Pytania graniczne 2,3,4…manipulator i uzdrowiciel

ranny uzdrowiciel
ranny uzdrowiciel

Jak w komediach Stanisława Barei, podobnie jest z pytaniami granicznymi: wszystkie są tendencyjne. Każde z nich zawiera supozycje i presupozycje, czyli założenia, sugestie i przed-sugestie. Przed-sugestia to ukryty w treści, a często również w budowie zdania, postulat, którego nie wyłapujemy wprost, często nawet nie słyszymy, a jednak silnie, często podświadomie, na nas oddziałuje. Jak pytanie pewnej żony skierowane do męża, która wyciągnęła przed siebie pusty kieliszek  na przyjęciu: Poproszę wina, kochanie. Jak myślisz, czy tym razem uda ci się nie rozlać? Albo z pozoru niewinne słowo męża, który zwraca się do kierującej samochodem żony, która właśnie zatrzymała się na światłach:  Zielone!

I jak to z naszą percepcją bywa wybieramy z tych sugestii, reagujemy tylko na te, które w nas odzywając się echem. Ów mechanizm jest w pytania graniczne wkomponowany. Kłopot w tym, że ludźmi można manipulować. Moja definicja manipulacji jest nieco inna od używanych potocznie, lub ogólnie przyjętych. Wpływamy myślą, mową, uczynkiem, zaniedbaniem i zaniechaniem – jak w katolickim wyznaniu grzechów. Wpływamy słowem, gestem, przedmiotem, wyglądem, obecnością i brakiem obecności, karą i nagrodą. Wpływamy zawsze, nawet wtedy, kiedy myślimy, że nie wpływamy. Jednak manipulacja pojawia się wtedy, kiedy ktoś świadomie używa słów, gestów, rekwizytów – słowem narzędzi komunikacji, by wywołać efekt, reakcję drugiej osoby korzystną dla siebie, wbrew woli i wiedzy osoby manipulowanej.  W tym rozumieniu spora część naszych relacji jest szczera, choć niekiedy trudna, a nawet bolesna. Obie strony działają bezwiednie, nieświadomie, czasami w tak zwanej dobrej wierze. Mogą być zagubione, bezradne, czasem głupie emocjonalnie, wpływają na siebie pozytywnie lub irytująco… i jeśli zaczną być bardziej świadome, mogą zmienić swój stosunek do drugiej osoby. Mogą polepszyć komunikację i relację. Natomiast spora część edukacji i procesu wychowania – owszem, jest manipulacją. Czymże innym są drobne przekupstwa naszych dzieci, oszukiwanie i mówienie półprawd, przeciąganie na swoja stronę w kłótniach małżeńskich; lub nagradzanie dzieci ocenami w szkole i  zabawkami w domu?

W tym znaczeniu coachowi nie wolno manipulować. Może, to naturalne i czasami nieuniknione, zadać nietrafne pytanie, pogubić się, zgłupieć emocjonalnie, wyciągać fałszywe wnioski; ale nie wolno mu podprowadzać klienta do jedynie słusznego celu; używać języka manipulacji skłaniającego klienta do zaplanowanego rozwiązania; lub do działań, które coachowi wydają się najlepsze w danej kwestii. Z jakiego powodu?  Nie tylko dlatego, że to szkodliwe, nieetyczne i przede wszystkim zakazane, jak w starym dowcipie o łapówkarstwie. Gdy coach zaczyna manipulować, podprowadzać, sugerować rozwiązania, realizować cudze interesy – zatraca podstawową ideę coachingu, czyli służenie rozwojowi drugiego człowieka. Istnieje jednak zagrożenie głębsze, doradzając doradzający doradza zawsze sobie, znajduje recepty dla siebie, cudzymi rękami wyciąga węgle z paleniska, choć w istocie ich nie wyciąga; gdyż pogarsza kontakt. Kontakt z drugim człowiekiem [swoim klientem], czyli kontakt w relacji; kontakt człowieka z jego dylematami; i wreszcie swój kontakt ze sobą. W efekcie pełni rolę kolejnego manipulatora potwierdzając, w doświadczeniu klienta, że w relacji z autorytetem zawsze będzie się zmanipulowanym. Oczywiście bywa również odwrotnie, również klient coachingu może zacząć wywoływać poczucie winy u coacha, sterować, kierować, oszukiwać – powtarzać dawne wzorce. Dlatego im bardziej coach jest zdystansowany do relacji, tym lepiej dla relacji coachingowej. Dlatego też zaprzyjaźnianie się, zbliżanie się, koleżeństwo, romans –  w trakcie trwania relacji jest często nieświadomym sposobem na skrócenie dystansu. Jest obroną przed autentyczną zmianą, dotykaniem kwestii istotnych, aczkolwiek bolesnych. Z bliskiej odległości mniej widać. Gdy kogoś lubimy, koncentrujemy uwagę na cechach pozytywnych i unikamy trudnych kwestii, to naturalny odruch obronny.

Carl Gustav Jung pisał o rannym uzdrowicielu. To co mamy w sobie zranione, niezabliźnione, tego nie lubimy dotykać, to boli; dlatego też nie możemy skutecznie podejmować tematów u innych ludzi, które w nas wywołują ból. Dopiero, gdy rana się zabliźni, wyleczy; dopiero wtedy możemy być bardziej uważni na zranienia innych i dopiero wtedy możemy się nad nimi pomocnie pochylić. Przekroczenie granic własnej rany, to przekroczenie progu, krok, pomiędzy świadomym i nieświadomym, ku lepszemu życiu

 

 

Pytania graniczne 2,3,4…manipulator i uzdrowiciel
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Jest tak, że osoby początkujące, uczące się coachingu mają nieodpartą pokusę radzenia, wskazywania kierunku, a przede wszystkim silną potrzebę znalezienia rozwiązania z klientem. Tą tendencję widać również u psychologów.
    Wiem coś o tym, bo sam trenuję. Czasami jest ciężko, bo tak bardzo chcę by coaching był skuteczny, że zapominam mimowolnie o podstawowych zasadach! Czasami potrzeba bycia skutecznym jest tak bardzo silna, że zapominam o tym, iż można popełniać błędy : “Może, to naturalne i czasami nieuniknione, zadać nietrafne pytanie, pogubić się, zgłupieć emocjonalnie, wyciągać fałszywe wnioski”.
    Lepiej się wstrzymać i uniknąć.

    Jak bardzo ważne jest ukończenie dobrego i wymagającego kursu na Coacha chyba nie muszę mówić. Jak bardzo ważne jest ustawiczne uczenie się, dokształcanie, doskonalenie umiejętności też nie trzeba mowić. A może jednak trzeba? Jak bardzo ważne są superwizje z doświadczonym supervisorem!

    I wreszcie jak bardzo trzeba być uważnym, zdystansowanym obserwatorem. Choć bardzo bym chciał ( bardzo) – wymaga to wielu godzin doświadczeń i świadomego rozwijania swoich umiejętności. Wymagający proces.
    Co bardziej istotne. Im dłużej siedzę w branży tym bardziej się przekonuję, że bycie coachem to służba, a nie zawód – z głębokiej wiary w ludzkie możliwości.

    Nie oczekuj perfekcji a postępów.

  2. ja odczuwam szczescie gdy rozwiazuje zagadke,problem,gdy potrafie przekroczyc siebie,sprostac zadaniom,doprowadzic sprawy do celu,gdy odkrywam jakas poszukiwana prawde,gdy wyjasniaja sie niewiadome,,gdy znajduje odpowiedz na graniczne pytanie,gdy potarfie angazowac sie do konca w sprawy majace dla mnie sens,gdy kiwne palcem i zrobie cos dobrego dla innych,gdy jestem pochlonieta czyms pieknym-,obrazem,fotografia,rzezba-ale tez wieczornym niebem ,zielenia,uroda por roku,wierszem,melodia,ludzmi ….gdy w kontaktach jest szcerosc i miekkosc,gdy ktos “zaprasza do siebie”,gdy swieci slonce,a czasem gdy pada…gdy jest rownowaga w powietrzu,odpoczynek po pracy,upor ma sens,gdy widze efekty swojego wysilku,inetligencji,a czasem gdy mam troche szcescia,gdy zdarzaja sie takie chwile ,ze widzi sie wiecej niz jedno zycie;)))))))))……….
    jednym slowem ,gdy czuje ,ze to co robie ma sens-nie tylko dla mnie ,ale tez dla wszystkiego ,co mnie otacza,gdy jest dobre,piekne ,madre,spojne….

    oststnio sporo zawirowan i chmur na niebie;((((((((emocje powoduja zludzenia-wtedy obraz znika……..na szczescie na jakis czas…..

  3. Dżo-ann – takoż i u mnie, choć nie umiem tak poetycznie ;). Obcowanie z przyrodą i przyglądanie się moim dzieciom – wtedy powstają chwilę szczęścia, chwile z których nic ująć i nic do nich dodawać nie trzeba. Na szczęście takich chwil jest coraz więcej.

  4. Na 4 dni rozłożyła mnie grypa. W końcu się budzę a tu głowa kościoła abdykuje, Kościelisko zasypał śnieg, mam książki do odebrania z księgarni, puścili dalsze odcinki mojego serialu, nie mogę znaleźć przezroczystej kalki a w środę idę na rozmowę kwalifikacyjną na kurs coachingowy…..i życie tocz się dalej….a i jeszcze mąż prze smaczny żurek ugotował:)

  5. Ja swoje szczęście upatruję w tych cennych chwilach kiedy mogę oddać się twórczej refleksji, kiedy pozwalam mojemu skorpionowi, który znienacka uderza jadem sam w siebie w moim wnętrzu być w uśpieniu, kiedy akceptuję upływ czasu – bolesny, nieuchronnie tykający monotonią wahadła wielokształtnych zegarów.
    Szczęście? Taniec kropli na szybie, pliszki na krzewie głogu, melodyjka zen dźwięcząca w uszach, czyjaś radość, zaraźliwa głupawka, wciągająca książka, miłość, spacer po ośnieżonych plantach, zakotwiczenie w nadziei na “lepiej”, mały pyszczek kotka, który dopiero się na ten świat narodził, zapach sosnowego igliwia, skradająca się za ladą czupurna dziewczynka Zosia wypatrująca swojego Kajtusia (w co on się zamienił urwis jeden? ;))
    Wrażliwość=uwaga+zrozumienie i też szczęściem wewnętrznym rezonujące.

  6. Cóż za znak czasów. Głowa kościoła, następca Świętego Piotra rezygnuje z urzędu.

    Odwaga, złamanie setek lat tradycji, pokazanie, że można inaczej, po swojemu.

    Zmiana się dokonuje /w kościele/, zmiana osobista już dokonała.

    Benedykt XVI papież, Człowiek.

    Szacunek

  7. no i ustrzelił mnie Pan tym własnie pytaniem granicznym. mam wrażenie, że obudziałam się ze snu, po 4 latach. Bolało.

  8. Wszystko jest kwestią dojrzałości. W dzisiejszych czasach zapomina się o praktyce, refleksji, doskonaleniu. Liczy się biznes. W zasadzie ciężko trafić na mentora. Zastanawiałam się nad studiami doktoranckimi, jedyny profesor , który byłby w stanie wziąć mój temat okazał się bufonem i karierowiczem. Ciężko trafić na zrównoważonego człowieka. No i tyle w tym temacie:)

  9. Ciekaw jestem, o której powstał artykuł i czy zdjęcie Karola Wojtyły ma jakiś związek z dzisiejszą abdykacją Benedykta XVI, który jak sądzę, również zadał sobie pytanie graniczne. Swoją drogą, zadziwiające jest to, jak szybko możemy dostać odpowiedź na pytania, jeśli naprawdę szukamy na nie odpowiedzi. Z kolei zatrważające jest to, jak rzadko zdarza się ludziom, których znam, również i mi, dokładnie znać swoje preferencje; co mnie uszczęśliwia? Co daje mi poczucie satysfakcji? W zasadzie zamiast takich refleksji lepiej zorganizować czas i naprawdę na spokojnie przemyśleć te kwestie :))) Pozdrawiam Jakub :))))

Komentarze są wyłączone.