Pole

 medytacja - Michał i jego syn Tymek
medytacja - Michał i jego syn Tymek

Tydzień pełen wyjazdów, wrażeń, emocji. Przede mną kolejne podróże. Rewolucja w Egipcie, zabici w Libii, w Brunei.  W Wałbrzychu fachowcy uwięzili koty pod podłogą, w Starachowicach na 396 bezdomnych psów weterynarz uśpił 388 na skutek uchwały radnych. Pijani rodzice dopuścili do zgwałcenia malutkiej córeczki. Mama chora. Ciężki tydzień. Wkoło agresja i przemoc. Na blogu odezwała się osoba, z którą kiedyś prowadziłem coaching. Nie pomogłem. Nie potrafiłem.  Teraz gdzie może odpłaca mi wrogością. Żałuję, że nie pomogłem. Na prawdę chciałem, lecz to klient coachingu podejmuje decyzje. Smutne. Jak mawiał Michał: Dobre uczynki zawsze zostaną ukarane, bo ludzie nie są wstanie znieść bezinteresownej pomocy. Wyjeżdżam do jednego z krajów arabskich. Mam nadzieję będzie Internet. W takich chwilach bardzo brakuje mi Michała. Mógłbym mówić do pustej przestrzeni, ale zamiast tego dzielę się z wami. Michał miał opór przed pisaniem na blogu. Obawiał się, że kiedy zacznie pisać spotka się z niezrozumieniem, osądami i ocenami. Po co mi to – mówił – od tego ma się przyjaciół, żeby być szczerym. Jeśli się jest w dodatku osobą rozpoznawalną, to aż korci, żeby trysnąć jadem w taką osobę, zwłaszcza, kiedy można to zrobić bezkarnie. A co z tworzeniem świata, do którego chcesz zaprosić innych? Do mego świata, jak do domu, zapraszam tylko nielicznych…  Zwlekał z decyzją o pisaniu, pokazywał mi fragmenty i umarł.

 

 

Ken Wilber - dopiero uczymy się go rozumieć

Znowu przypadki, koincydencje – przemawiają, wzywają, krzyczą. Pisałem już o tym we wpisie Współzależność. Co to przypadek? Zrządzenie, splot okoliczności, zbieg wydarzeń. Zdaniem Carla Gustawa Junga to synchroniczność. Zasada związku pomiędzy zdarzeniami, która działa obok zasady przyczyny i skutku, tak dla nas oczywista na co dzień. Synchroniczność dotyczy związków między stanem psychicznym jednostki, a równoczesnymi zdarzeniami zewnętrznymi. Naturalna sprawa dla szamanów, magów, zaklinaczy, wiedźm i czarodziejów. Rzeczy dzieją się współzależnie, fakty odbijają się od siebie, ludzie reagują na ludzi. Dla klasycznej nauki propozycja nie do przyjęcia. Jednak jak poucza nas Ken Wilber – twoje doświadczenie osobiste jest takim samym doświadczeniem jak każde inne w laboratorium. Jeśli potrafisz je przeanalizować, zdystansować się do niego, zadać odpowiednie pytania – niczym nie różni się to od wglądu Kanta, świętego Augustyna, czy Kierkegaarda. Tak przecież powstały i rozwijają się takie dyscypliny jak filozofia, teologia, psychologia, kosmologia, filozofia nauki,  literatura i coaching.  

genialne, wymagające dzieło mistrza

Czy zdarzyło ci się pomyśleć o przyjacielu i wtedy odezwał się dzwonek telefonu, a po drugiej stronie on. Czy kiedyś bardzo nie chciałaś pójść na jakieś spotkanie i nagle informacja, odwołane lecz dzięki temu, przypadkiem spotykasz znajomą, która oferuje ci wynajęcie mieszkania, którego szukasz od tygodni?  Czy zdarzyło ci się pomyśleć, wyśnić a potem doświadczyć?

Odpowiedzi przybliżają nam zarówno Ken Wilber, jak Arnold i Amy Mindell, Gregg Braden autor Boskiej matrcy i Fritjoff Capra autor Tao fizyki, czy  Lynne McTaggart autorka Pola (książka rekomendowana już przez Joannę na blogu).

Człowiek nie jest odrębnym wyizolowanym bytem, ani w sensie socjologicznym ani psychologiczny, ani fizycznym, ani biochemicznym. Jak mówi Mindell: Nie widzisz grawitacji, nawet jej nie rozumiesz, nauka nie potrafi zrozumieć oddziaływania na masę, a jednak łyżeczka spada i robi hałas. Podobnie nie widzisz zjawisk, które kształtują ciebie i twoje otoczenie. Nawet ich nie rozumiesz, nauka ich nie rozumie, a jednak reagujesz zmianą nastroju patrząc w telewizor.

 

Wychodzę więc na mróz, dotykam płatków śniegu. Wpatruję się w niebo. Noc. Słucham. Wsłuchuję się w pole. Ćwiczę uważność. Słucham co do mnie mówi.

Pole
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

19 komentarzy

  1. Michał i inni są … w Nas …
    inni to my …my to inni …
    a MB …jest na tym blogu …pewnie w nie jednym wpisie …przebrzmiewają …jego słowa
    Monika

  2. “Bywa,że życie daje nam coś w rodzaju ‘’szwedzkiego bufetu” i możliwości objedzenia się ponad miarę przyzwoitości. Łykamy więc w pośpiechu trochę tego i trochę tamtego, nie bacząc , że treść pokarmowa dla ciała a zwłaszcza dla ducha czasem ciężkostrawna jest.” – podoba mi się wpis Babci Kasi. Uczę się wybierać z tego stołu to co mi smkauje, a nie to co mi jest sugrowane. Uwążność, to też potrzeba ciszy w sobie. Cisza na zewnątrz potrafi krzyczeć. Często zwyczajnie gada.

  3. Kochani,

    Dostałam poniższą informację i ślę dalej. Przesyłam link do strony o wyprawie górsko-jaskiniowej jednego z naszych znakomitych trenerów – Grzegorza Michałka i Jego córki Ani. Wzruszyła mnie wspólna inicjatywa ;-)

    Bardzo proszę o oddanie głosu.
    Jest to poważna wyprawa, która jeśli wygra w memoriale, zostanie
    wsparta finansowo przez Alpinusa.

    Aby zagłosować wystarczy na stronie http://www.alpinus-miejodwage.pl/162 kliknąć ZAGŁOSUJ.
    Można glosować tylko do końca miesiąca.
    Dziękuję pięknie za pomoc.

  4. To ja się z czapką chętnie skonfrontuję w kwietniu na warsztacie. Chyba, że mnie mój biały wilk porwie, bo wczoraj fajnie się z nim biegło przez świat.

    Swoją drogą to niesamowite, że u minie w snach na jawie i nie tylko pojawia się ten wielki biały wilk, a u Pana na blogu też on… Pamiętam to poruszenie, kiedy weszłam tu pierwszy raz i spotkałam się z białym “przewodnikiem” ;)
    Choć z drugiej strony, ta niesamowitość zaczyna być “normalna” bo mnie się nie przydarza. Ona jest bezustannie.

  5. Co do telefonów- oprócz “ściągania myślami” wydarzały mi się tez inne rzeczy. Wielokrotnie u mojej mamy-gdy jeszcze żyła-wyświetlały się połączenia ode mnie. A ja nie dzwoniłam i w moim telefonie nie było śladu wybierania tego numeru. Kiedyś zadzwoniła do mnie jakaś starsza pani twierdząc,że miała połączenie ode mnie. Ja w pełni zaskoczona-bo pani nie znam, nie dzwoniłam, nie mam śladu poączenia w moim telefonie. Ale numer coś mi przypominał. Po chwili zastanowienia odkrylam, ze różni się jedną cyfrą od numeru człowieka, z którym byłam bardzo związana emocjonalnie. Nastapiło połączenie między moim telefonem i telefonem jego mamy. Bez informacji w moim, ze taki numer był wybierany /nie miałam go w kontaktach/. I jeszcze parę takich historii. Amazing?Teraz już wiem, ze pomiędy osobami silnie związanymi emocjonalnie istnieją mocne tzw. linki energetyczne, na które reagują urządzenia elektroniczne

  6. Agnieszko bez takiej czapki z igłą nie ruszam się z domu :) ale igła służy do mieszania chmur

    piękny wiersz

  7. Dziś to się działo we śnie. Tak do końca to nawet nie wiem jak Pan wygląda panie Bennewicz, ale to był Pan, a żeby było jeszcze ciekawiej to Pana żona też, a tu w ogóle nie wiem jak wygląda, ale jednak wiem ;-) I w tym śnie miałam dwa śluby, jeden z moim mężem, drugi z kobietą (nareszcie się integruję ;-)) a potem była impreza ślubna, Pana żona gotowała, a Pan mnie karmił, ale kawałkami kurczaka, żeby było ciekawiej, największy kawałek mnie się trafił wprost z pana talerza (byłam trochę jak ulubione dziecko, czy zwierzątko, któremu się trafiają najlepsze kąski), ale jakoś wstydziłam się przy panu przeżuwać i jadłam bardzo wolno i nie mogłam przełknąć ;-). Nosił Pan też taką wielką puchatą czapkę, podobną do tych jakie noszą gwardziści brytyjscy, ale ta była zakończona wielką igłą, która mnie przerażała, bo wiem, że zadała wiele bólu wcześniej i jeszcze może zadać. Przez chwilę mogłam tę czapkę potrzymać, ale jej ciężar mnie przytłaczał…

    Ot i wszystko jasne ;-)

  8. kochana babciu Kasiu, jesli sie nie obrazisz za ten ton,
    to chyba tak jak sie tlumaczy nowemu pracownikowi, ze maszyna moze wciagnac jego ubranie a potem reke, jesli jej nie zatrzyma zeby poprawic kartony, ktore sie zablokowaly –a on sie smieje i przytakuje i robi miny –ze szef cos chrzani,az do chwili gdy zobaczy krew kolegi, gdy ten nie zatrzymal podajnika, tak sobie to wioskowo tlumacze…

  9. Tak wiele myśli przemknęło mi przez głowę jak czytałam ten wpis…
    zrobiło mi się smutno. Agresja…. ludzie których trudno nazwać ludźmi … brakuje mi słów.
    I bardzo osobista informacja o chorej mamie.
    Osoba…
    I wspomnienie o Michale.
    Mam nadzieję, że nowy dzień przyniesie pozytywny zwrot:)

    Ps.)
    Wiele razy dzwonię do kogoś – a – ktoś mi mówi że ściągnął mnie myślami;)
    w tym jestem jak radar;)
    wiele razy pomyślałam o czymś potem powiedziałam mężowi o potem on mnie nazwał “czarownicą”:)

  10. Aniu, a spróbuj potrenować oglądanie nieba jednak w mieście. Cudne jest, pewnie, że inne niż za miastem, ale jednak jest ;-) Sama mieszkam w centrum i zachwycam się często pięknymi spektaklami. A księżyc jak jest w pełni zagląda mi do łóżka i spać nie daje, tak świeci ;)))

  11. No cóż, i ze mną też tak było. To wszystko prawda : i o wioskowych mądrościach i braku refleksji. I nawet trudno mi określić czy przypadkiem ( a może nie przypadkiem) nadal tak nie jest. Piękny wpis : Uważność – na mnie zrobił wielkie wrażenie.
    A co do pomagania – nie traćmy nadzieji nawet w tym przypadku, bo może coaching i tu działa choć wydaje się nam , że nie działa. Niektórzy potrzebują więcej czasu…
    Ja też zaliczyłam całą lawinę kiepskich wpadek i wypadków przy pracy ( coachingowej). Bywa,że życie daje nam coś w rodzaju ”szwedzkiego bufetu” i możliwości objedzenia się ponad miarę przyzwoitości. Łykamy więc w pośpiechu trochę tego i trochę tamtego, nie bacząc , że treść pokarmowa dla ciała a zwłaszcza dla ducha czasem ciężkostrawna jest. A potem wygłaszamy teorie w rodzaju – próbowałam tego ale niedobre, niedopieczone, lepsze byłoby z cytrynką lub z lukrem ( czytaj : czytałam trochę tego autora ale mi nie odpowiada, wnioski innego myśliciela jakieś takie niedopieprzone itd. itp….). I zdarza się , że nam zaszkodzi. Jeżeli nadal udajemy, że nie, nie.. u mnie wszystko w porządku… i konsumujemy dalej bez zastanowienia – to może dojść do katastrofy na samym środku salonu… a wtedy i wstyd straszny i sprzątania sporo.
    Z własnego doświadczenia mówię, więc wiem co mówię…
    Do dzisiaj się zastanawiam jak to się stało, że mnie do tego salonu jeszcze wpuszczają. Jestem niesłychanie wdzięczna, że potraktowano mnie jak tego ( lub to bo to bardziej dziecięca przypadłość) co chciał wiele doświadczyć na raz i nie starczyło mu zwyczajnie rozumu.
    Stawiam na slow food… I powolną naukę wszystkich smaków, zapachów, przypraw i . z tego się składamy czym się odżywiamy…
    I z pokora przyjmuję, że ( jak głosi Adam Dębowski przedstawiając poziomy wartości Graves’a) z niższego poziomu kompletnie nie rozumiemy wartości jakimi kieruje.się poziom wyższy. Pewnie dlatego ludzie nie są w stanie znieść bezinteresownej pomocy – o czym pisałeś Maćku cytując Michała- bo kompletnie tego nie rozumieją. Nie potrafią pojąć i zrozumieć motywacji na poziomie, do którego nie doszli..

  12. dlugo bylem raczej chaotyczny, sto spraw na minute i zero refleksji, proste oceny i wioskowe madrosci – ci sa tacy, inni gorsi, tamci glupi, mlody bylem, teraz tez raczej mlody jestem ale uwazniejszy, wiecej slucham i patrze i od razu wiecej widze

  13. czasem udaje mi się być uważną, zwłaszcza po za miastem, wtedy widać niebo, w mieście nieba nie ma, słucham odgłosu psów na wsi, nawołują się i czasami mam wrażnie, że rozumiem, co do sibie mówiią, ale potem mówię sobie, to niemożliwe, ale ze mnie fantastka :)

  14. Och, to cieszę się, że nie jestem odosobnionym przypadkiem ;-) Co z tym zrobię? Chyba faktycznie przejdę do porządku dziennego, wplotę w codzienną uważność.

    Kiedy dzieje się właśnie coś co opisałam, jakaś rzecz mi się przydarza, powszechnie uznawana za dziwną, czuję się osamotniona. Nie rozumiem co się dzieje, brak kogoś, kto uspokoi i powie, wiesz co, też tak miałem, albo znam kogoś, kto odczuwa podobnie. Teraz trochę łatwiej, bo jednak jest ten blog, trafiam na książki, a one na mnie, poszerza się mapa życia. Ale kiedy przytrafia mi się coś NOWEGO/STAREGO, ze źródła, fajnie by było mieć obok kogoś, kto potowarzyszy, w kogo wzroku zobaczę zrozumienie.

    Przed chwilą w lustrze zobaczyłam siebie, z długimi białymi włosami, wyglądałam jak indiańska szamanka… To był błysk, ale dał dużo siły.

    Cieszę się, że ma Pan dostęp do internetu ;)

  15. Dziś na uspokojenie własnego mózgu: „Przeżyłem wiele okropnych rzeczy – na
    szczęście większość z nich nigdy się nie zdarzyła.” (Mark Twain)

  16. Agnieszko, w “Polu” McTaggart jest opisana podobna historia jednego z astronautów misji Apollo, i znajdziesz podobne doświadczenia u Byron Katie, Eckharda Tolle, Bradena, Mindella i samego Junga;
    Jung miał kiedyś sen, że zbliża się do yogina, który siedzi tyłem, zagląda przez ramię i widzi swoją twarz; yogin mówi do niego wówczas: “nie budź mnie, bo twój i mój świat zniknie”

    Uważność! dzięki za ten wpis senior Sancho.Jeden z grzechów zdaniem buddystów to ocenianie, drugi to próżne gadanie, które karmi zaciemnienia umysłu :)

    wspomniana Byron Katie pewnie nad jednym i drugim przeszłaby do porządku, jedynie zauważając…

    pozdrawiam i dobrego dnia

  17. Na szkoleniu „praktyk coaching’u” Hanka przyniosła jednego dnia karty do tarota. Większość z nas z zaciekawieniem rzuciła się na małe pudełeczko przyglądając się jej zawartości, rozgorzała dyskusja i nawet koniec przerwy i próba rozpoczęcia zajęć przez prowadzącego, jej nie stłumiła. No przynajmniej, nie od razu.
    Od momentu jak zobaczyłem to puzderko, ja też chciałem wylosować dla siebie kartę. Udało mi się wypatrzeć lub wyczuć /sam już nie pamiętam/, a może to był moment ciszy, kiedy talia leżała na stole „niczyja”. Sprawnie ją poderwałem, przetasowałem karty i lewą ręka wylosowałem kartę. I co tam było … oczywiście to co wymyśliłem sobie, że przez kurs coaching’u i po nim będę ćwiczył w sobie. Teraz piszę słowo – oczywiście, ale wtedy ciary miałem na plecach.
    Coś mi podpowiedziało, zapisz to sobie chłopczyku, bo może ci się jeszcze w życiu przydać. Tak też zrobiłem.
    Pewnie zastanawiacie się co to za słowo, przykro mi ale do samego końca nie zamierzam tego ujawnić. A jest to tak:

    Umysł nigdy nie jest inteligentny, tylko
    Nie umysł jest inteligentny. Tylko nie umysł
    Jest oryginalny i radykalny. Tylko nie
    Umysł jest rewolucyjny, to prawdziwa żywa rewolucja.

    Umysł powoduje coś w rodzaju zamroczenia
    Obciążony wspomnieniami z przeszłości i wizjami
    Przyszłości żyjesz na minimum.

    Nie wykorzystujesz swych możliwości na maksimum
    Twój płomień jest bardzo stłumiony gdy zaczniesz
    Porzucać myśli, ten kurz nagromadzony w przeszłości,
    Twój płomień roznieci się, stanie się jasny, czysty,
    Żywy i młody. Całe twoje życie stanie się płomieniem
    I to płomieniem bez dymu. Na tym właśnie polega
    Uważność.

  18. PS a mój sen jest częścią większej całości i kiedy spotkam kogoś, kto też śni, opowiemy sobie nasze sny, one się uzupełnią, im więcej osób spotkamy,wym pełniejszy będzie obraz

  19. Panie Macieju, udanej podróży! Wysyłam moc pozytywnej energii. Złapie Pan…

    Bliskie są mi pytania postawione w poście. Zdarzają mi się takie sprawy ciągle. Ćwiczę się w tym. Kiedyś się tego bałam, teraz oswajam. Dużo “dziwnych rzeczy” się ze mną dzieje, mój racjonalny umysł zgłupiał już całkiem i przestaje się kłócić, bo jak tu się kłócić, kiedy można wyśnić coś, co następnego dnia jest prawdą? Jak można się kłócić z faktem, że wyczuwa się, co dzieje się u drugiej osoby?

    Wczoraj miałam taką wizję, że wszyscy śpimy, śnimy wspólne sny. Jesteśmy podpięci do ogromnego zbiornika. Rano się budzimy, często nie pamiętamy, czasem jednak spotykamy jakąś osobę, która nam przypomni o tym, że pochodzimy z jednego zbiornika, że mamy podobne sny, że śnimy sny o sobie nawzajem. To nie jest do końca to, co widziałam, ale próbowałam opisać to mężowi, to nie do końca “zakumał”, a ja miałam wypieki na policzkach, bo czułam, że dotknęłam CZEGOŚ tak mocnego i prawdziwego, że nie potrafię się nawet “wyjęzyczyć” poprawnie.

    Dobrze jest sobie przypominać.

Komentarze są wyłączone.