Opowieść we śnie

Otóż to – wszyscy się mylimy. Już sam układ nerwowy zbudowany tak, a nie inaczej ogranicza naszą percepcję, choć daje nam więcej możliwości do analizy, samoanalizy, poczucia humoru i używania języka w mowie i piśmie, niż system nerwowy mrówki, lub żaby. Ale do czego przydałby się żabie ludzki system nerwowy i taki duży, ciężki mózg? Niestety nauka odebrała nam dumne przekonanie, że jesteśmy jedynymi istotami posiadającymi samoświadomość. Ten rodzaj autorefleksji posiadają nawet małe szczurki nie mówiąc już o psach, małpach, delfinach i tygrysach. Zaledwie ogarniamy fragment malutkiego fragmentu. Genotyp, a potem osobista historia rozwoju biologicznego, a potem społecznego i wreszcie osobistej psychologii tworzy z nas unikalny aparat do przetwarzania bodźców. Dzięki temu poruszamy się, jako tako, w stadzie. Stara koncepcja mówi o dewiantach nadnormalnych, czyli jednostkach kreujących nowe, stadne mody, nowe odkrycia dotyczące kryteriów, w których stado, czyli zbiorowość żyje, na przykład w dziedzinie fizyki. Są też dewianci podnormalni, czyli ci, którzy nie spełniają kryteriów wyznaczanych przez zbiorowość. Grupa niszczy tego rodzaju jednostki, albo je wspaniałomyślnie izoluje, albo się ich pozbywa. Tak na przykład skolonizowano Australię w XIX wieku. Większość grupy to dobrze przystosowane osobniki, które realizują cele zbiorowości. Im  jednostki są mniej świadome celów grupy, tym lepiej dla grupy.

BBC powtarza ostatnio serię filmów dokumentalnych profesora Richarda Dowkinsa Korzenie zła. Rzecz jest o szkodliwości religii, religii jako niedorzecznej truciźnie zatruwającej młode umysły przesądami i od stuleci prowadzącej do podziałów, wojen, nietolerancji. Mowa o religii niedorzecznej zarówno na gruncie ewolucji jak i XXI wiecznego stanu nauki i co więcej, zdaniem profesora szkodliwej etycznie! Swoją drogą książka Dowkinsa Bóg urojony sprzedała się w Polsce, w 95 procentowym, katolickim kraju, w którym 62 procent ludności nie czyta w ciągu roku ani jednej książki [wliczając w to kucharskie] w nakładzie ponad 150 tysięcy egzemplarzy, w pierwszym półroczu sprzedaży! Nakłady podobnych pozycji naukowych nie przekraczają kilku tysięcy i ledwie się sprzedają w ciągu kilku lat zalegając na półkach.

A co z potrzebą Boga? Pragnieniem sensu? Z nadzieją na życie po życiu? Co, z tak zwaną teodyceą, czyli poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie – dlaczego Bóg dopuszcza do zła, holokaustu, masowych mordów, głodu, gwałtów, chorób dzieci, katastrof, dlaczego pozwala na szkolenie dzieci żołnierzy, handel narkotykami, prostytucję nieletnich, Stalina, Hitlera, Mao i Josepha Fritzla? Globalizację i efekt cieplarniany jakoś byśmy Mu podarowali, ale dla ortodoksyjnego Żyda, członka wybranego narodu pytanie do Boga o holocaust nabiera dramatycznego znaczenia. Podobnie jak dla chrześcijanina pytanie o II wojnę światową i dla muzułmanina o obecność NATO na świętej ziemi proroków. Pytania do Boga.

Mam wrażanie i oczywiście to jest moje przekonanie i z pewnością jestem w uogólniającym błędzie, że nigdy nie odpowiemy na tego rodzaju pytania ostateczne. Nigdy też Bóg się nie odezwie i nie zabierze głosu w tej sprawie, a przecież mógłby. Owo nigdy wydaje się tym bardziej prawdopodobne, że nasz układ nerwowy jest wspaniały i ograniczony zarazem. Dostrzegamy fragmencik fragmentu i tak jak nie dostrzegamy intencji bliźniego, który robi nas w konia, albo który nas kocha, tak samo nie dostrzeglibyśmy Archanioła z wielką trąbą. Mózg nie może zrozumieć siebie samego. Jesteśmy percepcyjnymi narratorami, czyli tworzymy historie o sobie i świecie, według wyuczonych sposobów. Większość ludzi nigdy w życiu nie zdobędzie takiej świadomości, żeby doświadczyć, że wszystko, co biorą za jedyną, najświętszą prawdę, jest tylko ich, na wpół autorską, opowieścią, pochodną koniunkcji neuronów, biochemicznym wyładowaniem, skutkiem dziecięcej tresury. Jesteśmy snem i opowieścią we śnie. Dlatego lepiej mieć lepsze opowieści o sobie.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Panie Maćku, ostatni wpis o coachingu Tao sprzed trzech lat … ? Tyle zmienił w moim postrzeganiu samego siebie i „rzeczywistości”, a na blogu wydaje się być odłożonym w kąt starociem? :(

  2. Panie Maćku … dlaczego ostatni wpis jest sprzed 3 lat … ? Czyżby coaching Tao (który tyle zmienił w moim postrzeganiu siebie i „rzeczywistości”) był projektem do odłożenia na półkę? Nie mogę w to uwierzyć :(

  3. Ludzie zapełniają świątynie i modlą się do Boga, a potem wychodzą na zewnątrz i zapominają, że w każdym z nas jest jakaś boska materia.

  4. mamy wpływ, widać to w tym co stworzyliśmy jako ludzie, tworzymy, to jest dla mnie pewnego rodzaju magią, dar tworzenia, mamy dar tworzenia i niestety też niszczenia, dziękuje Macieju, dostrzegłem że nie muszę, ale mogę, więc jeśli mogę, to będę, więc jeśli będę chcę być na „Dobre”

  5. A olądał ktoś Zagadki wszechświata z Morganem Freemanem?

  6. Takie zasłyszane: Jedzie mężczyzna w tramwaju i myśli: – Żona- zołza, Przyjaciele – oszuści, Szef – sadysta, idiota, Praca – beznadziejna, Życie – do dupy……A Anioł Stróż stojąc za jego plecami i zapisując to, myśli: – Ale dziwne życzenia i to codziennie, ale cóż mogę zrobić, muszę je spełnić……. Patrzcie ile nas jest na ziemi, jeżeli myśli mają moc to jak ludzie źle myślą to co z tego wychodzi? Ja nadal obstaję przy tym, że jako cząstka kosmicznej energii, wpływamy i na to co dobre i na to co złe.

  7. Witam, Bardzo ciekawy temat. Ludzie próbując „zrozumieć” cel w ludzkich kategoriach. posługują się jedynym znanym im układem odniesienia, a być może dla Boga dobro/zło ma zupełnie inny wymiar? Zastanawiam się, czy czasem nie rodzą się wśród nas osoby z poszerzoną zdolnością percepcji, którzy rozumieją (widzą / czują) trochę więcej?
    Na marginesie – czy aby na pewno człowiek nie potrafi jednak odczytywać intencji bliźniego?

  8. Większość ludzi nigdy w życiu nie zdobędzie takiej świadomości, żeby doświadczyć, że wszystko, co biorą za jedyną, najświętszą prawdę, jest tylko ich, na wpół autorską, opowieścią”
    Tu chyba ujawnia się nasza rola coachów, by ich uświadamiać, choć nie na siłę, bardziej proponować. Nie chce mi sie już zajmować kwestią Boga. Właśnie ze względu na to, że jest tam tyle pytań, na które nie będzie odpowiedzi. Wolę skupić się na tym co mogę zostawić po sobie cennego dla innych. Chcę też z tych wielu fragmencików złożyć jakąś większą część. Może dzięki mojej części i części innych stworzymy jeszcze większą całość, która pozwoli nam zrozumieć coś wspaniałego i użytecznego. Tak przecież działa nauka. I też mogę się mylić, w końcu to moja juz nieaktualna mapa terenu….

Komentarze są wyłączone.