Przedświąteczne refleksje

Trzeba świętować. Bez świętowania nie ma energii  do działania, do codziennego życia. Niestety współczesne media wmawiają nam, że codzienność od poniedziałku do piątku, to swoisty koszmar. Pisałem już o tym kiedyś. Niestety zaczął się poniedziałek, ale nie martwicie się, już jutro będzie wtorek – mówi spiker radiowy. Prezenterzy w tv- śniadaniowej w podobnym tonie: Pojutrze już piątek i nareszcie zacznie się weekend. Zdaniem popularnych mediów – życie zaczyna się od piątkowego popołudnia, a kończy w niedzielę do południa. Później trzeba się już nastrajać do pracy, szkoły, obowiązków, szarówki, harówki, tyrki. Weekend to małe święto. U niektórych obywateli polega na zresetowaniu się. Trzeba znaleźć sposób na wyłączenie strumienia myśli, odcięcie się od lęków, frustracji i niepokoju o przyszłość. Wygasić umysł racjonalny, ten analityczny motorek w głowie, który nieustannie porównuje, ocenia,  wyjaśnia, porządkuje i komunikuje swoje niezadowolenie lub aprobatę. Ukoić ból i obawy.  Dostarczyć sobie trochę radości, wytchnienie, przyjemności. Nastroić skrzypce w głowie. Znów od poniedziałku zapieprz.

Wreszcie przychodzi czas na święto duże. Boże Narodzenie! Bóg się rodzi! Stajenka, osamotniona rodzina, noc, niemowlę, ubogie miejsce. Pasterze. Biedni z biednych. Lewicowe przesłanie. On przychodzi w imię tych najuboższych, dlatego rodzi się na sianie, odrzucony, nie zaś w pałacu, wśród zaszczytów. Na końcu swej drogi, odrzucony jak jego matka, dla której zabrakło miejsca w gospodzie, w Betlejem, zostanie ukrzyżowany. Opowieść, której znacznie jest coraz słabiej rozumiane. To prawdziwy grecki dramat, przez Greków w końcu opowiedziany. Żydowska kobieta, która zachodzi w ciążę, choć jest niezamężna. To grzech straszny, pewne ukamienowanie. Członkiem narodu wybranego jest przecież tylko ten, kto urodzi się z matki Żydówki. Czystość krwi dla narodu, który buduje swoją tożsamość w czasie ucieczki z Egiptu, z domu niewoli, jest czymś najważniejszym. Żydowski Mesjasz ma się narodzić w czasach rzymskiej okupacji. Pobożni Izraelici modlą się o ten cud do Boga Jedynego. Ruchy wyzwoleńcze nasilają się, niezadowolenie wobec Rzymskiej władzy narasta. Młode kobiety marzą skrycie, by urodzić nowego proroka, króla, lub Mesjasza, który przyniesie odrodzenie Izraela i wyzwolenie z okupacji! Co za pasjonująca historia! Herod Agryppa pomylony z własnym dziadkiem Herodem, ale nic to, w opowieściach mitycznych nie chodzi przecież o historię, zwłaszcza w takim kraju jak Polska, gdzie nawet historia najnowsza, to przede wszystkim kwestia interpretacji. W oficjalnej opowieści, trzy wieki później, jej reżyser, Konstantyn Wielki, cesarz, który uczyni chrześcijaństwo religią państwową, dokona skrótów, które nadadzą jej dynamizmu i jeszcze większego dramatyzmu. Ale kogo to obchodzi? Nieliczni historycy znają opracowania na ten temat. Dyskutują wyłącznie w wąskim gronie.

W tę opowieść wplótł się przez wieki etniczny rytuał, ludowy zwyczaj, trochę pogański, trochę popkulturowy, Mikołaj i śnieżynki, renifery, chińskie gadżety, niemiecka jemioła i choinki, Perscy magowie [magowie w katolickim obyczaju?], nieszczęsny karp i zespół Wham ze swoim nieśmiertelnym Last Christmas. Co świętujemy? Co świętujemy z butlami coli ustawionymi na polskim sianku?

Kogo to obchodzi? Święta, to święta. Śledzik, karpik, sałatka, wódeczka. Współczesny, polski katolicyzm nawet nie dba o religijne pozory, nawet nie promuje odrobiny wiedzy na temat  źródeł, kontekstu, teologicznych uzasadnień własnych świąt. I słusznie, nie zadawajcie trudnych pytań, a unikniecie trudnych odpowiedzi. W sklepach nieprzebrane tłumy. Parkingi zastawione. To święto konsumpcji, obfitości totalnej, przepychu i uginających się stołów. Powinno być raczej świętem Bachusa, lub jego odpowiednika Dionizosa. Strumienie alkoholu, obżarstwo, prezenty, śpiew i taniec.  Kultura jest fascynująca. Spoglądam na historię, religię, kulturę, popkulturę, literaturę oczami socjologa. Jak bardzo wygasł religijny aspekt Bożego Narodzenie i jak on w gruncie rzeczy nie pasuje do historii Boga umęczonego, Mesjasza odrzuconego przez własny naród, jako groźnego uzurpatora, który ginie na rzymskich torturach, by nieoczekiwanie dla współczesnych zapoczątkować ruch bardziej atrakcyjny dla obcych, niż dla Żydów. Chrześcijaństwo rozwija się przecież w diasporze i zapładnia greckie, subtelne, filozoficzne umysły.

Świętujemy zatem zimowe przesilenie i pół tuzina germańskich, słowiańskich, celtyckich obyczajów i  mitów wklejonych w historię narodzin Mesjasza. Święto. Obyczaj. Tradycja. Święto obfitości, bogactwa, dostatku nawet za cenę pożyczki. Wzorce kultury. Co właściwie świętujemy?

Przedświąteczne refleksje
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Niesmowite jest to, że jak opisujesz tao to wszystko jest niesamowicie kolorowe, wręcz idealne. A gdy opisujesz rzeczy związane z chrześcijaństwem wyszukujesz tylko złych stron.

  2. W białej ciszy szłaś dziś przez las. Z nią, tą która pachnie jaśminem, niesie w plecaku jabłka i poduszki, na których można się rozsiąść jak hrabiny. Mróz wciskał się wszystkimi szczelinami by połaskotać igiełkami gorące ciało. Słońce trwało na nieboskłonie, a czując jak marzniesz, słało promienie otuchy i obiecywało, że jeszcze trochę i będzie grzało specjalnie dla ciebie letnią porą. Twoje włosy pokrył biały szron i czasami nie wiadomo było czy ty to ty, czy może jesteś jak te drzewa dumnie prężące się ku górze, zatrzymane w oczekiwaniu na wiosnę, ozdobione białym nalotem, ukochanym dzieckiem zimowej pory. I choć na głowie coraz więcej siwych włosów, po raz pierwszy zobaczyłaś, że w całkowitej bieli też ci pięknie, mimo młodego wieku.

    Szłaś równo przed siebie, a każdy twój krok robił hałas. W duchu przepraszałaś las za ten gwałt na jego ciszy, prosiłaś o pozwolenie wejścia i dziękowałaś, że dał schronienie przed wiatrem, który z nikogo i niczego sobie nic nie robił. Parę razy przystanęłaś napić się gorącej herbaty, ale ona też nie bardzo miała ochotę wystawiać się zbyt długo w to zimno. Temperatura powietrza jak kapryśna księżniczka zmieniała co chwila zdanie i raz mroźnych stopni było mniej, raz więcej. Odważny rowerzysta przedzierał się ścieżynką, w pędzie życzył wesołych świąt. Strażnik wieży widokowej, z dużym brzuchem, małym czarnym psiakiem i białym starym mercedesem kpił sobie z zimy, paradując w koszulce z krótkim rękawkiem. Mówił, że zaprawiony po wieloletniej służbie w marynarce wojennej i nie takie zimy już przeżył, również w skromnym odzieniu. Zapraszał na kawę. Nie tym razem. Bo choć ciało miałoby chęć się ogrzać to jednak biała droga wzywa.
    Kilometr mijał za kilometrem. Godzina za godziną. Mięśnie z lekka przymrożone, nawet nie zdążyły zażądać odpoczynku. Królestwo białej ciszy opuściłaś dość niechętnie, ale już czas było ogrzać ciało, zjeść, odpocząć, spakować plecak by jutro wyruszyć do tych, którzy stęsknieni czekają i chcą ugościć, by podzielić się tym, co w sercu, by znowu być małym dzieckiem z niecierpliwością wypatrującą pierwszej gwiazdki na niebie. Tak dawno tego nie czułaś. Może tym razem wszystko co dobre powróci i znowu będziesz miała pięć lat, z nosem przyklejonym do zimnej szyby, oczami wpatrzonymi w niebo.

    Dziś w twoim sercu dużo refleksji o tym, co było, z kim, jak… Wszystkie myśli pełne wdzięczności za każde doświadczenie, bo choć mijający rok był dla ciebie surowym nauczycielem to dzięki niemu jesteś odmieniona. W ciepłej, domowej zadumie wpada ci w ręce książka. Przewracasz stroniczki leniwie i nagle zatrzymujesz wzrok.
    Tak, to są idealne życzenia. Ślesz tym, których znasz i tym, których dopiero poznasz…

    O Panie, spraw, abym nie tyle szukał pociechy, co pocieszał;
    nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał;
    nie tyle szukał miłości, co kochał.
    Ponieważ dając siebie otrzymujemy;
    zapominając o sobie, odnajdujemy siebie;
    a przebaczając, zyskujemy przebaczenie.
    św. Franciszek z Asyżu

  3. Uwielbiam święta przeróżne :) Świętowanie to dla mnie coś radosnego, nawet wszystkich świętych , mimo, że wspomina się tych co odeszli ale ja mam same dobre wspomnienia. Jak święto to okazja do prezentów, oczywiście można i bez okazji prezentować ale przy święcie to celebracja. Po prezentach widać czy rodzina się zna. Nie chodzi tylko o danie czegoś, chodzi o danie tego co sprawi radość. Święta powinny być radosne tak jak to pisze się w kartkach , bo radość napełnia dobrą energią. Zawsze w święta przypomina mi się bajka ” Potwory i spółka” gdzie w fabryce „dziecięcego wrzasku” zaczyna panować kryzys i zły dyrektor planuje straszne rzeczy, żeby ten krzyk przerażenia z dzieci wydobyć. Dwa sympatyczne potwory sprawiają że firma zmienia podejście i nastawiła się na śmiech. Ludzie narzekają na depresję, zmęczenie, trywialność rzeczywistości. Tak naprawdę wystarczy pobyć z pozytywnymi ludźmi, pośmiać się od serca. Wszystkim, życzę pozytywnych ludzi wokół siebie i pomysłów jak sobie życie zamienić w święto:)

  4. A ja lubię święta.
    To jedyny czas, kiedy naprawdę przynależę do tej kultury i chcę przynależeć.
    Te rytuały, te pierogi, ten opłatek.
    Świętuję rodzinne ciepło, przynależność tu i teraz.
    Sama w tym roku lepiłam pierogi.
    Myślę, że dobrze jest przynależeć do kultury w której się żyje przynajmniej w taki sposób.
    Ja w większości czuję się wyizolowana z tej kultury, bo sama się wyizolowałam.
    A Święta to jedyny czas, kiedy wybieram współistnienie ze wszystkimi.

  5. Panie Macieju, widzę w tym tekście swoistą generalizację.
    „Kogo to obchodzi? Święta, to święta. Śledzik, karpik, sałatka, wódeczka. Współczesny, polski katolicyzm nawet nie dba o religijne pozory, nawet nie promuje odrobiny wiedzy na temat źródeł, kontekstu, teologicznych uzasadnień własnych świąt. I słusznie, nie zadawajcie trudnych pytań, a unikniecie trudnych odpowiedzi.”

    Przepraszam – ja stawiam pytania, zastanawiam się. I wiem co świętuję.
    Narodzenie Jezusa z Nazaretu, człowieka, który potrafił iść przez życie z podniesioną głową, z własnym zdaniem, przekonaniami, z ogromną wiarą w to co mówi i robi. Wiarą w ludzi, takimi jakimi oni są. Jak inaczej wytłumaczyć fakt jego śmierci. Do końca w prawdzie swojej wiary.

    Dobrze, że 2000 lat temu, w jakimś dniu, w jakimś miesiącu urodził się Jezus, bo dzięki temu dziś możemy się zatrzymać, pomyśleć i choć przez chwilę być. Czas się zatrzymuje, jakby nie istniał. Jest opłatek, są życzenia. Wszyscy jakby inni – dobrzy, życzliwi, uśmiechnięci. PRAWDZIWI.

    U mnie też generalizacja. Czy wszyscy dobrzy? Chcę w to wierzyć.

    Pozdrowienia

  6. :) i ja się cholernie cieszę – obserwując (z boku) co roku co się dzieje że nie uczestniczę. że nie potrzeba mi karpia (!), choinki, prezentów, tej całej otoczki. dla mnie to czas do spotkania się z bliskimi (rodzicami i przyjaciółmi), czas dla siebie, odpoczynek, czasem wypad do kina. bez szału i amoku. tradycji w takim wydaniu mówię moje osobiste nie. i to mój wybór, cieszę się tylko że nie mam potrzeby bezmyślnie naśladować czegoś czego nie czuję. Przy okazji szanuję to jak moja mama podchodzi do świąt – to jest nabożnie, dla niej to prawdziwa radość i ŚWIĘTO. Jednocześnie ona szanuje mój pogląd i nie będzie ryb na stole – a więc cruelty free. Jest dobrze :)

Komentarze są wyłączone.