Poziomki

 

Poziomki, słodkie, czerwone

Jadę po polskich drogach. Lato. Od wczoraj mamy lato. Piękna pogoda i jeszcze piękniejsza przyroda. Zatrzymałem samochód. Łąka a dalej las. Ściana świergocących ptaków. Oszałamiająca wrzawa ptasiego życia. Skręciłem polną drogą w stronę lasu, a tam poziomki. Dorodne, czerwone, pachnące. Polskie Podlasie. Zerwałem garść, a potem drugą i dopiero wtedy, zauroczony zapachem, smakiem i widokiem poziomek, zauważyłem sterty śmieci z boku  leśnej drogi, w parowie. Pełno ich w maliniaku i dalej w młodym zagajniku. Poszedłem głębiej drogą w las, a tam kolejne śmietnisko. Poziomki na śmietniku.

 

 

w każdej leśnej przesiece

Przebiły się przez plastikowe butelki, zużyte podpaski, ręczniki, szmaty i wiadra, gruz i blachy samochodowe, kawałki rury i materaców. Poziomki na śmietniku. Na polanie ślady po wylanym szambie. Nic to. Idę głębiej w las. Zrywam czerwone, delikatne wydłużone kulki. W Polsce do lasu może wejść każdy. Poziomki, cudowne, pachnące, prawdziwe. Ile lat nie zrywałem poziomek wprost z krzaka? Roje komarów. No cóż, to właśnie im płacę daninę za poziomki. Przypominam sobie jedną z najpiękniejszych scen filmowych jakie widziałem w życiu z filmu Mikrokosmos, gdy z jaja wylęga się komar. Magia. Cud natury. Za ten cud daruję im nawet piekące ukąszenia.

Ekolodzy nauczyli mnie, że starych śmieci nie należy ruszać w lesie, bo tam już zadomowił się pająk, nornica, mysz, a nawet żaba i zaskroniec i setki innych owadów, robaków, małych gryzoni, których nazw nie spamiętałem. Ruszysz te butelki i puszki i zburzysz ich dom. Las musi zaadoptować jakoś ten ludzki syf, lecz gdy już się z nim upora, staje się częścią lasu. Polskie lasy to kompostowniki ludzkich odpadków. Pisałem już o tym, że my Polacy nie potrafimy doceniać bogactwa natury. Spora część mego patriotyzmu [to chyba nie modne już słowo] i umiłowania ojczyzny [chyba jeszcze bardziej nie modne] ma związek z polską przyrodą, naszym wielkim bogactwem flory i fauny, wspaniałymi lasami, parkami natury, łąkami, dzikimi rzekami i jeziorami.  Niestety Mazury i setki innych jezior rozjeżdżane są ścigaczami, skuterami, motorówkami i zamiast ściany ptaków słyszysz wycie silników. Frajda dla grupy miłośników  ekstremalnych momentów obrotowych, ale krótkowzroczna zabawa dla naszych jezior i lasów. Mówię naiwnie do dyktafonu: Po to mamy ministerstwa, na przykład ochrony środowiska, żeby korzystając z wiedzy, doświadczenia i przezorności ludzi mądrzejszych od miłośników benzynowych bolidów  regulowali nasze życie zbiorowe z jakimś sensem, poczuciem wyższego dobra, jakim jest cudowny las i świeży oddech naszych wnuków. Mylę się? Oczywiście, że tak. Czemu nie chronimy tej cudownej ciszy nabrzmiałej od głosów ptaków, pszczół,  perkozów – tylko rozjeżdżamy ją skuterami i quadami z powodu chwilowej mody?  Czemu nie uruchamiamy skutecznych sposobów ochrony naszych lasów przed śmieciami, podpalaczami, kłusownikami? Jestem naiwny? Chyba tak. Politycy głaszczą dzieci i owieczki i kompletnie ów temat tabu omijają. Kiedyś rozmawiałem z tak zwanymi lokalnymi działaczami na Podlasiu i na Mazowszu –  dla nich ekologia to picie czystej wódki do małosolnego ogórka.

 

 

przywiązany do drzewa

Czuję zapach poziomek na palcach. Żegnam poziomki, pliszki i komary w lesie, drzewa i paprocie – nasz polski, unikalny w Europie skarb. Wyjeżdżam na drogę. W każdym leśnym dukcie, w każdej przesiece stoi prostytutka. I wtedy dokonuję odkrycia, wszystko układa mi się w głowie. Lubię ten stan umysłu. Jest uwalniający, twórczy, porządkujący, śmiały. W tym katolickim, konserwatywnym, pruderyjnym kraju jakim jest moja ojczyzna przy drogach stoi tysiące młodych kobiet – wyjętych spod ochrony prawnej. Poddane są najgorszemu z możliwych procederów – stręczycielstwu i handlowi ludźmi. Żeruje pewnie na nich jakaś mafia. Nie mają ochrony zdrowotnej, pewnie także zarażają swoich klientów. Stoją tak w słocie i w upale traktowane przez polskie władze z całkowitą obojętnością. Ani opieki zdrowotnej, ani prawnej, żadnych praw, żadnej możliwości obrony lub ochrony, żadnego planu pomocy, lub choćby szansy na wyjście z poniżającej sytuacji, w której formalnie, zdrowotnie, społecznie się znajdują. To wszystko przy polskich drogach prowadzących do urzędów, przychodni, posterunków i kościołów. Za przyzwoleniem matek i żon. W całkowitej obojętności mediów i autorytetów wszelkiej maści, w tym religijnych. Kolejne polskie tabu. Co widzisz? W jaką patrzysz stronę? Owszem, można odwracać głowę. To Polska specjalność. Coś w tym jest, że śmieci wywalone do lasu,  pies w tym lesie przywiązany do drzewa wyje oszukany, bo państwo jedzie do Turcji na wczasy, a kurwa przy drodze samotna, za grosz oddająca rodakom swój smutny los. Poziomki rosną na śmietniku. Być może tym śmietnikiem jest nasza obojętność.

 

 

Poziomki
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

13 komentarzy

  1. Niektórym brakuje odwagi zmierzyć się z trudnymi problemami. Odwaga to dzisiaj bardzie już chyba zanikająca cecha. Teraz to zastępuje “PR”

  2. Poziomki,piękno natury,przyroda,smieci, dziwki.
    Wszystko to takie podobne,
    czy czasem nie jest to tak, ze to jest dokładnie nasze życie.
    Piękna natura,na której wyrosły cudowne poziomi i ktoś kto je dostrzegł zachwycił się zauważył.
    Moze te kobiety przy drodze potrzebują dziś i kiedyś, zauważenia, docenienia. Moze wyrosły na takim śmietnisku i niewiedza ze są takie piękne ze sa cudownym owocem natury.Gdyby to wiedziały nie sprzedawały by tego co maja najcenniejsze siebie !, swoja godność.A my jak często zachwycamy się drugim człowiekiem, kobieta? meszczyzna?jak często dostrzegamy go tuz obok nas. Czy nasze życie to nie śmietnik a te dziwki to poziomki?
    Nie wiem jakieś to dla mie takie symboliczne i ważne.

  3. Ania, jesteśmy spadkobiercami PRL-u, kiedy to, co wspólne było “państwowe”, a więc niczyje, a więc brał, rozkradał i poniewierał tym dobytkiem niemal każdy. Dziś w prywatnych ogródkach czysto i pięknie, a w państwowych lasach nadal trwa dziedzictwo PRL-u. Ludzie nie są obojętni na swoje ogródki, ale wspólne, niesprywatyzowane traktują po macoszemu. A przecież las większy od ogródka. Wątpię, czy w polskim narodzie przyjmie się szwabskie obywatelskie donosicielstwo. Z jednej strony rozumiem, ze to moze byc skuteczna metoda na szkodników i barbarzyńców, a z drugiej jakoś nie czuję, by to było dobre rozwiązanie te wysokie kary. Edukacja jest droższa i wymaga więcej czasu, by przyniosła efekty, ale chyba bardziej na miejscu. Wiem jak w szkołach odwala się te ekologiczne treści programowe, jak mogą czuć to wychowankowie, kiedy nie czują tego wychowawcy odpowiedzialni za propagowanie życia eko?

  4. a co sadzicie o sprowadzaniu starych zdezelowanych aut,bez sprawnych katalizatorow,,perzekraczajacych normy spalania????Pomyslcie ,jaka jest wciaz skala tego zjawiska..kto z kupujacych pyta,czy auto jest ekologiczne??…………a przeglady na ktorych za stowke wlozona w lape podbija sie ,ze moze jezdzic,choc nie powinno.?Kradziony prad,woda,podrzucone smieci…toz to dobrze o zaradnosci swiadczy…………bo moje to do plotu ,a za plotem to co wspolne,to juz nie nasze…

  5. No tak .ale z drugiej strony kary za wywozemnie do lasu smieci w Reichu sa wysokie,a ludzie maja obywatelski obowiazek spisac tablice rejestracyjne i poinformowac polizei,ze takie zdarzenie mialo miejsce,w efekcie malo kto odwazy sie zasmiecac las…lasy ,miasta sa czyste….
    z drugiej stropny u nas tez ,zamiast zapytac lezacego ,co sie stalo,wzywa sie karetke albo policje,zeby usunac delikwenta”bo smierdzi”…czasem smierdzi juz od kilku dni…najczesciej pijany ,ale bywa ,ze niezywy.Zdecydowanie wieksza obojetnosc/eee,pijak ,niech lezy,po co sie narazac na obelgi/ z drugiej strony brak odpowiednich ,wydolnych sluzb i organizacji do rozwiazywania takich problemow;(((wiec delikwenta,z byle otarciem wiezie sie …na chirurgie,a jesli nie ma otarcia…wypuszcza za rogiem.Problem zostaje nie rozwiazany….podobnie jak smieci ,na ktorych wywoz przymyka sie oko,to taki czyn o niewielkiej szkodliwosci spolecznej…………….

  6. Rzeczywiście, w protestanckim niemieckim kraju nietrudno o porządki.
    Pod koniec lat 80-tych byłam–po raz pierwszy–na Zachodzie. W Reichu. Bylismy tam z trupą teatru uniwersyteckiego na występach. Gosciliśmy w domach kulturalnych Niemców, których córki wykonują po obiedzie Bramsa, a żony z resztek dzisiejszego obiadu robią jutrzejszą przepyszną kolację. Graliśmy także w Lubece, mieście nad którym unosi się duch Thomasa Manna. Mieście, które zrobiło na mnie szczególne wrażenie. Port i stare kamienice, i ten specyficzny rozmarzony klimat portowego miasta. Wszędzie czysto i pachnie gorącą czekoladą. Aż tu nagle w biały dzień na wysprzątanej do białości ulicy Cyganka z dzieckiem. Za chwilę niemiecka suka z jazgotem zatrzymuje się przy koczującej kobiecie. Biorą za fraki tego “śmiecia” i ciskają do samochodu z całym lekceważeniem, na jaki mogą zdobyc się dobrze ogoleni niemieccy chłopcy wobec brudnej baby żebrzącej na ulicy. Trwało to moment. Ulica znowu była nieskazitelna, a my mogliśmy grać Becketta dla niemieckich intelektualistów.

  7. “W tym katolickim, konserwatywnym, pruderyjnym kraju…” większość ludzi robi wszystko na pokaz – sprząta w sobotę i nie wie naprawdę z czego to wynika … co prawda klecha nie biega po miejskich uliczkach po jajka w niedzielę – jak to niegdyś na wsiach bywało….
    nawet jeśli przewinią myślą, uczynkiem i zaniedbaniem – łatwo uspokoją katolickie sumienie – spowiedź , na pokutę litania do NŚMP i pozamiatane tzn rozgrzeszone uczynki…
    może nawet sami się rozgrzeszą….
    Mieszkam przy lesie na Podlasiu – i jak idę z dziećmi na spacer to mnie trafia szlak! Puszki po piwie, torby plastikowe – śmieci są wszędzie…

  8. …”Ekolodzy nauczyli mnie, że starych śmieci nie należy ruszać w lesie, bo tam już zadomowił się pająk, nornica, mysz, a nawet żaba i zaskroniec i setki innych owadów, robaków, małych gryzoni, których nazw nie spamiętałem. Ruszysz te butelki i puszki i zburzysz ich dom.”
    Jednak jeżeli nie ruszy tych śmieci, sięgnie po poziomki, słodkie, czerwone zje je, odwróci głowę, a nawet jeżeli zatka nos nic to nie zmieni śmieci będą śmierdziały. Pewnie się przyzwyczai, ale po jakimś czasie poziomki nie będą już rosły i zostaną tylko śmieci i co wtedy?….

  9. Kary i nagrody na krótko. Po pewnym czasie człowiek pomyśli, że opłaca się dziesięć razy wyrzucić i raz zapłacić karę, a może napisze wniosek, że nie ma pieniędzy, że brakuje mu na chleb i nawet otrzyma jakąś pomoc. Powie, że to pierwszy raz i że żałuje. Dziecko dopóki małe można edukować, karać lub nagradzać, a i tak zobaczy, że Pan X wyrzuca śmieci w niedozwolonym miejscu i może wbrew wychowaniu, wartości nauczanych w domu wyrzucić w lesie np. papierek od cukierka, a potem torebkę itd… bo mu tak wygodniej. No i ma gotowy śmietnik wewnątrz i dopóki nie pozbędzie się śmietnika wewnętrznego będzie śmiecił, może czasami zapłaci karę.

  10. “śmietnikiem jest nasza obojętność”. Ja myślę, że raczej złość, nagromadzona przez lata ubogiej, smutnej, parcianej rzeczywistości (polecam w tym temacie koszmarny, a zarazem znakomity film “Dom zły”). Jeszcze to z nas nie wywietrzało, jeszcze gryzie, drąży podziemne tunele żalu, mało komu w głowie poziomki w czystym lesie. Mnie tak. Ja bym też chciała poziomek prosto z czystego lasu; chciałabym aby “kurwy” zamieniły się w driady i wciągały szczęśliwych poszukiwaczy przygód do okolicznych lasów, w których wszechwładnie panowałby nastrój i urok snu nocy letniej. Kiedy kilka lat temu byłam wraz ze starymi koleżankami z ruchu feministycznego na pierwszym spotkaniu założycielskim Polskiej Partii Kobiet ledwo udało nam się zapełnić nie tak znów wielką salę “Żaczka” i większość z nas to były albo byłe/obecne feministki, albo babki chcące zrobic polityczną karierę dla kariery, albo jakieś ekstrawaganckie panie, które nie mają nic do roboty. Niepora. To jeszcze “niepora” na poziomki dla naszej ojczyzny. Surowe prawa to drakońskie metody, nie jestem do nich przekonana. One w naszej ekonomicznej sytuacji byłyby nie “eko”. No bo jesli moja emerytowana sąsiadka mówi mi, ze dostała 200 złotych mandatu, bo jej Puszek narobił na pobocze, a ma 800 emerytury, to coś nie tak. A straż miejska ściga emerytki, natomiast rzadko albo wcale nie interweniuje gdy pijane hojraki “rządzą” na okolicznym boisku, rzucając do bramki butelkami o pierwszej w nocy.

  11. Dlaczego ludzie wyrzucają śmieci? Ludzie, którzy mają śmietnik w wewnątrz chcą może żeby nie było kontrastu i śmiecą na zewnątrz.

  12. są u nas jak pisze Ola-miejsca, które jakoś się uchowały jeszcze od śmieci. Jednocześnie ja od razu pomyślałam o moim rodzinnym Opolu i o tym ile razy słyszę od ludzi, że wjeżdzając w okolice Opola od razu widać ten niemiecki porządek, że ani śmieci nie ma i o o tym jak na opolskiej wsi ludzie zamiatają chodnik przed domem. Ale nie jest to polski niestety zwyczaj – zawdzięczamy to miejszości niemieckiej.
    pozdrawiam

  13. Dla mnie rozwiązanie wiąże się ściśle z tematem wychowania. Wychowania naszych dzieci, lecz nie tylko przez rodziców. Ekologia działa, gdy dociera z każdego źródła, gdy przekazy do dziecka są spójne. Zachowanie rodziców, nauczycieli w szkole, przekaz mediów…sama tego doświadczyłam wychowujac się częściowo w Niemczech. I jako dzieciak jednym z moich najbardziej nielubianych obowiązków były wędrówki do kontenerów z uzbieranym papierem, szkłem i aluminium. Teraz czuje za każdym razem uklucie w sercu, gdy wurzucam butelkę do zwykłego kosza. Najwieksza różnica miedzy Polska a Niemcami to dla mnie nie sklepy, proste chodniki czy ładne budynki to wszechobecne śmieci i psie kupy. A inaczej nazwalabym to poszanowaniem do swojego kraju. Jak wychować dorosłych? Chyba tylko poprzez surowe kary i motywacje finansowa np. kaucją za butelki, puszki itp. Lecz niestety w naszym kraju żaden polityk nie podejmie się tych niepopilarnych rozwiązań. Może dlatego, ze do Polacy do polityki idą się dorobić, a nie z poczucia misji…
    I jeszcze taka mi przyszła refleksja, ze swojego czasu jak wspoltworzylam centrum operacyjne i Niemcy przyjechali konsultować nasze poczynania to jedna rzeczą, która zdziwila ich najbardziej to fakt, ze używamy w pracy kubków jednorazowych…przecież każdy mógłby przynieść swój…oni to widza od razu…maja we krwi.
    Przedwczoraj śniłam po niemiecku…ciekawe co to za znak???
    Zapraszam cię Maćku na pojezierze Drawskie i do Borów Tucholskich. Tam uchowaly się jeziora ukryte głęboko w lasach i z zakazami pływania na motorówkach. To tylko wtedy, gdybyś miał ochotę na chwile nie widzieć. Choć teraz gdy o tym pisze to zobaczyłam jednak te puszki w krzakach…pokaże dzieciom i wytlumacze.

Komentarze są wyłączone.