Poszukiwanie wartości 9. Same pytania

przemoc?
przemoc?

W naszych rozważaniach i dyskusjach na blogu dotyczących wartości doszliśmy do ciekawego momentu, w którym wypada zadać pytanie, czy człowiek jest z natury dobry, czy też zły, czy jest po prostu wyewoluowanym ssakiem, w dodatku drapieżnikiem, czy też istotą duchową? A może ów drapieżniczy instynkt przetrwania walczy w człowieku z duchowością? A może mniej jest w istocie różnic pomiędzy kotem zamęczającym nornicę – nie z głodu lecz dla treningu, a człowiekiem czerpiącym przyjemność z torturowania innych stworzeń?

***

Czy sedno odpowiedzialności moralnej zawarte jest w intencji? Czy rzeczywiście intencja dotyczy powodów dla których stosujemy przemoc lub jej unikamy? A jeśli w istocie wszelkie powody są tylko post lub preracjonalizacjami zaś intencja jest tylko uzasadnieniem i tak zwierzęcego instynktu opartego na przetrwaniu i dominacji lub podporządkowaniu stadu?

***

Polska nie jest wyjątkowa? Nie jest ani wyjątkowo ukarana, ani doświadczona, nie jest też bardziej niż inne kraje utopiona we krwi? Planeta ziemia jest przecież cmentarzyskiem licznych pokoleń. Przez Europę przetaczały się straszliwe wojny a cywilizacje ludzkie budowały się na stertach kości podbijanych ludów. My Polacy nie jesteśmy wyjątkowi? A może jednak wyjątkowo doświadczeni? A może wyjątkowo nieświadomi?

 ***

Thomas Hobbes, o którego poglądach pisałem już na tym blogu i również w mojej książce Zabić coacha, sądził, że ludzie z natury agresywni w toku rozwoju cywilizacji dochodzą do wniosku, że ich agresywność przeszkadza im w rozwoju a nawet grozi unicestwieniem, dlatego oddają kontrolę nad grupą – władcy, który co prawda też jest agresywny, dzięki temu jednak powstrzymuje agresję jednostek, niejako w imię wyższego dobra grupy. Władca oczywiście ma tendencję do absolutyzmy, dlatego legitymizująca go grupa może żądać ograniczenia jego władzy, czasem w wyniku obalenia rządów i ukonstytuowania nowego rządu, którego mechanizmy sprawowanie władzy w końcu zbliżą się do absolutyzmu, i który znów trzeba będzie obalić.

***

No i mamy kłopot, kłopot chrześcijański i buddyjski, oba te systemy filozoficzno-religijne zakładają, że człowiek nie tylko może, lecz przede wszystkim powinien, powstrzymać agresję, wtedy i tylko wtedy staje się ludzki. Jezus w czasie dramatycznej drogi krzyżowej wielokrotnie jest prowokowany przez swoich katów: prorokuj, uwolnij się, zejdź z krzyża. Narracja jest tu jednoznaczna – mógłby to uczynić ale cierpi jako ofiara niewinna i tym samym powstrzymuje cykl ofiary i sprawcy. Od czasów narodzin chrześcijaństwa niemal przez 1 500 lat toczyły się najrozmaitsze spory a naturę grzechu, jego związek ze światem materialnym oraz aspekt duchowy, do którego odnosił się Jezus, który uzdrawiał co prawda ciała ale przed wszystkim odpuszczał grzechy, czyli zwalniał z poczucia winy, uwalniał ludzi z cyklu ofiary i sprawcy. To odpuszczenie grzechów było ważniejsze niż fizyczny dobrostan. Wybaczenie i rezygnacja z agresji jako źródła wszelkiego zła jest ważniejsze zdaniem Jezusa, niż respektowanie religijnego prawa! Jak można do tego przekonać prostych ludzi tamtej epoki? Jak zbudować uniwersalny przekaz na całe pokolenia? Pomysł zaiste szokujący – tylko doprowadzenie agresji wyładowanej na niewinnym człowieku do takiej eskalacji, do takiego absurdu jak męka Jezusa, może ludzi uzdrowić z grzechu!

 ***

W buddyzmie agresja jest skutkiem lgnięcia do sfery materialnej, rezultatem porzucenia drogi środka, drogi umiaru – w pewnym sensie zdolności do balansowanie pomiędzy biologią i duchem. Z kolei taoizm powie o utracie sprawiedliwości w chwili, gdy pojawia się norma oznaczająca co jest sprawiedliwe a co nie jest? Gdy człowiek stwarza kryterium, zwłaszcza dotyczące tak zwanej moralności i przestaje żyć w zgodzie z naturą, pojawia się przemoc, agresja i zło, gdyż zdaniem taoistów człowiek bez systemu radzi sobie znakomicie i jest z natury dobry! To system go deprawuje! Koncepcje te były do prawdy szokujące dla konfucjanizmu, który wierzył w system, hierarchię i kontrolę.

***

Wczytując się w karty historii trudno orzec, czy sukces np. Wałęsy, Borusewicza i Mazowieckiego w 1980, czy Gandhiego pół wieku wcześniej, lub Evo Moralesa w Boliwii współczesnej – to efekt geopolitycznej zmiany (historyzm), wynik ich wyjątkowej osobowości (psychologizm), czy też wykorzystania mechanizmów społecznych (socjologizm) lub ekonomicznych (np. keynesizm lub szkoła chicagowska) a może biologicznych (ewolucjonizm), może jeszcze zmian klimatycznych, lub też demograficznych, dietetycznych, zmian funkcji kulturowych, a może fluktuacji wodoru i helu, z których zbudowane jest w większości słońce? Czy zadowoli nas odpowiedź, że wszystko naraz? To jak odpowiedź trenera biznesowego, który chce usatysfakcjonować szkoloną grupę i na pytanie co tak naprawdę motywuję ludzi, odpowie: – wszystko po trochu.

 ***

Rzecz w tym, że z powodu subtelnej budowy ludzkiego układu nerwowego i zjawiska neuroplastyczności mózgów ważna jest dla nas narracja, jesteśmy w stanie uwierzyć we wszystko i dlatego świat staje się takim, jakim wierzymy, że jest. Nie ma w tym mistyki, raczej chłodna neurofizjologia i mechanizmy percepcji czyli odbierania świata, rzecz jasna niesłychanie wybiórczo a następnie mechanizmów poznawczych, opartych na porządkowaniu tego, co zostało zauważone. Słowem z gigantycznego strumienia zdarzeń wyłapujemy zaledwie kilka na minutę i na ich podstawie tworzymy własne hologramy rzeczywistości wciąż porównując je do starych hologramów na zasadzie: znajdź różnice w tych dwóch obrazkach.

 ***

Pytanie brzmi zatem czy agresywność ludzka jest mechanizmem biologicznym, ewolucyjnie nieuniknionym i wręcz użytecznym, czy też może wzorcem kulturowym, którego skwapliwie uczymy nasze dzieci w przemocowym, patriarchalnym świecie? Czy byłyby wojny, gdybyśmy dzieciom nie wciskali plastikowych pistolecików do rączek i konsoli do gier ociekających przemocą?

Czy też – nie możemy po prostu wyobrazić sobie innego rodzaju relacji wewnątrzgatunkowych i międzygatunkowych, gdyż innych nie znamy, modyfikując zaledwie stare modele zgodnie z hobbesowską teorią przemocy? Czy też, zmarginalizowaliśmy lub wytępiliśmy inne modele kulturowe (innych ludzi) używając przemocy (patrz Australia)? Czy z powodu uzasadniania swej nieuniknioności kultura dominacji opartej na przemocy potrzebuje legitymizacji, czyli uzasadnienia dla swego istnienia? Czy dlatego kultura dominacji tworzy dominujące teorie by uzasadnić swoją drapieżność? Czy też źródłem przemocy jest zarówno dominacja jak i chciwość a chciwość to ewolucyjna zapobiegliwość, tworzenie zapasów?

 ***

Czy w tym paradygmacie (systemie założeń) nauka nie odgrywa przypadkiem roli listka figowego, lub co gorsza klakiera, który może nie wprost ale jednak znajduje silne dowody na obronę konieczną a przecież jej częścią może być zarówno alarm w mieszkaniu, kłódka do roweru, pościg za złodziejem lecz także czołg leopard, samolot f16 oraz lobotomia dla przestępców, więzienie Guantanamo i krzesło elektryczne?

Czy w USA, w kraju największej liczby zabójstw z użyciem broni palnej, jest tyle broni w rękach prywatnych z powodu wielkiej ilości zabójstw, czy też wielka ilość zabójstw wynika raczej z wielkiej ilości broni w rękach ogromnej ilości ludzi?

cdn.

Poszukiwanie wartości 9. Same pytania
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Marku ,a moze wlasnie swiadomosc intencji jest kluczowa?
    w moim systemie wartosci intencja ma rowniez kluczowe znaczenie w rozroznianiu zla i dobra…choc mowia,ze dobrymi intencjami wzbrukowane jest pieklo…wole takie pieklo ,w ktorym ludzie mieli przynajmniej dobre intencje;)))))

  2. odpowiedzialność moralna jest zależna od stopnia świadomości, wszak nie ma grzechu jeśli nie ma świadomości jego popełnienia.
    a co do stwierdzenia, że jesteśmy najinteligentniejsi…. cóż, być może to prawda, tylko dlaczego tak krótkowzroczni?

  3. Moim zdaniem ludzi od zwierząt odróżnia niewiele. Ponoć jesteśmy bardziej inteligentni, ale jak się spojrzy na efekty globalne naszych działań oraz w kółko powtarzającą się historię, to pewność, że jesteśmy jakoby najinteligentniejszym gatunkiem potrafiącym niby wyciągać wnioski i uczyć się – znika. Mamy świadomość (przynajmniej niektórzy ….), posługujemy się pojęciami, no ale delfiny też mają język i nawet imiona ….

    Znacznie łatwiej wskazać mnóstwo cech wspólnych niż różnic między nami a zwierzętami.

  4. AW, Czy Twoim zdaniem zwierzęta są w stanie ŚWIADOMIE czynić dobro lub zło? Jeśli nie – to przeczy trochę teorii tych filmów, które zapodałaś. Jeśli tak – to co Twoim zdaniem odróżnia ludzi od zwierząt?

  5. Ludzie żyją tak jak zostali nauczeni…. Niektórzy dzięki swojej wewnętrznej „mocy”, otoczeniu, zdarzeniom zmieniają się… różnie… Inni nie zmieniają się wcale…

  6. „Czy sedno odpowiedzialności moralnej zawarte jest w intencji?”
    W moim systemie wartości tak. Ale mówię o takiej rzeczywistej intencji, którą czujemy całym sobą i którą niejako emanujemy, chociaż czasem jest ona nieuświadomiona.
    Bywa też tak, że nie uświadamiamy sobie prawdziwej intencji, racjonalizując różne postawy. Wtedy prawdziwa intencja może różnić się od tego co o niej sami sądzimy.

    „A jeśli w istocie wszelkie powody są tylko post lub preracjonalizacjami zaś intencja jest tylko uzasadnieniem i tak zwierzęcego instynktu opartego na przetrwaniu i dominacji lub podporządkowaniu stadu?”
    Jak wtedy uzasadnilibyśmy intencję bezinteresownej pomocy zwierzęcym instynktem? Czy zwierzęta potrafią pomóc ŚWIADOMIE i bezinteresownie rezygnując przy tym np. z własnych korzyści?

  7. A może trzeba nauczyć się oddzielać przemoc od nienawiści? Czyż nie można kochać swojego wroga, współczuć mu braku świadomości ale bronić się siłą przed jego agresją?

    ***

    „Czy człowiek jest z natury dobry, czy też zły, czy jest po prostu wyewoluowanym ssakiem, w dodatku drapieżnikiem, czy też istotą duchową?”
    Zaryzykuję pewną tezę. Człowiek rodzi się zwierzęciem wyposażonym w instynkty. Z czasem, dorastając i dojrzewając ma szansę owe instynkty zastąpić w mniejszym lub większym stopniu pierwiastkami boskimi – miłością, dobrem, empatią…. Wiele zależy od wychowania. Nieliczni osiągają świadomość zbliżając się do Boga. Niestety dla wielu zwierzęce instynkty pozostaną kompasem na całe życie.

  8. No według mnie agresja w świecie bierze się stąd iż pojawiła się w nim waluta – pieniądz. Każdy chce to mieć, najlepiej w nadmiarze traktując jako najwyższą formę bycia tu, więc wiele się robi aby to osiągnąć:> Pieniądz sam w sobie nie jest zły, ale jest dodatkiem do bycia człowiekiem. A chyba obecnie mamy do czynienia z małą dysproporcją tj kasa podkreślająca to kim się jest na rzecz bycia kimś a pieniądze tylko towarzyszą mi bądź nie:> Religie w tym wszystkim? ostatnio przeczytałem fajny cytat – nie wierz niczemu co przeczytałeś bądź usłyszałeś, jeżeli nie zgadza się to z Twoją duszą oraz własnym rozsądkiem:>

  9. No świetna dyskusja, przypomina mi lekcje polskiego w szkole średniej :-)
    ************************************************************************

    (…)No i mamy kłopot, kłopot chrześcijański i buddyjski, oba te systemy filozoficzno-religijne zakładają, że człowiek nie tylko może, lecz przede wszystkim powinien, powstrzymać agresję, wtedy i tylko wtedy staje się ludzki.(…)

    Ale, ale! Nie ma żadnego kłopotu! W buddyźmie chodzi o eliminację gniewu, a nie o bierne płynięcie z prądem.
    Chodzi o działanie bez gniewu i aktywne współczucie. Przykład: matka bez gniewu i agresji zdecydowanie szarpie dziecko za rękę (przemoc fizyczna) czym ratuje go spod kół pędzącego samochodu. Ocaliła cenne ludzkie życie wyrywając rękę ze stawu barkowego. Ratownik łamiąc bez gniewu poszkodowanemu żebra podczas sztucznego oddychania przywraca pracę serca. Czy łamanie komuś żeber jest dozwolone? No oczywiście że tak, liczy się intencja i ogólny skutek działania.

    Aktywne współczucie dla islamistów powoduje, że przerywamy cykl ofiara/kat poprzez uniemożliwienie im czynienie zła, np. poprzez utrzymywanie solidnej armii, silnej gospodarki i trzymanie terrorystów w więzieniach itd. Co bardziej przewidujący tybetańscy mnichowie buddyjscy spakowali swe klasztory i najcenniejsze nauki i wynieśli się do Indii, a nie dali się zabić Chińczykom, dzięki czemu ich nauki rozlały się szeroko po świecie. Buddysta to bardzo praktyczny, aktywny człowiek działający dla dobra innych. A nie bierny, nawiedzony głupek poddający się biernie biegowi wypadków w oczekiwaniu na nirvanę.

    Dopóki coś się nie wydarzy, to można to zmienić przecież!

    Działanie bez gniewu i zapobieganie przemocy nie oznacza poddania się przemocy innych.
    Można wręcz powiedzieć, że poddanie się jest działaniem na szkodę innych, ponieważ umożliwia im szkodliwe działania, a przecież mieliśmy ich chronić przed tym właśnie.

Komentarze są wyłączone.