Poznań, Alejandro i polskie paradoksy

paradoksy
paradoksy

Wróciłem właśnie z Poznania, z wykładu, który prowadziłem Bogactwo to stan umysłu. W Poznaniu bywam rzadko i dlatego wyraźnie dostrzegam zmiany. Już na pierwszy rzut oka widać jak to miasto się zmienia, nie tylko starówka i okolice targowe ale i Grunwald a nawet blokowiska na Winogradach czy Jeżyce. Nowe inwestycje, zrewaloryzowane kamienice, przebudowane stare fabryki, nowoczesne bryły, setki restauracji, kawiarenek, hotelików. De gustibus non disputantum est. Co się komu podoba, o gustach się nie dyskutuje. Pisałem już o warszawskim i polskim chaosie urbanistycznym lecz również o chaosie w naszych głowach. Wszedłem w drugą połowę życia, powoli ogarniam już pamięcią półwiecze, szmat czasu i kiedy przypominam sobie zapyziałe nasze miasta i wsie, jestem wdzięczny za zmianę, której mogę być uczestnikiem i beneficjentem.

Poznański wtorkowy wieczór i knajpki, piwiarnie i restauracje pełne ludzi. Od rana centra handlowe również pełne, na ulicach, na zakupach setki ludzi. Samochody na miejscowych rejestracjach jak spod igły, same topowe marki, a zdarza się porsche, jaguar, ferrari, bentley… i to nie jeden, nie dwa. Poznań, bogate, dobrze zarządzane miasto.

Rozmawiam ze znajomym Argentyńczykiem, który mieszka ostatnio w Portugalii, w kraju, w którym kryzys i bezrobocie mocno dają się we znaki. Prawie 300 tysięcy młodych ludzi wyjechało w poszukiwaniu pracy, nierzadko do Ameryki Południowej, która również przeżywa problemy, z kraju o 10 milionowej populacji. Polska, którą Alejandro odwiedza regularnie nieodmiennie wali go po głowie. Szok, który tu przeżywa nie zdarzył mu się nigdy, w żadnym kraju, w którym mieszkał lub pracował a jest globtroterem. Zna na wylot USA i Brazylię, Argentynę i Hong Kong, Anglię i Francję, Niemcy i Norwegię, Hiszpanię i Maroko, Koreę i Malezję. Wychowywał się i mieszkał w Argentynie. Jak wy tu żyjecie, to kraj schizofreniczny jak żaden w Europie? Dziwi się i wie co mówi, gdyż zna się na psychologii i nieświadomości zbiorowej, czyli duszy narodu. Zajmuje się tym zawodowo.

Średnia pensja nie przekracza 1000 euro a ludzie jeżdżą samochodami wartymi dziesiątki i setki tysięcy złotych. Wszyscy narzekają w koło na biedę i drożyznę, jakby to by narodowy sport, a jednocześnie galerie handlowe są pełne klientów i powstają nowe, żadna się nie zamknęła od 10 lat. Tymczasem restauracje i bary – pełne, w niektórych ogródkach brak miejsc, we wtorek wieczorem, nie w piątek! Sklepy uginają się od towaru, a przeciętny Polak wyrzuca lub marnuje rocznie setki kilogramów żywności. Polskie ustawodawstwo nie pozwala na handel przeterminowaną żywnością, więc wielkie sieci handlowe nie dość, że ją masowo utylizują, to jeszcze ceny tej utylizacji przerzucają na klienta. Ceny mieszkań utrzymują się na stałym, bardzo wysokim poziomie i nie maleją pomimo kryzysu, mało tego, ludzie je kupują. Z czego? Jeśli średnia pensja nie przekracza 1000 euro a mieszkanie w Warszawie, czy Sopocie kosztuje drożej niż w Lizbonie czy Paryżu? Co ciekawe w tych miastach rzadko kto kupuje mieszkanie, bo to się nie opłaca, dom owszem, gdy rodzina się powiększa, mieszkanie się wynajmuje lub kupuje jako inwestycję. Ponadto budujecie domy jednorodzinne luksusowo, wielkie, z cegły, z betonowymi sufitami, z garażami, tynkowane, ogrodzone, wyposażone w najlepsze materiały wykończeniowe. Żadnych tanich, szybkich, amerykańskich technologii na drewnianych stelażach obitych płytami. Mało kto w Barcelonie, Madrycie, Londynie czy Berlinie dojeżdża do pracy samochodem, wylicza Alejandro. W Polsce kogo nie spytam jedzie, przebija się przez korki, parkuje za pieniądze i znowu jedzie przez korki. Jakie ogromne wydatki na drogie paliwo! Z kim nie rozmawiam, narzeka na władze, polityków i urzędników oraz złe prawo, przepisy, podatki, ubezpieczenia i powszechną korupcję. Jednocześnie codziennie widzę Polaków łamiących przepisy. Niemal wszyscy jeżdżą nie przestrzegając przepisów ruchu drogowego, zbyt szybko, niebezpiecznie, egoistycznie, o parkowaniu nie wspomnę. Naturalne jest używanie nielegalnego oprogramowania, ściąganie kopii muzyki, filmów i książek z Internetu, oraz prac licencjackich i magisterskich. Plagiatowanie cudzej wiedzy, treści książek, ćwiczeń coachingowych, edukacyjnych to naturalne, nikt się nie dziwi. Ściąga i podaje za swoje. Z kelnerem można się porozumieć bez problemu w języku angielskim, niemieckim a nawet zdarza się hiszpański ale z menedżerami wysokich szczebli i z politykami już nie, zauważa Alejandro, zawsze potrzebny jest tłumacz. Książki czyta nikły procent Polaków i jeszcze mniejszy w grupie menedżerów i tu szok…studentów, przy jednocześnie większej ilości studiujących jak w Niemczech, Hiszpanii czy Francji. Ponadto na rynek księgarski trafia dziennie w Polsce kilkadziesiąt tytułów książek. Największe wydawnictwa wydają po 600 tytułów rocznie! Jednocześnie biblioteki miejskie mają się dobrze, bardzo dobrze, ilość stałych czytelników nie spada. Kto czyta te książki? Kto kupuje książki? Targi książki na Stadionie Narodowym odwiedziło kilkadziesiąt tysięcy ludzi! Czy ktoś coś z tego rozumie? Kościół w Polsce przez samych Polaków, zwłaszcza młodych, jest powszechnie krytykowany i kontestowany, mówi się o odpływie wiernych, jednocześnie w Europie udziela się tu największej ilości płatnych sakramentów takich jak śluby, chrzciny, komunie, msze w intencji. Co więcej, liczba ślubów konkordatowych nie maleje, rośnie, lecz jednocześnie dramatycznie rośnie ilość rozwodów i spada tak zwana dzietność małżeństw.

Alejandro interesuje się Polską i jeszcze długo w noc wylicza nasze polskie paradoksy, które często nawet mnie zaskakują. Wszyscy mają drogie smartfony, nawet dzieci; kupuje się i wypija hektolitry alkoholu nawet w dni robocze; ludzie masowo chodzą w markowych ciuchach, butach; nie spotkał studenta, który nie miałby laptopa; polskie rodziny wyjeżdżają na wakacje, często zagraniczne, dwa trzy razy do roku; prawie nie ma żebraków i kloszardów na ulicach; ponad 280 tysięcy dzieci jest niedożywionych i wymaga specjalnych dotacji i dokarmiania przez szkoły; do okulisty, endokrynologa, czy dermatologa zapisy przyjmowane są na jesień lub wiosnę przyszłego roku…i tak dalej i tak dalej.

Z Poznania wracam autostradą. Co za luksus. Droga jak stół. Moment, chwila rozmowy w aucie i jesteśmy na miejscu. 42 złote do Warszawy. Drogo. Drogo? – dziwi się Alejandro przecież to 10 euro? Wykład prowadziłeś non profit, cały dzień inwestycji. Tymczasem wykład był o bogactwie. Jak wam się tutaj cokolwiek opłaca? Jak dajecie radę z taką ilością sprzeczności? W takim razie czym jest dla was bogactwo?

Poznań, Alejandro i polskie paradoksy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Dzisiaj doszłam do wniosku, że powinnam przekierować energię ze zdobywania cennych książek za bezcen na energię tworzenia pieniądza… tylko gdzie ta wajcha? :) Pewnie w mennicy…

  2. bogactwo ,to zrozumienie ,ze wszystko sie ma i niczego nie brakuje , zeby zyc
    a zeby zyc nie trzeba mercedesa i iphona

    trzeba powietrza ,jedzenia ,wody, ruchu, kontaktow…
    i ze za krawedz wszechswiata nigdy sie nie wypadnie
    ;)))))))))))

  3. bogactwo to naprawde stan umyslu. to wolnosc wyboru. to umiejetnosc cieszenia sie tym ,co zawsze mamy-zdrowie,przyjaciol ,rodziny, prace , doswiadczenia, rozwoj, poczucie sensu i wartosci, jedzenie i sen spokojny….mozliwosc swobodnego podrozowania i nauki

    w tym wszystkim gadzety to tylko atrybuty , na ktore ludzie wydaja swoja zaoszczedzona, zamieniona w walute zyciowa energie….przydatne czasem, ale nie konieczne…

    na pewno nie sprawia poczucia bogactwa ,gdy za fasada pustka i niepewnosc….
    zabawki poza tym szybko sie starzeja ;((((

    a jakby pozwolic zyciu plynac,nie przejmowac sie tym ,co inni maja i jaki jest standart i oczekiwania srodowiska… gdyby wrocic do pierwotnych znaczen ,ktore stoja za tymi wszystkimi samochodami,smartfonami,wakacjami all inclusie?gdyby odkryc ,ze wszystko co wazne ,jest za darmo dane i dostepne wszystkim???

    ze mozna byc szczesliwym nie posiadajac domu,a posiadajac siebie w sloneczne popoludnie? nawet ksiazki nie trzeba posiadac ,zeby ja czytac…albo w wiejskiej wersji przyslowia-krowy, zeby napic sie mleka…..

    czy trzeba wszystko stracic ,by odkryc ,ze za pieniadze nie kupi sie najwazniejszego?
    ;))))))))))
    fajnie jest miec oszczednosci ,rezerwy-gdy przychodzi kryzys- laduje sie na siatke zabezpieczajaca. to na pewno pomaga.pomaga tez znalezc chwile na odpoczynek i relaks.
    nasza prace wymieniamy na pieniadze, zamrazamy energie w gotowke ,tak jak organizm przetwarza zasoby z pozywienia w glikogen-do wydania go w chwilach wymagajacych szybkiego dostraczenia energii…..takze w warunkach niedoboru pozywienia…siega do “lokat”,przesyla na “biezace konto” i pozwala z niego korzystac;)

    ale ciage zamrazanie energii nie sprzyja zdrowiu…tyjemy i starzejemy sie szybciej
    podobnie,naduzywanie moze wyczerpac zasoby do dna ,do smierci

    zdrowie jest wtedy ,gdy jest rownwaga,energia plynie- mniej wazne ,ile jej jest, injakie sa zapasy, wazniejsze , ze w harmonii….

    czy zamykajac oczy bedzie dla mnie wazne,ile zostawiam na koncie????

    czy to ,ze przezylam milosc ,namietnosc ,przyjazn,pasje,wspolczucie,gniew sluszny, dziecinstwo i macierzynstwo,prawdziwy strach i nadzieje?ze podjelam setki decyzji,dokonalam zmian, nauczylam sie i wykorzystalam wiedze…

    ze sluchalam swojej duszy i podazalam swoimi kretymi sciezkami?

    czy wspomne raczej sloneczny blask, czerwone sciany Dolomitow , rodzinny ogrod i twarze kochanych osob?

    a moze cos jeszcze?

  4. Powiem tak, bardzo często, żeby jakaś rodzina tu mogła prosperować, ktoś siedzi za granicą. Znam takie przypadki z autopsji. Ktoś pojechał za granicę, żeby rodzinie dać zaplecze finansowe i nie może już wrócić, bo nie jest w stanie zachować poziomu życia jaki zapewnił. Rodzice chcą by ich dzieci miały lepiej ale zaniedbane są przez pieniądze więzi. Dzieci mają lepiej ale masę kasy wydają na psychoterapeutów, papkowate szkolenia z podnoszenia samooceny itp itd…. Ktoś kto przyjeżdża z zagranicy widzi tylko to co jest na wierzchu, no i się dziwi. Nie widzi jednak tych ogromnych kosztów jakie ponosi nasze społeczeństwo. Obserwuję swoich znajomych jak stres odbijają się na ich zdrowiu. Zdrowie jest dobrem , które można nieodwracalnie stracić i żadne pieniądze go nie zwrócą. Moje koleżanki mają dylematy typu zrobić badania tarczycy czy kupić żywność bezglutenową. Pani w sklepie zastanawia się , czy kupić dziecku 2 rozmiary za duże buty, żeby były na następny sezon. Znam też osobę , która każe przesłać z Polski kwiaty pocztą kwiatową do Grecji bo akurat jest na urlopie….. Lekarze nie przepisują właściwych badan, bo skończył im się limit, a my co miesiąc płacimy haracz na NFZ. Po naszych ulicach jeżdżą kilkunastoletnie rzęchy a nie cudne samochody. Ludzie w knajpach siedzą przy jednym piwie cały wieczór w ramach oszczędności. Umiemy stwarzać pozory , umiemy….

  5. Alejandro z Argentyny…brzmi znajomo.czy my go skads znamy????
    ;))))))

    jednostki posadajace stare komorki nie smartfony ,mieszkajace w malych mieszkankch,czasem nie wlasnych, posylajace dzieci do publicznych szkol, zwiedzajace Polska pociagiem budza podejrzenie.

    jestes lekarzem i nie jezdzisz terenowym autem po miescie? nie spotykasz sie na wystawkach nowego leksusa? nie masz tableta ?nie korzystasz z all inclusive?nie masz nowych nart i deski surfingowej?

    pytanie mniej delikatne: ile zarabiasz? 3 tysiace ????minimum to 10….
    zeby “wykrecic” NFZ trzeba …krecic, trzeba ograniczac dostep do swiadczen ,zeby byl zdesperowany “pacjent prywatny”,jak nie umiesz ,tu jestes…d…pa,naiwniak z jakims podejrzanym systemem wartosci, ktoremu naopowiadali starozytnych bajek o……. jak on tam…Hipokrates????
    ogarnac sie w tym wszystkim… bez schizofrenii czasem trudno..wytlumaczyc niemcowi czy argentynczykowi ,jak widac ,tez nielatwo
    ;)

Komentarze są wyłączone.