Opętańczy trans…

trans
trans

Czy mam serce do mego bloga? Mam. Mija właśnie 5 lat odkąd nieprzerwanie piszę tego bloga. Daruję sobie statystyki. Nie było tygodnia żeby nie pojawił się choćby jeden nowy post. Ileż komentarzy, dyskusji, refleksji a nawet wspólnego pisania. Kawał życia, ocean czasu. Na wiosnę 2010 roku pojawił się pomysł żeby wspólnie pisać bloga z moim przyjacielem. Niestety zmarł w październiku tamtego roku i bloga piszę sam. Kiedy pojawia się tag MB & MB oznacza on skrót „Michał do Macieja, Maciej do Michała” – tak jakbyśmy do siebie pisali, jakby wciąż między nami trwał dialog. Mniej więcej w podobny sposób rozmawialiśmy a rozmawialiśmy często, nierzadko też nie zgadzając się. Jednakże to był dyskurs oparty na szacunku i wiedzy, świadomości że niekiedy ludzie różnią się w poglądach, percepcji, a czasem niejasno wyrażają swoje myśli, czasem nadinterpretowują. Słowem, gdyż już ocenisz zamykasz umysł na poznanie.

Od lat pojawia się tu również wielu komentatorów Dżo-ann, Aniula, Andrzej S., Artur i wielu, wielu innych. Także dzięki wam to miejsce jest przestrzenią, do której inni chcą przynależeć. Dzięki. Nie zgadzam się z Andrzejem, że reaguję tylko na ataki. Wiele moich postów powstało na skutek dyskusji, pytań, wątpliwości a nawet zachęt ze strony blogowiczów by o czymś konkretnym napisać. Owszem Andrzeju, kiedy ktoś wypowiada się krytycznie, naiwnie odbieram to jako zachętę do dyskusji, zakładając, że arogancki styl wypowiedzi to rodzaj prowokacji. Niestety zdarza się, że w ten sposób „karmię trolla”. Zakładając, że chodzi o dyskurs – argumentuję, zapraszam, wyjaśniam swój punkt widzenia i… w odpowiedzi dostaję kolejny, jeszcze bardziej jednoznaczny hejt. Zastanawiam się po co hejter w ogóle wysila się na jakiś komentarz i ściera sobie naskórek na klawiaturze – wystarczyłoby żeby napisał: „Bennewicz ty chuju” i wyjdzie na to samo. Chodzi przecież o czystą niechęć, nie o dyskusję.

***

Nie tak dawno oglądałem w jednej z telewizji dyskusję o edukacji seksualnej i jeden z księży na zmianę z pewnym senatorem użyli w 20 minutowym programie 27 razy stwierdzenie: „trening masturbacji”. Po 27 razie przestałem liczyć. Nie bardzo wiem na czym polega „trening masturbacji” jednak zażartość z jaką obaj panowie powtarzali, że edukacja seksualna to „trening masturbacji” wskazywała na cień z jakim się borykają.

Cień to pomysł rodem z psychologii integralnej Junga. Oznacza odszczepione, ukryte elementy osobowości, kompleksy, emocje a często nawet wspomnienia, które objawiają się niemal wyłącznie w projekcji. Tak są zagrażające dla danej osoby (posiadacza cienia), że mogą ujawniać się jedynie w postaci ocen przypisanych innym ludziom. Nie znam bardziej wyrazistego wyjaśnienia złości i nienawiści skierowanej często do nieznanych i anonimowych ludzi jak projekcja własnego cienia. Niby z jakiego powodu ktoś miałby nie lubić szpinaku z jajkiem, mężczyzn z trzydniowym zarostem i uchodźców z Syrii, jeśli nie z powodu cienia? Czytaliście badania? Według danych szacunkowych na podstawie sondażu telefonicznego w 10 krajach Unii – ponad 60 % badanych obywateli nie wie, gdzie leży Syria oraz z jakimi państwami graniczy. Gdy zadano pytanie – czego dotyczy konflikt syryjski i kto w nim uczestniczy? poziom niewiedzy skoczył do ponad 80%.

***

O hejcie i mowie nienawiści, o zabijaniu autorytetów napisałem obszerną książkę „Zabić coacha”. Najwyraźniej sam muszę się zastanowić jaki dla mnie, jako autora, wynika z niej wniosek? W Polsce zawody związane z rolą lidera, z byciem autorytetem to zawody wysokiego ryzyka – nauczyciel, trener, szef, terapeuta, lekarz, wykładowca, przewodnik, coach, urzędnik, pisarz, artysta, aktor, ksiądz i dziesiątki innych. Wszystkie one są na pierwszej linii kontaktu z obywatelem, który bardzo często chowa w cieniu najróżniejsze deficyty i traumy związane z rodzicami i autorytetami. Zabić autorytet można słowem, niechęcią, pomówieniem, hejtem.

Jeden z ostatnich, dobitnych przykładów to sytuacja związana z Olgą Tokarczuk. Ta wybitna pisarka powiedziała ogólne zdanie o zakłamywaniu historii i mitach historycznych Polaków, (na tym blogu pisałem o tym wiele razy) i została zhejtowana wraz z groźbami karalnymi, że „odpowiednie komanda pojawią się w u niej w domu i wybiją jej z głowy te żydowskie ciągoty”. To już nie jest mowa nienawiści, to już jest realny strach o własny dom, o rodzinę, o własne bezpieczeństwo. A pisarz to człowiek wrażliwy, w pewien sposób bezbronny, jest jak membrana, reaguje na to, co w społecznej tkance się wykluwa. Historia to narracja. Znam wielu artystów, coachów, terapeutów, którzy w różnych okresach swojej kariery zostali, jeśli nie zabici, to ciężko zranieni hejtem. Tymczasem żeby móc w Polsce pełnić zawód polegającym na bezpośrednim kontakcie z człowiekiem trzeba mieć słoniową skórę ale wtedy nie można być empatycznym, nie sposób dobrze pełnić tego rodzaju zawodu. Imadło. Hejterowi bowiem chodzi przede wszystkim o sprawienie bólu, o zranienie. Rys psychopatyczny jest tu bardzo wyraźny. Jak sądzicie czym zajmuję się jako superwizor pracując z kolegami po fachu nad ich trudnościami zawodowymi? Od kilku lat niemal wyłącznie skutkami niezawinionej cudzej nienawiści, skutkami tej, czy innej formy hejtu. Fala frustracji narasta.

***

Doktor Joy Manné w swojej książce o konstelacjach archetypowych opisuje spotkanie z Polakami w czasie którego ustawiła… Polskę. Tego dnia pracowała z liczną grupą. Poczuła jakiś dziwny nastój, nietypową energię, postanowiła zatem odkryć symboliczną warstwę kraju (archetypy), w którym pracuje. Poprosiła żeby zebrani – aktorzy konstelacji ustawili się w sali zgodnie z tym co czują, gdy myślą „Polska”. Po chwili wszyscy mężczyźni leżeli na podłodze, odgrywali (odczuwali) postaci rannych lub zabitych przodków. Kobiety stłoczyły się w małe grupki lamentujących, zalęknionych, przerażonych lecz wspierających się kobiet. Polska to kraj martwych mężczyzn i dzielnych, przerażonych kobiet – taki był wniosek. Przez stulecia kobieta, która rodziła tu chłopca przeczuwała, że zginie lub będzie „Bóg wie gdzie, martenowski stawiał piec.” Dziewczynka zaś rodziła się przyszłą wdową. Atmosferę tamtej konstelacji przesyciła gorycz i złość, żal i cierpienie. Nie tak dawno w pewnej grupie powtórzyłem konstelację z Polską. Oprócz martwych, rannych i opłakujących pojawili się również sprawcy i ich ofiary oraz potężny ładunek nieufności. Nagle zmieniła się dynamika  i dzieci zwróciły się przeciwko rodzicom oskarżając ich o ciężkie brzmię zakłamanej przeszłości, która zatruwa ich współczesne życie. To było dla wszystkich wstrząsające ustawienie, jak rażenie piorunem.

***

Około dziesięć lat temu ukonstytuowała się epigenetyka, nauka, która dostarczyła nam pierwszych mocnych dowodów, że możemy po przodkach dziedziczyć ich emocje, że w genach nie tylko transmitowana jest informacja biologiczna lecz również psychologiczna. Być może dlatego Polska hejtem stoi, tyle w nas zapiekłej złości, tyle bezinteresownej niechęci, tyle żalu, goryczy i złości. Obywatel, drugi człowiek a zwłaszcza symboliczny rodzic, czyli autorytet wydaje się nam podskórnie zagrożeniem.

Pisarze, coache, nauczyciele, wykładowcy, trenerzy, aktorzy – dają ludziom intersujące zasoby – teksty, wiedzę, wykłady, role aktorskie, nowe kompetencje. Można brać lub nie brać. Można lubić lub nie lubić. Artyści, coache, mentorzy – oferują przyjemne i wartościowe doznania, dają okazję do refleksji, zachęty do rozwoju, dobre emocje, czasem wyrazisty feed-back, innym razem twórcze sugestie, jeszcze innym razem pytania i wątpliwości… a i tak dostają hejt. Pisarz nie ma przecież interesu w tym żeby akurat anonimowy dla niego Pan X miał jakiś pogląd w sprawie Y albo go nie miał. Jego życie – jego sprawa.

Jednakże mroczne cienie niskiego poczucia wartości nie mogą znieść cudzej wartości. Hierarchia, nawet jeśli jest to hierarchia wiedzy, doświadczenia, intelektu, dorobku – jest dla nas Polaków nieznośna, nieznośnie skrobie polskie cienie. Dlatego zabijamy naszych coachów – myślą, mową, uczynkiem i hejtem. Olga Tokarczuk szuka pomocy prawników. Niestety będzie jeszcze gorzej. Opętańczy trans. Niemal na każdej superwizji z kolegami pada pytanie – Co robić? Co dalej? Jaką szczepionką leczyć polską nienawiść? Dokąd dryfuje świat sobiepanków gotowych zahejtować cały świat w nadziei, że to odreagowanie przyniesie im ulgę?

Opętańczy trans…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

15 komentarzy

  1. Dzień dobry, link do Pańskiego bloga przekazał mi kolega z pracy. Cenię go jako człowieka, więc zajrzałem tutaj z ciekawością. Dziękuję za ciekawy tekst, pewnie będę tu wracał.
    Nie dziwi wysoki poziom negatywnych emocji w naszym kraju (piszę “naszym”, ponieważ mieszkam tu od bardzo dawna). Zachodnia Europa po II wojnie Światowej weszła powoli, ale zdecydowanie w okres rozwoju i dobrobytu. My – w socjalizm. Wcześniej dwie wojny, zabory. To trudne dziedzictwo być może tłumaczy część naszych złych emocji. Teraz dochodzi rozczarowanie wielu osób – po 90-tym roku miało być tak pięknie, a dla wielu milionów nie jest. Nie zawsze “byt określa świadomość”, ale jeżeli ktoś akurate nie jest mistrzem Zen czy super świadomym człowiekiem, to wpływa na nią dość mocno.

  2. ;)

  3. Właśnie przeczytałam, że projekt zmiany konstytucji, przez partię rwącą się do rządzenia, to było……( teraz fanfary) ćwiczenie intelektualne……. Już widzę Platona, jak pokłada się ze śmiechu…

  4. dziękuję za tego bloga panie Macieju. naprawdę dużo mądrych przemyśleń i inspiracji.
    Nie wiem, co z tym polskim hejtem. Może to jest w ogóle jakaś polska cecha narodowa? jakaś skaza genetyczna? O ile prawda jest, że agresja wynika z lęku, to po prosty Polacy żyją w nieustającym lęku. Nie znam lekarstwa, póki co.

  5. Dodam jeszcze, ze zaczelam od nieoceniania, wziecia odpowiedzialnosci za siebie, zaprzestaniu krytyki . Skupilam sie na sobie w sensie wymagania od siebie. Nie oczekuje niczego od innych. Wymagam glownie od siebie. Wykonuje moje prace jak najlepiej jak potrafie. To ja daje nie oczekujac w zamian, ale tez umiem brac. Jestem asertywna. Porzucilam agresje I zlosc. Probuje zmieniac moje niekorzystne nawyki wprowadzajac nowe, uzyteczne dla mnie. Mysle pozytywnie, skupiam sie na dobrych aspektach – moja energia podaza za taka uwaga. Martwie sie stanem swiata, przyrody, zdrowia innych ludzi, poziomem swiadomosci, ale nie moge zmieniac nikogo na sile, szanuje wolny wybor. Tworze srodowisko, do ktorego inni chcieliby nalezec. Jak upadam, podnosze sie z usmiechem I detrminacja. Staram sie kontoolwac emocje. Zyje I ciesze sie kazda drobna przyjemnoscia.

    Zycze wszystkim pieknego zycia.

  6. Dzieki temu blogowi I ksiazkom Pana Macieja moje zycie nabralo fantastycznych barw. Moge powiedziec, ze odnioslam sukces w kazdej mojego dziedzinie swojego zycia. Mam prace, ktora kocham – odnalazlam swoja sciezke I polaczylam pasje z wykonywanym zawodem. Mam wspaniala rodzine na ktora moge zawsze liczyc I przemilego partnera u boku, swietne grono przyjaciol I znajomych. Spelnily sie prawie wszystkie moje marzenia I plany, koncze budowe domu I ogrodu, podrozuje, dobrze wiedzie mi sie finansowo, moge sie dzielic z innymi, zdrowie I energia dopisuja, mojej rodzinie rowniez dobrze sie wiedzie. Droga od niedostatku I samotnosci do dobrobytu I pewnosci siebie byla czasem pasmem wyrzeczen, samodyscypliny I ciezkiej pracy. Brak celu I scisle sprecyzowanych planow zmienily sie w uwaznosc Tao. Smutek zmienil sie w umiejetnosc doceniania piekna I cieszenia sie zyciem. Wyuczone bezmyslnie powtarzane zachowania przeksztalcily sie w zrozumienie, zaciekawienie, zdziwienie, szukanie odpowiedzi na pytania.

    Dziekuje.
    Jestem wdzieczna.

  7. W trakcie przerwy na śniadanie, właśnie wtedy najczęściej tu zaglądam. Czytam, rzadko się “odzywam”. Fajnie jak znajduję komentarz do wydarzeń, które się właśnie dzieją i znajduję tam ubrane w słowa moje przemyślenia, a czasami próbę wyjaśnienia tego czego nie rozumiem. Także w komentarzach. Kiedyś napisałem w komentarzach o depresji, swojej depresji. Komentarz jaki przeczytałem pod moją wypowiedzią pozwolił mi na wszystko spojrzeć inaczej, zaakceptować. Nie ustrzegł przed popełnieniem błędów i stan ten się powtórzył (widocznie jeszcze za głupi jestem) ale to było niesamowite przeżycie. Nie chciałbym być śmieszny, ale z wiedzą tutaj zapoznaną czuję się jakby “bogatszy” (broń Boże lepszy). Naszła mnie podobna myśl co Andrzeja S. Co by było gdyby bloga nie było? Chyba nie ma co się zastanawiać. Cieszmy się…, że jest :-D Dziękuję.

  8. Fajny tekst. Dobre podsumowanie. To co teraz?

  9. Damian poczytaj sobie o konstelacjach rodzinnych Hellingera :) Polecam doświadczyć fizycznie :)

  10. Pierwszy raz słyszę o konstelacjach archetypowych i bardzo mnie to zaciekawiło, szczególnie, że dzisiaj skończyłem czytać książkę Pana Macieja, w której radzi jak kosmici mogą podziać się tu, na Ziemi. Możecie wspomóc mnie jakimś linkiem, tytułami? :-) Z góry dziękuję.

    Lubię Pańskie stwierdzenie o badaniu, pozostaniu badającym obserwatorem. Głęboko wierzę, że agresja to przede wszystkim manifestacja braku i lęku jednocześnie. Ćwiczę sztuki walki i po pewnym czasie zacząłem dostrzegać swoistą “aurę” moich przeciwników, tudzież sparingpartnerów. To się czuje jak ktoś podchodzi do walki. Nie trzeba mieć ubranych rękawic, żeby móc czuć tego rodzaju wibracje na codzień.

  11. Rzeczywiście coś takiego jest, że się w tym całym galimatiasie szuka miejsca do którego chce się przynależeć; gdzieś się wyrażać. Tu na blogu jest jakoś rodzinnie. Chyba też dzięki temu, że można tu bezpiecznie się różnić, wnosić także czasem kontrowersyjne tematy. Lubię tu zaglądać, otwieram ogonek komentatorów – pięknie za to dziękuję :)
    W mediach agresja jest przypisywana tym złym, brutalnym mordercom i gwałcicielom. Obcej w poglądach partii, zawsze tym drugim i to coś jawnie paskudnego co trzeba potępić. A czym innym jest właśnie potępianie, ranienie innych czy publiczne zawstydzanie jeśli nie naszą agresją?
    Podoba mi się kwestia Twojego Autorze podejścia, by agresję chcieć zrozumieć. Widzieć ją na patelni, mieć z nią kontakt w sobie, korzystać z niej w obronie siebie i swoich granic, bez niepotrzebnego pastwienia się, wyżywania się, wyrywania nóżek dla samej satysfakcji i tryumfu czy folgowania negatywnym emocjom (ja to jestem taki gwałtownik i pieniacz i nic na to nie poradzę).
    Ludzie pracujący głównie z ludźmi przejmują dużo negatywnych emocji od innych. Od lekarzy po murarzy. Gdy pracują na kasie w sklepie zdarza się często że służą bogatym klientom do zbierania ich frustracji i agresji (a niech tak jeszcze mają nadwagę albo zeza to już przekopane).
    Często mówimy, że dzieci w szkole są okrutne dla siebie. Teraz zaczynamy mówić jak internet pięknie wyciągnął i pokazał naszą agresję słowną. Agresje, wzajemne animozje, chamstewka, złośliwości – coś się musi przecież z tym wszystkim dziać po całym dniu zbiorów? Internet dla wielu ludzi jest miejscem oczyszczania się, nie do końca w kierunku refleksji i zrozumienia. Łatwiej znienawidzić popularną autorkę książki, dokopać rywalizacyjnie innemu trenerowi, nawrzucać pod zdjęciem na pudelku.

    Agresję mamy wszyscy. To jak ją wyrażamy, ma znaczenie. Miszcze i celebryci w szerokim znaczeniu są dla mnie na poziomie. Kiedy się złoszczę, wiem że to dlatego że coś co jest podważane, staję za tym, co ma dla mnie znaczenie. Coś jest ważne, bronię czegoś. I sposób, w jaki to robię ma znaczenie. Zwłaszcza jeśli zależy mi na znajomych o skrajnie różnych poglądach, postawach, wierze, zapatrywaniach politycznych.
    Pozdrawiam :)

  12. Całkiem niedawno moja znajoma zauważyła hejt na mój temat. Przez cały miesiąc był w sieci (chociaż nie był zgodny z regulaminem danej strony). Kiedy przeczytałam ten stek kłamstw, nogi mi się ugięły. Jestem silną osobą, odporną na krytykę. Wydawało mi się do dnia, kiedy przeczytałam hejt w sieci o mnie. Dwa dni dochodziłam do siebie. Jakie to uczucie? Totalna bezsilność i mnóstwo pytań krążących po głowie – czy życie ma sens? Tak, to bardzo sile uczucie bezradności. Starasz się, poświęcasz, ciężko pracujesz, a tutaj jedna osoba próbuje niszczyć Twój wizerunek, Ciebie…Kiedyś ludzie się poobrażali, poobgadywali dookoła. Teraz stosuje się broń większego kalibru – hejty, wrzucanie filmików, zdjęć danej osoby do sieci. Tylko UWAGA – Jedna osoba jest bardziej silna i przejdzie obok tego na spokojnie, druga mniej, szczególnie młodzi ludzie. I powiem Wam, że nie dziwię się, że z takich powodów ludzie odbierają sobie życie – to jest bardzo, bardzo mocne przeżycie i reakcja organizmu. Nie życzę nikomu. Uczmy się i krzewmy udzielanie konstruktywnej informacji zwrotnej, krytyki. P.S. Hejt został usunięty przez administratora na moją prośbę – przypadkowo się dowiedziałam, że tak można zrobić. Pytanie, dlaczego strona w ogóle wpuszcza i trzyma na swojej stronie hejt niezgodny z ich regulaminem?

  13. Czytam bloga od jakiegoś czasu, sięgam do jego archiwów i dużo z niego czerpie także dziękuje za determinację i chęć dzielenia się.
    Powyższy wpis jest mi bliski zwłaszcza fragment o ćwiczeniu Joy Manné. Sam czułem się takim żołnierzem. Poległy, walczący, obwiniający zawsze muszący udowadniać że mam rację jestem pokrzywdzony a wina jest po ich stronie. Zmiana nastąpiła cicho jak ten pocisk artyleryjski, którego podobno nie slychać gdy ma trafić właśnie Ciebie.
    Wybuch! Zmiana, refleksja – kurz opada. Zamiast szukania winnych wgląd w siebie. Zamiast obwiniania pytanie “co mogę zrobić co jest w mojej kontroli?”. Zamiast “oni są winni” pytanie “co spowodowało że są tacy? czego mogę się od nich nauczyć?”.
    Zmiana przyszła z pierwszym kontaktem z Coachingiem, Inteligencją emocjonalną, rozwojem osobistym.
    Pociskiem była Twoja książka Macieju a po opadnięciu kurzu cień zniknął a zaczęła się podróż która trwa.
    Pytanie co robić ? Wg mnie robić swoje i zapalać być z tymi co rozniecają ogień i samemu płonąć by móc się płomieniem dzielić.
    Na koniec wiersz Chasydzkiego rabina na łożu śmierci:
    Kiedy byłem młody, chciałem zmienić świat. Dorosłem i zdałem sobie sprawę, że to zadanie przerasta moje siły, więc postanowiłem zmienić tylko swój kraj. Lecz z wiekiem zdałem sobie sprawę, że i to zadanie nie jest na miarę moich możliwości, postanowiłem zatem zmienić jedynie swoje miasto. Kiedy i to zadanie okazało się zbyt ambitne, próbowałem zmienić swoja rodzinę. Teraz, będąc starcem, wiem, że powinienem był zacząć od zmieniania samego siebie. Gdybym był zaczął od siebie, może udałoby mi się zmienić swoja rodzinę, miasto, albo nawet kraj, a – kto wie – może nawet świat.

  14. Martwi mnie ,że w Polsce mało kto stosuje zasadę złotego środka. Jest albo lewo, albo prawo. I nieważne, ze rozsądku w działaniu nie ma, ale są przekonania….trzeba tym drugim pokazać kto tu rządzi… Sarmatyzm polski w słomianych butach… Pisze Pan o konstelacjach, czy udało się znaleźć energię wsparcia dla Polski? Jako kraj jesteśmy bardzo poranieni. Empaci nie mają tu wesołego życia… Niesamowite jest to, że wielu , którzy wyjechali za granicę, tęsknią za Polską, ale znów pojawia się strach, że nie będą mogli tu normalnie żyć… Narodowy cień jest strasznie wszechogarniający. Tak się czasem zastanawiam, no i dlaczego nie urodziłam się do robienia kariery, tylko do naprawiania. Oczywiście próbowałam podejść do życia racjonalnie, ale to co w środku bardzo dokładnie mnie zweryfikowało :) Ostatnio się dowiedziałam, ze przeszłam szamańską chorobę :) Miałam okres, w którym bardzo dużo mówiłam, jakbym chciała wszystkim wyjaśnić jaka jestem. Teraz często gryzę się w język, ale zdradzają mnie oczy. Ci fałszywi czują się przy mnie nieswojo….Niektórzy wprost mi mówią, ze ich wkurzam, bo bez względu ilu argumentów użyją, to prędzej czy późnej i tak będzie po mojemu… Też by tak chcieli, zawsze im wtedy mówię , cieszcie się, ze tak nie macie bo wbrew pozorom widzicie więcej tego czego ja mogę już nie zauważać. Czy ludzie kiedykolwiek zrozumieją, ze właśnie w różnicy jest siła? A tu ciągle albo tylko lewo, albo prawo…

  15. Rzeczywiście chyba trochę przesadziłem ze stwierdzeniem, że odpowiadasz tylko na ataki. Intencją było zwrócenie uwagi na zjawisko.
    Jeżeli mnie ktoś atakuje to odczuwam natychmiastową potrzebę, żeby wyjaśnić, uzasadnić i wtedy często łapię się po chwili, że to nie o to chodziło agresorowi. Znów dałem się naiwnie sprowokować i wciągnąć w grę komunikacyjną. Szczególnie jeżeli sprawa dotyczy obszarów dla mnie istotnych takich jak psychologia, coaching, rozwój osobisty i tym podobne. Krótko mówiąc to boli. I Twój ból też rozumiem.

    Zadaję sobie pytania: jakim byłbym człowiekiem gdyby nie ten blog? Czym bym się kierował? Jak wyglądały by moje wartości? Jakie bym miał przekonania? Dokąd bym podążył?
    Co by się stało gdybyś nagle postanowił zakończyć jego działalność?

    Jeżeli widzę, że ktoś Ciebie tu atakuje to automatycznie reaguję obronnie chociaż wiem, że nie potrzebujesz obrońców. Współodczuwam. Jeżeli jest się tu tyle lat to rodzi się przywiązanie jak w rodzinie.I tak sobie myślę, że tak się tu czuję. Jak w rodzinie a krewnych się broni.

Komentarze są wyłączone.