Pleśniak?

zecer
zecer

Uwielbiam książki. Oczywiście uwielbiam zjawisko, przedmiot, wynalazek książki, pismo, słowa, opowieści lecz również uwielbiam konkretne książki, czyli dzieła. Od czasów kiedy ludzkość z łatwością posługuje się pismem i zapisuje swoje myśli wiedza może być przechowywana, przekazywany, pomnażana. Potem przyszedł wynalazek druku i przez kolejne setki lat zawód zecera  był co najmniej tak samo ważny dla książki jak praca autora, choć niżej opłacany. Wyobraźcie sobie ręczne układanie ołowianych czcionek  by wydrukować gazetę codzienną i wiekopomne dzieło. Zecerzy często chorowali na ołowicę wydychając godzinami okruszyny tego metalu. Towarzysze sztuki drukarskiej – drukarze, zecerzy, introligatorzy – tak sami siebie określali. Umarłe zawody. Dzięki nim trzecia rewolucja, po wynalezieniu pisma i papieru, mogła zachowywać myśli, teksty, słowa dla kolejnych pokoleń w postaci zadrukowanych woluminów.

Gdy nastał komputer i w ślad za nim nowe techniki redagowania, składania i łamania tekstu a także nowe technologie druku – nawet nie zauważyliśmy tej czwartej rewolucji. Teraz wydrukować można wszystko – szybko, w dowolnym formacie, składzie, z dowolnymi obrazkami  i czcionkami, w kolorze pełnym lub w odcieniach szarości, na papierze gładkim, kredowym, lakierowanym, szarym,  można upublicznić praktycznie każdą myśl, gdyż nie ma cenzury  i…drukować już nie trzeba. Można czytać wersje elektroniczne. Barierą przestał być koszt druku, proces wydawniczy i niezliczone: redakcje, drukarnie, cenzury, rady programowe,  sieć księgarska. Barierą jest myśl i słowo. Ale czy  bariera  to właściwe słowo? Odkąd autorzy cienie, pisarze duchy piszą w  imieniu celebrytów, a każdy temat jest dobry by go zapisać,  barierą stał się tak zwany rynek konsumenta i sprzedaż towaru jakim stała się książka. Ktoś to musi kupić, nie tyle przeczytać, ile kupić! Skazany pedofil – oczywiście autobiografia; matka dzieciobójczyni – oczywiście pamiętnik; gwiazda programu o śpiewaniu, gotowaniu, tańczeniu, stepowaniu – oczywiście poradnik i autobiografia; skandalista – oczywiście historia skandalu; premier, polityk, były polityk, żona polityka, była żona polityka, były piłkarz, były trener, aktualny trener, znany aktor, dawniej znany aktor, były ksiądz, córka byłego polityka, asystent zmarłego poety, ofiara, sprawca, lekarz, szaman, szarlatan, cudotwórca– wszyscy mają tyle mądrych myśli do zapisania i powiedzenia. Druk jest taki łatwy, słowa takie tanie. Co ciekawe na skutek tej przebogatej oferty książek, biografii, porad, podróżniczych cykli, porad o życiu, gotowaniu, marketingu, coachingu, dzieł naukowych i prac habilitacyjnych, celebryckich doświadczeń – my sami nie stajemy się mądrzejsi. Nie przybywa wnikliwości, szacunku, uważności, cierpliwości, wrażliwości, głębi, refleksji –  ani od zapisanych, ani od przeczytanych słów.

Może te słowa impregnują? Może wczorajsze mądrości stały się frazesami, może nie ufamy w mądrość byłego znanego sportowca, aktualnego znanego piosenkarza, byłej żony zmarłego polityka – tylko chcemy się przyjrzeć  jak ona to zrobiła, że tak wysoko zaszła?  Może chcemy ukraść tajemnicę sukcesu? A może tylko w pogoni za sensacją dnia chcemy się dowiedzieć jak zdradza się słynnego polityka, co powiedział trenerowi znany bramkarz przez ważnym meczem, ilu kochanków miała była znana piosenkarka i oczywiście jak zarobić pieniądze, jak być bogatym, jak schudnąć, jak być pięknym i młodym, oraz oczywiście zdrowym, zdrowym i bogatym?  Banały? Jeśli nawet, to ciągle atrakcyjne i pożądane. Jest tak, jak przed wiekami – mało kto chce być mądrym i na przykład dobrym, cierpliwym, łagodnym, harmonijnym, zadowolonym z życia – to się nie sprzedaje. I choć trudno sobie wyobrazić większe banały niż chęć bycia pięknym, szczupłym i bogatym – to się sprzedaje najlepiej! I oczywiście książki kucharskie. W kraju, w którym większość społeczeństwa jada w domu a oczkiem w głowie co drugiej gospodyni jest jej wyjątkowy przepis na pleśniaka, najlepiej sprzedają się książki kucharskie. Dziwny jest ten świat? Dziwny. A swoją drogą jak można jeść coś o nazwie pleśniak? To jest dopiero perwersja.

Pleśniak?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Wolny rynek i życie weryfikuje najlepiej.

  2. Taki przepis mam na Pleśniaka vel Skubańca :) :

    Składniki:

    kostka masła 200 g masła
    4 duże jajka (osobno białka i żółtka)
    3 szklanki mąki pszennej
    1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
    2/3 szklanki cukru pudru + 2 łyżki cukru zwykłego kryształu
    szczypta soli
    4 łyżki śmietany
    2 łyżki kakao
    dżem porzeczkowy albo słoik agrestu – grunt żeby było kwaśne :)

    Zimne masło posiekać z mąką i proszkiem do pieczenia, 2 łyżkami cukru kryształu, szczyptą soli, 4 żółtkami, 4 łyżki śmietany. Szybko zagnieść ciasto , jakby się za bardzo sypało dodać łyżkę śmietany. Podzielić je na 3 części, jedną z nich zagnieść z kakao. Uformować 3 kule i włożyć do lodówki do stwardnienia.
    Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodając 2/3 szklanki cukru pudru.
    Blachę 24 x 32 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Schłodzone jasne ciasto zetrzeć na tarce na dno formy albo skubać , bo mi na tarce nie wychodzi :) . Posmarować grubą warstwą owoców. Na to zetrzeć ciemną część ciasta i ułożyć na niej pianę z białek. Na wierzch zetrzeć ostatnią, jasną część ciasta. Piec około 40 – 50 minut w temperaturze 180ºC. Czekam na świeże porzeczki :) Wrzuciłabym zdjęcie ale nie ma opcji :)

  3. A może Aniula poczestujesz wirtualnym pleśniakiem?
    Mniaam ;-)

    A ja bym właśnie chciała być mądra, dobra, cierpliwa, łagodna harmonijna, zadowolona z życia. Ale mimo czytania wielu mądrych książek tych osobistych zalet przybywa mi b powoli.
    Ale to pewnie jest zadanie na całe życie.

  4. aaaaaa Pleśniaka polecam :)

  5. Śmiać mi się chce, jak ktoś podsuwa mi kolejną książkę jak stać się bogatym. Zasadniczo autor stał się bogatym, bo napisał książkę pod chwytliwym tytułem, miał dobrego marketingowca i sieć sprzedaży. Oraz trochę szczęścia, bo rynek to chwycił. Ile ton takich książek zalega na półkach to już nie warto mówić. Raz przeczytana, odstawiona, bo to się w naszej rzeczywistości nie zrealizuje co ten autor pisze…. Książka byłą ze mną od zawsze, wczoraj syncio kupił sobie samodzielnie książkę. Jak dotąd zawsze byłam przy jego wyborach. Widziałam dumę w jego oczach kiedy ją przyniósł :) Zaraził się, już po nim :)

  6. I teraz coś jeszcze. Nawołuje się do tego, żeby polak czytał. I taki co dwudziesty polak idzie kupić książkę. Trafia najczęściej do empiku lub matrasa. A tam proponowane są pozycje które wymieniłeś czyli to co się sprzedaje. Więc jakże ten polak ma być mądry skoro Ci „mądrzejsi” korporacyjni gracze sprzedają polakowi ogłupiający, prosty w przekazie chłam?

Komentarze są wyłączone.