Powroźnik

Powroźnik – koan

Całe życie plątał sznurki. Nie w sensie dosłownym. Plątał, czyli zwijał. Był profesjonalnym powroźnikiem. Splatał sznurki, sznury, linki, cumy, hole, powrozy, postronki, pyty, powrósła. Niektóre zwijał ręcznie, inne przy pomocy prostych krosien, motowidła lub dratwy z długą, zakrzywioną igłą. Były to sznury wyjątkowe, rzekłby – świąteczne.

Do splatania sznurów codziennych używał maszyn tak wydajnych, że w ciągu godziny powstawały kilometry wytrzymałej liny lub elastycznego sznurka. Jego codzienna praca to przeplot, oplot, przełożenie, splot, zwój i niezliczone ilości motków, bębnów, szpulek, szpuli i rolek.

Najważniejsze były jednak węzły. Węzły to była jego pasja. Uwielbiał supły, zwoje, kluczki, wiązania, sznurówki, pęta, pętle, lassa, sploty.

Wiązał i rozwiązywał. Oczywiście znał się na powroźnictwie jak nikt inny. Dwie nici, sześć nici, dziewięć – tworzących splot. Konopie, len, juta, sizal i nowsze jak nylon, poliamid, poliester oraz te najtrwalsze, ze splotem metalowo-włókiennym, tylko furkotały na jego maszynach.

Jednakże węzły – te kochał najbardziej. Wiązał i rozwiązywał. Rozwiązywanie bywało trudniejsze, lecz jednocześnie bardziej emocjonujące. Niekiedy był zmuszony węzły przecinać tak były zaciągnięte, zapieczone, zasupłane. Używał w tym celu długiego, ostrego noża z zakrzywionym ostrzem. Ciach i po sprawie. Niestety w następnej chwili splot rzecz jasna puszczał i przyczepione na obu końcach liny ciężary leciały na oślep, często wyrządzając rozliczne szkody. Jeśli w dodatku była to sieć, a zdarzało się tak dość często, wówczas splot dotyczył wielu lin oraz dziesiątków ciężarów. Robił się rwetes i lament.

Nie lubił lamentów. Do licha, był powroźnikiem a modlono się do niego jakby był demiurgiem. Dawniej wzywano jego trzy córki. Pierwszą Lachesis, którą wszyscy w przędzalni nazywają Udzielającą, tę od głównej liny, która zaczyna splot. W rzeczywistości Lachesis użycza, nic więcej. Błagano też Kloto – drobniutką prządkę, która nawija kolejne zwoje na motek. Najbardziej jednak bano się Atropos, najstarszej z jego córek, gdyż to ona swoimi nożycami przecina nić. Zamyka ścieżki losu. Nie przez przypadek Atropos nazywają Nieodwracalną. Mojry, jego córeczki kochane, co począłby bez nich?

Dawniej wzywano jego córki, dziś ludziom wydaje się, że jakiś chirurg, jak demiurg decyduje o ich losie. Jakiś onkolog, polityk, kierowca, bandzior, żołnierz, jakiś przypadek, zrządzenie losu – sprawiają, że nić pęka. Nic bardziej mylnego. Niektóre motki po prostu się kończą. Ani jeden więcej zwój nie zmieści się na szpuli. Po prostu. Niektóre zaś węzły trzeba przeciąć, nawet za cenę pewnego zamieszania. Dlaczego trzeba? Pewnych supłów po prostu nie da się rozplątać. Splątane liny plączą kolejne liny, więc ciach. Atropos kończy motek, on zaś przecina nierozwiązywalne węzły. Ciach. Nic nadzwyczajnego, praca powroźnika.

_______________________________________________________________________

dwudniowe szkolenie w KALISZU

Bogactwo i szczęście. Bogactwo to stan umysłu.

_______________________________________________________________________

Coaching Tao. jak żyć w zgodzie ze sobą?

pełne szkolenie z ćwiczeniami w 7 częściach

______________________________________________________________________

inne koany

starsze koany

Powroźnik – koan
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.