Oranżada

Oranżada, gazowana, słodka, zakazana, zbyt droga choć kosztowała grosze

Rozmowy z tak zwanymi dorosłymi bywają męczące. Dorośli czasami udają, że są tacy dojrzali, rozsądni, wyedukowani, zsocjalizowani, wyrobieni, życiowo obyci, biznesowo doświadczeni, otrzaskani, oczytani, a co najważniejsze ego im szepcze do ucha: Jesteś wielki, wielki i nierozumiany, jesteś niedoceniony i skrzywdzony, jesteś taki wspaniały i osamotniony w tej swojej słusznej słuszności, której nikt nie docenia.

na Mazury! albo w góry!

Rządzą nami, dorosłymi nawyki i postracjonalizacje, czyli uzasadnienia naszych automatycznych wyborów. Jak koszyk po wyjściu z hipermarketu pełen niepotrzebnych gratów, tak na co dzień pchamy nasze uzasadnienia [postracjonalizacje] na siłę przypisane własnym wyborom i decyzjom, nawet jeśli podjęte zostały wbrew naszemu życiu, zdrowiu, bezpieczeństwu, a nawet tych osób, na których niby nam zależy. Ot choćby mój ulubiony temat: palenie tytoniu, albo jazda 140 na godzinę z dzieciakami na wakacje. Jedziemy na Mazury! Samozabijające się ssaki, takie dumne z własnej niezależności przy kolejnej postracjonalizacji.

 

dziwny korek przetrwał w Ikea

A dzieci, zwłaszcza niektóre, zanim my, dorośli przerobimy je na nasze durne kopyto, zepsujemy zabawkami, przekonaniami, własnymi lękami, ukrytymi fobiami i nauczymy jak pompować balon samozadowolenia i wiecznego głodu, pychy i krzywdy, winy i osamotnienia, zanim nauczymy je zabijać, ćpać, pić i palić, zanim to się stanie nieodwołalnie i dzieci zamienią się w dorosłych, dzieci mówią prawdę – szczerze, bezwarunkowo, bezinteresownie. Oczywiście tylko niektóre, te mniej zsocjalizowane.

 

Dlatego programowo przerzucam się na rozmowy z dziećmi, zwłaszcza odkąd mój przyjaciel umarł i jego cholerny super telefon milczy, a nikt z dorosłych nie odważył się jeszcze porozmawiać ze mną od tamtej pory jak Michał z Maciejem, czyli MB & MB, czyli tak jak potrafimy rozmawiać z Karolcią, lat siedem.

— Wujciu, a co się piło jak nie było napojów gazowanych, których dzieciom pić nie wolno?  — pyta Karolcia usilnie zdmuchując sobie z ramienia komara, który się wessał. —  Wujcio na przykład, co wujcio pił jak był mały?

— Też się piło gazowane, na przykład oranżadę w takich ciemnych butelkach. Uwielbiałem, zwłaszcza wiśniową, zamykaną na taki dziwny korek — odpowiadam niepedagogicznie.

—  Jak wygląda dziwny korek? —  pyta Karolcia.

Po chwili wracam z butelką ozdobną ze sklepu Ikea i tryumfalnie pokazuję:

— Tak wygląda dziwny korek.

— To znaczy, że wtedy gazowane picie kupowało się w Ikea —  odkrywa Karolcia i drąży dalej — A wujcio mógł tak sobie pić tę wiśniową oranżadę ile chciał i nikt nie krzyczał?

— Jak byłem mały to problem polegał na tym skąd brać pieniążki na oranżadę, a nie czy ją pić? —  odpowiadam szczerze.

— Była droga bardzo? —  dziwi się Karolcia.

— I droga była i pieniążków było mało, to znaczy biednie było, ludzie mieli mało pieniędzy i oranżada była tylko na specjalne okazje, przynajmniej w mojej rodzinie.

Karolcia myśli długo, widać zabiłem jej klina.

— To tak, jak z tatą —  mówi po chwili —  ciągle krzyczy na mamę, że dużo pieniążków wydaje na dupele.

— Chyba na duperele? —  uściślam.

— No chyba tak, a mama mówi, że sam ciągle tylko piwko i piwko, a piwko to przecież gazowane jest i drogie. Mama mówi, że drogie. Wujciu, czy wszyscy dorośli są tacy, że najpierw krzyczą, krzyczą, krzyczą, a potem robią to samo?

— Prawie wszyscy —  odpowiadam.

— A wujcio też?

— Czasami też.

— A dlaczego? —  dopytuje Karolcia.

— Bo jestem troszkę głupi Karolciu i zanim się zorientuję, to już robię to samo, na co się gniewałem.

— Tata robi ciągle to samo, to znaczy, że jest troszkę głupi? —  pyta Karolcia.

— To zależy, co robi tak samo? Niektóre rzeczy można robić tak samo całkiem mądrze — odpowiadam czując, że nasza rozmowa wpuszcza wirusa w młody system operacyjny Karolci.

— Nawet, jeśli tak samo krzyczy i krzyczy, a potem na wszystkich się obraża? — pyta Karolcia decydując się jednak na zabicie komara. Po głębokim westchnieniu dodaje: —  A co jest mądre wujciu?

— Sama wiesz najlepiej —  odpowiadam dmuchając na komara, żeby się odessał. Głupie to dmuchanie jak nie wiem co, ale dmucham. I dopiero dmuchnięcie Karolci odessało mojego komara. A może po prostu się najadł?

            

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Moje ostatnie obserwacje dotyczące dzieci:

    Wczoraj odgadywała mi się przyjaciółka, matka 18-letniej Ewy. Ewa jest na etapie ciągania wszędzie ze sobą swojej przyjaciółki, I matka złapała się na oświadczeniu córce „przeciez nie brałyście ślubu” A za chwilę uświadomiła sobie, ze dokładnie taki tekst słyszała od swojej babci. I uznała, ze było w nim sporo mądrości:)) To niesamowite, ze obie ciągle czujemy się w głębi duszy punkującymi nastolatkami w skórzanych kurtkach, a dzieciaki traktują nas jak obiekty, wobec ktorych trzeba się cokolwiek pobuntowac:)) Na szczęście obie jesteśmy tym rozbawione. Na szczęście nastolatków;)))

    Druga obserwacja-spotkałam koleżankę z 3-letnim synkiem w wózku. I miałam niezwykłe wrażenie, ze widzę dorosłego faceta cokolwiek sfrustrowanego faktem istnienia w ciele 3-latka. „No dobra siedzę w wózku i wiem, jak to głupio wygląda. No trudno, muszę to jakoś przetrwać z godnością”

    Dzieciaki są niesamowitym lustrem. Wielokrotnie dzięki nim zauważylam jakieś swoje nieuświadamiane wczesniej zachowanie.

  2. Z biegiem lat coraz bardziej doceniam i lubię cechy moich przodków, które–gdy byłam młodsza–krytycznie „skreślałam”. Zdaję sobie bowiem sprawę,że wiele zawdzięczam mojemu ojcu, wiejskiemu chłopcu, „Jankowi Muzykantowi”, ktory zaczął z wioskowymi muzykantami koncertować w w wieku 12 lat (grał wtedy na skrzypcach), grał potem z Cyganami i uczył się od nich, a potem „rozegrał i rozśpiewał” całą gminę, ocalił wiele okolicznego folkloru i jest taki wewnętrznie odporny z powodu tej muzyki, która całymi dniami rozbrzmiewała u nas w domu. Nawet teraz, już po 80-tce, pogodny, żwawy, prowadzi miejscową orkiestrę strażacką, uczy dzieci i jest jakiś taki „nieśmiertelny”.
    A mój dziadek, dziś już ś.p zdezerterował z wojny, bo nie chciał umrzeć i do kościoła nie chodził, co bulwersowało całą wieś. Najbardziej gorącą jego lekturą była Biblia i Słownik wyrazów obcych” Kopalińskiego. Był stolarzem i pomimo tego, ze umarł praiw 20 lat temu w bardzo podeszłym wieku, widzę Go ciągle jak żywego. Kobiety( moja mama i babcia) były bardzo racjonalne, do bólu, bez grama szaleństwa, takie przyziemne, ucinały wszystko, co ponad poziomy, choć mama recytowała mi poezje Mickiewicza, kiedy byłam mała, miłosne poezje…Dziś widzę, że mam ich wszystkich w sobie i jest mi z tym dobrze, choć „racjonalność” kobiet z mojej rodziny często mnie męczy i uwiera i może również dlatego praktykuję :)

  3. A ja robię taki mały eksperyment, który jest być może banalny, ale mnie osobiście dał wiele ciekawych odkryć. Spędzam urlop z rodzicami i mam takie chwile, kiedy najzwyczajniej na świecie zachowanie mamy lub taty wywołuje nieprzyjemne emocje. I oczywiście siebie bym nidgy nie podejrzewała o taki sposób postępowania czy myślenia. Patrze jednak drugi raz i tym razem na siebie i odkrywam, ze ja TO mam. Ten wzorzec w lekko innej tonacji i innej relacji. I zakasam rękawy…

  4. Mama jest przekonana o swojej słuszności, że może kłamać synowi i dumna jest z tego. Tata tego dziecka jest przekonany, że może pouczać mamę, że podczas jazdy trzeba trzymać dwie ręce na kierownicy, sam nigdy nie stosuje się do tego i jest bardzo dumny z własnej niezależności.

  5. Och, te nasze dzieci kochane! Robi się na Twoim blogu jak u Kubusia Puchatka w lesie. Fajnie!
    Wczoraj pojechałam (na rowerze) odwiedzić moją szkołę, bo w okolicach sierpnia zaczyna mi już powoli brakować … Pan Januszek nasza szkolna złota rączka udoskonalił mi rower nieproszony, bo jak powiedział—chłopców teraz nie ma, więc nikt nic nie psuje i nie ma czego naprawiać i nudzi mu się ( z jakąś dziwna nostalgią o tych ich niszczycielstwie się wypowiadał), pogadałam z koleżankami z sekretariatu na temat tego, że nasze społeczeństwo bardzo konserwatywne jest i singielki starymi pannami nazywa (obie młode, miłe i ładne dziewczyny z sekretariatu singielkami są i się nie dają presji rodziny i stęsknionych za wnukami mam). A potem przed szkołą spotkałam swojego ucznia i z trudem go rozpoznałam.
    —Jakiś inny jesteś, włosy zgoliłeś?
    —Zawsze na łyso chodzę
    —Ale coś się zmieniło w twoim wyglądzie—upierałam się przy swoim
    Uśmiechnął się, a kiedy już wsiadałam na rower, rzucił za mną:
    –Zakochałem się
    Podniosłam kciuk do góry w odpowiedzi bo to oznacza w ich języku, że fajnie jest.
    „Jakie wy szczere istoty jesteście—pomyslałam—oby Ci to jak najdłużej zostało”

  6. Mama z dzieckiem wraca z Mazur, jedzie siódemką 150- 160 km/h. Dziecko pyta czy jada powoli, mama odpowiada: „tak synku, przepisowo”. Po chwili: „musimy znaleźć „jelenia”, za którym moglibyśmy szybko jechać.”
    – Mama, a gdzie jest jeleń?
    – Właśnie pobiegł w krzaki.

Komentarze są wyłączone.