Prezent pierwszy

Prezent
prezent

Święta to czas prezentów, czas dzielenia się. Mam zatem prezent dla wszystkich moich czytelników, którzy tu zaglądają, piszą, dzielą się, wspierają się, wymieniają myślami i spostrzeżeniami, analizują i podają własne sugestie lub po prostu biorą sobie – jak w coachingu: wszystko, dużo, trochę, coś, niektóre rzeczy. Twórz świat, do którego inni zechcą przynależeć, choćby przez chwilę – ­ to dewiza tego miejsca w sieci. Myśl ta zapoczątkowała pomysł na bloga, na coachingowy magazyn, na miejsce spotkań, na forum coachingowe ponad różnicami. Nie ma już magazynu w pomyślanej przez nas formie, nie ma Michała Brudzińskiego wśród żywych, nie ma też zwartej, współdziałającej wspólnoty coachingowej w naszym kraju, ale jest ten blog i jesteście wy, blogowicze.

Mam prezent, z którego można skorzystać na wiele sposobów. Właściwie trzy prezenty, które będę tutaj publikował przez najbliższe trzy dni. Wszak święta. Prezent niełatwy w wykorzystaniu albo przeciwnie bardzo prosty. Prezentem są trzy ćwiczenia, trzy narzędzia o imponującej sile oddziaływania. Warunek jest jednak jeden: trzeba je wykonywać i powtarzać, na tyle często, że staną się nawykiem, a gdy powoli stają się nawykiem – odmieniają życie raz na zawsze. Już przy pierwszym podejściu spora grupa osób odczuwa wyraźną zmianę w jakości swego życia i codziennego funkcjonowania.

Dlaczego ich nie publikowałem wcześniej? W jakiejś części  z tego powodu, że przez lata swoją wiedzę i doświadczenie masowo rozdawałem i użyczałem na lewo i prawo. Dziesiątki  non profitowych wykładów, szkoleń, spotkań. Przez moją firmę przewinęło się wiele osób, które nie wahały się na uzyskanym ode mnie know how tworzyć konkurencję, czasami jeszcze w chwili, kiedy oficjalnie pracowały z nami. A ćwiczenia, o których mowa to istny skarb. Znam wykładowców, coachów, trenerów, terapeutów, którzy znają jedną, dwie techniki, jedną metodę i chronią jej oka w głowie. Nie udostępniają ani slajdów ani treści w obawie, że zbiednieją. W moich książkach i na blogu opublikowałem już dziesiątki technik i ćwiczeń, opublikowałem gry coachingowe, gotowe sesje ale techniki, o których mowa strzegłem. Dlaczego już nie strzegę? Gdyż rok 2013 jest dla mnie przełomowy. Graniczny. Tym samym czuję przemożną potrzebę podzielenia się tymi genialnymi wynalazkami. Był jednak powód ważniejszy. Potrzebne jest przygotowanie do tych technik i osobista gotowość, nie są dla każdego. Ktoś kiedyś w komentarzu do jednej z moich książek, która kończy się słowami: oddychaj, napisał: Co za głupia rada, przecież i tak oddycham, jakbym nie oddychał to bym umarł. No cóż, na tym polega przygotowanie lub jego brak. Oddech oddechowi nie jest równy. Czym innym jest oddech palacza, czym innym pośpieszny haust, czym innym hiperwentylacja, a czym innym oddech w czasie ćwiczeń jogi,  a jeszcze czymś innym świadomość oddechu, inaczej oddycha się pod wodą przez aparat, inaczej w czasie skoku ze spadochronem, a jeszcze inaczej by uzyskać równowagę i spójność. Trzeci powód jest prozaiczny, wreszcie spisałem te ćwiczenia na prośbę jednego z moich uczniów.

Ale do rzeczy,  zatem wprowadzenie.

Albert Ellis i mniej więcej w tym samym czasie Milton H. Ericson, a po nich Maxie C. Maultsby i wreszcie niezliczeni badacze neuroplastyczności mózgu odkryli, że myśl, która w naszej kulturze związana jest z ocenianiem, determinuje jakość naszego życia i całą resztę: sukcesy, porażki, cierpienie, radości, a nawet stany lękowe i depresyjne lub poczucie radości i szczęścia, chorobę i zdrowie. Jak to się dzieje? Myśl interpretuje rzeczywistość, której tylko szczątki rejestrujemy. Jak to szczątki? Wystarczy wada wzroku, chwilowa dekoncentracja, inne nawyki żeby w tej samej sytuacji widzieć, słyszeć, odczuwać różne perspektywy, różne światy, zauważać różne elementy. Z przebogatego strumienia informacji, słów, obrazów, najrozmaitszych bodźców wyławiamy tylko fragmenty. Ponadto myśli są skutkiem naszego wychowania i odziedziczonych wzorców. Nie byłabyś, nie byłbyś tą samą osobą, nawet jako urodzony z tych samych rodziców, gdybyś się w wychowywał w Islamabadzie, Katmandu albo Sao Paulo. Nauczono cię także szczególnego sposobu widzenia, czyli filtrowania na sposób twojej rodziny. Pewne rzeczy są ci obojętne, inne nie. To wynik nawyku, skutek nauki oraz osobistych cech nabytych i wrodzonych.

Myśli wywołują emocje, emocje to reakcja ciała na myśli a ich skutkiem są stany psychofizyczne [tak często brane przez naszych lekarzy za objawy choroby]. Tymczasem objawy fizyczne są zawsze skutkiem lub wtórną przyczyną stanów psychicznych. Oceniasz coś myślą, reagujesz emocjami, które sprawiają, że czujesz się w określony sposób. Na przykład widzisz makowiec swojej babci. Lubisz makowiec [to myśl: lubię, smaczny, znany, lubiany itd]. Nie ma uniwersalnego powodu lubienia makowca dla wszystkich homo sapiens. Ty i tylko ty na świecie, na skutek wyuczonych wzorców od dziecka jadasz babciny makowiec i w ten szczególny sposób na niego reagujesz, wyuczyłeś się wzorca koloru, smaku, kształtu, zapachu i dla ciebie to jest równoznaczne z dobrym smakiem, pysznym makowcem. Twoje receptory przez lata nauczyły się tych wrażeń aż stały się myślą. Już rozumiesz? Makowiec twojej babci nie jest najlepszym makowcem na świecie, jest taki dla ciebie. Innym może nie smakować, gdyż inni mają inne nawyki. Na przykład moja żona nie lubi grzybów, a je uwielbiam. Od dziecka grzyby w mojej rodzinie stanowiły jakąś magiczną wartość, zwłaszcza suszone, zwłaszcza dla mamy. Słowem: ocena [lubię] wywołuje przyjemne emocje [przyjemność, radość, zachwyt, pożądanie itd.] i wreszcie stan psychofizyczny [chęć zjedzenia, łaknienie, ślinotok]. W efekcie podejmujesz działania. Zjadasz łapczywie kawałek makowca, jeszcze przed Wigilią.

Ten mechanizm działa w każdej sprawie, w każdej z milionów sytuacji, które przeżywasz, jednak ze zdwojoną mocą w sytuacjach, które wywołują lęk, niepokój, gdyż kojarzą się z zagrożeniem. To ewolucyjny mechanizm: zagrożenie jest ważniejsze niż lubienie, przyjemność, szansa. Tysiące lat istnienia człowieka wyuczyły nas jednoznacznego mechanizmu: wobec zagrożenia trzeba uciekać, ewentualnie bronić się, gdyż można stracić zdrowie lub życie. Z tygrysem, z obcym wojownikiem, z dzikiem, z ostrym mrozem nie ma żartów – trzeba się kryć, uciekać. Okazje natomiast mogą się jeszcze wielokrotnie pojawić. Ryzyko może zakończyć wszystkie szanse na łakocie. Dlatego łatwiej rezygnujemy z okazji, niż z reakcji na potencjalne zagrożenie, a tym samym z ucieczki lub obrony. Oczywiście we współczesnym świecie, przynajmniej w Polsce stosunkowo rzadko do naszego szałasu wpada rozjuszony nosorożec, wojownik z innego klanu, lub głodny lampart. Rzadko też zranienie nogi na polowaniu może się skończyć śmiercią. Lęki uogólniają się. Pracuje wyobraźnia. Setki myśli o przyszłości, bólu, zagrożeniach, bezrobociu, trudach w pracy, bilansie, wrednym szefie, mandacie. Ego napełnia się lękami i dlatego próbuje napompować się blichtrem, gadżetami, dumą, pychą żeby przez chwilę zrównoważyć lęki, sprawić – byś poczuł, poczuła się lepiej, czyli bezpieczniej w swoim nowym garniturze, samochodzie, w roli wspaniałej córki, nauczycielki, menedżera, sprzedawcy, sąsiada, kolegi itd. Lecz za chwilę znowu trach, łudbu du –  lęk, obawa, niespełnienie. Nie dość, że gadżety i role w które ubiera się Ego nie pomagają, to kolejne myśli znowu wywołały reakcje ostrzegawczą i w jej wyniku lęk, obawę, chandrę, dygot, złość, bezradność. Wczorajsze obawy stają jutrzejszymi lękami. Wczorajsze złe nastroje są rzutowane na przyszłe wydarzenia. Błędne koło. Chociaż dwa dni w kalendarzu, na które nie masz wypływu i w których nie możesz nic zmienić: to wczoraj i jutro – nieustannie o nich myślisz. Jak twierdzi Terry Pratchett: tylko pełen pychy głupiec  planuje, mądry człowiek steruje.

To jest czwarta przyczyna z powodu, której nie ujawniałem wcześniej ćwiczeń, o których mowa. Coaching, zarządzanie, kontrolowanie pracy, podejście projektowe pełne są planowania. Jednak najlepsze nawet planowanie w pewnym sensie jest złudzeniem, jeśli nie umiesz sterować. Kiedy zaczynasz sterować? Gdy przestajesz czepiać się złudzeń zawartych w Ego. Złudzenia to wszystkie te ubrania, gadżety, plastiki, moda, opinie ludzi,  te wszystkie myśli, krzywdy, winy: oni mi powiedzieli, oni mi nie dali, moja żona mnie nie rozumie, mój mąż nie jest czuły, mój samochód jest gorszy od samochodu szwagra, moja sałatka jest smaczniejsza od sałatki bratowej, wygrałem, przegrałem, zarobiłem, pokonałem, udowodniłem, pokazałem im, dałem radę..itd.

Żeby było ciekawiej ponad 2600 lat temu i wcześniej mechanizm ten rozpoznali i opisali tacy wybitni psychologowie behawioralno-poznawczy jak: Lao tsy, Chuang tsy, budda Śakjamuni, Nagardżuna, Patmasambhava i wielu innych. Zachód o tym nic nie wiedział i obrastał w kartezjańskie samozadowolenie: myślę wiec jestem. Wschodni mistrzowie odkryli natomiast, że: Jest źródło cierpienia [to myśli, które lgną do pragnień]. Jest cierpienie [ to lęk przed utratą, stała obawa, że nie dostanę tego czego chcę albo utracę to, co mam]. Jest ustanie cierpienia i jest droga do ustania cierpienia. W tym sensie ćwiczenia, o których mówiłem na początku nie są ani moje, ani nowoczesne, są pradawne. Zaimek dzierżawczy moje to pochodna Ego, to zakała naszego życia. Mój kot, moja żona, moje pieniądze, mój kościół, moja ziemia, moja praca, moje dziecko, moja sałatka – wyrażają pychę Ego i jednocześnie lęk Ego przed utratą mojego, przed negatywną oceną mojego itd. Tymczasem tak jak nadzy przyszliśmy, tak nadzy odejdziemy, jednak albo harmonijnie przeżywszy swe dni, lub w lęku, napięciu i chorobie, w oczekiwaniu, że wczorajsze lęki jutro się spełnią, czasem w doznawaniu chwilowej ulgi, że jakoś, tym razem, na całe szczęście przewidywania się nie zdarzyły.

Co najważniejsze: nie jesteś swoim myślami, niektórzy sądzą, że tak, że są tym co myślą, nie potrafią funkcjonować bez nieustającej lawiny myśli. Cały czas nadają do siebie w myślach, sami siebie straszą, ostrzegają, ganią, oceniają, pocieszają, zasmucają, złoszczą się na siebie, potem oceniają wszystkich i wszystko dookoła. Co za straszliwy hałas i chaos w głowie! Nawet stwierdzenie: bezmyślność ma w naszej kulturze pejoratywne znaczenie. Tymczasem jesteś kimś o wiele, wiele wspanialszym, kimś głęboko innym, bogatszym oprócz myśli, po za myślami, ponad myśleniem. Kim jesteś i jaki z tego pożytek – możesz się  za moment przekonać.

Jeśli wprowadzenie jest dla ciebie jasne i zrozumiałe, jeśli rozumiesz związek skutkowo-przyczynowy pomiędzy myślami-emocjami-stanem psychofizycznym i działaniem, oraz jego niekorzystny skutek [przywiązanie lub lęk] oto prezent dla ciebie, być może wyjątkowa chwila, w której  zaczniesz ćwiczyć i zmieniać:

Synchronizacja/Obserwator/Obecność

[ćwiczenia ok. 1 minuty, do wykonywania w każdej sytuacji: w autobusie, w windzie, przy biurku, początkowo warto siadać i  zamykać oczy, potem nie jest już to konieczne, należy je powtarzać tak często jak to możliwe i stopniowo wydłużać; w kolejnych powtórzeniach myśli znikają; pojawia się równowaga, spokój, Jaźń, czyli centrum twojego życia]

  1. Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Weź głęboki oddech i następne dwa.
  2. Uchwyć myśl, która nadpływa albo, która właśnie jest obecna w umyśle.
  3. Uświadom sobie, że to tylko myśl, która wywołuje emocje i stan psychofizyczny.
    • Nie jest prawdziwa ani fałszywa, jest projekcją twojego mózgu.
    • Może być przyjemna lub nieprzyjemna.
    • Myśl nie jest tobą.
    • Myśl wywołuje skutek dobry lub zły.
    • Jeśli nie ma myśli, nie ma skutku.
    • Negatywna myśl = negatywny stan.
    • Pozytywna myśl = pozytywny stan.
    • Brak myśl = Obecność Jaźni, centrum twojego życia
  4. Uświadom sobie występowanie tej konkretnej myśli.
  5. Zacznij ją badać, poznawać. Możesz też wyobrażone w głowie obrazy, słowa, odczucia związane z tą myślą: zwiększać, zmniejszać, zwinąć, intensyfikować lub minimalizować, obracać, zmieniać kolor oraz treść. Możesz zrobić z nią wszystko
    • Ważna jest świadomość: To tylko myśl, teraz mam ją pod kontrolą.
    • Oraz mantra: Ja jestem niebem, myśli są chmurami. Mój umysł jest jasny i czysty. Moje myśli przepływają jak chmury. Mogę je oddalić, mogę je przytrzymać. To ja decyduję.
    • Możesz pstryknąć palcami lub dać myśli komendę: przewiń, następna, lub zniknij [tak jak sterujesz slajdami albo pilotem]
  6. Otwórz oczy, zauważ zamianę postrzegania i odczuwania zarówno własnego ciała, umysłu jak i otoczenia.
  7. Powtórz ćwiczenie z kolejną myślą. Uchwyć chwile braku myśli, czystego spokoju. Ćwiczenie prowadzi cię od Synchronizacji, do pozycji Obserwatora i wreszcie do stanu Obecności. Przy kolejnych powtórzeniach myśli zaczną znikać, pojawi się czysta Obecność, czyli prawdziwe, spokojne, harmonijne Ja
Prezent pierwszy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Dziekuje!

  2. Do Ag
    Również byłam na wykładzie naszego mądrego Lamy ;)

  3. Dziękuję bardzo. Niezwykle cenny prezent. Pozdrawiam.

  4. Najbardziej mnie zaskoczyło: emocja to reakcja ciała na myśl. Nie potrafię się teraz od tej myśli uwolnić, obracam ją w palcach, nie rozumiem jej, czy to możliwe? Zaglądam aż do wikipedii :) Tam dużo, rzuca mi się w oczy, że emocja to reakcja na wydarzenie. No tak, wydarzenie powoduje myśl, a może nie? Może emocja następuje przed myślą? Przed czy po?
    Najbardziej ze wszystkiego męcza mnie moje myśli, nikt tak mi nie dokucza, jak one. ;)

  5. Dziękuję za prezent. Jeśli otrzymuję coś – naukę/książkę – dzięki czemu czuję się lepiej, czuję szczęście i radość to jestem za to bardzo wdzięczna. Kilka lat temu lubiłam być smutna. Na szczęście to czas przeszły:) Ewa

  6. Na razie jestem obserwatorem :)

  7. Jestem buddystą jednej z 4 starych tybetańskich linii.
    Całkowicie zgadzam się z tym, co napisał pan Maciej.
    Coaching czerpie z buddyzmu i taoizmu garściami. A medytacja buddyjska daje wolność. Pozwala zbudować dystans i przestrzeń, daje wybór. Mogę wybrać jak zareaguję, mogę wybrać sobie emocje które chcę w danej chwili mieć, mogę wybrać, co zrobię.

    A teraz właśnie jadę do Gdańska, gdzie w hali Ergo Arena będzie miał wykład pewien mądry lama :-)
    Pozdrawiam wszystkich bedących w wirze przygotowań świątecznych :-)

  8. No to się uśmiałam, jak wyobraziłam sobie tych kilkudziesięciu podglądaczy konkurentów, którym adrenalina skoczyła po przeczytaniu hasła “Prezentem są trzy ćwiczenia, trzy narzędzia o imponującej sile oddziaływania.” :) A tu co , ćwiczenie na uważność, ale odkrycie, mało szołmeńskie :) Jak tu przekonać tych “buraków z kasą” , żeby to robili…… , żeby zechcieli po 5 stówek za to zapłacić. Z takim określeniem klienta spotkałam się w swojej pracy zawodowej wiele razy. Wypowiadali je ludzie, których finanse “od tych buraków” zależały. Zero szacunku do siebie i do klientów. Niektórzy nie rozumieją powiązania , jeśli kogoś nazywam burakiem, bo kupuje mój produkt to sam jestem burakiem, ponieważ go sprzedaję. Nastała moda w Polsce na grupowe szkolenia, przyjeżdża trener najlepiej z zachodu , zakłada mikrofon i szaleje na scenie. Najlepiej jak ma jeszcze zmysł kabareciarza. Powstał nawet “zawód” naganiacza szkoleniowego, który zachęca do wydania 2 tysięcy zł na kogoś , kogo w sumie nikt nie zna. No dobra książkę napisał. Aaaa napisał książkę , no to pewnie dobry skoro książkę napisał. Ostatnio oglądałam sobie taki przedbieg jednego trenera. Pan , który przygotowywał pole do działania był nudny jak flaki z olejem, jeśli mówi się o show to trzeba być lepszym showmenem niż prowadzący :) No właśnie jak to zrobić , żeby być wiarygodnym? To taki mój prezent dla wszystkich, trzeba wierzyć w to co się robi, trzeba czuć produkt i być przekonanym do tego co się chce przekazać :) Banalne nie? Przykład: przyszedł kiedyś do mnie klient z żoną, wielki chłop, opływający męskością i wyobraźcie sobie nie wyszedł z super czarnym biznesowym telefonem, ale ze specjalną “fuksjową edycją” telefonu dla kobiet ;) ( dla niewtajemniczonych, fuksja -ciemny odcień różu) Drogi był. Mój szef nie mógł uwierzyć ,że face to dla siebie kupił i , że w ogóle wpadłam na pomysł mu coś takiego pokazać. Powiem tak telefon baaaaaaardzo mi się podobał ;) No i udało mi się zarazić tym podobaniem. Podejrzewam, że żona temu panu podprowadziła ten telefon, ponieważ też jej się oczka świeciły. Dość długo leżał na magazynie ze względu na cenę. Chyba jak magnes przyciągałam ludzi po mało chodliwe aparaty. Zawsze znalazł się jakiś opiekun i to bez “wciskania” :) Dziękuję za uważność :)

  9. Dziękuję! Z tego prezentu skorzystam zaraz, teraz, nie będę czekać na jakieś później.

  10. Dziękuję.

    ps. tak sobie myślę jeszcze, że na dzielenie się zawsze jest dobry czas, nie tylko od święta. Zwłaszcza jeśli dary przyczyniają się do “poprawy” Świata (światów).

Komentarze są wyłączone.