Poszukiwanie wartości. Pragnienie prawa i sprawiedliwości

religia jako nadzieja?
religia jako nadzieja?

Poszukiwanie odpowiedzi w kwestii sprawiedliwości a ogólniej rzecz ujmując – dobra, to kwestia uniwersalna, która towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. W tradycji judeochrześcijańskiej nazwano owo poszukiwanie teodyceą, pytaniem o miłosierdzie i dobroć boga wobec bezmiaru cierpienia i krzywdy. W tradycji żydowskiej mówi się nawet o śmierci boga i winie boga, który milczał wobec bezmiaru zbrodni jaką był holocaust.

No właśnie – bóg z małej czy z wielkiej litery – bóg czy Bóg? Niektórzy filozofowie pytają nawet czy bóg zasłużył sobie na wielką literę? Chociaż żyjemy w sekularyzowanym społeczeństwie nastawionym dość materialistycznie do rzeczywistości, rozbuchanym konsumpcyjnie, to przecież gdzieś pod spodem trosk, nadziei, buntów, demagogii i populizmu wyłania się pytanie o prawo i sprawiedliwość. Tak, tak nie przez przypadek partia o tej nazwie odwołuje się do tych dwóch znaczących słów, kryjących potrzeby ludzkie a także nadzieje i tęsknoty za sprawiedliwością. Cóż znaczy oczekiwanie sprawiedliwości? Co za nim się kryje? Czy pod spodem kryje się tęsknota za równością praw, za jakimś ujednoliceniem, czy może za prawem do większej konsumpcji, za ustaleniem minimalnej ceny na cukier a może maksymalnej, ograniczeniem płac w sektorze publicznym, obniżeniem podatków i podwyższeniem świadczeń, jakaś odmiana janosikowego mitu, że biednym się da a bogatym zabierze? Wspomniana niedawno partia ogłosiła ustami swoich liderów, że jedyny, prawdziwy system etyczny, to system religijny, rzecz jasna katolicki. Jak na pragnienie dobra odpowiada w takim razie katolicyzm?

***

Po raz pierwszy w Polsce w okresie spisu powszechnego padło pytanie o wyznanie i wyszło, że ponad 80 % obywateli deklaruje wyznanie rzymsko-katolickie jednak, gdy w badaniach dotyczących religijności spytano o zasady wiary i dogmaty okazało się, że tylko 5% tej grupy wyznaje katolicyzm dogmatyczny, zgodny z nauką kościoła. Reszta jeszcze 300 lat temu mogłaby spłonąć na heretyckim stosie. Wierzą bowiem zarówno w łaskę bożą, jak i w reinkarnację, w rodzaj magii i czarów oraz siłę modlitwy, w dusze zwierząt a jednocześnie w bezkarne prawo do zarzynania tych istot duchowych, w karę za grzech już za życia i w nagrodę, w słynne już wymodlenie dzieci ale również pieniędzy i zdrowia, w karę, którą bóg zsyła na wrogów i siłę osobistej intencji, która może zmienić jakość życia. Hedonizm miesza się z mistycyzmem, magia z konsumpcjonizmem, pragnienie odwetu z kapitalistycznym prawem do konkurencji, socjalistyczna urawniłowka z surowym sędzią jakim jest bóg, który wszystko widzi i wszelkie uczynki zlicza jak buchalter. Czysta herezja.

***

Religia rzymsko-katolicka jako kontynuatorkach religii żydowskiej, spadkobierczyni sekt mistycznych, których nie brakowało w czasach Jezusa a także rozbudowanej filozofii greckiej nie ma jednoznacznego poglądu na temat dobra i zła. Nie jednemu doktorowi kościoła spędzał ów dylemat sen z powiek – w efekcie powstała zawiła niejednoznaczna teologia, której czytelność wśród wierzącego ludu jest nikła. Dodajmy do tego Amerykę Łacińską, bastion katolicyzmu, w której ślady kosmologii afrykańskiej oraz indiańskich religii animistycznych na trwałe weszły do tradycji chrześcijańskiej. Dla wielu wyznawców Candomblé czy Santerii lub innych religii szamańskich Matka Boska jest tak samo ważnym bóstwem jak Chango, Yemaya czy Erzuli Dantor.

W każdym razie w nurcie ludowej religijności, który również w Polsce dominuje jako dość powierzchowne przyzwyczajenie do rytuałów i przesądów – na świecie istnieje walka dobra ze złem. Oczywiście Bóg Jahwe, czy też bliższy, bardziej ludzki i przez to bardziej zrozumiały Jezus Chrystus jest uosobieniem idealistycznego dobra zaś szatan (i różne jego aspekty) jest odpowiedzialny za wszelkie zło. Szatan to również kusiciel, który chętnie potrąca skażoną część w ludzkiej duszy (grzech pierworodny dziedziczony po pierwszych rodzicach Adamie i Ewie)  – wówczas wiedziony na pokuszenie człowiek popełnia grzech. Świat zatem jest przejawem walki dobra ze złem, której skutków człowiek jest w pewnym sensie ofiarą i aktorem, trochę niezawinionym sprawcą i dzielnym dzieckiem bożym, który przeciwstawia się pokusom. Z grubsza tak to wygląda – tymczasem jest to pogląd powszechny aczkolwiek całkowicie błędny według katolickiej teologii. W minionych stuleciach na tym dualizmie zasadzały się wielkie ruchy religijne i herezje od monizmu, po zaratustrianizm i manicheizm, aż do gnozy, którą kościół zaciekle zwalczał. Czy nie ma w tym ironii losu?

***

Według dogmatyki katolickiej szatan nie jest równoprawnym rywalem boga w walce o prymat na ziemi, jakimś drugim złym bogiem. Świat nie jest areną walki dobra ze złem, gdyż nad wszystkim czuwa i wszystkim włada bóg wszechmogący. Świat z tego powodu jest konstruktem idealnym a przecież nie jest. Człowiek jest dzieckiem bożym ale nie jest idealny jak bóg. O co tu chodzi? Człowiek wyposażony w wolną wolę robi co chce a jednak jest kuszony, jest zawsze winny cierpieniu innych ludzi i własnym niepowodzeniom choć nie zawsze, gdyż przecież święci i sprawiedliwi również cierpią, czasem w imieniu boga. Cierpią niezasłużenie, doznają niesprawiedliwości i licznych krzywd, nierzadko w imię boga lecz bóg ich nie ratuje, nie powstrzymuje ręki zbrodniarza, zezwala na okropieństwa. Dlaczego? Gdy tym czasem usłyszysz, że bóg dopuścił albo nie dopuścił do pewnych wydarzeń, pobłogosławił albo uczynił cud za wstawiennictwem jakiegoś świętego. Ponadto kara za grzechy ma być wymierzona w czasie sądu ostatecznego na końcu dziejów, zatem bóg nie ingeruje w wolną wolę człowieka, a jednak ingeruje, bo przecież dziecko można sobie wymodlić, boga przebłagać, grzechy odpokutować. A jednak nie można, chociaż… w zasadzie można odpokutować przed końcem wszechczasów, gdyż przecież jest nie tylko raj i piekło lecz również czyściec. Choć czyściec jest dodany do kanonu wiary dość późno, by jakoś z tych niekonsekwencji teologicznych wybrnąć, to jednak pokuta w czyśćcu nie załatwia sprawy. I tak będzie sąd ostateczny. Choć przecież każda spowiedź odpuszcza grzechy podobnie jak chrzest zmazuje grzech pierworodny.

***

Bóg ingeruje, czy nie ingeruje, dopuszcza czy nie dopuszcza do pewnych wydarzeń, dlaczego czasem manipuluje historią i rzeczywistością innym razem nie, dlaczego nie pogoni diabła, jeśli czasem mu się przeciwstawia a czasem nawet zsyła go na ziemię jak w przypadku najwierniejszego z wiernych Hioba? Nie ma zatem dobra i sprawiedliwości tu na ziemi, nic z tych rzeczy. Nie ma prawa i sprawiedliwości, będzie sąd ostateczny po powtórnym przyjściu na ziemię Zbawiciela i dopiero wtedy wierni i niewierni, grzeszni i sprawiedliwi będą selekcjonowani i rozliczeni. Kiedy? Nie wiadomo. Co jest zatem gwarantem trafienia do raju? Takim gwarantem jest kościół, gdyż tylko on daje nieomylne wskazówki w tej sprawie. Słuchaj kościoła, postępuj zgodnie z jego wskazaniami, gdyż tylko kościół może przetłumaczyć słowo boże właściwie. Reszta to wiara będąca odpowiedzią na wszechmoc bożą i boże miłosierdzie. Rozum ludzki nie może ogarnąć zamysłu boga, koniec kropka. Bóg po prostu może wszystko i jest nieskończenie dobrym, reszta to zakamarki teologii. Jeśli coś się tam w dziejach kościoła hierarchicznego, w losach ludu bożego nie zgadza, omyka, wykrzacza, psuje – to jest winą ludzi, nigdy przecież nieomylnego, wszechwładnego boga. Jeśli czegoś jako wyznawca nie rozumiesz – to albo nie słuchasz wykładni kościoła albo tego po prostu zrozumieć nie sposób. Nie przejmuj się tym, czego nie rozumiesz albo tym, co jest sprzeczne – wiara nie jest kwestią rozumu, tylko zaufania i zgody na poddawanie się próbom.

***

Jak zatem bóg nieomylny może zarządzać takim bałaganem, chaosem, mściwymi ludźmi, zawistnym szatanem, niesprawiedliwą, pełną krzyw i wyzysku Ziemią, będąc jednocześnie nieomylnym i miłosiernym, wcieleniem dobra – no cóż na tym polega zawiłości teologii. Jak bóg może jednocześnie ingrerować i nie ingerwoać, szanować wolną wolę i zmieniać bieg historii? W każdym razie, zgodnie z doktryną katolicką, w tym życiu prawa i sprawiedliwości dopominać się nie możemy i nawet nie powinniśmy, nie ma na to szans. Nie wolno nawet powątpiewać w historię zbawienia, gdyż samo to jest grzechem. Powątpiewanie podważa bowiem zamysł o bogu wszechwładnym, totalnym, który się przecież ani mylić nie może, ani zła czynić, ani posiadać emocji negatywnych. Świat jest w pewnym sensie skończony, jego finał z dawna przewidziany – rzecz skończy się katastrofą, sądem nad ludźmi i piekłem albo rajem. Ciekawe czy prezes parii o tym wie, czy też niestety jak większość katolików, nie ma pojęcia o skomplikowanej teologii prawa i sprawiedliwości katolickiej.

 ***

Co ma wspólnego poszukiwanie dobra i zła, prawa i sprawiedliwości, prawdy i fałszu – z dzisiejszym Europejczykiem – dwudziesto, trzydziesto, czterdziestolatkiem, który szuka pracy, doznaje wkurzu i wzmożenia hejtu we krwi, głosuje na populistów i nienawidzi zgredu oraz wszelkiego oldskulu?

cdn.

Poszukiwanie wartości. Pragnienie prawa i sprawiedliwości
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. w.aga ostatnio klientka na coachingu podsumowała ” Za dużo gadam, za mało robię ” :) i nastąpił przełom. :)

  2. w odpowiedzi na słowa : w.aga:
    „POmagac tym którzy sobie nie radzą”, czyli co robić? Często tacy ludzie nie chcą pomocy w rodzaju „dam Ci wędkę” pracuj.
    tylko oni czekają na rybę, bo po co mają się trudzić? bo się nie opłaca. bo trzeba czasem 10 godzin i więcej byc poza domem.
    A przeciez wygodniej jest przed TV i ogłupić się jeszcze bardziej – z piwkiem i papieroskiem. Na te artykuły o dziwo kasa jest zawsze.
    Jak pomagać aby były pozytywne efekty? wg mnie trudne pytanie.

  3. Za duzo myslimy a za mało działamy. Teorie sa piekne. Trzeba zaczac od siebie. Pomagac tym, ktorzy sami nie daja rady. Mysle ,ze w wielu ludziach jest wiecej dobra niz zla. Jest tyle do zrobienia. Od czego zaczac ? Nie zbaczac z drogi.Droga wazna, cel….

  4. Świadomość jakoś nie jest wygodna, miła. Często burzy spokój? Jest bolesna? Ludzie lubią błogi stan bezrefleksyjności stąd pewnie taki popyt na C2H5OH, mocarze. Ślepa wiara, niedopytywanie a zapatrzenie w autorytet, idealizacja, całowanie w sygnet jest myślę jakoś łatwiejsza, bardziej nośna. W końcu religia a już na pewno ma dawać jakieś oparcie i poczucie bezpieczeństwa.

    Ludzie często wybierają żeby było bezrefleksyjnie. Być może refleksja jest jakimś rodzajem fatum, bo przecież jakież to antidotum, jeśli nie leczy w 100% cierpienia czy smutku, a w ogóle książki mogą wcale nie przełożyć się na to, co się robi w życiu.

    I ludzie błądzą tak sobie często po omacku. Czasem trafiają na ludzi, którzy im coś dają, coś w noszą w ich życie. Zastanawiam się czy czasem nie we wszystkim czai się najpierw idealizacja a potem dewaluacja. Najpierw zakochanie w chłopaku, dziewczynie, ideach i ideałach, poglądach a potem zerwanie, zobaczenie najmniejszej niedoskonałości jako utraty obrazu idealnego; zmiany czegoś wspaniałego szybko w coś beznadziejnego. Trochę tak jesteśmy do tego ćwiczeni przez szkołę: dobre-złe, brzydkie-ładne, niebo-piekło, kat-ofiara. Uśrednienie przychodzi albo nie przychodzi z czasem?
    Pozdrawiam :)

Komentarze są wyłączone.