Osobowość

równowaga

-1-

Ostatnio byłem na szkoleniu. Dużo było z psychopatologii. To znaczy? Niektórzy ludzie mają problemy natury psychicznej. Jedna sprawa to zaburzenia osobowości, druga to choroby. Szkolenie w dość tradycyjny sposób ujmowało te kwestie. Czymże jest osobowość w rozumieniu coachingowym?

Osobowość to twój software, którego nawet nie zauważasz. Jest przyczyną twojego obrazu świata – to, w jaki sposób widzisz, rozumiesz, interpretujesz świat i siebie w nim, zależy od tego jakie masz oprogramowanie w swojej głowie. Oprogramowanie? Automatyczne wzorce, najbardziej trwałe zapisy w komórkach nerwowych, rodzące nawykowe reakcje już na poziomie neuronalnym. Czasem może się również przyplątać choroba. Wtedy zajmują się nią psychiatrzy.

połączenie, przenikanie, holistyka, emergencja

Tymczasem we współczesnej koncepcji [paradygmacie] zachodniej medycyny i psychologii rodzą się interesujące nurty, które z jednej strony wykorzystują tradycję medycyny przedindustrialnej, przednowoczesnej, kiedy magia, religia, sztuka, eksperyment, uzdrawianie, nauka i psychologia nie były jeszcze rozdzielone, tworzyły worek mitów i szamańskich praktyk, oraz najnowsze odkrycia z dziedziny neurofizjologii, genetyki, immunologii, fizyki molekularnej. Zgodnie z tym nowym kierunkiem myślenia jesteśmy istotami psychosomatycznymi. Podział na umysł, ducha i ciało jest sztuczny. Fizyka nieoczekiwanie spotyka się z magicznymi przekonaniami. Umysł wyposażony w software [nawyki, wzorce, wdruki] realizuje program w wyniku, którego kreujemy swoją rzeczywistość tak, a nie inaczej.

 

Ot, prosty przykład. Ile pieniędzy to dla ciebie dużo? Ile konkretnie? Jakie zarobki miesięczne to dla ciebie sporo? Ile pieniędzy dziennie możesz wydać ot tak, bez kontroli i poczucia straty? Ile tygodniowo? Za każdym razem pada automatyczna odpowiedź. Mózg wyświetlił konkretne sumy. Czasem jest to krótki dialog pomiędzy chciałbym, a mogę?  Jednak za wypowiadane sumy odpowiedzialny jest regulator, wzorzec, który najprawdopodobniej został wpojony ci w dzieciństwie. Poprzeczka została ustawiona na tej właśnie wysokości. Reszta dorosłych zjawisk i przeżyć to już błędne koło, wróżba samospełniająca się. Nie zaczniesz zarabiać więcej, tak długo dopóki twój wewnętrzny regulator nastawiony jest na trzy, pięć, dziesięć albo dwanaście. Nawet nie widzisz innych miejsc, możliwości, sposobów, a przede wszystkim osobistych zasobów i siebie w tej nowej roli. Ten sam mechanizm dotyczy miłości, rodziny, wychowywania dzieci, seksu, a nawet jedzenia lodów i chleba razowego. Czasem w wyniku niesprawnego [w coachingu powiemy nieużytecznego] funkcjonowanie wzorców tworzących system operacyjny zarządzający człowiekiem – część hardware, czyli systemów biologicznych zaczyna szwankować. Stałe tłumnie gniewu daje na przykład efekt w postaci nadciśnienia, objadanie się w czasie lęku – problemy ze stale obciążaną wątrobą i trzustką. Psychiatra, jako szamańska dziedzina wsparta przez farmaceutów, z której uczyniono naukę, wraz z jej młodszą siostrą psychologią za dekadę, dwie przestaną mieć rację bytu – zastąpi je fizyka i biochemia. Może przetrwa coaching, czyli trening, ów rodzaj umysłowej fizjoterapii.

-2-

mistrzyni Tao

Na bazie tych rozmyślań i rozmów z Karolcią, moją mistrzynią Tao, lat siedem – przyszło mi do głowy, że w moim otoczeniu dość częste są dwa typy osobowości. Doszedłem również do wniosku, dzięki Karolci, że psychiatryczna nomenklatura [DSM 3, ICD 10 – oficjalne klasyfikacje] zbyt jednostronnie opisują owe zadziwiające zjawiska. Stworzyliśmy zatem nowe, własne określenia. Osobowość winno/obwiniająca i osobowość obrażająca się.

 

— Gdzie jest tata Karolciu? —  pytam, gdyż chwilowo zniknął tata.

— Poszedł na ryby, ale go tam nie ma, bo się obraził i nie wiadomo gdzie jest —  odpowiada Karolcia wprowadzając się w trans taoistyczny merdaniem nóżek.

— Nakrzyczał na mamę, bo mama powiedziała, że ciągle tylko piwkuje, a jak nie piwkuje to łowi ryby, których nie łowi, bo jeszcze ani jednej nie przyniósł, i mógłby się zająć dziećmi w końcu i coś nam pokazać, więc tata poszedł na ryby, ale go tam nie ma, bo się obraził.

— Obraził się skąd wiesz? —  spytałem.

— Zawsze jak mama coś do niego mówi tym swoim głosem, to potem znika, dłuuuugo go nie ma, a potem chodzi taki z brzuchem do przodu i wzdycha i nic nie mówi, ani do mamy, ani do nas. I potem sam je kolację.

— Tym swoim głosem —  spytałem —  jakim głosem?

— Mama mówi tak dziwnie, tak jakby piszczy, taką buzię robi, jakby taką ściśniętą i tak szybko mówi: które to już dziś piwo, no które, które to już dzisiaj piwo, no mógłbyś trochę z dziećmi posiedzieć, coś im pokazać, gdzieś pójść mógłbyś, co to dla nich za wakacje, domek i domek, komary i kleszcze, a ty ciągle na rybach i na rybach. Tak mówi — Karolcia naśladuje głos mamy z poważną miną instruktora, który właśnie uczy mnie dziwnego mówienia.

—  A gdzie mama? —  pytam, gdyż chwilowa zniknęła również mama.

— A tam — mówi Karolcia pokazując głową w kierunku domku —  siedzi na leżaku i płacze, że teraz już całe wakacje zmarnowane przez nią, bo tata na dobre się obraził —  i zmieniając nagle temat mówi: —  Wujciu pójdziemy oglądać małe rybki przy brzegu?

— Oczywiście idziemy, tylko nasmaruj się kremem przeciw komarom i kleszczom.

—  Nasmarowane —  mówi Karolcia.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Zastanawiałem się ostatnio nad ‚wydatkiem energetycznym’ w wakacje. Byłem kilka dni na urlopie – wykorzystałem to na na ostre jeżdżenie na rowerze w Sudetach. Wysiłek jaki poniosłem, w zestawieniu z codziennym praco waniem i bieganiem w koło obowiązków, był nieporównywalnie większy. A jednak czułem się wypoczęty… Pomyślałem, że to jak interpretujemy swój wysiłek czyni go ciężkim lub …lekkim. Wszystko jest w głowie, nigdzie indziej. Umysł to siedlisko przekonań. Tutaj przywiązujemy do wydarzeń ciężarki lub baloniki. Zadziwiające jak ciężko brzmi nieraz zdanie własnej żony. Sam się uginam. To dlatego błogosławieństwem jest zobaczyć rzeczy, a przede wszystkim ludzi takimi, jacy są – bez naszych myśli o nich, które zawsze coś dorzucą od siebie.

  2. Oczy otwarte, uczy czyste, oczy jasne, serce bijące. Być uważnym na to co się dzieje, a każdego dnia może przydarzyć się mały cud, i potem małe cuda stają się dużymi cudami, a potem… potem to już cuda stają się normą, nie zaś jedynie od święta. Czuję, że naturą moją jest dążenie do szczęścia, chcę tańczyć, śpiewać, tworzyć, chcę widzieć miłość, chcę być wszystkim co jest, bo JA JESTEM, chcę BYĆ najpiękniej jak potrafię, chcę się zmieniać, jestem zmianą. Dużo pracy przede mną, ale każdego dnia mam szansę widzieć więcej, czuć więcej, być fajniej niż dnia poprzedniego. I każdego dnia jest mnie więcej dla mnie samej.

    Dziękuję Moniko za wpis ;-) Nabrałam ochoty wpisać kilka zdań, bo nastrój radosny i pełen jestestwa mam ;)

  3. Trochę współczuję tej Karolci, bo byłam takim dzieckiem, widzącym więcej, czującym mocniej, obnażającym niedojrzałość rodziców. Przedziwne, że coś co mówiłam moim rodzicom kiedy miałam lat 15 dopiero od niedawna do nich dociera. Nagle mówią jakby odkrywali kosmos, a ja na to – no mówiłam Ci przecież. Ale cieszy ta zmiana przebardzo. Mój tata w wieku prawie 60 lat stał się „prawie” wegetarianinem, wszystkim się chwali że to dzięki mnie, ale ja mówię – to Twoja zasługa. Bo ja mogłam mówić, uświadamiać ale Ty byłeś gotów by się zmienić.
    Kiedyś bardzo chciałam studiować psychologię. Teraz, po tym jak poznałam różne „izmy”, wydaje mi się to strasznie uproszczona nauka, nie traktująca człowieka holistycznie ale bardziej skupiająca się jak obecna „tradycyjna” medycyna, na częściach człowieka. Choć 10 lat temu psycholog mi pomógł, na tamten czas był to dla mnie odpowiedni poziom. Ale kiedy poszłam 5 lat później, „wypisałam” się po 2 razach, bo to było jakieś takie biedne.
    Ja liczę że za dekadę to będziemy się porozumiewać telepatycznie i w końcu zaczniemy korzystać z mocy która w nas mieszka. Na razie jednak musimy przejść etap oczyszczania Ziemi, tego co w nas narosło przez tysiąclecia, życia schematem i wg totalnie nienormalnych zasad, z dala od natury i wewnętrznej mądrości. Matrix musi się rozpaść, co zresztą się dzieje. Ja patrzę na ten świat stworzony przez ludzi i widzę totalnie sztuczny twór, nienaturalność bije mnie po oczach. Sama w pewnych aspektach żyje wg tej nienormalności, ale wiem, że to jeszcze chwilę potrwa. A potem NOWE!

  4. Ola, takie milczenie tez do niczego dobrego nie prowadzi, bo tylko gorycz gromadzi i powoduje niekontrolowane wybuchy od czasu do czasu;))

  5. szybciej i latwiej przychodzi mi „obrazenie sie” niz zlosc albo obwinianie, to chyba obrona zeby nie wybuchnac na tych ktorzy mnie „krzywdza” :0 swoja droga obrazenie sie – zauwazylem to u innych, idzie w parze z samoukaraniem

    dzieci wszystko to widza, a my im mydlimy oczy

    niedziela? w sensie ze w niedziele sobie to uswiadomilem

  6. @Grerr
    Jeśli jest to zawsze w niedziele, to masz pewien wzorzec i skoro o nim piszesz, to chyba nie jest użyteczny.
    Jeżeli poniedziałek jest wolny np. na Wielkanoc to też „obrażasz się” w niedziele czy w poniedziałek?
    Na czym według Ciebie polega to „obrażanie się”?
    Co do siebie mówisz, jak się czujesz, co widzisz myśląc wtedy o pracy?

  7. Grerr, a czego chcesz w zamian?
    A ja raczej mam tendencję do winno/obwiniającej :-))) i na ten moment moja nowa strategia to: milczenie i zmiana perspektywy (tak jakbym odpływała łodzią od brzegu i widziała wiecej) gdy przyłapię się na „odpalaniu” wzorca. I za każdym razem pytanie: czego chce w zamian? :-))))

  8. Grerr,
    Co zrobić ze skłonnością do obrażania się? Zauważać, kiedy to się dzieje, dlaczego, jakie są motywy, i przyłapywać tę skłonność na gorącym uczynku. Złapać ten moment, kiedy masz ochotę się obrazić i zamiast pójść bezkrytycznie za nim, przyglądać się mu, obserwować i nie oceniać. Nic nie myśleć, tylko się przyglądać tej fali energii jakby z zewnątrz. Spróbuj. Na początku może być to trudne, potem dasz sobie radę (Twój Obserwator) z każdą obrazą. To działa.

  9. Software osobowości to jedna sprawa, a jakiś nazwijmy to—globalny rozsądek—druga. Ludzie powinni mieć wgląd do swojej osobowości poprzez autorefleksję, pisanie pamiętników (tę metodę poleciłam swojej córce- nastolatce i zadziałała), coaching, etc. Jednak–zwłaszcza w dobie galopującego indywidualizmu z jego dobrymi i demonicznymi obliczami—powinni też mieć poczucie „globalnego rozsądku”. Prosty przykład. Zanim wydam cztery stówki na perfumy, czy inny rarytas, zastanowię się, choć przez moment, do czego jest mi to potrzebne. Moja nastolatka po wyjściu ze sklepu z drogimi rolkami miała tego typu refleksję–„Na moim poziomie jazdy wystarczyłyby mi o połowę tańsze, ale te są takie bezpieczne, a jakie mają łożyska i miękkie”. W domu też nie wolno niczego zmarnować z pożywienia i je nawet to, czego nie lubi jak nam się trafi kupić coś niesmacznego ( i mnie nakłania, choć ja bym po prostu „zapomniała” o „niejadalnym” pożywieniu i kupiła lepsze), bo przecież „na świecie jest głód”. Nie wiem, czego ona ode mnie się nauczyła, ale ja się uczę cały czas od Niej.

  10. ja mam niestety osobowosc „obrazajaca sie” i co z tym zrobic??? w niedziele przed nowym tygodniem pracy

Komentarze są wyłączone.