Projekt Lotos

przebudzenie BMA

Projekt lotos – przebudzenie BMA

Proces przebudzenia

Projekt Lotos, mojego przebudzenia zaczął się pod koniec 2016. Przestałam wtedy brać leki na depresję. Depresja dopadła mnie po 20 latach intensywnej pracy, stresów i nerwów, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Podczas ciąży zdiagnozowano u mnie Hashimoto.

Oto moje subiektywne spostrzeżenia na temat moich doświadczeń i zmiany.

Tata

Wychowałam się w niepełnej rodzinie, z mamą i o rok starszą siostrą. Mama rozwiodła się z tatą, który wyładowywał na niej agresję. Byłam wtedy mała. Podziwiałam tatę za to, że kot siada mu na kolanach. Oglądał mecze piłki nożnej i pamiętam, że nie podobały mi się jego krzyki złości oraz komentarze. Bicia mamy nie pamiętam. Jeden raz, kiedy się na mnie zdenerwował, to było wtedy, kiedy policzyłam na parapecie, ile jeszcze butelek piwa mu zostało. Mama nie potrafiła rozwiązywać konfliktów. Najważniejsze było, żeby się nie kłócić oraz pomagać sobie nawzajem i innym.

Lista celów

Moim celem w życiu było mieć dostatnie szczęśliwe życie, z pełnym domem. Przykład mamy dał mi model silnej, niezależnej, zdeterminowanej, bezkompromisowej, krytycznej, wymagającej od siebie kobiety. Zrealizowałam plan: liceum, studia na prywatnej uczelni (za które sama zapłaciłam), praca w mediach spójna z kierunkiem studiów (która dała mi niezależność finansową i możliwość wyprowadzenia się z domu), kupno mieszkania na kredyt. Mimo, że interesowały mnie psychologia i języki obce, skończyłam inne humanistyczne studia, które poza kilkoma ciekawostkami, nie wniosły do mojego życia nic więcej poza dyplomem i znajomościami. Po znalezieniu „odpowiedniego” partnera życiowego założyliśmy rodzinę, urodziłam dziecko. Moja kariera się rozwijała, awansowałam, doszłam do wymarzonej pozycji managera, dostałam samochód służbowy (też był na liście).

Praca i szczęście

Realizowałam się w pracy, której nie kocham, ale tkwiłam w niej wg. przekonania „potrafię to robić”. Dodatkowo zarządzałam już małym zespołem. Satysfakcję przynosiło mi wspieranie i motywowanie. Małżeństwo szybko przerodziło się w realizację zadań projektowych: dziecko, żłobek, wakacje, nowe mieszkanie, kredyt, przedszkole, itd. Ogarnialiśmy. Nie było miejsca dla nas. Zaczęliśmy się od siebie oddalać, nie rozumieliśmy się wzajemnie. Po połogu nie wróciłam do fizycznego stanu sprzed ciąży. Pojawiły się: agresja, problemy ze snem, chroniczne zmęczenie wymagające 10h snu oraz drzemek w weekendy, rozdrażnienie, bóle głowy, etc.

Mój organizm poprzez objawy depresji i inne fizyczne dolegliwości sygnalizował mi, że coś jest nie tak. Po autodiagnozie potwierdzonej przez specjalistę, zaczęłam brać antydepresanty. Poprawiło się wszystko, ale nie zrobiłam nic ze źródłem mojego samopoczucia. Po jakimś czasie w pracy zorientowałam się, że mimo spokoju („nic mnie nie rusza”), brakuje mi energii, inicjatyw, „poruszania się do przodu”. Powodem, dla którego odstawiłam leki, był mój lęk przed tyciem. W międzyczasie pojawił się we mnie żal: „gdzie jest to szczęście, na które tak ciężko pracowałam?”

praca i szczęście
praca i szczęście

Olśnienie

Wróciło wszystko, gorsze samopoczucie, rozdrażnienie, agresja, ale mogłam trzeźwiej myśleć i zacząć działać. Zrobiłam test na temat rozwoju, w którym wnioskiem było w skrócie: „powinnaś się rozwijać w obszarze psychologii, mentoringu, coachingu lub podobnym, bo twoją mocną stroną jest wspieranie i rozwój ludzi.” Olśnienie, a niby takie oczywiste. Trzeba działać! Postarałam się o kurs coachingowy u Maćka Bennewicza, który sfinansowała mi firma. „Jak już coś robić, to porządnie” pomyślałam.

Przeczytałam kilka rekomendowanych książek. Czułam, że to będzie „coś wielkiego” i ekscytującego. W oczekiwaniu na kurs (pół roku) starałam się o terapię, ale nie doczekałam się zwrotnego kontaktu z wolnym terminem. Miałam problemy z zasypianiem z powodu tej ekscytacji. Coaching był kolejnym celem, a ja chciałam działać i już w tym być!

Kurs i zmiana

Udział w kursie „Profesjonalny certyfikowany coach biznesowy” w Instytucie Kognitywistyki Maćka Bennewicza był i nadal jest dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu, którego efekty chcę odczuwać do końca życia. To był siedmiomilowy krok do lepszej wersji mnie! Ogromna porcja wiedzy teoretycznej i praktycznej przyswojona w kilka miesięcy.

Mimo lęku przed nową wiedzą („nie potrafię się uczyć”), dzięki ćwiczeniom, nauczyłam się wiele, a mój mózg wszedł na inne tory myślenia. Inaczej zaczęłam widzieć świat, siebie, moje otoczenie. Wszystko! Niestety moja chęć najlepszego zrealizowania celu podczas egzaminu na coacha dała znać o sobie. Stres, lęk – „że sobie nie poradzę” przejął nade mną kontrolę tak, że nie potrafiłam skupić się na części praktycznej. To była kolejna ciekawa życiowa lekcja. „Po co sobie to robisz?” zapytała superwizora. Zdałam, bez problemu, ale z ogromnym bólem głowy, będąc zła na siebie, że jestem zła na siebie. Absurd!

Uwolnienie napięcia i stresu po całym kursie i egzaminie wywołało koleją bardzo silną reakcję mojego organizmu: kilkanaście, z pozoru nie powiązanych ze sobą somatycznych, objawów. Endokrynolog zdiagnozował depresję. „Masz zapalenie całego ciała, a nawet włosów” zażartował. „Ach, no tak” – pomyślałam, z jednej strony ulga, że to nic nowego, a z drugiej strony lekkie przerażenie: „trzeba to wreszcie ogarnąć” i po pół godzinie płaczu – znowu działanie.

Decyzja

Wzięłam odpowiedzialność za swoje życie. Poszłam na terapię, somatyczne objawy depresji zniknęły. Po roku, pierwszy raz od wielu lat, nie chorowałam w zimę 2017 (a zimy były najgorsze). Nauczyłam się wyrażać emocje. Kolejny krok: wzięłam odpowiedzialność za swoje małżeństwo, nie poświęcam zdrowia, dążę do równowagi.

korzyści ze zmiany
korzyści ze zmiany

Korzyści

Wymienię kilka korzyści, które uzyskałam i co ważne: nadal uzyskuję, ponieważ proces trwa cały czas

Korzyści w obszarze rozwoju personalnego

Lepiej rozumiem siebie i swoje potrzeby. Wsłuchuję się w przekonania, które mnie wspierają, odrzucam te, które mnie ograniczają. Staram się mówić do siebie i bliskich zdaniami twierdzącymi bez zaprzeczeń, ponieważ słowa tworzą nas i mają ogromną moc.

Odrzuciłam przymus wewnętrzny, robię – bo chcę. Mam większe zaufanie do siebie. Nadaję znaczenia wydarzeniom, które z pozoru wydawały mi się wcześniej przypadkowe. Poszerzyłam perspektywę myślenia o sobie oraz otaczających mnie ludziach w pracy, domu, rodzinie oraz świecie. O osobach, które do tej pory uważałam za „ograniczone, głupie, powolne”, myślę teraz:” Każdy jest inny. Każdy ma swoje tempo, ma takie samo prawo do życia jak ja. Nie ma lepszych i gorszych, jesteśmy po prostu inni”.

Ograniczyłam krytyczne, oceniające myślenie. Nie ma już dla mnie czarno-białego świata. Zmianę świata zaczynam od siebie. Zamiast wściekać się na kierowców na drodze, uśmiecham się do nich. Zamiast oczekiwać, że ktoś coś dla mnie dobrego zrobi, cieszę się, że ja mogę komuś coś dać.

Wyszłam poza schemat wdrukowanych we mnie destruktywnych zachowań, za które winiłam rodziców. Zdefiniowałam siebie na nowo, to co ciemne na jasne. Wybaczam sobie brak wiedzy, błędy. Wewnętrznie też dla siebie jestem wsparciem zamiast krytykiem.

Otworzyłam się na nowe doświadczenia, płynę z prądem. Choć nadal jestem energiczna, szybka, to czuję, że zwolniłam. Plan przestał być najważniejszy.

Skupiam większą uwagę na innych, obserwuję, wsłuchuję się. Bardziej jestem „tu i teraz”. Zrozumiałam, dlaczego tak bardzo czuję się dobrze w towarzystwie osób spójnych;

Wizualizacje, oddech, wyciszenie – pomagają mi zasnąć.

Rola coacha jest dla mnie wzorem (jak to mówią w korpo „benchmarkiem”), jest rolą nadrzędną, wspiera mnie w każdej innej życiowej roli: managera, matki, żony, przyjaciela, znajomego.

Jestem zmotywowana do dalszej pracy nad sobą, do rozwoju, do cieszenia się życiem i sobą

Korzyści w obszarze profesjonalnym

Nauczyłam się narzędzi coachingowych, dzięki którym wiem, jak prowadzić sesje coachingowe w zakresie rozwoju, dylematów osobistych oraz zawodowych, i dylematów związanych z relacjami.

Wykorzystuję nową wiedzę w rozwijaniu mojego zespołu w pracy oraz innych osób; dzielę się wiedzą, inspiruję. Odczuwam ogromną radość z coachingu. Ta radość ładuje mnie tak pozytywną energią, że mogę ją porównać do uczucia zakochania, „unoszenia się nad ziemią”.

Widzę taką prawidłowość: im więcej oddaje siebie, tzn. wycofuję się i skupiam na danej o sobie, tym większą przestrzeń ma druga osoba do okrywania siebie oraz zmiany.

Feedback od osób, z którymi prowadziłam sesje coachingowe: „to działa”, „to jest super”, „bardzo mi było dobrze i komfortowo”, „bardzo mi to pomogło”, „dzięki tobie dostałem nagrodę w pracy”, „nie wiedziałem, że potrafisz być taka zdystansowana i spokojna”, „to było otwierające umysł, nikt nigdy ze mną tak nie rozmawiał. Wyjmując emocjonalność patrzę z góry na tę sytuację!”.

Niektóre osoby wracały do mnie z feedbackiem po wielu dniach dziękując za pomoc: „pomogło, pomogło, super dziękuję!”. Otrzymałam wiele pozytywnych informacji zwrotnych od osób, które znały mnie wcześniej, np. osoba z mojego zespołu: „dużo lepiej słuchasz, a co najważniejsze „słyszysz”; osoba z rodziny „widzę, że się zmieniłaś, inaczej mówisz”, „nie wiedziałem, że potrafisz być tak empatyczna”.

Jestem lepszym człowiekiem. Jestem dumna z tego gdzie jestem i gdzie idę.

BMA

__________________________________________________________

przeczytaj więcej na ten temat http://blog.bennewicz.pl/projekt-o-nazwie-lotos/

oraz http://blog.bennewicz.pl/projekt-o-nazwie-lotos-katarzyna-zemla/

a także http://blog.bennewicz.pl/projekt-o-nazwie-lotos-ania-lipko/

również http://blog.bennewicz.pl/projekt-lotos-adam-sornek/

__________________________________________________________

więcej na temat coachingu http://coachingdao.pl

strona Instytutu Kognitywistyki http://instytutbennewicz.pl

 

Projekt lotos – przebudzenie BMA
5 (100%) 15 votes

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.