ocean oddechu

Prezent drugi

Prezent drugi. Kolejne ćwiczenia o dużej sile oddziaływanie. Najlepiej połączyć oba. Najpierw pierwsze, opublikowane wczoraj, może być stosowane tak często jak zechcesz, następnie poniższe. Tu również nie ma limitu. Połączenie obu wzmacnia efekt. Jaki efekt? Nie sposób to opisać, warto tego doświadczyć: spokój, zasobność, cisza, harmonia, obecność. Stopniowo wszystkie inne techniki, tricki, metody tracą swoje znaczenie. Pojawia się harmonijna obecność.

Krótki wstęp do ćwiczenia.

Rzeczy są takim jakie je stwarzasz. Rzeczynie nie są dobre ani złe, są takie jakie nadasz im znaczenie jako osoba ludzka. Wiem, wiem to trudne, na początku wszystko się buntuje żeby przyjąć tę myśl.Uczono cię prawd absolutnych lecz nikt nie powiedział, że to ty decydujesz, nie oni, nie ich wartości, przesądy, zasady, to przecież myśl stwarza dobro lub zło. Odziedziczyłaś, odziedziczyłeś cudze myśli, które uznajesz za swoje. Jak to: niema zła ani dobra? Przecież istnieją obiektywnie złe sytuacje, przemoc, cierpienie, choroba, wojna. Otóż nie ma obiektywizmu. Nawet długość metra i ciężar to tylko kontekst. wciąż nie wiemy czym jest na przykład grawitacja, która wpływa na masę.

Przyjrzyjmy się takiej oto sytuacji. Świnka  prowadzona na rzeź i rzeź sama w sobie jest w pewnych okolicznościach traktowana jako dobro. Rzeźnik widzi w jej śmierci pracę, czyli pensję dla swojej rodziny a może nawet pasję, widzi w niej kiełbasę, handlowiec kolejny produkt, który będzie się świetnie sprzedawał pod chwytliwą nazwą szynka dziadunia; dyrektor fabryki zrealizowany plan, zaś akcjonariusz kolejne bmw tym razem na osiemnaste urodziny córki. Rolnik cieszy się zyskiem. Konsument cieszy się pokarmem, sieć handlowa wzrostem obrotów – znów dobro. A cierpiąca świnka? Jej sytuacja jest trudniejsza, po pierwsze z powodu doświadczanych mąk niemal od chwili urodzenia i w końcu smutnej, zimnej, bezdusznej chwili utraty życia, po drugie z powodu innej niż ludzka percepcji i samoświadomości. Słowem, świnka ma mniejsze możliwości wyboru, ograniczoną wolność i brak możliwości zutylizowania swoich doświadczeń. Śwince trudniej uporać się z sytuacją cierpienia dlatego potrzebuje obrony, jest bezradna wobec zła, które ją spotyka, dlatego w przypadku świnki potrzebne jest użyczenie naszej świadomości by śwince pomóc w sytuacji cierpienia. Gdyby świnka żyła w warunkach dzikich, naturalnych potrafiłaby lepiej sobie radzić przeciwnościami, ewolucja zaadoptowała ją do lasu, bagna, polany. Tymczasem człowiek, ów mega drapieżnik, który potrafi odraczać wyroki śmierci na inne stworzenia zdominował życie i śmierć świnki nie dając jej żadnych szans, żadnej możliwości wywinięcia się z obozu zagłady. Zatem, cierpienie zwierząt, dzieci i ludzi nieświadomych ma znaczenie absolutne, jest złem niedyskutowalnym, złem czystym, złem samym w sobie dlatego, że zwierzęta, dzieci i ludzie głęboko nieświadomi [np. z powodu chorób] nie potrafią sami się bronić ani fizycznie, ani psychicznie, ponadto nie potrafią zutylizować sytuacji cierpienia, czyli nadać jej znaczenia. Są zdani na łaskę i nie łaskę super drapieżników/ludzi.

Inaczej dorosły, przeciętnie samoświadoma osoba, czyli raczej słabo samoświadoma.Wyobraźmy sobie człowieka, który trafia do lekarza na operację wątroby. Przeżywa chorobę jako zło budzące lęk, cierpienie być może nawet rozpacz. Tymczasem dla chirurga to ciekawy przypadek, zatem dobro, chirurg uczy się jak pokroić wątrobę, taką, której jeszcze nie kroił. Młody anestezjolog stażysta ćwiczy na pacjencie, dla anestezjologa operacja to także dobro, trening, usypia czwartą osobę w swoim życiu, świetna okazja do nauki, operacja będzie długa. Żona dostrzega skruchę i refleksję swego operowanego męża, dotąd nie szanował ani swego, ani jej zdrowia. Dla niej operacja męża to również dobro, nadzieja na zmianę postawy aroganckiego partnera. W szpitalu jest też wspólnik operowanego. Ostatnio sporo kłócili się o interesy. W czasie pooperacyjnej rekonwalescencji kolegi, wspólnik będzie miał czas uporządkować spraw, które tamten rozgrzebał. Dobro. Jeśli kolega umrze, wspólnik się nie zmartwi, nawet poczuje ulgę, ma w końcu udziały większościowe w firmie, od dawna obaj się nie dogadują. Śmierć kolegi? Też dobrze. W końcu sam pacjent ma poczucie, że cierpi ale po to, by wyzdrowieć, lęka się, lecz chirurg ma bardzo dobrą opinię w szpitalu. Ponadto po raz pierwszy od dawna zaczął się z zastanawiać nad sensem życia, nad relacjami z żoną i z córką. Myśli o radykalnej zmianie trybu życia. Przeszło mu nawet przez myśl, że przestanie pić. Dobro, dobro, dobro.

Timothy Leary profesor psychologii Uniwersytetu Harvarda, propagator kultury hipisowskiej, pacyfista, badacz LSD i odmiennych stanów świadomości, skazany za czasów prezydentury Richarda Nixona na karę 30 lat więzienia, na podstawie częściowo sfabrykowanych dowodów, gdy opuścił jedno z najcięższych więzień w USA, Folsom Prison, powiedział: Żaden psycholog społeczny na świecie nie miał takich doświadczeń terenowych jak ja. Musiałem sobie radzić z członkami Bractwa Aryjskiego, z Czarnymi Panterami, gangami Kubańczyków i Portorykańczyków, z więziennymi kapusiami, włoską mafią i przetrwałem zbierając wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju materiał badawczy. Wielu moich klientów i uczniów mówi nawet, że choroba, utrata relacji, rozpad związku, utrata pracy, śmierć osoby bliskiej czyli sytuacje, którym z zasady przypisujemy zło, okazały się być dla nich dobrem. Znaleźli miejsce w życiu, własną misę, zdobyli się na zmianę, odkryli nowe możliwości, pożegnali stare toksyczne sytuacje, zmienili styl życia, dietę, wyszli z nałogów, nawrócili się. Dobro, które widzimy w przedmiotach, romansach, pożyczce hipotecznej, grze hazardowej, w telewizyjnych serialach, używkach, alkoholu, nikotynie, szybkiej jeździe samochodem, obżarstwie, sprycie, kolesiostwu i wykolegowaniu naiwniaka, w maśle i szynce, psychomanipulacji i rywalizacji, w pierwszym miejscu w teamie sprzedażowym, okazuje się nierzadko złem. Złem nie tylko dla innych, lecz doznaie4m, które potrafi szybko obracać się przeciwko nam. Reasumując: rzeczy są relatywne, czyli względne tak bardzo, że dziś cię kocham jutro nienawidzę, jak śpiewa Sweet Noise.  Ani to, co w danej chwili uznajesz za dobre, ani to co uznajesz za złe nie jest dobrem lub złem wieczystym, absolutnym. Podlega interpretacji i ocenie. W końcu Napoleon Bonaparte uchodzi za bohatera zaś Adolf Hitler za potwora, chociaż obaj podpalili Europę i dokonywali masowych ludobójstw w imię swoich chorych idei. Obaj też skończyli marnie.

Jego świątobliwość Dalajlama XIV w książce, w której każdy dzień roku zawiera jego myśl do rozważań, pod datą 21 grudnia pisze: Kiedy czujemy do kogoś miłość, która jest tylko przywiązaniem, najmniejsza zmiana, która dotyczy obiektu naszej miłości, na przykład niewielka zmiana nastawienia do nas, natychmiast powoduje, że zmienia się nasze uczucie. Jest, tak ponieważ nasze emocje oparte są na czymś bardzo powierzchownym. Weźmy na przykład małżonków, którzy nierzadko już po kilku tygodniach, miesiącach, czy latach stają się wrogami i kończą swój związek rozwodem. Biorą ślub bardzo w sobie zakochani – nikt wszakże nie bierze go z nienawiści do drugiego człowieka – a po krótkim czasie wszystko się zmienia. Dlaczego?

Jeśli i tym razem wprowadzenie jest dla ciebie jasne i zrozumiałe, jeśli rozumiesz związek skutkowo-przyczynowy pomiędzy myślami-emocjami-stanem psychofizycznym i działaniem, oraz jego niekorzystny skutek [przywiązanie lub lęk] i tylko pod tym warunkiem, oto kolejny prezent dla ciebie, być może wyjątkowa chwila, w której  zaczniesz ćwiczyć i zmieniać. I jeszcze jedna uwaga. Myśl poprzedza emocje, choć wydaje nam się, że to emocja jest pierwsza. Mózg reaguje na bodźce gotowym wzorcem, klopsem, w którym zmielone i zmieszane są emocje, stany fizyczne, myśli i zautomatyzowane, od wielu lat, reakcje. Reagujemy kompletnym schematem, podobnie jak skoczek narciarski Kamil Stoch, Maciej Kot czy Piotr Żyła. Oni na progu skoczni reagują automatycznie. Odpala się pełny wzorzec myśl-emocja-stan-psychofizyczny-reakcja ciała-działanie. Jeśli ten wytrenowany wzorzec jest perfekcyjny – wygrywają. Lecz niestety podobne, gotowe, kompletne wzorce dotyczą nie tylko skoków narciarskich ale również miłości, jedzenia sałatki warzywnej, rozmowy z teściową, konfliktu w pracy i płaczu dziecka oraz milionów innych sytuacji, w których reagujesz myślą, która z kolei uruchamia pełny wzorzec. Pełny klops. Żeby się od niego uwolnić, oczyścić z napięć i stresu, żeby powrócić do swojej Jaźni, oto ćwiczenie drugie.

 

Ocean oddechu

 

[ćwiczenie: polega na wyciszeniu i scentrowaniu, czyli równowadze psychofizycznej zajmuje ok. 3 minuty, przy powtórzeniach nawet krócej, harmonizuje i uobecnia tobie siebie, redukuje stres i napięcie, wprowadza w zasobny stan, uwalnia od myśli; należy je wykonywać na siedząco jednak w pozycji, w której ciało jest rozluźnione a jednak aktywne, nie należy się ani napinać ani sflaczeć]

 

  1. Usiądź wygodnie, zamknij oczy. Weź głęboki oddech i następne dwa.
  2. Uświadom sobie obecność twoich stóp na podłodze, następnie łydek, ud, pasa miedniczego, kręgosłupa, barków, pasa barkowego, rąk i ramion, szyi i głowy
    • Sprawdź czy wszystko jest ok., rozluźniaj
    • Rozluźnij poszczególne partie mięśni od stóp do głowy
    • Dwa, trzy razy przeskanuj ciało od stóp do głowy, rozluźniaj
  3. Wyobraź sobie, że siedzisz nad spokojnym morzem, na ciepłym piasku. Nad tobą jest kopuła błękitnego nieba, pod tobą ciepły, żółty piasek, przed tobą lazurowe morze.
  4. Zacznij oddychać w rytm fal. Fala przypływa, na moment zatrzymuje się i rozlewa po piasku, i odpływa. Oddychaj zgodnie z tym rytmem.
  5. Gdy uchwycisz rytm, uświadom sobie, że to twój oddech wprawia fale w ruch, cały ocean kołysze się zgodnie z tym rytmem. Oddychaj dalej. Minimum 15 cykli wdech/zatrzymanie/wydech
  6. Teraz wyobraź sobie, że oddychasz kręgosłupem. Kręgosłup jest jak gigantyczna pompa, która zasysa dobre powietrze i zasoby a wyrzuca zużyta i niepotrzebne.
  7. Poczuj jak w raz z oddechem pojawia się równowaga, spokój, obecność. Otwórz oczy.
  8. Naucz się wzorca tego ćwiczenia i odtwarzaj tak często jak potrzebujesz

 

Prezent drugi
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Łukaszu,
    dobre ćwiczenie jest dobre, bo… jest dobre.
    Nawet jeżeli jest komuś znane w innej wersji lub z innego źródła.
    Ktoś się napracował i napisał o tym, troszcząc się o czytające osoby, ktoś chciał coś pozytywnego wnieść, coś dać.
    A Ty Łukaszu, co dobrego wniosłeś tutaj swoją wypowiedzią?

  2. Dziekuje

  3. Dziękuję za to ćwiczenie. Jak niewiele potrzeba aby człowiek znalazł spokój.

  4. Pamiętam jedno takie zdarzenie, kiedy po dużym stresie , nagle przyszedł spokój. Ale taki SPOKÓJ jak nigdy, zgoda na to co będzie. Syn miał operację, wycięcie trzeciego migdała. 3 letni szkrab, przy którym nie mogłam być. Od momentu przyjazdu do szpitala męczyła mnie migrena. Pamiętam jak na drugi dzień , jechaliśmy wielką windą do sali operacyjnej. Mały już przysypiał, miał ze sobą krokodyla do przytulania. Głowa męczyła mnie strasznie, w środku wielki strach. Dzieci są odbierane przez cały zespół operacyjny. Witają się z dzieckiem jeśli jeszcze nie śpi. Jedno słowo Pani doktor wystarczyło, żeby cały strach i ból głowy momentalnie mi przeszły. Poczułam niesamowitą lekkość. Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Podobna sytuacja wydarzyła się, gdy bliska osoba straciła pracę. Poczułam ten niesamowity spokój. Zdziwiło mnie to, bo byłam przekonana, że jeśli się to zdarzy, to wpadnę raczej w depresję. A tu niespodzianka, spokój i radość. Wiadomo, że co jakiś czas pojawia się strach jak to będzie, ale jakoś idzie, teraz ma być super dobrze. Co jest dobre , co jest złe…. Nie am tego złego coby na dobre nie wyszło, tylko czasem nie widać jeszcze tego dobrego, dlatego jest tak ciężko :)

  5. Dziękuję

  6. Przypomniało mi się pewne ciepłe, wczesne popołudnie. Odpoczywaliśmy na brzegu, siedząc na drobnych, kompletnie białych kamieniach. Stopy zanurzone w kojącej, krystalicznej wodzie. Kolor morza był jak z najlepszego filmu, nigdy dotąd nie widziany. Było cicho, pięknie i spokojnie, nigdzie się nie spieszyliśmy. Słońce. Przed nami, na horyzoncie, widniała malownicza wyspa Spinalonga :)

Komentarze są wyłączone.