Osobiście o niespragnionym koniu

Boscha kłopoty z ludźmi

Mogę doprowadzić konia do wodopoju, ale nie nakażę mu się napić – napisała Ania. Robert Dilts, amerykański coach, powiedział kiedyś: Ktokolwiek lub cokolwiek nie idzie z tobą do przodu, jedynie ciebie powstrzymuje i ogranicza. Michał, mój nieżyjący przyjaciel, także coach, skomentował ten cytat jako zasadę dość kontrowersyjną, bo przecież mąż lub żona mogą nie podzielać twojej pasji do rozwoju, podróży albo samochodów rajdowych i co wtedy? Zdarzają się sytuacje, gdy współmałżonek, partner, rodzic staje okoniem, sprzeciwia się, a nawet stawia sprawę jednoznacznie: Ja albo twoi koledzy od piłki, ja albo twoje flamenco, ja albo coaching; i co wtedy?

Najlepiej tworzyć świat, do którego inni chcą przynależeć i wówczas częścią tego świata jest rodzina, partnerzy, bliscy. Najlepiej, gdy partnerzy są nie tylko połączeni więzią seksualną, finansową albo formalną, lecz gdy tworzą również wspólnotę intelektualną, przestrzeń zainteresowań albo pasji. Jednak, gdy tak się nie dzieje można zacytować za kolejnym amerykańskim trenerem – Thonym Robbinsem: Kochaj swoich krewnych, ale otaczaj się ludźmi, którzy na ciebie dobrze wpływają. Ale co to znaczy kochać bliskich? Wysyłać im kartki na święta? Przywozić paczki do domu bezpiecznej starości?

Michał szedł w swoim życiu na kompromisy, na które ja nie szedłem. Czasem płaciłem za to bardzo wysokie koszty. Do pewnego stopnia oczywiście także buduję kompromisy pomiędzy potrzebą rozwoju i własnym światem, a innym światami, ale każdy z nas ma w sobie granicę nieprzekraczalną. Ja czuję jej krawędzie bardzo wyraźnie. To granica moich wartości. Jest nią na przykład lojalność, jak pisze Herbert – kwestia smaku, wyczucia, że pewnych rzeczy się nie robi. Dlatego, choć uchodzę za człowieka otwartego i łagodnego, jeśli jednak ktoś naruszy moje granice, biorąc moją otwartość za uległość, gubię jego telefon, zapominam jego imię, zasypuję ścieżkę w pamięci. Idę dalej. Ta droga doprowadziła mnie do miejsca, w którym zapraszam, chętnie dzielę się wiedzą, doświadczeniami, otwieram drzwi, częstuję wiedzą, radością i pysznym jedzeniem w gościnnym Centrum Inspiracje i we własnym domu. Zaufanie w mojej mapie świata to odwaga zaproszenia w ciemno. Nie znam innej drogi jak z dobrą wiarą zaprosić drugiego człowieka do swojego świata bez żadnych warunków wstępnych. Jak oparcie się na wewnętrznej sile, która wśród alkoholików na andyjskiej trasie pozwala powiedzieć: nie piję, która pozwala przetrzymać drwiny z wegetarianizmu, ze śmierci zwierząt i ostentacyjne mlaskanie nad kiełbasą, która pozwoli przeciwstawić się środowiskowej presji i na przykład obrać leczenie odmienne od kanonu. Tak działa postęp – także ten moralny, ekologiczny i coachingowy. Kiedyś na przykład nieliczna grupka osób mówiła: nie palę tytoniu i narażała się na drwiny palaczy. Dziś palenie przestało być modne. Jak mawia inna znana, kontrowersyjna, amerykańska postać dr Gregory House: Palacze? Niech palą i umierają, nie potrzeba nam głupców we współczesnym świecie.

Każdy ma swoją drogę i w dzisiejszej Polsce ten sam zestaw możliwości. Może sięgnąć po książkę, może po artykuł w prasie, zgłosić się na szkolenie lub coaching. Może to robić niemal bez kosztów korzystając z sieci albo z funduszy unijnych. Potrzeba jedynie wyjścia za strefy komfortu, choćby wychylenia nosa z martwych wzorców. Każdy dorosły sam kreuje jakość swego życia i jest za nie odpowiedzialny. Może je również samodzielnie zmarnować. W coachingu obowiązuje żelazna zasada jak w samolocie, maska najpierw sobie na twarz, a potem potrzebującemu, jak wśród ratowników wodnych: Tonący może pociągnąć ciebie w dół, nie zbliżaj się, czasem musisz go przytopić za nogi, żeby go uratować, lecz to wielka sztuka ratownicza. Jeśli nie masz pewności co do własnej siły i kompetencji lepiej nie ryzykuj. Poprzestań na wskazaniu kierunku, w którym jest wodopój, koło ratunkowe albo apteka z plastrami nikorette.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Człowieku, zejdź sam sobie z drogi. Polecam książkę Ricka Carsona „Poskramianie swojego gremlina”

  2. Łukasz a nie zauważyłeś, że ludzie uwielbiają różnego typu sentencje. Niektórym to pomaga, innych denerwuje. Co do kolegów to daj spokój, jak dziwni są to po co się z nimi zadajesz, innych poszukaj. Co do dawania, to się zastanów jaki impuls Cię do tego dawania pcha. Czy to potrzeba dowartościowania się, czy po prostu chęć dawania? Pamiętaj jednak, że nic na siłę, jak ktoś będzie chciał wziąć to weźmie :) Wedle starego porzekadła nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

  3. Bartku zawsze byłam taką cichą buntowniczką. Wiele osób starało się mnie naginać do swoich przekonań, ale na szczęście rozum pracuje i szybko wyczuwam naciągaczy i pozorantów. Sama też nie przekonuję na siłę, znajomi już wiedzą, że jak coś powiem to się sprawdza i albo z tego korzystają albo nie. Co do siebie jestem chyba zbyt niecierpliwa. Jak byłam mała miałam ciągle poczucie , że marnuję czas na pierdoły. Nigdy moi rodzice do niczego mnie nie zmuszali. Sama dla siebie byłam takim żandarmem. Skąd się to wzięło, nie mam pojęcia. Raz idzie się lepiej raz gorzej na tej mojej ścieżce, oczywiście przeżywam swoje niepowodzenia, chyba jak każdy człowiek. Nie zawsze działa metoda stoicka – wszystko mija- ponieważ człowiek jest zbudowany z emocji i jak mu na czymś zależy, to musi po przeżywać niepowodzenie dla równowagi psychicznej. Tłumienie emocji nie jest najlepszym sposobem . Grunt to nie rozwlekać tego przeżywania:) No i czasem muszę sobie tak pomarudzić. Czasem ktoś z zewnątrz, oprócz zwykłego nie martw się, potrafi podrzucić naprawdę ciekawy pomysł:)

  4. Powodzenia Łukasz, mimo wszystko :)

  5. Temat bardzo mi bliski. Codzienne kompromisy, dylematy, pytania. Inna wizja świata, inna wizja ludzi. Mieć i być ścierają się w życiowej bitwie.
    Dzięki temu blogowi, tematom tu zawartym, dzięki książkom przeczytanym, dzięki spotkanym ludziom odkryłem jedną podstawową zasadę. Ta zasada to KOCHAJ czyli daj: siebie w domu, siebie w pracy, siebie w szkole, siebie w każdym momencie i miejscu. I wtedy będzie dobrze.
    Też nie miałem pracy, pracodawca zlikwidował etat i co…, po trzech miesiącach w mieście o najwyższym poziomie bezrobocia znalazłem inną, lepszą, bo mam większą swobodę działania, sam decyduję o wielu rzeczach. A startowało 200 osób. Uwierzcie, że można.
    Szukam możliwości, poznaję ludzi. I cieszę się.
    A problemy i sytuacje stresujące – są i będą, ja widzę je właśnie jako możliwości, swoisty coaching. Zauważcie, wsystko idzie dobrze, wszystko poukładane. Co robimy? Przestajemy się rozwijać, spoczywamy na laurach. Idzie żle? Jesteśmy tu na blogu i rozmawiamy, przedstawiamy swoje trudne sprawy, więc szukamy rozwiązania.

    Aniula, niedawno napisałaś w innym wątku: „Bartek a wejść na 14 metrową ściankę wspinaczkową? Dzisiaj wlazłam :) „. Wchodzisz tak wysoko, kto z nas by tego dokonał? Co myślałaś zaczynając wspinaczkę? Że nie dasz rady? Wtedy to i na dwa metry byś nie weszła. Dasz radę także w innej wspinaczce!!! I Łukasz też – tego życzę.

  6. Panie Macieju,
    Dziękuję za te słowa.
    Wezmę z nich myśl, która mi się nasunęła, że każdy z nas ma prawo do podążania drogą, którą sobie wyznaczył. Nie możemy na siłę zmieniać osób, które znajdują się w naszej przestrzeni, naszym środowisku, gdyż oni sami ponoszą odpowiedzialność za to, jak kształtują swoje własne życie. Bo to, co jest dobre dla mnie nie musi być dobre dla innych, i odwrotnie..
    Trzeba jednocześnie zachować uważność, by nie pozwolić się powstrzymać i ograniczyć.

    Łukasz, chcesz coachingu? Szukaj, szukaj i jeszcze raz szukaj. Jest mnóstwo możliwości. Jeśli wejdziesz na swoją drogę świadomie, wszystko zacznie się zmieniać, nagle pojawi się tysiące możliwości (ja jestem po darmowych szkoleniach i warsztatach, chodzę na wykłady- darmowe, czytam książki- jedna z nich jest darmowa, bo ją wygrałam ;), na szkolenie płatne zbieram..) ŻYCIE JEST MOŻLIWOŚCIĄ A NIE KONIECZNOŚCIĄ. Jeśli coś idzie nie tak, przeczekaj, spójrz na to z boku, może to nie ten czas, nie to miejsce, nie te okoliczności, być może nie ta droga… Być może masz coś jeszcze do przerobienia. Taką odpowiedź podsunęły mi moje własne doświadczenia. Powodzenia!

  7. …ale osobiście stawiam na „niespragnionego konia” :)

  8. Kochać swoich bliskich to być uważnym na ich potrzeby. Nie dawać więcej niż mogą i chcą przyjąć, ale także nie ograniczać się, nie poświęcać, nie umniejszać siebie dla „idei” bliskości, bo wtedy robi się z rodziny ideologię, martylologię. I przede wszystkim, trzeba mieć co dać, by dać :)
    Jestem łagodniejsza dla palaczy. Nikt nie pali przeciw ludzkości. Jeśli już tak ustawiamy temat palenia (szkodnicy palący i my niepalacze—sama w trakcie terapii hellingerowskiej zaczęłam palić, gdyż głębokie emocje, które wychodziły na powierzchnie przestraszały mnie, a papieros je tłumi—to palacze palą „przeciw sobie”. Dlatego współczesne społeczeństwo ich izoluje (spójrzcie na te szklany zony na lotniskach, palacze zamknieci w nich wyglądają jak przedpotopowe zwierzęta wykonujące absurdalną czynność wchłaniania i wypuszczania toksycznego dymu). Jestem łagodniejsza dla palaczy bo w każdym z nas może się to uaktywnić. Nie nad wszystkim i nie zawsze my, wspaniali, postępowi ludzie, panujemy.

  9. Andrzeju to nie chodzi o rezygnację z pasji tylko o sformalizowanie swojej wiedzy. Nikt nikomu nie zagwarantuje, że mając certyfikat coacha będziesz zarabiał miliony ale próg finansowy, aby w ogóle go zdobyć jest dla wielu zbyt wysoki. Znalazłam więc sobie szkołę, dofinansowywaną przez fundację, ale oferta tak naprawdę jest skierowana do studentów nie będących jeszcze aktywnymi na rynku pracy. Teraz modne jest mieć w cv papier coacha, więc zainteresowanie duże. Osoby spoza uczelni brane są na dopych jakby zabrakło do kompletu. Znalazłam też projekt dofinansowywany z Unii, ale był skierowany do osób pracujących a ja w tym czasie nie miałam zatrudnienia i klapa. Jak udało mi się złapać pracę to już było po frytkach, lista zamknięta. Jak już jednak kiedyś wspomniałam jako „mistrzyni” zniżek, promocji i okazji, pewnie w końcu coś znajdę. Nie wiem jakie Łukasz ma zachcianki, ale ja to po prostu chciałabym móc na luzie chodzić sobie przynajmniej raz w miesiącu do teatru, co jakiś czas porozwijać się na jakiś kursach i nie mieć poczucia winy jak kupuję sobie książkę. Pamiętam jak z dwa lata temu moja koleżanka się obruszyła, gdy zaproponowałam jej używane rzeczy dla syna. Dzisiaj bierze bez mrugnięcia okiem.

  10. Mnie też na dzisiaj nie stać na szkolenia. I co? z tego powodu mam rezygnować z pasji? poddać się? Nie. Jak chciałem się uczyć coachingu to założyłem Grupę Coachingowa na swoim Uniwersytecie wraz z osobami, które chcą się uczyć razem ze mną. Działamy a nie gadamy i marudzimy. Jesteśmy wymagający wobec siebie i dajemy sobie świetnie radę.
    Narzekanie na brak kasy to takie proste. Proste bo przerzucamy odpowiedzialność na zewnątrz. Nie mam kasy to nie robie? Nie działam? Posiedzieć lepiej przed TV?
    Mamy wybór. Kto mocno czegoś zapragnie w końcu osiągnie swoj cel. Odpowiedzi na pytania już są. Blisko nas, tylko trzeba się dobrze przyjrzeć otoczeniu.
    Jak chcieliśmy z Michałem( mój przyjaciel z grupy) się rozwijać to chodziliśmy na darmowe szkolenia z Akademickiego Biura Karier. Kupiliśmy książki, czytaliśmy i dyskutowaliśmy, wykonywaliśmy ćwiczenia z dokładnością i prezycją. Bo wiemy gdzie chcemy zajść.

  11. A jestem ciekawa Pana powodów, dla których jest Pan wegetarianinem. Właśnie dostałam tytuł lek.wet. i w trakcie swoich studiów odbywałam praktyki także rzeźniane. Także wiem dokładnie jak to wygląda. W niektórych rzeźniach dobrostan zwierząt jest utrzymywany na dobrym poziomie w innych jest to poniżej wszelkiej godności. Czuję, że moim zadaniem jest kontrola aby zwierzęta były traktowane w jak najbardziej humanitrany sposób poczynając od ich narodzin, poprzez hodowlę i kończąc na uboju.Zwłaszcza, że im one lepiej się czują, tym później lepiej nam służą jako pożywienie. Wszak Bóg powiedział: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”(Rdz 1,28) Wiem, że nigdy nie stanie się tak, że cała ludzkość przejdzie na wegetarianizm, dlatego naszym zadaniem jako ludzi, jest zachowanie ich dobrostanu. Na to będę miała wpływ i to mogę zmieniać.
    pozdrawiam

  12. Z moim, mężulkiem udaje nam się jakoś iść w jedną stronę :) Mam, też wrażenie, że dzięki niemu jest mi właśnie łatwiej realizować wiele rzeczy i jemu dzięki mnie też. Jesteśmy takimi wzajemnymi mobilizatorami. Mamy oczywiście swoje przestrzenie, ale są one dopełnieniem a nie przeszkodą. Jeżeli chodzi o kochanie bliskich, to wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, jak rodzice nauczyli nas kochać. Jeżeli sami troszczyli się o najbliższych to dzieci też będą to robić. Nie będą to tylko okazyjne kartki, ale i odwiedziny, telefony pomoc w codziennych sprawach, które wynikają naturalnie a nie z przymusu. Zauważyłam, że gdy coś robię wbrew sobie, to idzie mi jak po grudzie, mimo, że jestem przekonana, że to dla mnie dobre albo, że będę w tym dobra. Coś mi się wydaje, że tak jest właśnie z coachingiem w moim wypadku. Raz przegapiłam nabór do szkoły Coachingu mimo, że „wisiałam” w internecie całe wakacje czekając na informacje. Drugim razem nie przyjęli mnie, niby z braku miejsc hmmm…. ( chodzi o niski koszt kursu, który jest dotowany przez fundację) Może to nie ta szkoła albo jednak nie ten kierunek. To tak a propos zestawu możliwości, jednak nie wszyscy mają takie same. Ogranicznikiem jest zasobność finansowa. Prywatne kursy coachingowe 10 tyś zł, studia podyplomowe około 6 tyś zł. Dla jednych to nic , dla drugich kwota nie do przeskoczenia. Ja wiem, że trzeba w siebie inwestować, bo to przyniesie profity bla bla bla….. Niby jak człowiek tak trochę utknie to powinien sobie dać czas na przemyślenia i podobno coś zawsze wymyśli. No to ja sobie tak wymyśliłam Panie Macieju , że jakby chciał Pan otworzyć filię Norman Benett Academy we Wrocławiu to nie ma sprawy, ja mogę to zorganizować i poprowadzić. Mam doświadczenie w prowadzeniu biura, w nawiązywaniu kontaktów też a Wrocławiowi brakuje takiej rozwojowej szkoły. Ależ sobie wymyśliłam. Skoro nie chcą mnie na coacha to przynajmniej mogę organizować pracę tym co się nadają. Co do palenia, to jestem za miejscami bez papierosa i uważam, że palacze powinni to szanować. Chcą palić proszę bardzo, ale nie muszą mi tym umilać życia. No i nic na siłę, podobno wszystko się wtedy układa…..

Komentarze są wyłączone.