Projekcje i przebudzenia

karty  inspiracji
karty inspiracji

Wylosowałem dwie karty. Często używam gier własnego pomysłu żeby poszerzać punkt widzenia we własnych sprawach. Inspiracje, poszukiwania, kreatywność – czasem po prostu impuls lub mocne pytanie. Każda karta ma nie tylko awers i rewers – jedna z nich ma również dwie strony jak obraz i odbicie w lustrze. Karta Archetypu. Archetyp – pradawny symbol, który żyje w nas do dziś. Nie wiadomo jednak, który z obrazów jest odbiciem, a który pierwowzorem. Jak w życiu. Nasze spostrzeganie jest pełne projekcji. Przypisujemy innym ludziom, sytuacjom, wydarzeniom nie tylko nasze interpretacje i potrzeby, nie tylko w naszych negatywnych ocenach rzutujemy na innych własne cienie i ukryte w nich strachy, fobie, demony –  zawsze nadajemy światu nasze osobiste piętno, choć sądzimy, że świat już taki jest. Każdy świat każdego z żyjących ludzi jest bytem osobnym. Dzięki przednim płatom czołowym mózgu i ewolucyjnie najmłodszy jego częściom umiemy mówić i artykułować myśli poprzez język. Dzięki tej umiejętności spotykamy się, porozumiewamy, uzgadniamy rozumienie zjawisk. Lecz jedynie uzgadniamy, przybliżamy się, negocjujemy, co najwyżej dopasowujemy. Miary, wagi, pojęcia, regulacje, przepisy, normy dają nam złudzenie obiektywizmu, zaś podobne nawyki i stereotypy w naszych środowiskach czynią nas zrozumiałymi, przewidywalnymi, dobrze przystosowanymi członkami społeczności.

Powszechna i nawet ta akademicka wiedza na temat psychologii ma się tak to zjawisk psychicznych jak odkrycie Mikołaja Kopernika do odkryć Aleksandra Wolszczana. Może i nawet określamy pewien kierunek myślenia zgodny z najnowszą wiedzą, kontynuujemy starą tradycję, która była fundamentem psychologii, ale tej wiedzy nie stosujemy w praktyce. Dlaczego? Dlatego, że istniejące systemy społeczne nie mogłoby tego wytrzymać, tego mianowicie, że całe nasze zbiorowe doświadczenie jest złudzeniem, któremu ulegamy zaspokajając instynkt stadny. Jedynie w stadzie można było przetrwać  przez ostanie około 145 tysięcy lat, lecz ten mechanizm sprawiał, również niestety, że całe grupy, całe narody potulnie szły na śmierć właśnie z powodu potrzeby konformizmu, czyli bycia częścią stada. I odwrotnie, tylko jednostki mające siłę i determinację by przeciwstawić się zbiorowości zmieniały jej opowieści o świecie [czyli kulturową narrację] a wreszcie normy, nawyki i stereotypy. Często płaciły za to życiem. Bezkarnie norm zmieniać nie wolno.

Pocieszające jest to, że dinozaury żyły na Ziemi około 170 milionów lat, gatunek ludzki natomiast około 145 tysięcy lat, słońce zaś wypali się za 4,5 miliarda lat. Jako gatunek dopiero wyczołgaliśmy się z wody na piasek. Dinozaury najpewniej nie miały samoświadomości z powodu zbyt małych mózgów, niektóre z nich miały nawet dwa mózgi, potrzebne do zarządzania wielkimi ciałami. My ludzie, mamy nowe, nowiuteńkie ewolucyjnie systemy nerwowe, te wszystkie – płaty czołowe i skroniowe, zakręty obręczy i podwzgórza i wciąż mamy szansę z nich skorzystać. Niektórzy nie skorzystają z nich nigdy świadomie, niektórzy tylko raz, w chwili śmierci, inni nadużyją wielu takich szans, jeszcze inni ockną się, przebudzą ze zbiorowego snu i powiedzą, więc to tak; ach, teraz już rozumiem; wreszcie rozumiem. Może ci nieliczni to święci, może szaleńcy, może to staruszkowie żyjący samotnie, na uboczu, może każdy z nas ma chwile przebudzeni, o których zapomina we śnie?

Projekcje i przebudzenia
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Nie wiem czy jesteśmy jakimś etapem, ale na pewno ludzkość nie będzie istniała wiecznie. Jesteśmy dziecmi jakiejś supernowej (widać to to składzie pierwiastkowym) i z pewnością wrócimy do obrotu energii i materii.

    Zwierzęta nie mają wystarczającego nadmiaru aby móc zastanawiać się nad umysłem. Podobnie jak większość ludzi, niestety.

    Buddyzm jest atrakcyjny intelektualnie, wszystko w nim jest logiczne i po prostu do siebie pasuje.
    I sam Sakjamuni był na prawdę mądrym człowiekiem, długo żył i nauczał, miał super zdolnych uczniów będących w stanie pojąć jego nauki. Od 2500 lat taka sytuacja nie powtórzyła się.

    Dobrze, że te nauki przetrwały do dziś.

  2. z tego mogloby wynikac ,ze w “ewolucji duchowej” rozwinelismy organ, ktory zdecydowanie przeszkadza nam w oswieceniu
    ;)))))))))))))))))))
    moze zatem jestesmy ,my ludzie, ogniwem, etapem …jak dinozaury, skazanym na zaglade w drodze do kolejnego ,lepszego bytu?

    wyobrazacie sobie bdaczy przyszlosci mowiacych o nas wspolczesnych,jak my dzis o ograniczonych neandartelczykach?????
    ;))))))))))))))))))))))))))))

  3. AgaWa

    jesli
    “Nie jesteśmy myślami, które się ciągle zmieniają, ani uczuciami, które przychodzą i odchodzą, ani ciałem, które non stop się zmienia.
    Jesteśmy tym, co patrzy przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy ”

    to …..nie boimy sie przemijania,bo o co patrzy przez nasze oczy jest wieczne
    ;))))))))))))
    lgniecie do iluzji ego, jak mowia buddysci, powoduje cierpienie.

    ja zas zastanwialam sie nad pojeciem behawioralnym ,nie duchowym….

    dlaczego zwierzeta,rosliny nie maja tych dylematow co ludzie?
    zyja,rozmnazaja sie ,starzeja sie ,umieraja…nie przywiazuja sie ani do kwiatow wiosna ,a ni do zimowego futra…;)nie rozpaczaja ,ze traca jedno czy drugie

    mawia sie potocznie,ze rozni nas swiadomosc naszego bytu…..

    czym jest zatem swiadomosc?

    swiadomosc iluzji ,jakim jest zycie
    czy swiadomosc ,ze zycie jest iluzja??????

  4. Przywiązanie nie jest drugą stroną świadomości.

    Przywiązanie jest przeszkadzającym uczuciem, podobnie jak gniew, zazdrość, pożądanie (w sensie: chcę mieć), głupota. One pojawiają się, trwają i znikają, tak samo jak myśli, jak ciała, jak obiekty w przestrzeni. Pojawiają się, trwają znikają. Gatunki, planety gwiazdy. Wyłaniają się z przestrzeni jak zejdą się po temu warunki, trwają, i jak warunki się zmieniają – znikają.
    Tak samo jak cząstki w CERN’ie. Pojawiają się z niczego w absolutnej próżni, trwają i znikają z powrotem w przestrzeni.

    Coś, co jest trwałe, to sama przestrzeń.

    Świadomość/umysł/przestrzeń – nigdy nie powstała, więc nie może zniknąć, nie urodziła się więc nie umrze, nie została zbudowana więc się nie rozpadnie. Ani istnieje ani nie istnieje. Należy do odrębnej kategorii :-)

    Z tej (w tej) przestrzeni wszystko się pojawia, trwa w niej i w końcu do niej powraca. Wielokrotnie. Wyłaniają się z niej cząstki elementarne, dinozaury, inne wszechświaty, wszystko się przekręca na lewą stronę w czarnych dziurach, no kurde, nic, tylko podziwiać. I podziwiać to, że jesteśmy w stanie to podziwiać. Możliwości są nieograniczone.

    Jeśli nie rozumiemy, że wszystko jest przestrzenią, która zawiera całą informację, jeśli nie rozumiemy, że nasza świadomość jest tą przestrzenią, pojawia się fałszywe rozróżnienie na JA i RESZTA. Pojawia się oddzielenie, a w raz z nim cała reszta: przywiązane (bo boimy się coś stracić), pożądanie (chcemy coś mieć), gniew (sprzeciw wobec straty), głupota (bo nie rozumiemy przyczyn problemów). Tymczasem nic możemy nic stracić, bo nic nie mamy (nawet ciała, bo użytkujemy je tylko chwilowo), nie możemy nic mieć, nie możemy niczego zatrzymać.

    Co to jest ta przestrzeń? Ten umysł?
    Każdy może tego doświadczyć – i są to zwykle najszczęśliwsze chwile w życiu, takie małe oświecenia, kiedy wyłączają się nam koncepcje i myślenie, i po prostu łapiemy łączność z przestrzenią. Te momenty to np. orgazm, skok spadochronowy, szybka jazda na motorze, albo na koniu kiedy mamy wrażenie stopienia się z tymże motorem czy koniem, gdy nurkujemy free divie i mamy wrażenie, że jesteśmy wodą, albo gdy wejdziemy na jakąś górę w Tatrach i stoimy na niej i chłoniemy widok dookoła, nie oceniając tegoż widoku (że np. naszym zdaniem ta góra naprzeciwko to zbyt szara jest lub za wąska). Po prostu stoimy i jesteśmy tym wszystkim na raz: powietrzem, wiatrem, górami jednocześnie.

    Jak zatrzymać te momenty? Nie da się, oczywiście. A gdybyśmy potrafili non stop funkcjonować tak, jak w tych momentach, to bylibyśmy Buddami.
    To samo można osiągnąć stosując zręczne metody medytacyjne.

    A my często oglądamy świat z perspektywy roztocza czy innego kreta. Ślepego na dodatek. I marudzimy, że korytarz jakoś nam się słabo kopie, zamiast wyjrzeć na powierzchnię i pojąć, że dotarliśmy do podmurówki płotu wbetonowanej na metr w ziemię.

    To by było na razie na tyle ;-)

  5. czy przywiazanie jest druga strona medalu swiadomosci?
    jak sie nie bac?

    po prostu umrzec ,stracic ,zmienic
    i przekonac sie ,ze jest ciag dalszy…..w nas? w naszych dzieciach,w naszych staraniach,zadaniach….zycie bez nas bedzie sie toczyc….slonce bedzie swiecic….nadal bedzie co roku zielono na wiosne;))))))
    nie przywiazywac sie zbyt mocno co tego co sie ma ,co sie osiagnelo ,kogo sie kochalo i urodzilo
    zrobic swoje i puscic jak latawiec…..

  6. W mojej opinii właśnie to, że dinozaury nie mogły myśleć takimi kategoriami jak myślą ludzie, pozwoliło im tak długo przetrwać. Zdecydowanie czarno widzę możliwość osiągnięcia przez nas ludzi 170 mln. lat istnienia, właśnie przez dotychczasowy sposób myślenia i działania.

  7. Wow, tekst miazga. Przy źródle Ach Więc To Tak. Wisława też wiedziała Panie Macieju.

  8. Nie jesteśmy myślami, które się ciągle zmieniają, ani uczuciami, które przychodzą i odchodzą, ani ciałem, które non stop się zmienia.
    Jesteśmy tym, co patrzy przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy.

  9. Na razie jestem drzewem. Tym żyjącym.
    Część gałęzi już uschła i odpadła, ale dbam o pień i jako tako stoję prosto. Stosuję nawożenie i cięcia sanitarne ku zdrowotności.

    No ale to nie będzie trwało wiecznie, więc staram się nie marudzić i nie skupiać na pierdołach, tylko wykorzystać czas, który jeszcze mam.
    To najcenniejsze co mam. Czas.
    Główną przyczyną śmierci jest urodzenie się. Zaraz obok daty urodzenia powinna się znajdować rubryka: data zgonu.
    Śmierć jest pewna, ale nie uświadamiamy sobie codziennie tego, że możemy umrzeć już jutro.
    Jak to??? Ja??? Umrzeć?? I to w dodatku jutro??? Nieeeee, ja jestem młoda, zdrowa i nie zamierzam umrzeć jutro.
    A szkoda że o tym rzadko myślimy.
    Nie myślimy, że nasz partner może umrzeć jutro. I nasze dzieci też. I czy wobec tego na prawdę warto robić awanturę z powodu skarpetek porozrzucanych po pokoju w formie kulek?
    Rzadko myślimy o śmierci, bo się jej boimy. Wypieramy tą jakże istotna informację.

    Jak się nie bać choroby, starości, śmierci, utraty, zmiany?

  10. Mam takie pytanie : Czym jest świadome życie?

    Mam świadomośc powszechnej manipulacji i faktu , że ‘wyprano nam mózgi’ , że to co myślę o świecie nie jest moje – tylko wdrukowywane przez społeczeństwo od dzieciństwa.

    Obecnie czytam “Sztuka życia” Baumana. Otwierają mi się powoli oczy, choc nadal trudno jest się przedzierać się przez ten syf hodowany tyle lat…

    Długa droga przedemną. Przed Nami wszystkimi.

  11. Dlatego też nadal zastanawiam się dlaczego nieliczni mają otwarte umysły a reszta ogranicza się jak tylko może. To już nie chodzi o wynalazki, ale również zdrowy rozsądek. Z jednej strony mówimy o sile grupy ale tak naprawdę, większość załatwia w tej grupie swoje biznesy. Wszędzie pojawiają się kombinatorzy i intryganci. Zastanawiam się na ile to kwestia wychowania a na ile po prostu uszkodzony mózg.

Komentarze są wyłączone.