Pytania graniczne 1

Zaczął się luty, zaczynam również nowy cykl poświęcony pytaniom granicznym na YT i na blogu. David Clutterbuck znany propagator coachingu i mentoringu nazywa ten rodzaj pytań: krytycznymi, akcentując ich powagę i wyjątkowe znaczenie, oraz milowe kroki, które możemy, dzięki nim, wykonać.

Ja jestem bardziej mindllowski, interesują mnie granice, progi, bariery, pułapy i drogi, które prowadzą po za obwód naszej strefy komfortu. Dalej niż bezpieczna bańka nawyków, stereotypów, wzorców, które czasami służą, a niekiedy ograniczają; czasami nas hamują, a niekiedy bezpiecznie kołyszą; czasami łudzą, lecz bardzo często stabilizują. Żeby osiągać zamierzone efekty, czyli realizować własne pragnienia, lub po prostu żyć po swojemu, według własnego rytmu wartości i potrzeb niekiedy trzeba, czasami warto, wychodzić po za strefę komfortu. Droga nie koniecznie prowadzi dalej lub wyżej, czasami skręca, a niekiedy zawraca. Czasem prowadzi na manowce, lub okazuje się ślepa, wyboista, forsowna, pod górę, lub też prowadzi nas w rejony nieprzyjemne, odludne, niebezpieczne albo zwyczajnie brzydkie. Jednak żeby dotrzeć do nowych wysp i lądów, do nowego siebie trzeba ruszyć w drogę. Im jesteśmy starsi, im bardziej samoświadomi, im bardziej doświadczeni, lub  po prostu uważni, tym łatwiej uzyskujemy spójność, dobry kontakt z własnymi potrzebami. Wówczas, tym łatwiej obrać drogę, tę rzadziej uczęszczaną, lub po prostu własną. Czasem możemy powiedzieć, że droga ważniejsza jest niż cel. Lecz to stwierdzenie, choć atrakcyjne, wydaje się złudne. Może nawet wabi nas i nęci, lecz zwieść może na manowce.

Dokąd idziesz? Po co wyruszyłeś w drogę? A nie lepiej ci było siedzieć cicho, robić swoje pomalutku? Jeśli idziesz by iść, może lepiej było nie wyruszać? Czego szukasz na drodze, czego nie możesz znaleźć tam, gdzie jesteś? Ileż to dróg przeszedłeś na próżno? Ile niepotrzebnych skrótów, zataczanych kół, wędrówek, które jedynie zmęczyły nogi? Może zatem zostań? Albo przynajmniej zastanów się po co ruszać w drogę? Dokąd idziesz i po co – do Supraśla, czy do Leeds, do Lipska czy Limerick? Nie lepiej było ci w strefie komfortu?  Czy jesteś pewien, że znajdziesz to, czego szukasz tam, dokąd idziesz? Czy w nowym związku odnajdziesz nową miłość, czy też znajdziesz starą siebie?

No cóż, pytania graniczne, pozwalają przekroczyć granice pomiędzy świadomym,  przewidywalnym i nieświadomym, nieznanym. Nieznane nas przeraża, chcemy za wszelką cenę zatrzymać czas, strefę komfortu, wczorajszą młodość, pracę, przyjaźń, cofnąć źle wydane pieniądze i niepotrzebne doświadczenia, które tylko zajęły czas, wytraciły energie, przyniosły ból. Tymczasem nie zauważamy, że przecież każda chwila, każda sekunda po przebudzeniu, po odwróceniu wzroku w drugą stronę, zaprasza nas na nową drogę. Nieuniknienie wyruszam choćbym stał w miejscu.

Gdy na pytanie graniczne przychodzi odpowiedź, oznacza to, że wykluła się z naszej nieświadomości, wyinkubowała i teraz zaprasza do nowej, lepszej, bardziej samoświadomej, zasobniejszej strefy. Do poziomu, z którego wczorajszy dzień może być dla nas zasobem i nauką, a ja jutrzejszy zaproszeniem. Kiedy przychodzi odpowiedź na pytanie graniczne, po tygodniu, dwóch, czasami po godzinie, lub po roku, twoje życie zyskuje więcej głębi, odnajduje sens lub dosłownie czujesz w dłoniach, doświadczasz, używasz nowego zasobu, nowej umiejętności.

Coaching, mentoring, tutoring, counseling – są stare jak świat. Współczesne społeczeństwa zatracił instytucje mędrców, doradców, wiedźm i wróżek, czarodziejów i astrologów, mądrych proboszczów i nawiedzonych szamanów, mistrzów cechowych i pracowitych czeladników, które spełniały rolę edukacyjną, doradczą, trenerską. Siła rodzinnych autorytetów również zmalała. Najpierw narodził się psycholog, a zaraz po nim psychoterapeuta, by po stu latach ustępować pola life coachom, doradcom rodzinnym, mentorom i  parents tutorom. W firmach mamy talent management i  korporacyjne zasady sukcesji oraz transfer wiedzy. Radzimy sobie, poprzez specjalne instytucje. Dawniej mistrz cechowy zadawał graniczne pytania i dawał krytyczne zadania czeladnikowi, zanim ten został wyzwolony, czyli stał się niezależnym rzemieślnikiem. Dziś mistrza cechowego i szamana zastępuję zinstytucjonalizowany coach, mentor, tutor. Niech będzie super profesjonalistą w każdym calu!

Na szczęście magiczna i bezwzględna ręka rynku kapitalistycznego tworzy konkurencję, daje klientom wybór, możliwość porównania, eliminuje, wywiera presję, mobilizuje. Dawniej mała społeczność skazana była na jednego szamana, uzdrowiciela lub proboszcza. Jeśli się mylił, wszyscy wraz z nim szli na manowce. Dziś oprócz możliwości wyboru coacha jesteśmy tak bardzo samoświadomi, że pytania graniczne możemy zadać sobie sami, a już z pewnością sami udzielić na nie odpowiedzi. Trzeba je tylko uczciwie i uważnie sobie samemu zadać i poczekać na inkubację odpowiedzi :) Taki jest coaching.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

34 komentarzy

  1. Wyruszylam w droge dobrych kilkanascie lat temu.
    Uswiadomienie sobie na tej wlasnie drodze co chce, w co wierze,co jest dla mnie wazne zabralo mi nastepne kilka lat.
    Budzenie mojej swiadomosci i sluchanie ( niestety nie zawsze) mojej podswaidomosci- nastepne kilka.
    Poczatkowo otwieralam wiele roznych drzwi na mojej drodze, do niektorych wchodzilam na krotko i wychodzac zamykalam bezpowrotnie.
    Dzisiaj wybor jest bardziej swiadomy, zanim otworze , zanim wejde zbieram informacje i przepuszczam przez wlasna mape doswiadczen, wlaczam podswiadomosc.
    Czasami na rozstajach drog gdy nie wiem ktora droge chce isc, ktora wybrac- czekam , nie dokonuje zadnych wyborow.Zlecam swojej podswiadomosci wybor najlepszy z mozliwych. Zdarza sie ze budze sie rano i po prostu -wiem.
    Strefa komfortu? Dla mnie to monotonia. Monotonia nie do zniesienia.
    Na swojej drodze mimo konkretnych oczekiwan do siebie samej szukam nowych drzwi, ktore po otwarciu zaciekawia, zainspiruja, pozwola na nowe doswiadczenia.
    Gdy wieje „halny” nie walcze z nim, szukam rozwiazan jak przez to przejsc ale i tak w koncu wszystko mija – wichury i burze zyciowe rowniez.
    Ostatnio przez przypadek ( choc podobno nie ma przypadkow) znalazlam sie na nowej drodze.
    Bedac gdzies w rozjazdach przyjechalam w nocy do sluzbowego mieszkania – 4 rano budze sie , cos- czytaj moje cialo budzi moj niepokoj. Mierze cisnienie – aparat elektroniczny pokazuje blad ( czyzby zepsuty?) Jaki blad?Czy to technika zawiodla czy baterie za slabe?Technika – nie , baterie – tak , ale mojego organizmu.Po chwili pedze do lazienki zeby wyrzucic z siebie cos co mi przeszkadza..To moja krew, mnostwo krwi – jestem przerazona. Jak to? Moj organizm ( silny)moje cialo i cos takiego? Co sie dzieje?( stracilam przytomnosc)
    Widze przed soba droge ale to nie jest moja dotychczasowa droga – jest pusta i jakby w tumanach mgly, nie widac slonca. Gdzies biegne, przed oczami przesuwajace sie obrazy z mojego zycia.bardzo rozne obrazy .Ktos mnie wola , pamietam glos rozbrzmiewajacy w ciszy i pustce…………
    Izba przyjec – oddzial szpitalny.
    Rozmawiam z moim cialem, rozmawiam ze soba. Dlaczego mnie zawiodlo, jeszcze nie czas …. , mam swoje plany. wiec pelna mobilizacja- moje cialo musi isc ze mna, wszystko bedzie dobrze – jutro wyjde.Sprzeciw lekarzy- kategoryczny.
    Ja wiem ze sobie poradze ja i moje cialo znowu bedziemy jednoscia.
    Wychodze po 3 dniach, odbiera mnie corka ktora przyleciala z Londynu.Lekarz kategorycznie zabronil wyjezdzac z miasta- przynajmniej tydzien, to byl warunek wypuszczenia mnie ze szpitala.
    Z zalem zostaje przekladam swoje uczestnictwo w rozpoczetym kursie na X-XI tego roku.
    Czy to byl zakret , czy wyrwa w mojej drodze? Nie wiem.
    Czego sie musze nauczyc
    -uwaznosci dotyczacej mojego organizmu
    – wiekszego dystansu do otaczajacego swiata
    – szybszej realizacji marzen

    Lece na biegun polnocny do Tromso ( 7 marca)Rok 2012-2013 to rok kiedy od 58 lat po raz pierwszy widac tak piekna zorze polarna, powoduja to gwaltowniejsze niz zazwyczaj wybuchy slonca – chce to zobaczyc.
    Umawiam sie tam wlasnie 7 marca z moja corka – zobaczymy zorze razem.
    Wrocilam na swoja droge……………

  2. Kluczowe pytania:
    1. Po co żyję ?
    2. Jak chcę żyć

  3. no niestety,gazownia i enea nie chca zaplaty za energie inna energia niz polski zloty.
    faktura musi zostac oplacona w takiej wlasnie formie,jak wynika z podpisanej umowy;))))))))))))nie ma co nad tym dyskutowac;))))))))))))))))

    dyrektorzy korporacji ,ktorzy potrafia robic sztuczki w druga strone-tzn pozyskiwac czyjas prace nie placac lub placac smieszne stawki, dostaja tytuly menadzera roku;))))))))))))

  4. ania z tym wywracaniem też tak mam , no nic idę dalej:)

  5. Aniula ,sprawy maja sie prosciej niz wydaja sie;))))))chyba nie trzeba odpowiedzi szukac w Universum………..ale wykracza to poza ramy tego blogu.nie chcialabym pewnych spraw komentowac…..
    moze to karma ,a moze zyciowa lekcja pokory,a moze zwykla ludzka pamietliwosc,albo zwyczajny interes….

    dzis jednak nie mam wyjscia.moze jednak za chwile pojawia sie rozwiazania…choc flaki wywracaja mi sie do gory nogami.
    tak wlasnie wyglada przeciwienstwo poczucia spojnosci….

  6. Bardzo dobre pytanie i zawsze aktualne :)
    Zadalam je sobie dokladnie dwa lata temu rezygnujac z pracy w korporacji i podejmujac decyzje o nowej drodze .
    Okazalo sie ze do poczucia bezpieczenstwa i , powiedzmy zadowolenia , potrzeba mi o polowe mniej niz zarabialam wczesniej.
    Dzis okazuje sie ze polowa tamtej polowy jest witana przeze mnie z wdziecznoscia i radoscia:) i jeszcze okazuje sie ze realizuje swoje wczesniejsze pasje , ktore wydawaly sie kosztowne – glownie dzieki znalezieniu innych drog niz pieniadz – taka magia :))
    Ostatnio kielkuje we mnie pytanie , czy to wlasnie pieniadze sprawiaja ze czuje sie bezpiecznie ?
    Oczywiscie , ze w dzungli naszego swiata sa niezbedne , natomiast zauawazylam w swoim zyciu tendencje zupelnie odwrotna.
    Wiadomo ze sam fakt , ze potrzeba mi mniej pieniedzy do poczucia bezpieczenstwa , nie zalezy od tego ze jest ich mniej – czyli to nie tak – rzuc wszystko , przestan zarabiac a poczujesz sie wolny i spokojny !
    U mnie stalo sie tak ze znalazlam ten spokoj w sobie i juz nie lacze go z kasa.
    I oczywiscie bedzie dalej nawet jak wygram w lotka :)

  7. ania no to się teraz zapytaj, na jakich Twoich emocjach ktoś chciał zagrać wciągając cię w taki wolontariat:) Z drugiej strony może Wszechświat dał ci tylko wskazówkę, nie chodzi o samą pracę:) Właśnie czytam o zamówieniach do Uniwersum, ciekawe podejście ma autorka do sprawy naszej dojrzałości na odbiór tego czego chcemy:) Czasem dostajemy nasze zamówienie ale…. odsyłamy dostawcę, bo nie „widzimy”, że to to czego oczekiwaliśmy:)Taki paradoks trochę a jednak:)

  8. oczywiscie-tu mowimy o dwoch roznych sprawach;)))))))))))ja mowie o propozycji w sprawie pracy,ktora mialaby byc podstawowa przez kolejne 5 lat.to ona mialaby sie rozgrywac w ramach wolontariatu…………

    codziennie siedem godzin,z obowiazkami i wszelkimi kosztami zwiazanymi z praca;/na pozcatek polisa ubezpieczenioa ,badania lekarskie,dojazdy… itd….

    nie mowimy o wolnym czasie poswieconym innym.

  9. ania ale ja nie mówię o takim wolontariacie 24 na dobę :) Ja w Miejscu Kobiet uczestniczę i pomagam organizować warsztaty co dwa tygodnie:) Ja wiem , że wolontariat to się może kojarzyć tylko z pomaganiem , biednym chorym i uciśnionym ale to nie tak:) Masz duże doświadczenie w walce o zdrowie, może radochę sprawi ci zaszczepianie w ludziach pozytywnego myślenia co pomoże im wyjść na prostą, a jak to się mówi działanie rodzi działanie i praca przy okazji się znajdzie:)

  10. Aniula….przez piec lat??????wolontariat????
    bez ubezpieczenia i srodkow do zycia???zwlaszzca,ze mam dziecko na utrzymaniu,rosnace;;)))))))))))
    nie da rady.
    trzeba szukac innych rozwiazan;))))))))))

  11. ania wolontariat jest fajny ale musi pasować :) Sama się o tym przekonałam:)

  12. pieniadze to nic zlego,ani nic dobrego.to tylko wymiennik naszej pracy, wlozonej energii,czasu-tak naprawde za inne dobra,ktorych nie potrafimy sami wytworzyc;))))pewnie ,ze wiele mozna miec bezgotowkowo….w wielu przypadkach ta energia mozna podzielic sie bez podatku od brzeczacego dukata….ale nie zawsze.

    dzis doceniam moj zgromadzone i oszczedzone srodki-dzieki nim moglam przetrwac „czarna godzine”.dzieki nim stac mnie na leczenie,na ksiazke i podroz marzen;))))))

    dzis dostajac wplate ,widze caly moj trud wlozony w dotychczasowe wyksztalcenie ,cala moja dotychczasowa prace,nieprzespane godziny,trudne decyzje,przewertowane ksiazki….
    dzis wiec bezwstydnie potrafie okreslic ,jaka kwota satysfakcjonowala mnie jako miesieczny wplyw za moj trud.
    o paradoksie………propozycja .jaka dostaje , na nowym etapie,to …wolontariat.

    dlatego ,Ag,nie zawsze narciarz waha sie ,bo brak mu umiejetenosci czy kondycji…….

  13. Pozdrawiam wszystkich.:):):):):)Fajnie, ze jestescie.

  14. Ach. Nie przepadam za politycznym jazgotem, ale daleka jestem do kamienowania kogokolwiek. A już na pewno siebie.
    Każdy z nas, gdy jest młody i chce zbawiać i zmieniać Świat marzy by mieć taką władzę w sobie. Kłopot myślę, w tym że miedź brzęcząca kusi, miota człowiekiem, nie daje szczęścia ale pozwala pofolgować, dać się opętać pokusom tego świata.
    Czy Pan który porwał chłopca, były uczestnik wojny w Wienami (to, co przeżył nigdy nie pozwoliło mu wyrwać się z samego siebie, inaczej niż w sposób w jaki zmuszony był rozprawiac sie z wrogiem) był zły? Nie. Nikt nie jest zły sam z siebie. Zła jest perspektywa patrzenia na siebie przez pryzmat kasy, domniemanego 100% szczęścia w każdej chwili, każdym momencie, własnych podświadomych, niekorzystnych pragnień i zahamowanych potrzeb, które ujawniają się w krzywdzie czynionej komuś – gorzej komuś, drugiemu, Tischnerowskiemu Innemu niż sobie (człowieka sam i tak sobie poradzi nawet nie radząc sobie, nie tu to w zaświatach i innych wymiarach).
    Money, money, money jak śpiewała Liza Minelli, która zdobyła Oscara :>

  15. Pieniądze, waluta, monetki i banknoty. Miedź brzęcząca. Ale nie warto, nie warto nią być. Lepiej jak zawsze traktować ją jako narzędzie głównie do podratowania zdrowia lub życia.
    Są światy, które radzą sobie bez nich jak np. Hunzowie. Ale w Polsce przydatne niezmiernie dla kupna czegoś na ząb np. bryndzy, łoscypka u Pana z fajną blond brodą na plantach za akweduktem czy też bismarta, kiedy się człowiek spieszy (tak wiem, jest to prawie lokowanie produktu). Jakkolwiek pańszczyzny nie ma już jakiś czas na naszej Zacnej Ziemi (tu włączę popularny i lubiany drzewiej zespół ZZToP… tak w ogóle bez ogródek) to podatków nie znoszę. Tak, wiecie najbardziej lubię brodaczy, wąsaczy również szanuję. Najnowsze badania psychologiczne pokazują, że inteligencja mieści się gdzieś w tej części trzewioczaszki (inaczej czemu zastanawiając się nad czymś, reflektując nad jakimś problemem, głowiąc się chwytamy i intensywnie dotykamy tej części swej powłoki cielesnej?). Dobrze, gdy w efekcie tych zabiegów udaje nam się sypią się dla nas dukaty :)
    Napisała to ta sama co zwykle, choć zmienna kobieta z brodą :>

  16. Dowkogutne te chaszcze masz Aniula :)
    Czy Karolcia dała przypadkiem czapkę niewidkę MB? Gdzież On ?;)
    Ciekawam pytań granicznych 2 :)

  17. ;))))))

  18. Kawał obiecany a propos ubóstwiania:)

    Córka nowego ruskiego biznesmena przychodzi do ojca i oświadcza, że wychodzi za mąż.
    – Za kogo?
    – Za popa.
    – Zwariowałaś?
    – Miłość, tato… Serce, nie sługa. – No dobrze, przyprowadź go jutro. Córka przyprowadza młodego diakona. Jedzą, piją. Ojciec mówi:
    – Wiesz, że moja córka co miesiąc musi mieć inną kreację za 10.000 dolców? Jak wy będziecie żyć? Jak ty ją utrzymasz?
    – Bóg pomoże…
    – A jeszcze ona przyzwyczajona co tydzień latać do fryzjera do Paryża. I co?
    – Bóg pomoże…
    – Ona jeździ tylko Ferrari i Porsche, i musi mieć zawsze najnowszy model.
    Jak ty sobie wyobrażasz życie z nią?
    – Bóg pomoże…
    Gdy narzeczony poszedł, córka pyta biznesmena: – I jak, tato, spodobał ci się?
    – Burak, to prawda, ale podobało mi się, jak mnie nazywał Bogiem.

    :):);)

  19. Ci, co stoją przed stromym kawałkiem na nartach nie mają po prostu kondycji i/lub umiejętności aby ten odcinek pokonać.
    Wielki mi dylemat ;-)

  20. ania ja mam jeszcze problem żeby na desce tyłem jechać:) ale wiem, że to tylko kwestia ćwiczenia:)

  21. he he eh…..na kanapie lezal styczniowy”coaching”,kupiony dla „wyrwy”/polecany przez ad./
    Wyrwa w sumie okazala sie na inny temat niz mi sie kojarzyla.ale numer okazal sie ciekawy w ogole.

    no i znalazlam odpowiedz;))))))))))))))))))

    Roy Waden „Zasada paradoksu”-na przykladzie zachowan krow i bizonow w czasie burzy;))))czyli o wychodzeniu na przeciw trudnosciom.

    dalsza czesc mowi o pulapkach wyborow emocjnalnych /podobnie w „Pulapkach myslenia”/,rozwiazaniach latwych i przyjemnych a nie perspektywicznych,o odraczanej przyjemnosci,umiejetnosci oszczedzania …..itd jednym slowem pochwala dyscypliny.

    bardzo dobry artykul.
    na zadane pytanie odpowiedz przychodzi czasem nieoczekiwanie.

  22. Obserwujac ludzi na trasie narciarskiej-czesto widac ,ze zjezdzaja etapami-zazwyczaj zbieraja sie i w miejscach poprzedzajacych trudniejszy odcinek-bardziej stromy, wyslizgany, waski….
    im wiecej tam ludzi wstrzymuje swoj zjazd-tym wiecej ich przybywa,wiadomo-dalej musi byc trudniej!!!!w koncu ktos odwaza sie i zjedza w dol,angazujac cala swoja sile i wole…..a nastepni zatzrymuja sie i robia tlum…;))))odwlekajac moment,kiedy trzeba zmierzyc sie ze scianka…..

    czego im brakuje w tym momencie?
    odwagi?wiary we wlasne sily i umiejetnosci?

    w koncu przeciez i tak trzeba z tego miejsca zjechac,nie mozna w nim tkwic do konca dnia….i jak sie okazuje nie jest to dla nikogo niemozliwe!!!!!!!!!trasy sa w koncu dla ludzi ,dla rozrywki-nie prowadza w rzeczywista przepasc.nawet najslabszy narciarz w koncu jakos pokonuje lek,zbiera sily i mija trudniejszy etap.

    a wiec przeszkoda tkwi w glowie,a nie w uksztaltowaniu terenu.

    jak robia to ci ,ktorzy sie nie zatrzymuja?
    co robia ,co maja w swoich glowach ci ,ktorzy plynnie wchodza w trudny zakret i jada dalej-zatrzymuja sie dopiero ponizej trudnego odcinka??
    przeciez wszystko tu jest proste,droga wytyczona,ryzyko niewielkie.
    wszystko rozni sie jakims drobnym szczegolem;))))))))))))w glowie

    moze jakims przekonaniem????

    odpowiedz na pytanie zadanena vblogu juz swoja odpowiedz,ma nawet plan -jak ,ba…plan zostal juz wdrozony
    ale jak ten narciarz zatrzymalam sie przed scianka i patrze w dol……..
    przeciez nie o to chodzi ,zeby ktos mnie pchnal i zmusil tym samym do zjazdu
    przeciez widze ,ze inni suna w dol i daja rade,przeciez nie raz juz pokonywalam trudniejsze odcinki….
    czego potzrebuje w swojej glowie ,zeby ruszyc dalej?
    to jest moje trudne pytanie.

  23. Lubię być ubóstwiana ;) Wieczorem napiszę wam fajny kawał :)

  24. ubóstwiam Was :*

  25. dla mnie taki typowy amerykanski show;))))))))

  26. Tony to kategoria hipnotyzujących nakręcaczy. Mnie jego gadanie wciąga i chcę go słuchać.

  27. Fascynujące, jakże różni potrafią być coache :))).
    Nie wiem, do jakiej kategorii można zaliczyć Tony Robbinsa? Szamanów, uzdrowicieli, proboszczów, czarodziejów, czy … doradców finansowych?
    Zobaczyłam to pod poniższym linkiem i zastanawiałam się na ile między Tonym a publicznością pojawiła się prawdziwa synergia, a na ile to kasowy cyrk (nie oceniam, zastanawiam się):
    http://www.youtube.com/watch?v=XbadeGD85Ac

  28. Dżo-ann czasem mam wrażenie , że coś mnie pcha do tych rozmów, mimo, że nie chcę;) Tak jak zwiewam od sprzedaży a ciągle mnie ktoś namawia na handel;) A to tak jakoś na złość, bo spójności nie czuję, a coś mnie prześladuje:) Tak Adze zazdroszczę, że jest na swojej ścieżce, ja cały czas jakimiś chaszczami zasuwam;)

  29. dać-dostać… mądre to, Agnieszka :>

  30. Mhm, myślę Aniula, że przy Tobie ludzie łatwo się otwierają. Chcą tego. Jesteś czujna, dużo widzisz i korzystasz z różnych perspektyw z poszanowaniem dla historii życia drugiej osoby – jej zmagań i doświadczeń.
    :)

  31. W tym pytaniu jest presupozycja, ze poczucie bezpieczeństwa zależy od ilości pieniędzy na koncie. A przecież to nie jest prawdą. Są ludzie z dużymi sumami na koncie i nadal nie czują się bezpiecznie. Co trzeba sobie uświadomić, żeby otrzymać bezwarunkowe poczucie bezpieczeństwa?

  32. Panie Macieju nie jest tak źle z tymi mądrymi, wróżkami i szamanami:) To ci z korporacji, muszą mieć wszystko oficjalnie według licencji, z matką nie pogada tylko do coacha musi iść:) Ostatnio prowadzę dużo rozmów ze znajomymi o ich relacjach z rodzicami i ciągle słyszę, że nie chcę być taki jak ojciec albo taka jak matka. Pozwalam na wylewanie żali i pytam a co dobrego widzisz w swoich rodzicach. Jak już się uzbiera górka super cech , podpowiadam jak rozmawiać z wewnętrznym dzieckiem. Złość przeradza się w szacunek, pretensje w zrozumienie. Koleżanka prowadzi sesje oddechowe, druga kładzie karty. Moja mama to w sumie szamanka z komputerem:) U coacha też byłam, bo lubię doświadczać nowości i uczyć się ciekawych rzeczy. Szaman 21 wieku brzmi fajnie, może to ja w tą stronę powinnam :)

  33. Wczoraj szłam. Długo i jeszcze dłużej. Przewróciłam się na lodzie. Kolano obite, dziwny piruet wykonany. Leżę, ale wstaję tak szybko, że aż się sama sobie dziwię. Kolano boli. Idę dalej jeszcze 20km. Z każdym krokiem więcej szczęścia, a sen, który pojawił się w trakcie marszu i opadająca głowa wypełniła się nagłą uważnością. Mogłam powrócić do słuchania natury. Siebie. Mojej mistrzyni niedzielnych wędrówek czasem dość dalekich.
    Po co Ci te marsze? Nie dość masz aktywności? Twoje ciało tak często chce po prostu leżeć i nic nie robić. Przecież po marszu boli to i owo. Może lepiej zostań w domu, w ciepłym? Po co idziesz? Bo przecież nie po to by dojść i zrobić jak najwięcej km. Nie. Idę bo w trakcie czuję jak moje szczęście rośnie i poziom nie spada po. Idę bo uczę się tylu różności o sobie, zwłaszcza kiedy las, droga nieznana, upadek, poślizg. Idę bo to kocham i nic więcej mi nie jest potrzebne. Pójdę nawet jeśli wiem, że mogę spaść. I czasem pozostając w domu, w cichości własnej też wyruszam. I tez upadam, choć siedzę.
    Idę już bez celu. Idę by być, czuć, dać-dostać (od ludzi, ludziom, od natury, naturze).

    PS a teraz jadę w ciemność pociągiem i w ciemności powrócę do domu. Co przyniesie ta podróż? Jestem otwarta na to co we mnie, na to co za oknem, na to co w Tobie. Miłego dnia. Nowych odkryć, radości i bycia tak jak lubicie być ;-)

  34. „Jednak żeby dotrzeć do nowych wysp i lądów, do nowego siebie trzeba ruszyć w drogę”.
    Perspektywa nowych wysp i oceanów wydaje mi się jest szalenie istotna dla rozwoju. Przefantastyczne narzędzie człowieka, jakim jest jego sprawnie działająca wyobraźnia wytycza cele, wyznacza sens, doszukuje się sensu nawet w trudnych okolicznościach bezsensu (mam tu na myśli zbyt przygniatający plecak doświadczenia w danej chwili życiowej). Budowana na różne sposoby, różnymi ścieżkami i manowcami (czasami bywają i one ciekawsze niż te pierwsze, a i nawet pustkowia i chwile rozpaczy, marazmu, konstruktywnej tęsknoty czy nawet rozłąki za sobą mogą odbić się pozytywnym echem dla rozwoju) Wyobraźnia potrafi zdziałać cuda ;) Co jej jeszcze zawdzięczamy?Np. to, że potrafimy malowniczo szukać, podnosić się na duchu, przeć dziarsko do przodu kiedy coś nam doskwiera, kiedy tzw. nieszczęścia chodzą parami, kiedy coś nie idzie do końca po naszej myśli. MB często odwołuje się do „słowa leczą, słowa kaleczą”. Gdzie one powstają? Skąd się one na Miły Bóg biorą, jeśli nie z wyobraźni; z hipotetycznych wyobrażeń czyli obrazów, przeczuć, wizji i powiązanych z nimi emocji i odczuć np. niepewności czy to się zdarzy czy to się nie zdarzy.
    Czy to Karolcia wyczarowała tą świetną koszulkę z oczami dużego kota w ciapki? ;-)

Komentarze są wyłączone.