Poszukiwanie wartości 6. Herbert i inni

przebudzony
przebudzony

Parkujemy. Za mną niecierpliwi się inny kierowca. Tymczasem ustawiam samochód tak żeby drugi mógł się zmieścić. Tamten trąbi. Po cholerę tak się staram? Mogłem stanąć na środku, jak inni – irytuję się. Moja żona na to – bo tworzymy inne standardy a to kosztuje choćby znoszenie trąbienia jakiegoś gościa, któremu się spieszy.

Świadomość boli. Zdaniem buddystów ten ból jest nieunikniony, jest świadomością cierpienia, świadomością, która młodego księcia Siddarthę Gotamę, późniejszego buddę, dosłownie poraziła. Jest cierpnie, jest starość, jest choroba i śmierć. Doświadczenie księcia zrodziło wielki system filozoficzny i religijny, którego podstawową tezą są cztery szlachetne nauki, lub w innym tłumaczeniu – cztery nauki szlachetnych. Jest cierpnie, jest źródło cierpienia, jest ustanie cierpienia i jest droga do ustania cierpienia.

 

W komentarzach ktoś pisze od Andrzeja, jak kiedyś mój kolega do mnie – za dużo myślisz, za dużo kołczingowania. Chciałoby się dodać, że życie jest proste i oczywiste a sprawy nieskomplikowane jak chłop i baba w łóżku – usłyszałem to kiedyś i do dziś pamiętam jak swego rodzaju strzał w skroń. Nie dość, że trzeba wiedzieć, trzeba również umieć tę wiedzę wykorzystać by przemienić siebie, by następnie umieć wspierać zmianę u innych. Mam na przykład spory opór wobec kompetencji osobistych coachów, którzy nałogowo palą papierosy, gdyż wiem, że w czasie sesji coachingowej, w pewnej chwili takim coachem zaczyna rządzić nikotyna, a dokładnie ta część uzależnionego mózgu, która o nikotynę woła. Otóż dla buddysty uzależniony umysł, czy to od nikotyny, czy też jak powiedziałby psycholog – od schematów poznawczych, po prostu nie jest w stanie wyjść z obszaru cierpienia. Popada z iluzji w iluzję, w lgnięcie do coraz to nowych pragnień i ucieczkę od lęków. Eliminacja jednego lęku lub spełnienie jakiejś potrzeby rodzi kolejne jeszcze bardziej frustrujące. Pragnienie i lęk są nierozłączne. Umysł lgnie do jakiegoś iluzorycznego jutra, które przecież będzie inne niż zakładamy. Przeszłość, czyli tożsamość człowieka, zbudowana jest na równie iluzorycznych wspomnieniach, w których tkwi źródło nadziei i lęku, tymczasem żyjemy wyłącznie w doświdczeniu tu i teraz nawet nie wiedząc, czy dożyjemy kolejnej chwili. Jeden z moich klientów coachingowych odkrył niedawno, że pożera czas, pożera emocje takie jak miłość i przyjaźń. Zamiast je celebrować – pożera je i wciąż jest nienasycony. Zaiste buddyjskie odkrycie.

***

Tadeusz Gadacz w swojej Pochwale mądrości cytuje wybitnego socjologa Ortegę y Gasseta: Jednak najczęstszym objawem głupoty, wręcz można powiedzieć, jej współczesnym przejawem, jest przeciętność. Mądrość ma odwagę sprzeciwić się przeciętności i banalności. Jej diagnostą był hiszpański filozof i pisarz J. Ortega y Gasset: „Być może mylę się, ale wydaje mi się, że obecnie pisarz, kiedy bierze do ręki pióro, by napisać coś na znany mu gruntownie temat, powinien pamiętać o tym, że przeciętny czytelnik, dotąd tym problemem nie zainteresowany, nie będzie czytał dla poszerzenia własnej wiedzy, lecz odwrotnie — po to, by wydać na autora wyrok skazujący, jeśli treść jego dzieła nie będzie zbieżna z banalną przeciętnością umysłu owego czytelnika.

 ***

Niestety zarówno obserwacje Ortegi y Gasseta jak i Tadeusza Gadacza okazały się prorocze, cytuję ich refleksje także w mojej najnowszej książce Zabić coacha. W XXI wieku głupota stała się pewnego rodzaju dumą. Znam ludzi, którzy zgłaszają się do projektów, do pracy wyposażeni w rozliczne kompetencje i certyfikaty, studia podyplomowe oraz fakultety i nie rozumieją podstawnych zjawisk z danej dziedziny, są z tego w pewien sposób dumni i, co ciekawsze, oburzeni, że ktoś domaga się od nich efektywnej pracy.  Wiedza nie ma już dawnej siły przemienia umysłów i serc. Ważniejszy jest certyfikat niż to, co student ma w głowie a już szczególnie w sercu. Za to rozrosła się przestrzeń wiedzy bezużytecznej np. jak jednocześnie wysłać sweetfocię do kilku portali.

***

Tymczasem drogą do zmiany, do wyjścia z cierpienia jest zmiana świadomości osobistej a potem społecznej. Krok po kroku. Według rozlicznych tradycji od judeo-chrześcijaństwa poprzez islam i sufizm do buddyzmu i animizmu – albo można doznać łaski oświecenia (to droga wybrańców) albo trzeba krok po kroku, nierzadko żmudną pracą, dzięki zinternalizowanej wiedzy przemieniać swoją postawę, budować świadomą tożsamość, wystrzegając się manipulacji i łatwych dróg (w rodzaju 100 sposobów na…)

Później jest już z górki. Czasem wystarcza osobista, cicha zmiana, często pojawia się ostracyzm i odrzucenie a nawet śmierć z ręki szaleńca (ludzie nie lubią autorytetów, które kłują ich w oczy). Jak wzywa Herbert: Płyńcie pod prąd, do źródeł, z prądem płyną tylko śmiecie. Wymagające wezwanie.

Cdn.

Poszukiwanie wartości 6. Herbert i inni
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Mam silne poczucie, że do dobrego zidentyfikowania dochodzi się poprzez dojrzałość. Że trochę trudno uczyć się tego znając siebie w mocno jednak relacjach rodzinnych nadrzędno-podrzędnych.
    PRL nauczył że gratyfikacja możliwa jest gdy się chodzi jako idealnie szary, zabiedzony, klepiący że boga nie ma człowieczek, symulakra, podróbka Gierka, Gomułki albo innego “identycznego” mistrza z obrazu za szkłem na ścianie. Wcześniej faszyzm przemieniał indywidualne osoby w ślepo zapatrzony, identyczny, jednocześnie unoszący tę samą rękę na akord tłum. Wszędzie na świecie podobny mechanizm działa wykorzystując nadrzędność, pozycję rodzicielską nad podrzędną, zwolnioną z myślenia i odpowiedzialności?
    Coaching pyta ciągle kim jesteś. Upodmiotawia tym. Rzadki mechanizm psujący robotę oduczaniu myślenia?

  2. A dziś trochę dłużej. Dla wszelkich ideologii, polityk, systemów najlepiej pojmowana miłość do kraju to ślepe posłuszeństwo. Chyba nie inaczej z Polską długo Ludową? Profity, zaszczyty, wystąpienia na zjazdach kc pzpr lub kartki na mięso czy coś z Pewexu miał idealnie dopasowujący się obywatel towarzysz. Taki towarzysz zawsze wierny systemowi?
    Czy miłość to rodzaj musztry i kwestia 100% upodobnienia się do autorytetu, identyfikacji, przyjemnego dla ego mistrza produkowania mniejszych podróbek samego siebie? Niestety zbyt wiele patologii w swoim życiu napotkałam, zwłaszcza pod sztandarem wielkich katolickich wartości żeby powiedzieć, że to czasem być może gdzieś działa?
    Edelman mówił, że z łatwością przychodzi ludziom nienawiść. Zawiście i zawistki, zazdroście, wściekłości i agresje, pogarda, wstręt, obrzydzenie, zniesmaczenie i odraza nie dotyczy kogo innego przecież jak rodzaj tzw. ludzki ;-) Może coś takiego jest, że to co najłatwiejsze z pozoru, odwołanie się do swojego głosu wewnętrznego, działanie w zgodzie z intuicją i dobrem swoim i innych jest jakoś najtrudniejsze? Zwłaszcza np. gdy lekarz potrzebuje szybko awansować i robi to przy pomocy ukradzionych badań kolegi albo zdesperowana kochanka odciąga ojca rodziny od małych dzieci? Trzeba być chyba w niezłym egocentryzmie – poważnie niedoszacowanej statystycznie chorobie społecznej żeby w ten sposób kochać bliźniego? Pewnie nie wszyscy się ze mną zgodzą, bo to ryzykowna teza. Trudno tak mam, że bycie w porządku wobec siebie i innych uważam za podstawę bycia wśród innych.
    Edelmanowskie poświęcenie uważam za jakiś rodzaj pięknego gestu. Wysiłek za energią włożoną w przemyślenie konsekwencji, włożenie starań w pielęgnację relacji z koleżanką, przyjacielem czy partnerem, narzeczonym, żoną.
    pozdrawiam zwłaszcza tych, którzy za dużo myślą ;) i nie opadają z sił w staraniu o rzeczy niematerialne;-)

  3. A ja dziś krótko :) Zacytuję Marka Edelmana: “Nienawiść jest łatwa. Miłość wymaga wysiłku i poświęcenia”.

  4. Sytuacja dzisiaj: Idę w kierunku rynku i nagle widzę, niewidomego chłopaka z biała laską z rynku wychodzącego. Idzie sobie spokojnie swoja trasą. Mnie mijają pospiesznie dwie widzące dziewczyny i co się dzieje…. prawie chłopaka rozdeptują. W ostatniej chwili go wymijają, jak dostały laska po nogach… I kto tu tak naprawdę widzi? :) Podobno w klasach 1-3 maja być wprowadzone działania rozwijające kreatywność uczniów….. o ironio, kto kogo będzie uczył…

  5. No bo “życie jest proste i oczywiste, a sprawy nieskomplikowane jak chłop i baba w łóżku” ;) Ludzie sami je komplikują. Ja tam ciągle słyszę ” Jezu jakie to banalnie proste, dlaczego ja tak wcześniej nie pomyślałem /łam” :) Dlatego mi się kołczowanie podoba :)

  6. Dziekuje z ten tekst, pisze Pan ku pokrzepieniu serc:) Czesto pozeramy, nie tylko dobra, ale I emocje wlasnie. Nienasyceni. Ciagle tylko chcacy brac. Hodujacy I holubiacy swoje neurotyzmy. A milosc to dawanie glownie.Bezinteresownosc. Ale rowniez umiejetnosc brania I stawiania madrych granic. Rownowaga I harmonia. Umiar. Skromnosc. Jeden z moich znajomych powiedzial, ze wszystkie dobre rzeczy biora sie z samodyscypliny. Tacy czesto sa tu w UK ludzie sukcesu. I sa oni nieklamanymi autorytetami, podziwianymi I szanowanymi.

    Plynmy do zrodel:)

    kosmitka/kosmpopolitka ;)

  7. Wiking też się wkurza, jak ktoś źle parkuje… Dużo się mówi o właściwym zarządzaniu, ale po zderzeniu z ostatnia instytucją, zastanawiam się dlaczego na stołki zarządcze wybiera się ludzi, którzy nie maja ku temu żadnych predyspozycji… I giną w odmętach Ci , z którymi można stworzyć fajny zespół. A może to tylko moje patrzenie, bo tak mam, że szukam w ludziach talentów… Po grupach na FB widzę, że jest w narodzie potrzeba mądrości i poukładania, grunt to dać możliwość rozwoju :) Czułki lub co, kto tam ma do góry :)

Komentarze są wyłączone.