Poszukiwanie wartości 7. Islam i jeszcze dalej…

islamskie ślady w kulturze
islamskie ślady w kulturze

Co ma wspólnego poszukiwanie dobra i zła, prawa i sprawiedliwości, prawdy i fałszu – z dzisiejszym Europejczykiem, czy szerzej mieszkańcem tak zwanego Zachodu – dwudziesto, trzydziesto, czterdziestolatkiem, który szuka pracy i doznaje wkurzu i wzmożenia hejtu we krwi, głosuje na populistów i nienawidzi zgredu oraz wszelkiego odlskulu? Ma, gdyż świat ma być prosty a wytłumaczenia niesprawiedliwości jednoznaczne, podobnie jak jednoznaczne mają być wskazówki: jak być szczęśliwym, bogatym i nieśmiertelnym – w przenośni i dosłownie.

Potrzebujemy prostych wyjaśnień i jednoznacznych wskazówek. Islam stał się dlatego tak atrakcyjny, jeszcze nie u nas, jednak nawet w krajach wysokorozwiniętych liczba wyznawców rośnie. Pomijam fakt, że stał się teraz religią dominującą na świecie pod względem liczebności wyznawców (około 1 mld 400 milinów) i dlatego nie powinno się tego zjawiska społeczno-religijnego lekceważyć. Islam daje znacznie prostsze i bardziej zrozumiałe wyjaśnienia dotyczące kwestii sprawiedliwości i dobra. Tylko wyznawca wejdzie do raju. Słowo boże jest niepodważalne. Jedyny bóg stworzył, nazwał i wyjaśnił wszystko, co ma być przedmiotem ludzkiego uwielbienia. Rolą wyznawcy jest podporządkowanie się bogu w całości i bez wahania we wszystkim bez wyjątku co dotyczy życia. Stąd prawo szariatu, które reguluje niemal każdy przejaw ludzkiej egystencji. Stąd też koncepcja wykluczenia (zamiast współistnienia). Każdy kto nie przynależy do boga jest obcy i w pewnym sensie nieludzki. Islam wciąż znakomicie odpowiada na potrzeby zbiorowości żyjących w systemach feudalnych i jakby przez przypadek korzystających z technologii XXI wieku (nierównomiernie i niesprawiedliwie zresztą). Również z tego powodu znakomicie integruje społeczności etniczne żyjące na obrzeżach tak zwanej cywilizacji zachodu. To naturalne, że ludzie czujący się obco choćby z powodu koloru skóry, języka czy nawyków kulturowych szukają integracji. Zwłaszcza, że ich ojcowie przez dekadę, dwie zachłysnęli się zachodnim dobrobytem, los młodych zaś, to los światowego prekariatu, czyli ludzi pozbawionych bezpieczeństwa.

 ***

Dla islamu świat materialny jest jedynie zapowiedzią raju, który jest konkretnym miejscem pełnym dobrobytu, każdy staje się tam szejkiem. Raj islamski jest materialny, nie to co raj chrześcijański, który oprócz mistycznych, nieokreślonych zapowiedzi nie jest zbyt pociągającym miejscem. Religijna idea islamu znakomicie oddaje realia życia społecznego, odwzorowuje wszelkie konflikty społeczne wskazując jednoznacznie kto jest sprawiedliwy i prawy, kto zaś powinien zostać potępiony a nawet zgładzony.

 ***

Koran ułożony jest alfabetycznie więc nie oddaje chronologii życia proroka Mahometa, z tego powodu staje się nieczytelny a czasem sprzeczny. Innym bowiem człowiekiem był prześladowany w Mekce prorok, który dopiero budował swoją wspólnotę (w surach z tamtego okresu nie brakuje nut pokojowych), innym w Medynie, gdy stał się zamożnym szejkiem, władcą, który własnoręcznie ścinał niewiernych aż do zemdlenia rąk. Ze świętych ksiąg w większości religii, jak z mętnej wody, kapłani wyławiają odpowiednie interpretacje, które są wyłącznie ich przywilejem i podają ludowi do wierzenia. Im mętniejsza to woda, tym łatwiej podsuwać proste odpowiedzi na skomplikowane pytania.

 ***

Rzecz tkwi w legitymizacji. Lud wierny może przyjąć dowolną interpretację na pograniczu religii, kultury oraz inżynierii społecznej pod warunkiem, że legitymizuje tych, którzy mu prawdy do wierzenia podają. Legitymizuje, czyli uznaje ich wiarygodność. Na tym głównie polega problem kurczącej się cywilizacji zachodu wobec naporu islamu a w USA pierwiastka meksykańskiego, chińskiego, indyjskiego. Przywódcy religijni i polityczni przestali być wiarygodni, utracili legitymację do sprawowania władzy nad systemami społecznymi, gospodarką lecz przede wszystkim nad rządem dusz. Podobnie jak Rzym starożytny nie przetrwał naporu plemion germańskich zaś misyjne chrześcijaństwo znakomicie wkomponowało się w kulturę wojowniczych klanów. Rzym przez stulecia podbijał i administrował twardą ręką połowę ówczesnego świata dopóki sam wewnętrznie nie zgnił.

***

Najprawdopodobniej zachód nie przetrwa naporu islamu, Ameryka nie przetrwa naporu pieniędzy z Chin oraz Indii a wraz a z nim pierwiastka kulturowego. Już dziś 1/4 mieszkańców Stanów Zjednoczonych nie zna angielskiego lub zna go na poziomie podstawowym. Kiedy prezydent Obama w czasie niedawnej wizyty w Indiach szczycił się technologią i z wyższością podkreślał jej transfer do mniej rozwiniętych krajów (w domyśle Indii) Hindusi wzruszali ramiona z politowaniem. Już wyprzedzają USA w dziedzinie nanotechnologii, zaawansowanego oprogramowania, robotyki oraz inżynierii medycznej w najbardziej newralgicznych dziedzinach (także w obszarach wrażliwych etycznie jak eugenika, transplantologia, klonowanie, biotechnologia).

Kiedy Obama wypowiedział się na temat transferu treści kulturowych z oświeconego Zachodu do ciemnych Indii uzyskał grzeczne lecz stanowcze wyjaśnienie, że kierunek jest odwrotny a zyski choćby z takiego Bollywood kilkakrotnie przekraczają osiągnięcia amerykańskie. Kiedy temat zszedł na pieniądze tu również okazało się, że Hindusi na potęgę kupują nie tylko obligacje rządowe USA lecz również ziemię amerykańską i całe korporacje, kierunek inwestycji kapitałowych również jest odwrotny. Obama pewnie o tym wszystkim wiedział przed wizytą, jednak nawet w medialnym przekazie nie udało się podtrzymać wizji “najbardziej demokratycznego mocarstwa”, które instruuje świat jak ma żyć. USA pozostaje więc sojusz ze znacznie biedniejszym Pakistanem, jednak tam panuje islam, z którym trwa wojna. Oczywiście politycy odżegnują się od tego stwierdzenia. I jest w tym pewna racja, nie chodzi przecież o islam, to manipulacji skierowana do tłumów, które przestraszone i zdezorientowane, z tej czy z tamtej strony, mają biernie godzić się na kolejną wojnę. Chodzi o walkę konkurencji, która przeniosła się jak zawsze na pole walki militarnej.

***

Nie inaczej z ofensywą turecką w „szlachetnej wojnie” z państwem islamskim. Kiedy społeczność międzynarodowa przestała wierzyć w chucpę o Alkaidzie i w broń masowego rażenia w Iraku, wymyślono państwo islamskie, kolejny straszak. Tymczasem turecki prezydent Erdogan z błogosławieństwem zachodu morduje 40 milionowy naród kurdyjski, którego niepodległość zagrażałaby idei wielkiego sułtanatu tureckiego, najsilniejszego gracza w regionie.

Pamiętacie ten stary, lewicujący wiersz Tuwima? Nic się nie zmieniło. Rozmowa między panem, wójtem i plebanem wciąż się toczy nie tylko u nas, wszędzie na świecie.

cdn.

*

Julian Tuwim w komunistycznym piśmie „Robotnik” w 1929 roku opublikował  wiersz “Do prostego człowieka”
Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy “do ludności”, “do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić “historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie “żołnierzyków”. –
– O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: “Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
“Bujać – to my, panowie szlachta!”
Poszukiwanie wartości 7. Islam i jeszcze dalej…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Pojeździłam sobie kilka tygodni po Bałkanach, i w Mostarze doznałam oświecenia ;-)

    Otóż wojna między Bośniakami a Serbami toczyła się o to, że całkiem spora ilość Serbów żyjąca na terenie Bośni i Hercegowiny najzwyczajniej w świecie nie chciała żyć w państwie islamskim, tymczasem w naszej telewizji Serbowie byli przedstawiani jako zło wcielone i pachołkowie Rosji.

    I wiecie co? Wcale mnie ta wojna nie dziwi. Różnice kulturowe między islamem a chrześcijaństwem i zachodnią cywilizacją są nie do zasypania, a muzułmanie tolerują innych TYLKO dlatego, że muszą i że chwilowo nie mają potencjału na więcej.

    A dziewczyny serbskie chcą w lato chodzić w krótkich spodenkach i w koszulkach na ramiączka. Nic więcej. A ponieważ prawosławni Serbowie znają muzułamńskich Bośniaków aż nazbyt dobrze, to nie dali sobie wejść na łeb pod hasłem multi/kulti.

    Ach, trzeba zobaczyć te spojrzenia pełne oburzenia na jasnowłose dziewczyny w NORMALNYCH (dla nas) letnich strojach i poczuć je na również na sobie, albo zobaczyć wzrok muzułmańskiego faceta, któremu taka blondi przerwała zdanie wchodząc mu w słowo. Z drugiej strony “barykady” padają za to spojrzenia pt. “jak można w 42-stopniowym upale ubrać się od stóp do głów w czarną szmatę która uniemożliwia np. spożycie posiłku w restauracji”. Nie ma wspólnej płaszczyzny. Kompletnie. W każdym razie ja jej nie widzę.

    Serbowie chcą żyć po swojemu, o to była ta wojna. M.in. o krótkie spodenki.

    Zdarza się, może rzeczywiście niezbyt często, ale jednak się zdarza, że”Broń na ramię” wołają zwykli ludzie, którzy walczą o prawo do życia po swojemu, nie zawsze są to manipulanci polityczni i ludzie węszący interes.

    A kultura “indyjska” jakoś mnie nie stresuje, niech się rozlewa, nic nie szkodzi.

  2. Coś mi jeszcze zaprząta umysł. Zobaczcie jak agresja medialna świetnie rodzi kolejną. Jak to fajnie wszędzie działa: To co dotąd cię jeszcze nie wystraszyło wystarczająco, zaraz padniesz trupem od następnej wizji. Zróbmy niusa na skalę światową, będzie goręcej, tak aż do momentu kiedy paranoiczne myślenie się sprawdzi.

    To, jak nieprzychylnie pisze polska prasa, ogólnikowo i ostro, o nadchodzących, z nikomu nieznanym nowym prezydentem, o antyrosyjskich nastrojach odbiło się echem w Korei Pn? Oni już go wyzywają go od psów -w nocie dyplomatycznej- broniąc byłego związku sowieckiego?
    W miejscu dawnego ZSRR dawno jest bardziej europejsko niż w Europie. Moskwa ma więcej butików niż Nowy Jork, a komunistyczne państwo w jej rzekomej obronie rzuca nam rękawicę.
    Teraz znowu mamy o czym myśleć, żeby nie dbać o jakąś tam planetę, którą wyeksploatowaliśmy do cna…

  3. Często kiedy tu włączam się w wątek o islamie, robi mi się mało przyjemnie.
    Ciekawi mnie tym razem inna obserwacja raczej tylko w kontekście silnej europejskiej obawy przed zalaniem nim. Dużo poświęca się uwagi w mediach przerażaniu inwazją Putina, apokalipsą grożącą ze strony nuklearnego Iranu, Korei Pd., snuciu wizji zalewu wielkiego państwa islamskiego – konkretnie temu, by uczynić z tego zdarzenie całkiem realnie zagrażające.

    Co może zrobić człek z informacją typu: “jutro lub za 10 lat Rosja wymierzy rakietę z okręgu kaliningradzkiego i zostanie tu lej po bombie”? Czy taka informacja pozwala się przed czymś ustrzec? W odpowiedzi na nią można sformułować coś co uspokoi, spowoduje skuteczne zadziałanie? Oprócz tego, że trzyma w lęku i świetnie działa na wyobraźnię na niewiele zda się?

    Natomiast już teraz realne wykorzystanie surowców całej ziemi do granic, życie na kredyt ze świadomością tego, że zasoby zaczęliśmy brać -na prawdę na kredyt!!!- przyszłych pokoleń za apokalipsę nie uznajemy? Inaczej – w niektórych mediach robi się z tego rzeczywiście kolejną apokalipsę. Żeby jednak ciągle uświadamiać, przypominać o zasobach wody, żyć bardziej ekologicznie, w tym patrzeć na produkcję własnych śmieci – w mainstreamie (świetnie się do tego nadającym), nikomu się nie widzi i nikomu się nie opłaca.

  4. Szanowny Macieju, dziękuję za odpowiedź i proszę w takim razie jeszcze o podpowiedź jak powinienem interpretować (piękny skądinąd) wiersz Tuwima w kontekście zamieszczonych przez Ciebie rozważań o Islamie i niedawnych tekstów nawiązujących do Powstania Warszawskiego.
    Proszę także przy tej okazji o nieco bardziej jednoznaczną odpowiedź na pytanie czy wykluczasz Macieju całkowicie czy może jednak nie wykluczasz konieczności zbrojnej mobilizacji na wypadek bezpośredniego zagrożenia naszego kraju ze strony np. Rosji, “Państwa Islamskiego” itp.?
    Czy są sytuacje w których akceptujesz Macieju siłowe rozwiązywanie konfliktów? jakie to sytuacje?
    Pozwalam sobie tak bezczelnie zapytać wprost gdyż mój skromny umysł nie jest w stanie odfiltrować odpowiedzi z często mocno zawoalowanych i niejednoznacznych wypowiedzi.

    ps. nie posądzam Ciebie Macieju o zamiłowanie do Islamu. Raczej chciałbym zrozumieć w jakim kontekście Ty odbierasz zjawisko postępującego rozszerzania się tej kultury i religii. Czy zjawisko to ma dla ciebie charakter pozytywny, neutralny czy może jest zagrożeniem?
    A gdyby się okazało, że jest dla Ciebie zagrożeniem to jak chciałbyś, żeby świat poradził z nim sobie? Nie do końca wiem także jaka intencja kryje się za zdaniem “Kiedy społeczność międzynarodowa przestała wierzyć w chucpę o Alkaidzie i w broń masowego rażenia w Iraku, wymyślono państwo islamskie, kolejny straszak” – czyli, że co, jednak zagrożenia nie ma?

  5. Pożyjemy, zobaczymy. Liczę na resztki inteligencji polityków, którzy pod naciskiem społecznym, zrobią z islamistami porządek. Może ktoś wytłumaczy komu jest na rękę “Państwo Islamskie”?

  6. Drogi Marku;
    czytam twój komentarz z zaskoczeniem, mam wrażenie, że mojego tekstu nie zrozumiałeś, z całym szacunkiem, nie ma w nim tęsknoty za islamem (chyba taką interpretację przyjąłeś? zastanawiam się też na jakiej podstawie?),raczej jest opis socjologicznych i historycznych faktów, zachęcam do ponownej lektury lub nie,

    rozumiem, że wizja biczowania mojej osoby to jakiegoś rodzaju projekcja złości…

    w każdym razie w tekstach “o poszukiwaniu wartości” przyglądam się temu w co ludzie wierzą, w uproszczone wizje świata i w te bardziej skomplikowane, islam należy moim zdaniem do uproszczonych wizji świata, uproszczone wizje świata i pochopne wnioski są niesłychanie atrakcyjne – stąd ich popularność i pewna nieuniknioność (jak widać również na moim blogu)

    od lat zajmuję się kulturą, społeczeństwem i w tym kontekście religiami i raczej staram się wyciągać wnioski, porównywać niż, szukać wskazówek, szukam tendencji, nie opowiadam się po jakiejś stronie – od tego są wyznawcy, ortodoksi, ajatollahowie, lamowie, księża i rabini, chodzi o wiedzę a nie o wiarę (wiara to rzecz osobista każdego człowieka)
    pozdrawiam

  7. Mam tylko jedno pytanie, jeśli można. Czy jesteś Autorze tekstu gotowy na ten dzień, kiedy to śniadocery kapłan skaże Ciebie na 300 batów za szerzenie herezji po czym wyda tłumowi na ukamieniowanie? Czy będziesz tego dnia spokojnie patrzył z zadumą w dal mrużąc oczy od refleksów na błyszczących kopułach meczetów prężących się dumnie w słońcu na mazowieckiej ziemi…?

Komentarze są wyłączone.