pieniądze

Pieniądze – koan

Pieniądze. Przeliczył je wszystkie i wsadził do skrzyni. Osobno monety; rzecz jasna złote zawijał w jedwabne szmatki a srebrne w bawełniane; osobno banknoty. Te grupował zarówno co do nominałów jak i waluty. Nie, nie zwijały ich w rulony, gdzieżby. Układał prościutko, równiutko, na płask, wygładzał. Każdą paczkę zawijał w pergamin po tysiąc, dziesięć tysięcy, sto tysięcy.

Oczywiście znał zawartość skrzyni; pamiętał co do grosza, co do feniga, pensa, centa, co do miedziaka. Fakt przeliczania był jednym z jego ukochanych rytuałów. Rzecz jasna dokładał nowe sumy, skrupulatnie wpisywał do czarnego zeszytu, który wkładał do specjalnej kieszeni pod wiekiem skrzyni, lecz nie musiał tego robić, gdyż zawsze, o każdej porze dnia i nocy znał saldo.

Oczywiście miał też konta w bankach, lokaty, akcje. Do wszystkich aktywów ten sam kod. Nieostrożnie? Zmieniał go raz w tygodniu wszędzie, w ustalonym porządku. Był to kolejny jego ulubiony rytuał. Jak wybierał nowy kod, zwarzywszy, że nie ufał niczemu, co można było przewidzieć, zwłaszcza, że jedyną przewidywalną istotą, którą znał, szanował i nawet lubił, był on sam, zaś najprzewidywalniejszą rzeczą było saldo, suma wszystkich jego aktywów? Zatem jak?

Nutom przypisał wartości liczbowe a następnie w każdy piątek punktualnie o piątej piętnaście włączał radio i notował nuty w piątym i piętnastym takcie piosenki, którą akurat nadawano. Rzecz jasna zmieniał stacje licząc od poprzedniej. Włączał kolejno piątą, piętnastą i siedemnastą. Dlaczego siedemnastą? Oczywiście dla zmyłki.

Jakież było jego zdumienie w dniu, kiedy doktor, oznajmił, że kuracja się powiodła i jest zdrowy, objawy są w remisji, może zostać wypisany ze szpitala. Kilka dni wcześniej ordynator i jego dwaj asystenci długo z nim rozmawiali. Padło też słowo dysymulacja wypowiadane jakby półgębkiem, jakby między wierszami, nieco po cichu, jakby nie do niego mówili. Sprawdził w słowniku.

Czyżby domyślili się jego skrywanej, słodkiej tajemnicy? Tego dnia zmienił kod wcześniej niż przewidywała procedura. Zmienił też godzinę i stację. Wobec ludzi był wyluzowany i dziarski. Nie zanadto, na tyle aby słowo dysymulacja stało się nieaktualne.

Pierwsze co zrobił po powrocie do domu to zszedł do piwnicy i zajrzał do skrzyni. Co oczywiste – otworzył trzy zamki zgodnie z nowym kodem, zmienionym dopiero co. Rozwinął jedwabie – na podłogę wysypały się kapsle, rozwinął bawełnę w dłoniach zostały mu blaszane podkładki, rozwinął pergamin i zobaczył równiutko przycięte gazety i…zmarł, na zawał serca, zdaniem konsylium będąc w poprawie.   

_______________________________________

inne koany

______________________________________

zapraszamy na szkolenia i warsztaty

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.