Pole

pole relacji
pole relacji

Kiedy wojna podchodzi pod nasze granice, to już inna wojna, bardziej nasza. Ogień z podpalonego domu może się również przenieść się na nasz dach. Na swoje nieszczęście znam nieco historię, na moje nieszczęście za dużo myślę i co gorsza czytam – tak kiedyś orzekł, wiele lat temu, mój kolega ze studiów. Za dużo myślisz a rzeczy są proste jak chłop i baba w łóżku. Co rusz ktoś tak w moim otoczeniu mówi: nie ma co myśleć, nie myśl tyle, po co tyle myśleć, po co tyle czytać?  Jak tu nie szukać odpowiedzi, koincydencji, jak tu nie niepokoić się przyszłością, gdy Ukraina płonie a przeciętny Rosjanin zaciera ręce rozradowany aneksją Krymu?

Oczywiście znam się, co nie co, na szkodliwym wpływie gdybania, na tych wszystkich lękach i prognozach rzutowanych w przyszłość, wiem, że nie ma co gdybać i martwić się na zapas. Znam też treść, i chyba odgaduję sens, Potęgi teraźniejszości Tolle’go ale… No właśnie to odwieczne ale. Świętujemy przystąpienie do Unii, rocznicę konstytucji, dzień flagi a mnie przed oczami stają kartki z historii, gdy Hitler umacniał się przy władzy, gdy obok wyrastał Mussolini, gdy niemieckie samoloty bombardował Guernicę,  żeby przechylić szalę zwycięstwa na stronę generała Franco w Hiszpanii, gdy w Stalin głodził Ukrainę i mordował swój naród. Europa i Ameryka milczały, czekały, debatowały. W tym roku przypada setna rocznica wybuchy I wojny światowej. Z błahszych powodów, niż te ukraińskie, wybuchały wielkie wojny. Ilekroć jakiś mędrzec, filozof, polityk mówił: to niemożliwe, to będzie lokalny konflikt, Hitler to rozsądnych człowiek, Stalin to człowiek honoru i temu podobne naiwne opinie, historia z całą szyderczą mocą pokazywała, że przekroczenie wszelkich granic to tylko początek przesuwania granic w stronę piekła na ziemi. Po holocauście świat już nie był taki sam. Ludobójstwo jest częścią ludzkiej historii ale po raz pierwszy systematycznie wymordowano cały naród w majestacie prawa przez machinę państwa. Przesunięto ostatnią granicę? Gdzież tam, w latach 90 XX wieku na oczach całego świata dokonywano ludobójstwa na terenie byłej Jugosławii. Współczesna technologia pozwala śledzić pojedyncze samochody a nawet ludzi, tymczasem w Afryce w kilkudziesięciu regionach dokonywane są bezkarnie czystki etniczne – Erytrea, Somalia, Nigeria, Czad.

Odnalazłem cytat z Doroty Masłowskiej z jakiegoś jej felietonu: Tak to trochę widzę, że jesteśmy pierwszym pokoleniem, któremu wykupiono kolonie w raju. Nie dostaliśmy w użytkowanie świata, dostaliśmy wielką, powszechną jadłodajnię. Szkolono nas i przystosowywano do sięgania, brania, jedzenia, klepania się po brzuchu. Żadnych naturalnych wrogów, żadnych dzikich zwierząt, nic, co stawiałoby nam opór. Wojna, Holocaust i śmierć to tytuły gier komputerowych, napisy na koszulkach, obcojęzyczne fanaberie spikerów telewizyjnych. Ten pokój fruwający po świecie w przebraniu białego gołębia pokazywany nam przez okno w przedszkolu jest oczywisty i zastrzeżony w prospekcie. A czasami siedzimy i wzdychamy: „Jezu, niech wreszcie przyjdzie jakaś wojna, niech to wszystko wreszcie wybuchnie. Niech będzie po co żyć.”

Czytam te słowa ze zgrozą, choć znów chyba rozumiem ich treść i przesłanie autorki. Urodziłem się 15 lat po II wojnie światowej i pamiętam z jakim lękiem rodzice reagowali na popołudniowe pukanie do drzwi. W ich mapie świata, w ich wzorcach przeżyć mogło tam stać Gestapo, żandarmeria, oddział SS, żołnierze Armii Czerwonej, lub funkcjonariusze NKWD, UB, SB a w najlepszym razie MO. Wtedy w latach 60 i 70 XX wieku za drzwiami mogła to być już sąsiadka, lecz stare lęki dzieciństwa i młodości moich rodziców działały jak trans. Oni doskonale wiedzieli, że wszelkie granice mogą zostać przesunięte, że człowieczeństwo można z łatwością zawiesić na kołku jak nóż i karabin. Firewallem przed destrukcyjnością nie jest ani wiedza, ani odpowiedzialność, ani religia, ani doświadczenie, ani sojusze. Wojny i ludobójstwa inicjowali lekarze i wykształceni filozofowie, ludzie o duszach artystycznych, dzieci kochane i nienawidzone, szanowani politycy i honorowi żołnierze. Czytam Anatomię ludzkiej destrukcyjności Fromma, sięgam do prac Mindella. Ten pierwszy czyni odpowiedzialną za destrukcyjność ludzką osobowość, ten drugi – intencje, które wnosimy do relacji, energię, którą wnosi każdy z nas. Tysiąc przelękniętych, niezadowolonych z siebie ludzi generuje energię, która zatruwa pole relacji. Tysiąc spokojnych, harmonijnych ludzi tworzy pole relacji, które wspiera życie. Życia nie da się oszukać gładkim frazesami, albo wspierasz życie albo je odbierasz.

Biorę oddech, oczyszczam przestrzeń wokół siebie, najpierw z myśli, potem z emocji, w ciszy, przymykam oczy, obserwator we mnie milczy, głosy, obrazy, odczucia gasną. Pole wokół mnie, przestrzeń wokół łączą się w ciszy z moim milczeniem. Zegar odmierza sekundy.

Pole
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

14 komentarzy

  1. Zakazane jest publikowanie main kampf, szerzenie treści nazistowskich oraz niewolnictwo. W tej samej kategorii i z tych samych powodów powinien się znaleźć koran i islam. Tolerancja nie może być równoznaczna z głupotą.
    W Japonii np. jest w ogóle zakaz osiedlania się muzułmanów.
    Nie dziwne, bo tam jest sporo buddystów zen, którzy to buddyści są dla muzułmanów czymś jeszcze gorszym niż Żydzi i Chrześcijanie razem wzięci (bo w końcu Allah jest bogiem wspólnym).
    W Japonii nie mają żadnych dylematów z toletancją islamu. Poza tą jedną religią można tam sobie wyznawać co się chce.
    Dżo-ann, pojedź do jakiegoś islamskiego kraju. Sama, i nie do hotelu w kurorcie, tylko w interior. Zobacz te barwy i zapachy co to niby takie fajne… A potem, np. po tygodniu, wróć do Europy, do jakiejkolwiek europejskiej wiochy zabitej dechami … co za ulga! Od razu można zrozumieć znaczenie słowa ‚wolność’. Polecam szczerze takie doświadczenie.

    „…zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz” pisze Mistrz.
    Dokładnie to samo jest z wolnością.

    Mam też znajomych którzy dostali kontrakty w Kuwejcie i w Arabii. Żadna z żon nie wytrzymała tam dłużej niż 5 mies.
    Na szczęście miały dokąd wrócić …

  2. Skoro „tysiąc przelękniętych ludzi generuje energię, która zatruwa pole relacji. Tysiąc spokojnych, harmonijnych ludzi tworzy pole relacji, które wspiera życie” to wybieram w każdym razie bycie nieprzelękniętą na każdym kroku. Świadomą to jasne, ale ześwirować się danymi statystycznymi i nie dam, a nasze wybory życiowe nawet te ryzykowne to w końcu nasze wybory.

  3. Tekst Pana Macieja to smutny fakt. Tam ktoś ginie, a mi stygnie herbata. Jutro śniadanie, a tam ktoś ginie. Obiad, a tam porywają 200 dziewczynek. Świat jest złożony i trudny dla myślącego człowieka.
    Pozdrawiam

  4. A ja mam za sobą epizod w związku z muzułmaninem i przyznałabym rację AgaWie. Nie jest dobrze być wykształconą, wolną kobietą w świecie muzułmańskim. W ogóle nie. Rzadko bywam kategoryczna, ale tutaj tak. I nie ma to nic wspólnego z moim brakiem otwartości na inne kultury i religie. Ani z niewłaściwym przekazem medialnym.

  5. @AgaWa pytanie czy jesteś szczerze ciekawa czy się tylko najeżasz? Pytanie czy tylko próbujesz mnie porządkować czy chcesz podyskutować?
    Wolna kobieta. Hmm. Z mojego punktu widzenia tak, jasne jesteśmy wolnymi kobietami tylko co z tego. Patrzę na różne kobiety poobijane przez mężów alkoholików, naruszane przez ojczymów i własnych ojców czy choćby te młode dziewczyny z Zambrowa.
    Zależy jak się problem ustawi, ale zaryzykuję tezę że nasza kultura jako taka nie generuje i kumuluje wcale mniej zła niż np. taki islam.
    Zazdroszczę podróżnikom doświadczeń z otwartości na różne kultury. Ja np. chciałabym spróbować kiedyś muluchiji – zupy z juty wśród dobrych, prostych ludzi poznając przy okazji ich świat. Pamiętam ze spotkania w Bunkrze Sztuki z Państwem Lisowskimi ferię barw na zdjęciach i ciekawych opowieści ze świata, w którym panuje islam. Nie bez kozery istnieje też na uj kierunek arabistyka.

  6. A ja? Szczelnie zamykam szafkę z dziełami genialnej Masłowskiej, z niusów interesuje mnie tylko pogoda, nawet Tolle idzie w odstawkę. W zamian wychodzę na pole. A tam prawdziwe szaleństwo seledynu i innych odcieni zieleni. Rośliny dostały nieprawdopodobnych barw dzięki temu, że tak pada. Bez już zakwitł i obłędnie pachnie. Telefon do przyjaciółki, która kontempluje grę cieni na ścianie i drobinki cukru opadający na dno szklanki z herbatą. Życie jest cudem, a w maju ten cud jest po tylekroć bardziej namacalny.

  7. Europejskiej kulturze nie zagraża Putin ani Żydzi z Izraela.
    Zaś dane demograficzne są jakie są.

    Zaś z polityką w sprawie muzułmanów problem jest taki, że jak na razie nic się w polityce w tym względzie nie dzieje, zaś rosną liczebnie getta niekształconych w ogóle, niepiśmiennych, niezintegrowanych, niezasymilowanych muzułmanów, dla których nasz świat jest pełną zgnilizną.

    Powiedz mi, co takiego fajnego jest w kulturze muzułmańskiej, zwłaszcza z punktu widzenia, wykształconej, wolnej kobiety. Oświeć mnie.

  8. Nie mylmy Arabów z muzułmanami.

  9. Ciekawy podnosisz wątek @Agawa. Sporo programów pub. bije na alarm w związku z przewidywanym zalewem islamu w Europie. Myślę, że taki medialny raban jak zawsze jest swego rodzaju polityczną zagrywką. Turbany, samobójcy Allaha, brutalność wobec kobiet nadciągają. Rzecz bardzo chwytliwa dla emocji. Media niebywale manipulują naszymi głowami. Właściwie co my wiemy o arabach. Wszystko, co jest nam przekazywane jest meganieobiektywne. Kwestia najbardziej zatrważająca: samobójcze zamachy. Ciągle słyszymy o arabach, tymczasem identyczne, jeśli nie raz nie większe okrucieństwo Żydów jest całkiem na porządku dziennym. Raja Shehadeh, ceniony u nas w Polsce pisarz pochodzenia, przedstawia swoją prawdę. Np. jego „Obcy w domu” czy Palestyńskie wędrówki. U nas wyróżniony w kolejce po nagrodę Kapuścińskiego, żydowski portal erec israel wprost naśmiewa się „z jego tanich sentymentalizmów”. I typowo zbija jego własne wspomnienia nieporównanie większym bestialstwem arabów. Każda strona konfliktu umniejsza drugą.

    Polityka żyje z podsycania antagonizmów i nienawiści. Polityka karmi się wizjami i czarnymi fantazjami apokalipsy, wybuchów bomb nuklearnych, masowych egzekucji; straszy już samymi przewidywaniami. Każdy przywódca staje się silniejszy dzięki postrachowi jaki umie wzbudzić. Zły, groźny Arab, który najedzie i wyprze kulturę – to takie „w to mi graj” dla bogaczy grających w realne „Eurobiznes”. Nie wszystko też w tej kulturze jest złe, czarne, niebezpieczne i wrogie. Czytając Obcego w domupoznaję świat przeżyć człowieka, który właściwie jest taki, jaki jest przez miejsce i wychowanie, w które wrzuciły go własne narodziny. Media, zwłaszcza nasze są mega wybiórcze, sakramencko nieobiektywne i nie przedstawiają złożoności świata. Burzę się na to :-)

  10. A z mojej perspektywy to wygląda tak:

    Po upadku ZSRR małe państwa, takie jak Litwa, Łotwa, Estonia oraz niektóre większe, np. Polska, zdołały pozbyć się ze swojego terytorium radzieckich wojsk, zreformować państwo i wstąpić do Unii Europejskiej oraz NATO.
    Co zrobiła Ukraina? NIC. Czas dla Ukrainy na pozbycie się ruskich wojsk pokojowo z Krymu minął bezpowrotnie jakieś 20 lat temu. Na Ukrainie nie ma sensownego rządu od lat, żadnych reform, za to jest niewyobrażalna już dla nas korupcja, degrengolada, brak perspektyw. Ukraińcy zmarnowali swoją dziejową szansę SAMI.
    Wschodnia Ukraina przez Zachodnią jest postrzegana jako sprzedajna i ruska. Za to Zachodnia przez Wschodnią jest zaliczana całościowo do Banderowców. Teraz okazuje się, że jeśli ktoś mówi tylko po Ukraińsku (dużo młodych ludzi na Zachodzie Ukr.) do dla tych ze Wschodu jest to dowód na bycie Banderowcem zwalczającym Wschód.

    Właściwie uważam, że to, że Putin nie przyłączył jeszcze wschodniej Ukrainy do Rosji, która zresztą, tak jak Krym tego chce, za dowód jego niezwykłego taktu i powściągliwości. Ludzie na wschodzie Ukrainy mają dosyć tego ukraińskiego rządu, degrengolady, bezprawia i liczą na to, że ktoś coś z tym zrobi. Wiarę w rząd ukraiński stracili dawno.

    Polska od 300 lat jest aktualnie po właściwej stronie żelaznej kurtyny.

    Szczerze mówiąc, Putina to ja jakoś się nie boję w obecnej sytuacji politycznej.
    Za to warto zwrócić uwagę na islam. W Polsce tego tak nie widać, bo mamy mało imigrantów. Ale za to na Zachodzie … Muzułmanie wykorzystują naszą tolerancję religijną i pod jej płaszczykiem wdrażają szariat jako obowiązujący dla nich w ramach społeczeństwa demokratycznego. No ale oni mają po 7-8 dzieci, a my (europejczycy) mamy przyrost naturalny ujemny, więc za chwilę okaże się, że szariat jest prawem w Anglii, Francji, NIemczech oraz Hiszpanii.

    Bardzo bym nie chciałabym żyć w islamskim kraju. I nie życzę tego jakiejkolwiek kobiecie. A prognozy są jasne: kilka sporych krajów europejskich w 2050r będzie islamska.

    Historia pokazuje jasno, od czasów Sumerów, że obfitej imigracji nie wytrzymała żadna kultura.
    Wojny między państwami tylko przepychają od czasu nieco granice, to tu, to tam.
    Ale imigracja całkowicie obcej kulturowo ludności wiąże się jednoznacznie z upadkiem kultury miejscowej.
    Putin? A co mi tam Putin, naprzeciw milionom ekspansywnych, nietolerancyjnych, dobrze mnożących się muzułmanów :-/
    Polska na szczęście (w tm kontekście) jest katolicka i nieatrakcyjna póki co dla imigrantów.

    …. jeszcze okaże się że za parę lat, że silna, mocarstwowa Rosja będzie ostoją cywilizacji chrześcijańskiej … :-) To byłby prawdziwy, historyczny zakręt.

  11. Ja czuję jakbyś kolejny raz nas ostrzegał. Zauważasz podobieństwa z historii. A wiemy że ona lubi się powtarzać i wracać. Może nadszedł ten czas. Kiedyś jeden z moich profesorów powiedział że wojna będzie wtedy kiedy będzie się to komuś opłacać. Wojna to narzędzie polityki. Ja mam wrażenie że wcale tak dużo w naszym świecie nie zmieniło. Wciąż śpimy. Czasami potrzeba bólu żeby się obudzić. Władza jest ślepa a dążenie do niej pochłania bardzo.

  12. Nie da się ciągle bać, nie da się żyć w nieustannym strachu. Chcę myśleć, że pole energii gorliwie modlących o pokój na świecie się do Boga starszych Pań, które same doznały wojny wygra. Naiwna wiara? być może. Coś takiego jest, że przy okazji uroczystości kanonizacyjnych Jana Pawła II kiedy czarny brat całuje białego na znak pokoju człowiek nie do końca wierzy w jednomyślność.
    Na forach pełno cyrylicy, na jutubie budzące zgrozę obrazy wojny i nowa ksywa: Putler. Być może jestem ostatnim naiwniakiem i długo sobie nie pożyję, ale wiem i pamiętam, że mam się nie lękać.

Komentarze są wyłączone.