Purple, Thin Lizzy, Judas Priest, Budgie, King Krimson…och było tego. Jednak Dire Straits to była nowa jakość. Rewolucja. Mark Knopfler urodzony w Glasgow w 1949. Piotr Kaczkowski w 1946 w Krakowie. To dzięki nim powstały moje gusta muzyczne. Czwartkowego Minimaxu wyczekiwałem jak wakacji, a potem nawet udawało mi się nagrywać przy pomocy kabla najlepsze kawałki. Z radia tranzystorowego na magnetofon szpulowy, monofoniczny zk 120. Rewelacyjna jakość! Mark Knopfler i jego Fender Stratocaster 1954 The Jurassic Star. Solówki – jego, Claptona, Hendrixa, Page`a. Jadłem, więc tę zupę, Knopfler smędził coś z tym swoim zatkanym nosem i wtedy powiedziałem do swoje żony Lidki, że to było wczoraj, dosłownie wczoraj Sultans of Swing, hit z ich pierwszego albumu. Boże 32 lata temu! Jakie wczoraj? Rozejrzałem się po restauracji, były Walentynki, same pary wokół wcinały szarlotki na gorąco z lodami i na oko żadna z nich nie przekroczyła trzydziestki!

Fender stratocaster 1954
Fender stratocaster 1954

I wtedy pojawiła się moja refleksja trzecia, to dlatego ludzie starsi opowiadają te wszystkie nieznośnego historie z przeszłości, o których normalny człowiek (czyli taki do trzydziestki) nic nie wie, bo dla nich wydarzyły się po prostu wczoraj! A potem to już mi się gorzej zrobiło, gdyż poczułem jak brakuje mi mego przyjaciela Michała. Rok temu o tej porze wybieraliśmy się z Lidką na cieplutką Maderę, a Michał za momencik na Kanary. I nic nie było wiadomo na temat jego choroby. Nic. W listopadzie już nie żył, pomimo wszelakich wysiłków na rzecz życia. Chyba dobrze wykorzystał te pół roku.

 

 

 

 

 

 

Pink Floyd - jeden z moich ulubionych zespołów (do dziś), skład z lat 70-tych
Pink Floyd - jeden z moich ulubionych zespołów (do dziś), skład z lat 70-tych

I wtedy naszła mnie refleksja czwarta chyba z rzędu, że sporo osób, które spotykam w takiej czy innej sytuacji po pierwsze stwierdza, że jutro coś zmienią w swoim życiu, jutro, bo dzisiaj nie mają na to czasu, a po drugie, że mam raczej nie przynudzać w sprawie palenia tytoniu oraz innych autodestrukcyjnych nawyków, bo ani nie są takie autodestrukcyjne, ani to nie jest moja sprawa, czy ktoś na ten przykład pali czy też nie.  I wtedy pomyślałem sobie, że coraz częściej unikam prometejskich, naiwnych ambicji do naprawiania świata, unikam też wspomnień o Marku Knopflerze, żeby nie usłyszeć pytania: Mark – jaki? A kto to taki?  I wtedy….wszystko mi się w głowie ułożyło, co uwielbiam sobie robić od czasu do czasu. Przypomniało mi się, jak kiedyś moja koleżanka z liceum, z którego rzecz jasna mnie wyrzucono (ponoć tylko słabi uczniowie jako tako radzą sobie w życiu) napisała do mnie, że pamięta mnie, gdyż nie lubiłem zespołu Pink Floyd. Nie lubiłem? Jak to, przecież to moja ulubiona kapela? Na płytach, na twardym dysku, na iphonie mam caluteńką dyskografię? Jednak koleżanka miała znakomitą pamięć – w liceum Floydów nie lubiłem, nie mogłem lubić. Jedna ich płyta kosztowała na czarnym rynku pewnie ze dwieście złotych, a mój tato zarabiał  3 400. Byłem biedny. Wstydziłem się, więc nie lubiłem, tego czego nie mogłem mieć, a co miały zamożniejsze dzieciaki z mojego LO.

I wtedy spokojnie, radośnie rozpuściłem się w tao w obecności moich kotów i kocyka :)

Odkrycia oczywistych odkryć
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Zaucha super! uwilebiam jego głos; Czarnego Alibabę i taki song o tramwajach co nocą pod oknem ….byłaś serca biciem :)

  2. a ja słucham Andrzeja Zauchy

  3. jestem uzależniona od fejsbuka… zaczyna mi brakować opcji “lubię to”… a dotyczy to Twojego wpisu Aniu :)

  4. Drodzy Blogowicze, ja co prawda mam psa, ale temat kotowatych przewija się tu często. Przypominam, że jutro Międzynarodowy Dzień Kota. Wszystkim kotom i kotowatym wszystkiego myszowatego i najlepszego :))).

  5. ja tez to mialem, choc jestem z mlodszego rocznika, ten wstyd i kiedy zarobilem pierwsze ogrooomne wtedy dla mnie pieniadze kupilem sobie bardzo droga gitare elektryczna, choc nie umialem grac i dopiero w domu zorientowalem sie – potrzeba wzmacniacza :) a potem jak juz byl wzmaniacz to byl tez huk i klopot z sasiadami – tez tego nie przewidzialem
    gitare sprzedalem kumplowi dwa lata pozniej :)

  6. PS I taka myśl Seneki jeszcze mi przyszła, pasuje mi do tego wpisu…:

    “Żyjecie tak, jakbyście mieli żyć wiecznie, i nigdy nie przychodzi wam na myśl wasza kruchość, nie zważacie na to, ile czasu już przeminęło. Trwonicie go, jakbyście czerpali z pełnego i nieprzebranego zasobu (…). Obawiacie się wszystkiego jako śmiertelni, a pożądacie wszystkiego, jakbyście byli nieśmiertelni.”

  7. Dziękuję za ten wpis.
    Przypomniał mi, że dziś jest dziś. I dziś mogę BYĆ także. Nawet jeśli to będzie tylko kilka minut. Zatem JESTEM i doświadczam wszystkiego, co z tym związane.
    O, jestem głodna, to ciekawe jak powstaje uczucie głodu ;-). Ha, genialne!
    Idę zjeść i postaram się zbadać moment “najedzenia” ;)

  8. Mój mąż już w liceum uwielbiał Pink Floydów :)))). Długo i intensywnie próbował mnie zarazić tą miłością. A, że niepokorne ze mnie zwierzę :)), broniłam się pazurami ile wlezie. Aż w końcu sama przysiadłam i słuchałam. Nie twierdzę, że początkowy okres ich twórczości mnie zachwyca, ale warto było się poddać :))). Jest jedna piosenka, którą bardzooo słucham – “High Hopes”. Tylko stach jest we mnie przed jej usłyszeniem, bo grają ją w radiach jak ktoś wielki umiera. Pozdrawiam.

Komentarze są wyłączone.