Pogłoski o mojej śmierci

banalna historia

Pogłoski o mojej śmierci były mocno przesadzone – Mark Twain. Kilka dni temu z firmy, której jestem współwłaścicielem i pełnię w niej funkcję dyrektora rozwoju odszedł dyrektor handlowy, pociągając za sobą kilka osób.

Niestety nie ma żadnego bocianiego gniazda i piskląt, które nauczyły się latać i teraz z rozpostartymi skrzydłami szybują wolne po niebie. Nie ma również magicznego Hogvartu i jakiegoś dwuznacznego profesora Dumbledora. Jest zwykły, banalny, drapieżny kapitalizm, w którym dba się wyłącznie o własne interesy nie przebierając w środkach.

Czy jestem rozczarowany? Nie. W ponad dziesięcioletniej historii Norman Benett Group mamy trzy udokumentowane przypadki kradzieży naszego know-how, łącznie z autorskimi programami, prezentacjami i dokumentami handlowymi. Raz także okradziono nas fizycznie, w dawnej siedzibie na Filtrowej, a z dochodzenia policji wiemy, że złodziej musiał znać firmę od środka. Zginęły wtedy między innymi twarde dyski. Cóż, dziś i tak jest nieźle, gdyż za liderem poszło tylko kilka osób, być może kilka kontaktów, zginęło kilka dokumentów. Reszty będziemy się dowiadywać z czasem, już stopniowo tak się dzieje.

W tym kontekście – jest we mnie z mistrza złego czy dobrego tyle, co soli w zupie ogórkowej. Jest natomiast biznesmen, którego firma poniosła wymierne straty, choćby kilkadziesiąt tysięcy złotych wydanych w ostatnim okresie na inwestycję w kadry, czy budowanie konkretnych kontraktów, które nagle przepadły. Inwestycja w kadry okazała się pożyczką bezzwrotną. Jest wiele innych strat, które dopiero liczymy. Te straty nie są jakimś magicznym zabijaniem antymistrza, ani wzlatywaniem z gniazda to konkretne, wymierne szkody odbijające się na pracownikach, którzy nadal tworzą firmę. Czy jest we mnie rozczarowanie? Nie. Raczej wewnętrzny spokój, że z moim współpracownikami i wspólniczką Kaliną nie popadamy w paranoiczne zachowania, żadnego zakładania krat w oknach, ani dodatkowych firewalli. Norman Benett pozostaje nadal otwartym miejscem i mamy się całkiem nieźle.

 

Czy jest jakaś konkluzja? Może tylko ta, że taki jest czasem współczesny, polski kapitalizm. Niektórych to nie dziwi, po prostu bociany rozpostarły skrzydła, kto jest żabą niech się kryje. Z punktu widzenia tego, kto odlatuje, oczywiście tym łatwiej jest odejść, im bardziej opluje się gniazdo. Niestety banalna, typowa historia.

 

Znam starodawny toast, wart złota dla swej piękności: „Obyś nie spotkał przyjaciela, gdy będziesz wchodził na górę powodzenia”. – Mark Twain

 

Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego obecnej formie jest moim zdaniem prawdziwym źródłem zła. Widzimy przed sobą ogromną społeczność producentów, której członkowie nieustannie usiłują pozbawić się nawzajem owoców swojej wspólnej pracy – nie siłą, lecz ogólnie rzecz biorąc zgodnie z legalnie ustanowionymi regułami. (…) Nieograniczona konkurencja powoduje ogromne marnotrawstwo pracy i okaleczenie społecznej świadomości jednostek, o którym wspomniałem wcześniej. Owo okaleczenie świadomości jednostek uważam za najgorsze zło kapitalizmu.(…) – Albert Einstein.

Pogłoski o mojej śmierci
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

25 komentarzy

  1. Majku,
    dzięki za Twojego posta, bo uświadomiłam sobie coś, o czym aż muszę napisać: strata to ubytek czyli przez stratę może zrobić się miejsce, a puste miejsce można wypełnić czymś nowym. Kiedy idzie nowe i zmiana można nie mieć poczucia rozczarowania. Można mieć poczucie że można to miejsce znowu zapełnić czymś bardzo dobrym.
    Wtedy nie ma czego żałować.
    Pisanie o czymś nieprzyjemnym co człowieka spotyka w życiu to jest ekshibicjonizm, w który zresztą łatwo uderzyć.

  2. Zgadzam się z kejcioszkiem w 100 % . Gość pisze o dużych stratach , ale oczywiście nie jest rozczarowany …. Kurde , trzeba być ślepym , żeby nie widzieć tej niespójności . Marketingowe tłumaczenie firmowych zawirowań i wzmacnianie wizerunku guru ? A może brak wglądu w swoje wnętrze ? Wymowne zdjęcie podkreślające dramatyzm odejścia pracownika . I po co to wszystko ? Dziwny ekshibicjonizm …

  3. można tak i tak.to co wysyłasz to wraca.podobno to coachingowe.
    Pod jednym warunkiem – wszystko działa w dwie strony.

  4. Vayho, nawet Jezusa szlag trafił w świątyni i pogonił kupców:)) Może są ludzie,którzy osiagnęli poziom miłości bezwarunkowej. Nie wiem.Nie znam nikogo takiego.Natomiast znam wielu takich,którzy pracują nad własnym rozwojem. Mają wyznaczone swoje kierunki i częściej lub rzadziej zbaczają z drogi. Najważniejsze, że potem na nią wracają..
    Nauczyciele,których spotykam są moimi towrzyszami w podróży. Mądrzejszymi ode mnie, bardziej doświadczonymi, z większą świadomością.I po prostu ludżmi.Natomiast rozumiem Vayho Twoje tęsknoty.Sama to kiedyś przerabialam:)

    Miałam okazję poznać Maćka i szanuję jego wiedzę i umiejętności. A przede wszystkim bardzo lubię- za ciepło, empatię, wrażliwość na ludzi i zwierzęta.Ale nie oczekuję, że będzie „nadludziem”:))Wręcz przeciwnie,przez bycie”ludziem” jest mi bliższy:) A jednocześnie jest ode mnie mądrzejszy, dojrzalszy i ma wiekszą świadomość.To naturalne, ma więcej doświadczeń ode mnie.

    A co do gorzkiej nuty.Sama za Agnieszką Hawajką postulowałam więcej optymistycznych tekstów.A teraz mam inną perspektywę. Wczoraj wymieniałam meile z człowiekiem,który ma dużą świadomość. Chociażby z racji wieloletniej praktyki medytacyjnej.I juz wiem,że jeżeli ktoś widzi więcej niz inni to obecnie trudno mu utrzymać optymistyczny ton. Nie chcę, żeby teksty Maćka były tylko izajaszowym wołaniem na puszczy. Możej jeszcze mamy szansę na zmianę globalnej świadomości.

  5. Bardzo lubię Twaina i Einsteina. Lubię ich słowa, zwłaszcza Twaina są mocne i trafne. Do nich dodałabym Osho i Terzaniego – moi ulubieni „starcy” :)
    Ostatnio zdarzył mi się poważny błąd w pracy, nie wiem jakie będą konsekwencje, ale przyznałam się do niego, spodziewam się różnych scenariuszy, a może bardziej nie spodziewam się żadnego. Przez 11 lat pracy nie zdarzyła mi się taka sytuacja, ciekawe że przytrafiło mi się to kiedy sama z siebie wyszłam z prośbą o jednorazową premię. Oczywiście nie jest to przypadek. I traktuję to jako mega ciekawą naukę, ciut się boję, wiadomo. Ale ponieważ nie stawiam oporu, pojawiła się akceptacja to w pewnym momencie poczułam mega wolność.
    I też powtarzam sobie – jakie to ma znaczenie we wszechswiecie?? Słońce nadal żyje, planety „wiszą” w kosmosie. Dzięki temu człowiek nabiera dystansu, przynajmniej ja.

  6. Ja nazywam ekonomię nauką o chciwości :)

  7. Joanno – dla mnie coach to coś więcej niż zwykły człowiek. Rzeczywiście mam w głowie taką projekcje – pewien model, wyobrażenie jakiego coacha bym chciał lub jakim chciałbym być w przyszłości. Może to ktoś taki, jak to mądre alter-ego bohatera z Coaching Tao… swoją drogą to ciekawe, że dla mnie coach miałby być troszke takim nadludziem. Jakbym nie chciał zaakceptować człowieka i jego błędów w tej tożsamości. Fajne :)

    Kejcioszku – spokojnie :) Raczej mało możliwe jest aby ktoś tak doświadczony jak Maciek sam do tego nie doszedł. Jest coachem i uczy coachingu – pewnie spojrzy na ten teks kiedyś z dystansem lub już to zrobił i stanie się jeszcze lepszy! Od tego przecież mamy takie lekcje jakie daje nam życie. Inaczej nie moglibyśmy się rozwijać. Joasia ma racje. Wszyscy jesteśmy ludzmi… tylko że mi żal… szkoda bo to mało atrakcyjne jest: wzorzec, wzorzec, wzorzec… a czy w końcu będzie ktoś kto będzie umiał kochać bezwarunkowo wszystkich, czysto z autentyczną intencją dobroci. Kto nie będzie się bał niczego. Będzie umiał żyć w zgodzie ze sobą – tak żeby żyć też w zgodzie z innymi?

  8. rzeczywiscie smutne, „banalny kapitalizm”,

    w koroporacjach do biurka zwalnianego pracownika przychodzi szef hr, szef ochrony i w 15 minut pracownik przestaje miec nawet bony do stolowki, czasem to bulwersuje, ale w mojej firmie jeden z kontrahentow udostepnil konkurencji plany pewnej inwestycji, zrobil to sprytnie, wiec nie bylo twardych dowodow, setki tysiecy euro straty,

    podejrzewam ze w malej firmie to musi byc jeszcze grozniejsze, oczywiscie zwolniony pracownik krzyczy ze to pogwalcenie, krzywda, ale widzi tylko czubek swego nosa, zapomina tez o kolegach ktorzy napracowali sie na projekt i zostaja w firmie

  9. Cieszy mnie, że dostrzegasz, Maćku, całą masę zalet tej sytuacji. Tak bywa, więc tak już jest, więc to jest dobre. Wszyscy – głowę do góry! :)

  10. A co się dopiero dzieje w brytyjskim królestwie…Taki jest świat. Nasz mistrz dzogczen mówi zawsze do nas, praktykujących—„płyniemy wszyscy w jednej łodzi do oświecenia, jak wy łamiecie samaja (powiedzmy–„zasady”) i ja się wtedy zle czuję” Czy to też jest synchronia?

  11. Coś mi się jeszcze skojarzyło.Mój komentarz o zabijaniu mistrza nie dotyczył Twojego,Maćku, wpisu, a wypowiedzi Vayhy.W niej dostrzegłam ten wzorzec.Internet nie jest najszczęśliwszą formą komunikacji.

  12. Kejcioszku, wpisy pod blogiem tak działają,że jezeli pierwszy raz się wypowiadasz pod danym loginem, to trzeba trochę poczekać na umieszczenie wypowiedzi. Kolejne Twoje wypowiedzi już „z automatu”będą się wyświetlać odrazu po wysłaniu komentarza. Tak działa system, a nie podejrzewany przez Ciebie o zapędy cenzorskie Maciek:)

  13. no tak i umieszczanie tylko dogodnych Ci komentarzy jest bardzo dojrzałe..

  14. A co do cytatu Einstaina to to kolega przysłał mi cytat z „The End of History and the Last Man” Fukuyamy

    „W dzisiejszym świecie wydaje się pięć razy więcej pieniędzy na środki
    zwiększające potencje i na silikon dla kobiet, niż na badania nad lekiem
    przeciw chorobie Alzheimera. A pojęcia i trendy związane z egzystencjalnym
    poszukiwaniem wewnętrznej integracji i harmonii zostały zastąpione przez
    systemy i matematyczne algorytmy poszukiwania dóbr rozumianych jako
    widoczny, najlepiej spektakularny społecznie, przyrost dochodu. W dobie i
    kulturze cyberglobalnej duchowość będzie filtrowana przez pryzmat rynkowej
    przydatności do zarabiania pieniędzy.”

    Tym bardziej dbajmy o wewnętrzną integrację i harmonię.. Możę tak zrównoważymy to, co dzieje się na zewnątrz.

  15. hmmm??
    Trudno skomentować Twoje słowa, zastawiam się w ogóle po co to robie, ale myślęże po to byś może wziął z tego co chcesz. Piszesz, że to Cię nie boli, że nie jesteś rozczarowany, że bociany odlatujące z gniazda opluwają je bo tak im latwiej i ze to typowe. Przeanalizuj w takim razie to co napisałeś tak dosłownie od okładki do okładki, zobaczysz wtedy że TY opluwasz bociany które odleciały,może to i typowe..ale ja myślę, że tak naprawdę dużo straciłeś i to Cię boli. Przyznanie się do tego, że straciłeś kawał świetnego narzędzia, bez którego na początku będzie Ci trudniej, nie mówie trudno ale trudniej. Każdy z nas odczuwa stratę, mniej lub bardziej ale jednak ją odczuwa.Dziwi mnie jednak Twoja hipokryzja mówiąca o pluciu na Ciebie kiedy sam plujesz. Tu można napisać , cytuję :”banalna, typowa historia.”
    Dziwi mnie też że kształcony człowiek jak TY, założyciel firmy, nie zostawi w środku między Wami co się dzieje tylko w tak infantylny sposób upublicznia pewne kwestie, myśląc, że co zyska sobie publikę po swojej stronie? Bawi się w przeciąganie liny? Bez sensu?
    Powiem tak, z mojej perspektywy jak tu stoję: zastanawiam się czy żal mi Ciebie? czy ludzi którzy tak długo z Twoja hipokryzją wytrzymali?

  16. I w takim sensie jestes Maćku dla mnie mistrzem. Bo wskazujesz kierunek.

    Zastanawiałam się,dlaczego trafiłam do Was na cykl szkoleniowy. Bo nie wybierałam go sama, zaproponowano mi udział w nim. I na dzisiaj wiem,że m.in. uwrażliwiłeś mnie mnie na synchronię. A dzieją się tutaj rzeczy niezwykłe.Łącznie z tym, że jakiś czas temu rozmawiałam telefonicznie. z koleżanką o jej psie. Zwierzak został wykradziony alkoholikom, którzy się nad nim znęcali. Własnie był po pierwszej lekcji w szkółce dla psów i o tym sobie pogadywałyśmy.Stałam na ulicy i nagle zobaczyłam przed oczami wielki napis LUPUS. Psiak tak ma na imię. Nieco zszokowana przyjrzałam sie bliżej. Naprzeciwko mnie zaparkował samochód z wypisaną nazwą firmy-własnie Lupus. Uznałam, że świat wielkimi literami mówi do mnie „Hej, synchronia istnieje!.Naprawdę!”:))

  17. Hmmm… wszystko mija, sława, pieniądze, uroda. Oczyszcza się stare, nowe ma gdzie rosnąć. Materia jest ulotna, ludzie przychodzą i odchodzą. Pytanie czy w tym przemijaniu jestem blisko siebie? Czy mogę spać na ulicy i być blisko siebie, czy mogę śmiało patrzeć sobie w oczy każdego ranka? Co moje życie znaczy dla mnie samej i na czym buduję moją rzeczywistość? Jak szybko podniosę się po upadku i co z ziemi podniosę wstając? Czy zauważam słońce, które świeci od „zawsze” i czy chcę się od niego uczyć? Czy chcę być mistrzem dla siebie?

  18. Zosko, dzięki.

    Dla mnie mistrz to drogowskaz. Wskazuje mi kierunek.

    I jako człowiek ma prawo do tego, że czasem sam zejdzie na chwilę z tej drogi.Bo ja dzięki temu uczę się, że nawet jeżeli wielokrotnie noga mi się omsknie, to mogę wrócić na wybraną ścieżkę.

  19. Joanno,
    dla mnie mistrz to osoba, która nawet jak jest bardzo daleko, to jest bardzo blisko.

  20. A jeśli zaś chodzi o drugi cytat z Twaina („Obyś nie spotkał przyjaciela, gdy będziesz wchodził na górę powodzenia”), bardzo gorzki cytat, to —z własnego doświadczenia mogę powiedzieć—że , nie wiem jak czuje się ten, co się wspina na tę górę, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale wiem, jak może się czuć ten „przyjaciel” towarzyszący, a niejednokrotnie współtworzący sukces, czy powodzenie. Byłam w takiej sytuacji. Kiedy już mój towarzysz osiągnął górę powodzenia, rozstał się ze mną, jak z kimś, kto już nic więcej dla niego zrobić nie może. Było to bardzo gorzka lekcja dla mnie, ale wyciągnęłam z niej wnioski następujące—jeśli chcę pomagać, nie mogę na nic liczyć, na żadną wdzięczność, na przyjażń, na nic. A jeśli pomagam za bardzo, to niech mi się zapali lampka z pytaniem „po co to robisz? przecież nie jesteś matka Teresa”. I te kilka lat ładowania całego” kapitału” w sukces faceta skończyło się tak, jak pisze Vayha, kupiłam za to naukę dla siebie. Trochę drogo, ale cóż głupota i niedobory kosztują.
    Mam znajomego coacha–mistrza, który opowiadał mi jak stracił świadomie wszystko (w sensie kasy), by wyjść z opresji sukcesu, który nie dawał mu szczęścia. Nie wiem, czy jego casus jest dorzeczny w Twoim, Macieju, przypadku (zapewne nie), ale wiem, że „strategia” mojego Znajomego bardzo mi zaimponowała.

  21. Vayho,do czego jest Ci potrzebne wystawianie „mistrza” na próbę?

    Piszę „mistrza” w cudzysłowiu,bo wszyscy jesteśmy ludźmi.I nie obciążam Maćka swoimi projekcjami o Idealnym Przewodniku.W związku z tym nie mam potrzeby udawadniania mu,że nie jest taki idealny.Bo nigdy nie składał mi takiej deklaracji. A ja już chyba jestem na tyle dorosła,że nie mam oczekiwań,że ktoš się musi ciągle wyrabiać.

    A może to,że jestem kobietą ratuje mnie od atawistycznej potrzeby rywalizacji z samcem,którego spostrzegam jako przewodnika stada?

    Swoją drogą chętnie pogadałabym z Wami,co dla Was oznacza pojęcie mistrz.

  22. No cóż… to co się stało w Twojej firmie to też jest jakaś informacja. Jak to mówi jedno z najbardziej cenionych przeze mnie przysłów – „nic na zewnątrz co i wewnątrz” :)
    Jako biznesmenowi współczuję Ci. Jak człowiekowi i coachowi absolutnie nie! Sam piszesz w swoich książkach, że są dwa typy ludzi tylko: przyjaciele i nauczyciele… więc dla mnie opowieści o kapitalizmie mają się jakoś tak nijak do mikro osobistego doświadczenia.

    Jest taka scena w filmie „Prawo Bronxu” z Robertem De Niro kiedy starszy mafioso uczy młodego adepta gangsterki, budowania relacji z nieuczciwymi partnerami. Otóż kiedyś młody gangster pożyczył 20 $ koledze z sąsiedztwa. Dłużnik jednak za każdym razem, kiedy widzi młodego, ucieka – tym samym dług nie może być spłacony. Stary mafioso widząc po raz kolejny nieudaną próbę złapania nieuczciwego kolegi woła do siebie młodego gangstera i mówi: Po co go gonisz? Za 20 $ ? Nic nie rozumiesz. Nie goń go. Za 20 $ kupiłeś informacje. Informacje o tym, że to złodziej i dupek i nie warto się z nim zadawać. Masz już go z głowy na całe życie! To bardzo dobra inwestycja!

    Pisząc wczoraj swój wpis na Twoim blogu Maćku nie miałem pojęcia co się wydarzyło. Mieszkam na drugim końcu Polski, spotkałem Cię dwa razy i nie znam Twojej firmy. Wczorajszy mój wpis nie miał za zadanie tyle opluwać cokolwiek co sprowokować mistrza. Wystawić go na próbę. Zapytać go czy jest oazą mądrości i spokoju czy też nie. Czy dobrze wyczuwam nutę rozczarowania, czy może nakładam własną, niesłuszną interpretację na Twoje wypowiedzi. Taki już ze mnie kontrsugestywny niewierny Tomasz. Odpowiedz otrzymałem. Patrząc jednak na całe to zdarzenie jak zwykle dochodzę do wniosku, że nic nie dzieje się przypadkiem…

  23. A mnie jest bardzo, bardzo żal, że tak się zadziało. Bo z Wami obydwoma miałam przez pół roku regularny kontakt. Żal mi, że w taki sposob to rozstanie nastąpiło. I każda ze stron ma swoją opowieść. Ty piszesz o lojalności, Sancho Pancha o opuszczających gniazdo ptakach. Może kiedyś zabliźni się i będziecie mogli spokojnie porozmawiać.

    Coś wisi w powietrzu. Kolejne gwałtowne rozstanie w biznesie i przyjaźni, rozruchy, zachwiania gospodarek. Wzmożona aktywność słońca.Reikowcy mówią o aktualnych silnych pływach energetycznych, które m.in. powodują gwałtowne negatywne emocje. I po mojemu tym bardziej trzeba dbać o własną równowagę wewnętrzną. Żeby nie ulegać temu, co sie dzieje i jednoczesnie nie dokładać się do tego. Bo mój mikrokosmos reaguje na to, co na zewnątrz i jednocześnie mocno na to zewnętrzne wpływa. W każdym razie staram się tę równowagę zachować.Z różnym skutkiem. Właśnie w tym tygodniu dwa razy wybuchnęłam, bo spotkałam się z mocno manipulacyjnymi wobec mnie zachowaniami /w każdym razie tak je spostrzegałam/. A potem miałam czas intensywnej refleksji.Co chcę w zamian.Od siebie. I napisałam maile,w których przeprosiłam za mocno emocjonalną formę moich wypowiedzi.Nie wiem,co druga strona na to. Ja sobie coś oczyściłam. Chociaż nie było to łatwe:) I mam nadzieję,że zrównoważyłam tę niefajną energię, jaką przedtem wysłałam na zewnątrz. Bo gdzieś mam przeczucie,że nawet takie drobne historie mogą przeważyć i spowodować przekrocznie masy krytycznej na świecie. I jakoś czuję się za to odpowiedzialna.

    Co do biznesu to od dłuższego czasu mam zainstalowane przekonanie „dla każdego wystarczy” Po prostu robię swoje. .

  24. Autor Tomka Sawyera, nota bene mojego ulubionego męskiego bohatera literackiego, miał zdrowe podejście do karuzeli życia. Ten humor…Gdyby nie to, że posiadam (to chyba moja najcenniejsza „posiadłość”) poczucie humoru, już dawno zatłukłabym torebką—pierwszego męża, drugiego męża, sprzedajnego kochanka. Potem wlałabym środek na przeczyszczenie do kawy mojej sztywniackiej dyrektorce. Ciekawe co zrobiłabym sobie? Jako, że wobec siebie jest się najłagodniejszym, to odmówiłabym sobie na trzy tygodnie czekoladek z wanilią. Ale ponieważ istnieje poczucie humoru jakoś się wszyscy do kupy w końcu schodzimy i śmiejemy.

Komentarze są wyłączone.